Ziemia w miejscu przyszłego stawu wygląda jak popiół — sucha, martwa, nieruszona.
A jednak Czikita widzi wodę, której tam nie ma.
W pustej niecce odbija się niebo, którego nad wsią nie widać.
Chmury przesuwają się po niewidzialnej tafli, jakby czekały na coś, co dopiero ma nadejść.
Zapach mułu unosi się z miejsca, które powinno być suche.
Głosy jesiotrów nie brzmią jak mowa — są naciskiem w skroniach,
powolnym przesuwaniem znaczeń pod czaszką.
Mówią, że koparka nie kopie ziemi.
Koparka schodzi głębiej.
Wydobywa z pola to, co zostało zakopane bez łopaty:
pomyłki, lęki, niedokończone zdania poprzednich właścicieli.
A kiedy Czikita cofa się o krok, ziemia robi to samo — jakby ją naśladowała.
Wtedy rozumie.
Staw nie ma powstać w polu.
Staw ma zostać wykopany w niej.
Każde poruszenie łyżki odrywa warstwę tego, co uważała za charakter.
Pod spodem nie ma nic stałego.
Tylko chłodna, czarna woda, która od dawna czekała na swoje imię.