50
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
"Drugiej randki i tak by nie było, ale przynajmniej teraz wie, dlaczego w Polsce nie lubimy ruskich."

Siema, dzidki!

To przedostatnia część podróży dzidowca po Azji Środkowej. Poprzednia była o szybkiej wizycie w Tadżykistanie. Nie weszła na główną, dlatego zdecydowałem się streszczać i dokończyć.

Na zdjęciu powyżej - Samarkanda, jedna z trzech medres stojących przy Placu Registan. Czym są medresy napisałem dwie dzidy temu.

Miasto jest starsze od Maryli Rodowicz, bo wiadomo, że 2300 lat temu zdobył je Aleksander Wielki. Większość zabytków, które można w nim zobaczyć to rzeczy z czasów Tamerlana albo jego następców.

Tak, Tamerlan, czy jak kto woli, Timur Kulawy, o którym mogliście słyszeć jako o największym zbrodniarzu wojennym i psychopacie średniowiecza - w Samarkandzie ma swój pomnik. I grób.
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
Raczej nie miał takiej korony, jak na pomniku. Panował w latach 1370 - 1405. Z jego rozkazu zbudowano na przykład Mauzoleum Ruhabad, w którym pochowano jakiegoś islamskiego mistyka żyjącego w czasach Timura. W budynku nie byłoby nic ciekawego, gdyby nie to, że to najstarsza budowla w Samarkandzie, która dotrwała do naszych czasów w niezmienionym kształcie.
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
Samego Tamerlana pochowano kilkaset metrów dalej, w innym mauzoleum, bardziej okazałym. Tylko, że tamto na przestrzeni lat popadło w ruinę i odbudowano je w latach 70-tych.

Dla tych, którzy pytają o miejscową kuchnię, poniżej pokazuję plov. Czyli danie z ryżu i wołowiny, bardzo podobne do tego, co w Turcji i na Bałkanach funkcjonuje pod nazwą pilaw.
Parę dni później, przy innej okazji, dowiedziałem się, że zachowałem się jak kompletny burak, nalewając sobie herbaty do pełna. W Uzbekistanie sobie (i ewentualnym gościom) powinno się nalewać mniej niż połowę filiżanki. Aby jak najczęściej dolewać, aby nie dało się wypić za wiele na raz i spędzić przy herbacie jak najwięcej czasu. I w ten sposób okazać gościnność.

Przez cały ten czas, to jest, od dnia, w którym wjechałem do Uzbekistanu, pisałem na Tinderze z pewną Uzbeczką z Taszkentu. Nelya, lat 26, pracuje w jakiejś agencji marketingowej. Podobno zajmuje się głównie prowadzeniem mediów społecznościowych różnych marek, ale oprócz tego robi różne inne "projekty".
Jeszcze przed odjazdem z Buchary, napisałem do niej, że za parę dni znowu będę w Taszkencie. To może się spotkamy i porozmawiamy przy herbacie. Zgodziła się.

Dlatego z Samarkandy do Taszkentu odjeżdżałem nastawiony, że zobaczę nie tylko miasto. Podróż koleją dużych prędkości, o której wspominałem w poprzednich dzidach. Tak wygląda w środku wagon klasy biznes.
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
Wyraźnie lepiej niż w zwykłych pociągach. Rezerwując bilet przez internet możesz sobie od razu kupić posiłek, który ci przyniosą, ale do wyboru są tylko fast foody. Za to raz po wagonach przechodził ktoś z obsługi i sprzedawał lody gałkowe po 30.000 somów za małą porcję (około 9,60 zł).
Drugim razem za darmo rozdawali pakowane w folię drożdżówki, które powstały raczej w fabryce niż w piekarni.

Nocleg w Taszkencie wykupiłem sobie w mieszkaniu na najem krótkoterminowy. Ciekawe, czy u nich to gówno zatruwa rynek nieruchomości w takim stopniu jak u nas. Nie miałem kogo zapytać, kto byłby zorientowany w temacie.
W każdym razie, za 3 noce zapłaciłem, w przeliczeniu, około 270 złotych. Taniej niż niektóre hotele. Normalnie kosztowałoby drożej, ale podobno ktoś w ostatniej chwili odwołal rezerwację i właściciel wystawił z dużym rabatem, żeby nie stało puste. Co wpasowuje się w moją tezę, że w podróżach mam więcej farta niż rozumu.

Właściciel, jak się dowiedział, że jestem z Polski, powiedział mi, że jego córka studiowała we Wrocławiu, a teraz pracuje w Warszawie.

Mieszkanie 20-kilka metrów kwadratowych - jeden spory pokój, maleńka kuchnia i maleńka łazienka. Pierwsze piętro. Jakieś 10 km od głównego dworca. Dzielnica Yunusobod, która najprawdopodobniej jest przeciętną dzielnicą, to znaczy - bez patologii, ale i bez bananów. Na parkingach nie stało nic drogiego.

Z dworca do mieszkania dojechałem metrem.
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
Zdjęcie zrobione następnego dnia. Gdy dojechałem, była niedziela wieczór i humor... to znaczy metro, było wtedy puste. Na wejściu do stacji, jak w przypadku kolei - bramka i skaner. Oraz dwóch strażników.
Sporo jeździłem metrem i ze dwa razy zdarzyło się, że strażnik poprosił, abym otworzył plecak i pokazał zawartość. Po minięciu kontroli bezpieczeństwa, podchodzi się do bramek i płaci za wstęp zbliżając kartę do terminala.
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
1700 somów (około 55 groszy) za wstęp. Niezależnie czy wyjdziesz na następnej stacji, czy na drugim końcu miasta. Są cztery linie, a przejść z jednej na drugą da się bez wychodzenia za bramki (czyli bez dodatkowej opłaty).

Schemat linii i przystanków jest na każdej stacji i w każdym wagonie. Zawsze z zaznaczeniem, gdzie się znajdujesz. Więc nawet będąc kompletnie obcym, w każdej chwili wiesz, gdzie jesteś.
W wagonach wyświetla się nazwa następnej stacji, a z głośnika lecą komunikaty po uzbecku, rosyjsku i angielsku. Napisy też w trzech językach. Dzięki temu zaczynałem już łapać niektóre uzbeckie słowa.
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
(widok z wieży telewizyjnej)

A co do tej randki z Tindera - spotkałem się z Nelyą o umówionej godzinie na Placu Przyjaźni Narodów. Zaopatrzywszy się wcześniej w bukiet kwiatów (w krajach poradzieckich kwiaty mają większe znaczenie niż u nas. Nie wiem dlaczego, ale tak jest). Najpierw poszliśmy na herbatę, potem do "Magicznego Miasteczka" (taki park rozrywki, z atrakcjami dla rodzin z dziećmi, oceanarium itp.). Wszystko trwało łącznie około 4 godziny.

Pewnie ktoś chciałby zapytać, czy zabrałem ją do tego 20-metrowego apartamentu na Yunusobodzie i czy rano zrobiłem jej śniadanie. Otóż nie. W Uzbeckich warunkach (konserwatywny, muzułmański kraj) coś takiego na pierwszej randce prawdopodobnie się nie zdarza. A już na pewno nie zdarza się ludziom z moim ryjem, zakolami i nadwagą. I dziewczynom mieszkającym z rodzicami, którzy zapytają dlaczego wróciła z randki następnego dnia.

Przed spotkaniem najbardziej stresowałem się tym, jak wypadnę rozmawiając po rosyjsku. Mówię z błędami (uczyłem się z muzyki i filmów, a nie szkoły). Nelya jeszcze podczas pisania na Tinderze proponowała, że możemy rozmawiać po angielsku, ale przejście na ten język traktowałbym jak poddanie się. To tak jak gdy idziesz po chodniku i starasz się nie nadepnąć tam, gdzie płyty się stykają. Niby wiesz, że nic się nie stanie, jeśli to zrobisz, ale czasami wolisz tego unikać...
W każdym razie, jakoś podołałem. Tylko kilka razy wstawiałem angielskie słowo, gdy nie mogłem sobie przypomnieć ruskiego odpowiednika.

Podsumowując - drugiej randki i tak by nie było, ale przynajmniej teraz wie, dlaczego w Polsce nie lubimy ruskich.
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
(ulica Islama Karimova, a za nią Plac Przyjaźni Narodów. Z wielkim masztem i flagą).
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
Zupa z ciecierzycy. Taka sobie. Da się zjeść, ale mają ciekawsze rzeczy.
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
Kutab - duży, płaski pieróg, smażony na patelni. W środku wołowina. A to białe, to jogurt.
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
Czeburek - daleki krewny samsy, burka i kutaba. Ciasto z mięsem w środku. smażone w taki sposób, że w środku gromadzi się powietrze. Dlatego na początku wygląda na wielkie bydle, ale tak na prawdę jest wielkości kutaba. Czeburka da się zjeść też w innych krajach poradzieckich, zwłaszcza tam, gdzie mieszkają Tatarzy.

Muszę ostrzec, że w niektórych lokalach (w jednym przypadku na dziesięć) doliczają do rachunku "opłatę za obsługę". Tutaj wyniosła 15%. Ogólnie było tanio w porównaniu z gastronomią w Polsce i już miałem zamiar zostawić chłopakom okrągłe 200.000 somów. Ale jak zobaczyłem na paragonie, że sami sobie doliczyli napiwek, to dokładnie przejrzałem portfel i kiesznie, aby wyłożyć wyliczoną sumę i ani soma więcej.
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
Gdy następnym razem spotkam się z czymś takim, koniecznie zapytam, czy gdybym sam sobie poprzynosił wszystko z kuchni do stolika, to miałbym rachunek bez tej opłaty.

W tym miejscu kończę przedostatnią część. Wrzucę jeszcze jedną, o dalszej podróży przez zachodni Kazachstan. Nawet, jeśli ta część nie wejdzie na główną.

W komentarzu dam linki do poprzednich części. Dziękuję za doczytanie do końca. Pozdrawiam i wypierdalam,

obywatelpiwnicy
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
64
Uzbekistan #3
Siema dzidki!

Po pięciu dniach przebyta trasa wyglądała następująco:
Uzbekistan #3
(Każdy dzień innym kolorem. Łącznie około 2200 km)

Piątego dnia o 15:00 siedziałem już w pociągu z Nukus do Buchary. Trzecia klasa. Wagon taki sam, jak jeżdżące w nocy, czyli z miejscami do spania. Miałem miejsce na dole, można było sobie je złożyć i mieć siedzenie plus stolik.

Około 23:30 wysiadłem na dworcu w Bucharze. Nie miałem żadnego planu na tę noc, żadnego zarezerwowanego hotelu. Oczywiście da się znaleźć w necie hotele z opcją późnego zameldowania się, ale te miały chore ceny.
Uzbekistan #3
(odległość między miastami: około 550 km)

Sprawdziłem piętro dworca. Rzeczywiście, mieli tam "pokój odpoczynku" (patrz: poprzednia część), ale przed wejściem stał kontuar, taki jak mają na recepcji w hotelach. Nie było nikogo, kogo dałoby się zapytać czy można wejść i się umyć. Ale drzwi były otwarte na oścież.
We własnym kraju pewnie wbiłbym na krzywy ryj, ale na obczyźnie miałem opory.

Ostatecznie, poszedłem spać bez prysznica, na ławce w dworcowej poczekalni. Była odpowiednio szeroka, a plecak położony pod głową sprawdzał się jako poduszka.

Z dworca do centrum było osiem kilometrów. W carskiej Rosji opracowano tę strategię - w rejonach, które mogły się zbuntować, dworce kolejowe budowano na obrzeżach miast. Aby w razie powstania wojsko mogło dojechać koleją na przedmieścia i w spokoju przystąpić do pacyfikacji.
Słyszeliście te historie z Powstania Wielkopolskiego, gdy niemieckie posiłki przyjeżdżały koleją na dworzec w centrum miasta, a tam już czekali na nich uzbrojeni powstańcy?

To, co było dobre dla ruskiego okupanta, dla polskiego turysty oznaczało wybór między długim spacerem a taksówką.
Uzbekistan #3
Uzbekistan #3
(przed dworcem)

Padło na taksówkę. Za kurs zapłaciłem, w przeliczeniu, około 55 złotych. Czyli mniej więcej połowę taniej niż w Taszkencie, ale nie tak tanio jak w Nukus. Prawdopodobnie cena i tak zawierała "opłatę za bycie białym".
(widok z okna taksówki)

Po drodze zapytałem kierowcę gdzie tu można kupić pocztówki, bo ani na poczcie, ani na bazarach nie mają. A ten zwyczajnie otworzył schowek, wyjął stosik kartek i zapytał czy takie mogą być.

Wyglądały na zrobione metodą "zrób to sam". Zdjęcia zrobione telefonem, wydrukowane na trochę lepszym papierze. Ale na bezrybiu i rak ryba - kupiłem z dziesięć. Pewnie inni turyści tak często pytali taksówkarzy o pocztówki, że ci wyczuli w tym okazję na dodatkowy zarobek.

Pierwszy cel - twierdza.
Uzbekistan #3
Uzbekistan #3
Uzbekistan #3
Zbudowano ją w XVI wieku, gdy Chanatem Buchary rządzili pochodzący z Persji Szaibanidzi. W 1920, podczas oblężenia Buchary przez bolszewików, twierdzę zbombardowano z powietrza.

Nie ma na to twardych dowodów, ale część uszkodzeń mogła być dziełem samych obrońców. Gdy ostatni emir uciekał do Afgansitanu ze skarbami, nakazał wysadzić niektóre pomieszczenia (na przykład harem), aby nie mogły zostać sprofanowane przez bolszewików.
Uzbekistan #3
(ruiny meczetu, który stał wewnątrz twierdzy. W islamie meczet jest świątynią cały czas, nawet jeśli się zawali albo celowo go uszkodzi. A jeśli go zburzysz i wywieziesz gruz, to kawałek gruntu, na którym stał, muzułmanie nadal będą uważać za miejsce kultu)
Uzbekistan #3
Uzbekistan #3
(widok z twierdzy na miasto)
Uzbekistan #3
(wielbłąd spotkany pod twierdzą)
Uzbekistan #3
(to samo zdjęcie, co na początku) Medresa Ulugbeka, jakieś 5 minut pieszo od twierdzy. Najstarszy budynek w Bucharze, który zachował się do naszych czasów w niezmienionym kształcie. Wybudowano ją w 1417, czyli parę lat po bitwie pod Grunwaldem.

Medresy to islamskie szkoły. Niektóre są małe i oferują tylko naukę pisania, czytania i prawa koranicznego. Ale są też takie porządne, a ta konkretna, była jedną z najlepszych w swoich czasach. Uczono tam matematyki, astronomii, języków obcych, prawa koranicznego i pewnie czegoś jeszcze.

A dlaczego to prawo koraniczne jest tam takie ważne? Bo w świecie islamu nie ma rozróżnienia na prawo świeckie i prawo religijne. Jedynym prawem jest to, które Allah podyktował Mahometowi i spisano w Koranie. Wobec tego wszystkie aspekty życia muszą być podporządkowane religii. Dlatego, w świecie islamu, jeśli ktoś skończył teologię to tak, jakby od razu był prawnikiem.

Oczywiście, współcześnie wiele krajów muzułmańskich ma świeckie kodeksy, które czasami mocno rozmijają się z Koranem. Klasyczny przykład to Turcja.
Uzbekistan #3
Tutaj przykład kaligrafii, czyli sztuki odręcznego pisma. Ktoś coś napisał arabskim alfabetem w taki sposób, aby wyglądało jak statek z żaglami i wiosłami.
W islamie nie wolno robić obrazów przedstawiających ludzi i zwierzęta, dlatego pobożni artyści, działając w ramach tego, co wolno, rozwinęli sztukę odręcznego pisania.

Oczywiście dzisiaj ten zakaz nie jest jakoś specjalnie przestrzegany. Prawie nigdzie nie ma problemu, aby kobieta zrobiła sobie zdjęcie do dowodu z widoczną twarzą, a w telewizji normalnie pokazują ludzi i zwierzęta.
Uzbekistan #3
Na przykład tutaj wizerunek jednocześnie człowieka i zwierzęcia. To podobno upamiętnienie jakiegoś kaznodziei żyjącego w średniowieczu. Pani ze straganu z pamiątkami opowiedziała mi, że według legendy ten słynący z pobożności człowiek przyjechał do Buchary, gdy miasto od dłuższego czasu zmagało się z suszą i zaczynało brakować wody pitnej. I podobno wymodlił opady deszczu, wspominając Allahowi, że nigdy nie prosi o nic dla siebie i tym razem też, bo chodzi o wodę dla miasta.
Uzbekistan #3
(ZiŁ 130 z cegłami na pace. Nie dalej niż 500 metrów od Medresy Ulugbeka)

A poniżej coś, co chętnie przeniósłbym z Uzbekistanu do Polski i całej Europy
przy sygnalizacji wyświetla się liczba sekund do zmiany światła. Tak nie jest na pojedynczym skrzyżowaniu albo w pojedynczym mieście - tak jest w całym Uzbekistanie.
Jaka to jest oszczędność nerwów... Również z perspektywy pieszego, bo na przejściach nie zawsze masz sekundnik, ale zawsze możesz spojrzeć ile zostało do zmiany światła dla samochodów.

Oczywiście, na nagraniu prawie same Chevrolety.

Inna fajna rzecz w Bucharze, to uliczna budka, w której sprzedawali świeżo wyciskane soki. Za równowartość mniej niż 10 zł nalewali pół litra soku (do wyboru kilka owoców, np. pomarańcza, arbuz, jabłko, truskawka, kiwi). Przy 47 stopniach coś takiego, z kostkami lodu to była świetna sprawa.

Pokażę wam jeszcze uzbecki mebel.
Uzbekistan #3
Uzbekistan #3
Miejscowi mówią na to tapczan. Można to spotkać w restauracjach i hotelach, ale podobno ludzie mają to też normalnie u siebie w domach. Podobno siada się tam bez butów, po turecku i tak się zjada obiad. Są też wersje bez stolika na środku.

Będąc w tamtej knajpie nie robiłem zdjęć jedzenia.
Uzbekistan #3
Siódmego dnia wyprawy opóściłem Bucharę. Tym razem odjeżdżając koleją dużych prędkości, Afrosiyob. Prędkość maksymalna 250 km/h.
Skład to produkt hiszpańskiej marki Talgo. Lokomotywy i wagony w 2021 roku przepłynęły z Hiszpanii do Petersburga, a dalej pojechały przez Rosję i Kazachstan (podwozia na rosyjską szerokość torów).

Pamiętam jak u nas się jarano kilkanaście lat temu, że z Pendolino pociągi będą jeździć 160 km/h.

Dziękuję za doczytanie do końca i za pozytywny odzew. Staram się nie wrzucać dzid zbyt często, aby się nie przejadły.

Następnej części będzie o krótkiej wizycie w Tadżykistanie.

Pozdrawiam i wypierdalam,
obywatelpiwnicy
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
11
Trochę czasu minęło od obiecanej dzidy. Prosze wybaczyć brak czasu. Wiosce: Twardocice na Dolnym Śląsku znajdują się ruiny kościola Szwenkfeldystów, o ruinach i o samych Szwenkfeldystach Wam opowiem
Obiecany kościółek
Ruiny kościoła ewangelickiego – charakterystyczna dla Twardocic gotycka budowla, pierwotnie z 1448r. Dwukrotnie spalona i odbudowana. Pozostałości ogromnego kościoła granicznego, ucieczkowego.  Mieścił 2400 wiernych. Uwagę zwracała ambona, wsparta na figurze Mojżesza. Zbudowany na planie krzyża miał ok. 41 m długości, 25 m szerokości i 11 m wysokości.
Obiecany kościółek
Od 1554 r. w Twardocicach zaczęli osiedlać się wyznawcy nauk Caspara Schwenckfelda czyniąc z biegiem czasu tą miejscowość stolicą schwenckfeldyzmu. W 1609 r. kościół spłonął, jednakże dosyć szybko został odbudowany. Od lat 50. XVII w. aż do roku 1740 świątynia pełniła rolę kościoła granicznego, ucieczkowego. W związku z dużą liczba wiernych w 1701 r. podjęto decyzję o jego rozbudowie. W 1711 r. dokonano kolejnej rozbudowy. Autorem projektu był włoski architekt Julio Simonetti.  W 1719 r. do Twardocic przybyła dwuosobowa misja jezuitów – Ojciec Johann Milan i Ojciec Karl Regent, mieli oni za zadanie nawracać schwenckfeldystów na katolicyzm. Nawracanie słowem nie przyniosło upragnionego skutku. Jezuici zaczęli stosować kary pieniężne za nieobecność na naukach misyjnych, zdarzały się też kary więzienia bądź zaprzęgania do wozów w charakterze zwierząt pociągowych. Schwenckfeldystom zabroniono pochówku na cmentarzu, chowano ich nocą przy tzw. „bydlęcej drodze”. Prześladowania odniosły skutek i w 1726 r. 180 wyznawców postanowiło wyemigrować, najpierw trafili na Łużyce, a w 1734 r. wyjechali do Pensylwanii w Stanach Zjednoczonych.  W tym samym rok, w którym schwenckfeldysci wyjechali z Twardocic, w kościele odbudowano wieżę wg projektu K. Hartmanna. 1 października 1726 r. w pożarze kościół uległ zniszczeniu.  Staraniem ewangelików udało się go odbudować.
Obiecany kościółek
O tym kim byli Szwenkfeldyści i jak potoczyły się ich losy pokażę następną razą. Do tego mam ciekawostkę dla ornitofili. 3majcie się i wypierdalam
Obiecany kościółek
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.086813926696777