75
Siema, dzidki!
Poprzednia część zakończyła się odjazdem z Buchary koleją dużych prędkości. 270 kilometrów do Samarkandy skład pokonał w dwie godziny (jeden przystanek po drodze).
Poprzednia część zakończyła się odjazdem z Buchary koleją dużych prędkości. 270 kilometrów do Samarkandy skład pokonał w dwie godziny (jeden przystanek po drodze).
Dojechałem około 18:00. Wysiadłem wiedząc, że do hotelu mam jakieś 8 kilometrów. Ale tym razem nie zamierzałem sprawdzać ile w tym mieście wynosi "opłata za bycie białym" doliczana do rachunku za taksówkę.
Od pierwszego dnia podróży miałem zainstalowaną aplikację Yandex Maps. Niektórzy to wiedzą, ale na wszelki wypadek wyjaśnię, że w dużym uproszczeniu Yandex to taki rosyjski Google.
Na Kaukazie i w Azji Środkowej mapy Yandex sprawdzają się lepiej niż te od Google, bo na tych drugich nie każde miejsce jest oznaczone, nie wszędzie są podane godziny otwarcia i jeśli ktoś miejscowy wystawia opinię jakiemuś miejscu, to na Yandex-ie, a nie na Google.
Yandex w tych krajach bardzo dobrze informuje o komunikacji miejskiej. Na mapie klikasz przystanek i wyświetla ci się lista linii autobusowych, które się na nim zatrzymują w kolejności od tego, który podjedzie najwcześniej. Klikasz kafelek z tą linią i na mapie widzisz jej trasę.
To się przydaje tym bardziej, że na przystankach nie ma żadnych rozkładów jazdy ani nawet numerów linii. Tak jakby miejscowym nie były potrzebne.
W każdym razie, z użyciem Yandex Maps sprawdziłem jak dojechać do hotelu z jedną przesiadką. Nie musisz mieć żadnej aplikacji - przy wejściach jest terminal do płatności kartą. W Samarkandzie przejazd, niezależnie od odległości i czasu, kosztuje 1700 somów (55 groszy).
Nie widziałem żeby starsze panie płaciły kartą (może mają za darmo - nie wiem). Dzieciaki wysiadając wręczają kierowcy gotówkę.
Od pierwszego dnia podróży miałem zainstalowaną aplikację Yandex Maps. Niektórzy to wiedzą, ale na wszelki wypadek wyjaśnię, że w dużym uproszczeniu Yandex to taki rosyjski Google.
Na Kaukazie i w Azji Środkowej mapy Yandex sprawdzają się lepiej niż te od Google, bo na tych drugich nie każde miejsce jest oznaczone, nie wszędzie są podane godziny otwarcia i jeśli ktoś miejscowy wystawia opinię jakiemuś miejscu, to na Yandex-ie, a nie na Google.
Yandex w tych krajach bardzo dobrze informuje o komunikacji miejskiej. Na mapie klikasz przystanek i wyświetla ci się lista linii autobusowych, które się na nim zatrzymują w kolejności od tego, który podjedzie najwcześniej. Klikasz kafelek z tą linią i na mapie widzisz jej trasę.
To się przydaje tym bardziej, że na przystankach nie ma żadnych rozkładów jazdy ani nawet numerów linii. Tak jakby miejscowym nie były potrzebne.
W każdym razie, z użyciem Yandex Maps sprawdziłem jak dojechać do hotelu z jedną przesiadką. Nie musisz mieć żadnej aplikacji - przy wejściach jest terminal do płatności kartą. W Samarkandzie przejazd, niezależnie od odległości i czasu, kosztuje 1700 somów (55 groszy).
Nie widziałem żeby starsze panie płaciły kartą (może mają za darmo - nie wiem). Dzieciaki wysiadając wręczają kierowcy gotówkę.
(zdjęcie zrobione dwa dni później. Zwykle w autobusach jest więcej ludzi). Dla miłośników komunikacji miejskiej wrzucam video. Pozostali mogą pominąć.
Następnego dnia, przed ósmą wyszedłem z hotelu. Przyjąłem za cel dostać się do Tadżykistanu (Samarkanda leży ledwie 40 kilometrów od granicy) i przed zmrokiem wrócić do hotelu. Było jasne, że wiele nie zobaczę. Chodziło mi właściwie tylko o to, aby móc dopisać kolejny kraj do listy odwiedzonych.
Autobusem dojechałem w okolice ronda przy wylotówce w stronę granicy. Aby jechać dalej, trzeba było złapać marszrutkę. A marszrutka wygląda mniej więcej tak:
Autobusem dojechałem w okolice ronda przy wylotówce w stronę granicy. Aby jechać dalej, trzeba było złapać marszrutkę. A marszrutka wygląda mniej więcej tak:
(na zdjęciu losowy Chevrolet Damas, ale takie same jeżdżą jako marszrutki).
Ten wehikuł jest krótszy i węższy od Mitsubishi Colta, ale zmieści się do niego kierowca i siedmioro pasażerów (dwa rzędy po trzy siedzenia plus jedno miejsce obok kierowcy).
Większość marszrutek ma za przednią szybą tablicę z nazwą miejscowości, do której jedzie. Nie mają rozkładów, nawet Yandex Maps ich nie uwzględnia. Trzeba zwyczajnie stanąć w miejscu, przy którym jest szansa, że marszrutka się zatrzyma i czekać. Tym miejscem nie musi być przystanek autobusowy. W Nukus widziałem ludzi czekających na marszrutkę przy krawędzi ruchliwej ulicy i rzeczywiście coś się zatrzymywało.
Jeśli marszrutka nie ma tablicy z nazwą miejscowości, trzeba zwyczajnie zapytać kierowcę dokąd jedzie.
Miejscowi na pewno wiedzą ile kosztują przejazdy na trasach, które ich interesują. Mnie się trafiło tak, że wsiadłem do Damasa, gdy jeszcze nie było w środku innych pasażerów. Za kurs pod samo przejście graniczne kierowca zaśpiewał 50.000 somów (około 16 złotych).
Cena wydała się uczciwa, jak na 40 kilometrów. Auto zatrzymywało się na przystankach w mijanych miescowościach, a tam ktoś wsiadał albo ktoś wysiadał. Ludzie w różnym wieku - starsza pani ze starszym panem, około 30-letnia pani z dwójką dzieci, dziewczyna która mogła jeszcze nie mieć 20 lat, panowie po 40-stce albo chłopak wyglądajacy na jakieś 12-13 lat. Pełen przekrój społeczeństwa.
Pomimo skromnych wymiarów auta, nie było mi ciasno, nawet gdy wszystkie miejsca były zajęte.
Ten wehikuł jest krótszy i węższy od Mitsubishi Colta, ale zmieści się do niego kierowca i siedmioro pasażerów (dwa rzędy po trzy siedzenia plus jedno miejsce obok kierowcy).
Większość marszrutek ma za przednią szybą tablicę z nazwą miejscowości, do której jedzie. Nie mają rozkładów, nawet Yandex Maps ich nie uwzględnia. Trzeba zwyczajnie stanąć w miejscu, przy którym jest szansa, że marszrutka się zatrzyma i czekać. Tym miejscem nie musi być przystanek autobusowy. W Nukus widziałem ludzi czekających na marszrutkę przy krawędzi ruchliwej ulicy i rzeczywiście coś się zatrzymywało.
Jeśli marszrutka nie ma tablicy z nazwą miejscowości, trzeba zwyczajnie zapytać kierowcę dokąd jedzie.
Miejscowi na pewno wiedzą ile kosztują przejazdy na trasach, które ich interesują. Mnie się trafiło tak, że wsiadłem do Damasa, gdy jeszcze nie było w środku innych pasażerów. Za kurs pod samo przejście graniczne kierowca zaśpiewał 50.000 somów (około 16 złotych).
Cena wydała się uczciwa, jak na 40 kilometrów. Auto zatrzymywało się na przystankach w mijanych miescowościach, a tam ktoś wsiadał albo ktoś wysiadał. Ludzie w różnym wieku - starsza pani ze starszym panem, około 30-letnia pani z dwójką dzieci, dziewczyna która mogła jeszcze nie mieć 20 lat, panowie po 40-stce albo chłopak wyglądajacy na jakieś 12-13 lat. Pełen przekrój społeczeństwa.
Pomimo skromnych wymiarów auta, nie było mi ciasno, nawet gdy wszystkie miejsca były zajęte.
Przed przejściem granicznym wszystko wyglądało prawie tak samo jak na przejściu pod Taszkentem - budki i stragany z kartami SIM, wymianą walut albo drobną gastronomią. Samo przejście graniczne też podobne do tego pod Taszkentem, tylko że mniejsze. Większość ludzi tam to migranci zarobkowi.
Od lat Tadżycy i Kirgizi (a w mniejszym stopniu Uzbecy i Kazachowie) wyjeżdżają do Rosji, gdzie pracują głównie na budowach albo jako kierowcy. Często podróżują samochodami i da się spotkać stare osobówki, zwykle Łady, na rosyjskich blachach, gdzie siedzi dwóch - trzech migrantów, a reszta auta jest wypchana po brzegi torbami, nierzadko wiozą coś na dachu.
Rosja nie jest już dla nich tak dogodnym miejscem do zarabiania pieniędzy jak przed rokiem 2022, ale nadal są tacy, którym opłaca się wyjeżdżać.
Po tadżyckiej stronie wymieniłem trochę waluty i dałem się znaleźć pierwszemu z brzegu taksówkarzowi. Dogadałem się, że podwiezie mnie na bazar w Pandżakencie (pierwsze, trochę większe miasto) i tam na mnie poczeka.
Od lat Tadżycy i Kirgizi (a w mniejszym stopniu Uzbecy i Kazachowie) wyjeżdżają do Rosji, gdzie pracują głównie na budowach albo jako kierowcy. Często podróżują samochodami i da się spotkać stare osobówki, zwykle Łady, na rosyjskich blachach, gdzie siedzi dwóch - trzech migrantów, a reszta auta jest wypchana po brzegi torbami, nierzadko wiozą coś na dachu.
Rosja nie jest już dla nich tak dogodnym miejscem do zarabiania pieniędzy jak przed rokiem 2022, ale nadal są tacy, którym opłaca się wyjeżdżać.
Po tadżyckiej stronie wymieniłem trochę waluty i dałem się znaleźć pierwszemu z brzegu taksówkarzowi. Dogadałem się, że podwiezie mnie na bazar w Pandżakencie (pierwsze, trochę większe miasto) i tam na mnie poczeka.
(widok z taksówki)
Wszystko da się zrobić z ZiŁ-a 130, nawet wóz strażacki (ten z pierwszego zdjęcia).
W środku bazar podobny do tych, które widziałem wcześniej w Kazachstanie i Uzbekistanie. Również pod tym względem, że nie mieli tam pocztówek.
W środku bazar podobny do tych, które widziałem wcześniej w Kazachstanie i Uzbekistanie. Również pod tym względem, że nie mieli tam pocztówek.
(melony sprzedawane prosto z paki Sprintera. Wielkiego da się kupić za równowartość około 10 - 15 zł. Mniejszych nie polecam, bo zwykle im większy, tym słodszy, a małe są bardziej nijakie w smaku. Ta sama reguła i te same ceny dotyczą arbuzów)
(okolice bazaru)
Potem podjechałem z taksówkarzem do muzeum dawnego Pandżakentu.
Potem podjechałem z taksówkarzem do muzeum dawnego Pandżakentu.
Na początku VIII wieku Pandżakent leżał na wschodnich rubieżach Sogdiany - królestwa rządzonego przez dynastię pochodzącą z Persji. Królestwo podbili Arabowie, ale już po kilku latach w tej okolicy wybuchł bunt przeciwko nowym władcom.
W roku 722 Arabowie zdobyli Pandżakent i wymordowali wszystkich mieszkańców, których było wtedy około 3000 (nie tak mało, jak na tamte czasy). Sporą część budynków zniszczono. Później miasto zaczęło się odradzać i budować od zera, parę kilometrów od ruin. Muzeum mieści się właśnie tam, gdzie Pandżakent znajdował się zanim go Arabowie zaorali.
W roku 722 Arabowie zdobyli Pandżakent i wymordowali wszystkich mieszkańców, których było wtedy około 3000 (nie tak mało, jak na tamte czasy). Sporą część budynków zniszczono. Później miasto zaczęło się odradzać i budować od zera, parę kilometrów od ruin. Muzeum mieści się właśnie tam, gdzie Pandżakent znajdował się zanim go Arabowie zaorali.
(pozostałości po dawnym Pandżakencie, a w tle widać co wyższe budynki dzisiejszego miasta).
Stamtąd już skierowałem się już w drogę powrotną do granicy. Po trasie kierowca zatrzymał się na stacji benzynowej i ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że paliwo w Tadżykistanie jest po 7,50 - 8,00 złotych. Dwa razy drożej niż w Uzbekistanie. A nawet drożej niż w Polsce.
Kierowca powiedział, że czasami tankuje po uzbeckiej stronie, ale nie tak często, jakby chciał, bo przekroczenie granicy samochodem potrafi zająć więcej niż dwie godziny w jedną stronę.
Poniżej widok z taksówki w drodze powrotnej.
Stamtąd już skierowałem się już w drogę powrotną do granicy. Po trasie kierowca zatrzymał się na stacji benzynowej i ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że paliwo w Tadżykistanie jest po 7,50 - 8,00 złotych. Dwa razy drożej niż w Uzbekistanie. A nawet drożej niż w Polsce.
Kierowca powiedział, że czasami tankuje po uzbeckiej stronie, ale nie tak często, jakby chciał, bo przekroczenie granicy samochodem potrafi zająć więcej niż dwie godziny w jedną stronę.
Poniżej widok z taksówki w drodze powrotnej.
Za w sumie około 50 kilometrów plus łącznie godzinę oczekiwania (bazar i muzeum) taksówkarz wziął w przeliczeniu około 100 złotych.
Około 17:00 byłem znowu w Samarkandzie. Niektórzy pytają o miejscową kuchnię, dlatego poniżej pokazuję manti. Podobne do pierogów - w środku wołowe mięso, polane czymś co z wyglądu i smaku przypomina maggi.
Około 17:00 byłem znowu w Samarkandzie. Niektórzy pytają o miejscową kuchnię, dlatego poniżej pokazuję manti. Podobne do pierogów - w środku wołowe mięso, polane czymś co z wyglądu i smaku przypomina maggi.
To białe na środku z początku wyglądało mi na majonez, ale na szczęście to był jogurt. Gęstszy od zwykłego jogurtu, ale nie tak gęsty jak jogurt typu greckiego. Dodatkowo podali butelkę ze słodko-ostrym sosem i pieczywo.
Trzeba być bardzo głodnym albo bardzo ruskim, żeby zagryzać pierogi chlebem.
Odnoszę wrażenie, że manti to taka potrawa, której smak zależy od tego kto i jak je robił. To z nagrania powyżej średnio mi smakowało, ale dwa dni później, w innym lokalu jadłem lepsze, podane z pomidorami i cebulą.
To wszystko na dzisiaj. Dziękuję za doczytanie do końca i pozytywny odbiór.
Pozdrawiam i wypierdalam,
ObywatelPiwnicy
Trzeba być bardzo głodnym albo bardzo ruskim, żeby zagryzać pierogi chlebem.
Odnoszę wrażenie, że manti to taka potrawa, której smak zależy od tego kto i jak je robił. To z nagrania powyżej średnio mi smakowało, ale dwa dni później, w innym lokalu jadłem lepsze, podane z pomidorami i cebulą.
To wszystko na dzisiaj. Dziękuję za doczytanie do końca i pozytywny odbiór.
Pozdrawiam i wypierdalam,
ObywatelPiwnicy
Siema dzidki!
Po pięciu dniach przebyta trasa wyglądała następująco:
Po pięciu dniach przebyta trasa wyglądała następująco:
(Każdy dzień innym kolorem. Łącznie około 2200 km)
Piątego dnia o 15:00 siedziałem już w pociągu z Nukus do Buchary. Trzecia klasa. Wagon taki sam, jak jeżdżące w nocy, czyli z miejscami do spania. Miałem miejsce na dole, można było sobie je złożyć i mieć siedzenie plus stolik.
Około 23:30 wysiadłem na dworcu w Bucharze. Nie miałem żadnego planu na tę noc, żadnego zarezerwowanego hotelu. Oczywiście da się znaleźć w necie hotele z opcją późnego zameldowania się, ale te miały chore ceny.
Piątego dnia o 15:00 siedziałem już w pociągu z Nukus do Buchary. Trzecia klasa. Wagon taki sam, jak jeżdżące w nocy, czyli z miejscami do spania. Miałem miejsce na dole, można było sobie je złożyć i mieć siedzenie plus stolik.
Około 23:30 wysiadłem na dworcu w Bucharze. Nie miałem żadnego planu na tę noc, żadnego zarezerwowanego hotelu. Oczywiście da się znaleźć w necie hotele z opcją późnego zameldowania się, ale te miały chore ceny.
(odległość między miastami: około 550 km)
Sprawdziłem piętro dworca. Rzeczywiście, mieli tam "pokój odpoczynku" (patrz: poprzednia część), ale przed wejściem stał kontuar, taki jak mają na recepcji w hotelach. Nie było nikogo, kogo dałoby się zapytać czy można wejść i się umyć. Ale drzwi były otwarte na oścież.
We własnym kraju pewnie wbiłbym na krzywy ryj, ale na obczyźnie miałem opory.
Ostatecznie, poszedłem spać bez prysznica, na ławce w dworcowej poczekalni. Była odpowiednio szeroka, a plecak położony pod głową sprawdzał się jako poduszka.
Z dworca do centrum było osiem kilometrów. W carskiej Rosji opracowano tę strategię - w rejonach, które mogły się zbuntować, dworce kolejowe budowano na obrzeżach miast. Aby w razie powstania wojsko mogło dojechać koleją na przedmieścia i w spokoju przystąpić do pacyfikacji.
Słyszeliście te historie z Powstania Wielkopolskiego, gdy niemieckie posiłki przyjeżdżały koleją na dworzec w centrum miasta, a tam już czekali na nich uzbrojeni powstańcy?
To, co było dobre dla ruskiego okupanta, dla polskiego turysty oznaczało wybór między długim spacerem a taksówką.
Sprawdziłem piętro dworca. Rzeczywiście, mieli tam "pokój odpoczynku" (patrz: poprzednia część), ale przed wejściem stał kontuar, taki jak mają na recepcji w hotelach. Nie było nikogo, kogo dałoby się zapytać czy można wejść i się umyć. Ale drzwi były otwarte na oścież.
We własnym kraju pewnie wbiłbym na krzywy ryj, ale na obczyźnie miałem opory.
Ostatecznie, poszedłem spać bez prysznica, na ławce w dworcowej poczekalni. Była odpowiednio szeroka, a plecak położony pod głową sprawdzał się jako poduszka.
Z dworca do centrum było osiem kilometrów. W carskiej Rosji opracowano tę strategię - w rejonach, które mogły się zbuntować, dworce kolejowe budowano na obrzeżach miast. Aby w razie powstania wojsko mogło dojechać koleją na przedmieścia i w spokoju przystąpić do pacyfikacji.
Słyszeliście te historie z Powstania Wielkopolskiego, gdy niemieckie posiłki przyjeżdżały koleją na dworzec w centrum miasta, a tam już czekali na nich uzbrojeni powstańcy?
To, co było dobre dla ruskiego okupanta, dla polskiego turysty oznaczało wybór między długim spacerem a taksówką.
(przed dworcem)
Padło na taksówkę. Za kurs zapłaciłem, w przeliczeniu, około 55 złotych. Czyli mniej więcej połowę taniej niż w Taszkencie, ale nie tak tanio jak w Nukus. Prawdopodobnie cena i tak zawierała "opłatę za bycie białym".
Padło na taksówkę. Za kurs zapłaciłem, w przeliczeniu, około 55 złotych. Czyli mniej więcej połowę taniej niż w Taszkencie, ale nie tak tanio jak w Nukus. Prawdopodobnie cena i tak zawierała "opłatę za bycie białym".
(widok z okna taksówki)
Po drodze zapytałem kierowcę gdzie tu można kupić pocztówki, bo ani na poczcie, ani na bazarach nie mają. A ten zwyczajnie otworzył schowek, wyjął stosik kartek i zapytał czy takie mogą być.
Wyglądały na zrobione metodą "zrób to sam". Zdjęcia zrobione telefonem, wydrukowane na trochę lepszym papierze. Ale na bezrybiu i rak ryba - kupiłem z dziesięć. Pewnie inni turyści tak często pytali taksówkarzy o pocztówki, że ci wyczuli w tym okazję na dodatkowy zarobek.
Pierwszy cel - twierdza.
Po drodze zapytałem kierowcę gdzie tu można kupić pocztówki, bo ani na poczcie, ani na bazarach nie mają. A ten zwyczajnie otworzył schowek, wyjął stosik kartek i zapytał czy takie mogą być.
Wyglądały na zrobione metodą "zrób to sam". Zdjęcia zrobione telefonem, wydrukowane na trochę lepszym papierze. Ale na bezrybiu i rak ryba - kupiłem z dziesięć. Pewnie inni turyści tak często pytali taksówkarzy o pocztówki, że ci wyczuli w tym okazję na dodatkowy zarobek.
Pierwszy cel - twierdza.
Zbudowano ją w XVI wieku, gdy Chanatem Buchary rządzili pochodzący z Persji Szaibanidzi. W 1920, podczas oblężenia Buchary przez bolszewików, twierdzę zbombardowano z powietrza.
Nie ma na to twardych dowodów, ale część uszkodzeń mogła być dziełem samych obrońców. Gdy ostatni emir uciekał do Afgansitanu ze skarbami, nakazał wysadzić niektóre pomieszczenia (na przykład harem), aby nie mogły zostać sprofanowane przez bolszewików.
Nie ma na to twardych dowodów, ale część uszkodzeń mogła być dziełem samych obrońców. Gdy ostatni emir uciekał do Afgansitanu ze skarbami, nakazał wysadzić niektóre pomieszczenia (na przykład harem), aby nie mogły zostać sprofanowane przez bolszewików.
(ruiny meczetu, który stał wewnątrz twierdzy. W islamie meczet jest świątynią cały czas, nawet jeśli się zawali albo celowo go uszkodzi. A jeśli go zburzysz i wywieziesz gruz, to kawałek gruntu, na którym stał, muzułmanie nadal będą uważać za miejsce kultu)
(widok z twierdzy na miasto)
(wielbłąd spotkany pod twierdzą)
(to samo zdjęcie, co na początku) Medresa Ulugbeka, jakieś 5 minut pieszo od twierdzy. Najstarszy budynek w Bucharze, który zachował się do naszych czasów w niezmienionym kształcie. Wybudowano ją w 1417, czyli parę lat po bitwie pod Grunwaldem.
Medresy to islamskie szkoły. Niektóre są małe i oferują tylko naukę pisania, czytania i prawa koranicznego. Ale są też takie porządne, a ta konkretna, była jedną z najlepszych w swoich czasach. Uczono tam matematyki, astronomii, języków obcych, prawa koranicznego i pewnie czegoś jeszcze.
A dlaczego to prawo koraniczne jest tam takie ważne? Bo w świecie islamu nie ma rozróżnienia na prawo świeckie i prawo religijne. Jedynym prawem jest to, które Allah podyktował Mahometowi i spisano w Koranie. Wobec tego wszystkie aspekty życia muszą być podporządkowane religii. Dlatego, w świecie islamu, jeśli ktoś skończył teologię to tak, jakby od razu był prawnikiem.
Oczywiście, współcześnie wiele krajów muzułmańskich ma świeckie kodeksy, które czasami mocno rozmijają się z Koranem. Klasyczny przykład to Turcja.
Medresy to islamskie szkoły. Niektóre są małe i oferują tylko naukę pisania, czytania i prawa koranicznego. Ale są też takie porządne, a ta konkretna, była jedną z najlepszych w swoich czasach. Uczono tam matematyki, astronomii, języków obcych, prawa koranicznego i pewnie czegoś jeszcze.
A dlaczego to prawo koraniczne jest tam takie ważne? Bo w świecie islamu nie ma rozróżnienia na prawo świeckie i prawo religijne. Jedynym prawem jest to, które Allah podyktował Mahometowi i spisano w Koranie. Wobec tego wszystkie aspekty życia muszą być podporządkowane religii. Dlatego, w świecie islamu, jeśli ktoś skończył teologię to tak, jakby od razu był prawnikiem.
Oczywiście, współcześnie wiele krajów muzułmańskich ma świeckie kodeksy, które czasami mocno rozmijają się z Koranem. Klasyczny przykład to Turcja.
Tutaj przykład kaligrafii, czyli sztuki odręcznego pisma. Ktoś coś napisał arabskim alfabetem w taki sposób, aby wyglądało jak statek z żaglami i wiosłami.
W islamie nie wolno robić obrazów przedstawiających ludzi i zwierzęta, dlatego pobożni artyści, działając w ramach tego, co wolno, rozwinęli sztukę odręcznego pisania.
Oczywiście dzisiaj ten zakaz nie jest jakoś specjalnie przestrzegany. Prawie nigdzie nie ma problemu, aby kobieta zrobiła sobie zdjęcie do dowodu z widoczną twarzą, a w telewizji normalnie pokazują ludzi i zwierzęta.
W islamie nie wolno robić obrazów przedstawiających ludzi i zwierzęta, dlatego pobożni artyści, działając w ramach tego, co wolno, rozwinęli sztukę odręcznego pisania.
Oczywiście dzisiaj ten zakaz nie jest jakoś specjalnie przestrzegany. Prawie nigdzie nie ma problemu, aby kobieta zrobiła sobie zdjęcie do dowodu z widoczną twarzą, a w telewizji normalnie pokazują ludzi i zwierzęta.
Na przykład tutaj wizerunek jednocześnie człowieka i zwierzęcia. To podobno upamiętnienie jakiegoś kaznodziei żyjącego w średniowieczu. Pani ze straganu z pamiątkami opowiedziała mi, że według legendy ten słynący z pobożności człowiek przyjechał do Buchary, gdy miasto od dłuższego czasu zmagało się z suszą i zaczynało brakować wody pitnej. I podobno wymodlił opady deszczu, wspominając Allahowi, że nigdy nie prosi o nic dla siebie i tym razem też, bo chodzi o wodę dla miasta.
(ZiŁ 130 z cegłami na pace. Nie dalej niż 500 metrów od Medresy Ulugbeka)
A poniżej coś, co chętnie przeniósłbym z Uzbekistanu do Polski i całej Europy
A poniżej coś, co chętnie przeniósłbym z Uzbekistanu do Polski i całej Europy
przy sygnalizacji wyświetla się liczba sekund do zmiany światła. Tak nie jest na pojedynczym skrzyżowaniu albo w pojedynczym mieście - tak jest w całym Uzbekistanie.
Jaka to jest oszczędność nerwów... Również z perspektywy pieszego, bo na przejściach nie zawsze masz sekundnik, ale zawsze możesz spojrzeć ile zostało do zmiany światła dla samochodów.
Oczywiście, na nagraniu prawie same Chevrolety.
Inna fajna rzecz w Bucharze, to uliczna budka, w której sprzedawali świeżo wyciskane soki. Za równowartość mniej niż 10 zł nalewali pół litra soku (do wyboru kilka owoców, np. pomarańcza, arbuz, jabłko, truskawka, kiwi). Przy 47 stopniach coś takiego, z kostkami lodu to była świetna sprawa.
Pokażę wam jeszcze uzbecki mebel.
Jaka to jest oszczędność nerwów... Również z perspektywy pieszego, bo na przejściach nie zawsze masz sekundnik, ale zawsze możesz spojrzeć ile zostało do zmiany światła dla samochodów.
Oczywiście, na nagraniu prawie same Chevrolety.
Inna fajna rzecz w Bucharze, to uliczna budka, w której sprzedawali świeżo wyciskane soki. Za równowartość mniej niż 10 zł nalewali pół litra soku (do wyboru kilka owoców, np. pomarańcza, arbuz, jabłko, truskawka, kiwi). Przy 47 stopniach coś takiego, z kostkami lodu to była świetna sprawa.
Pokażę wam jeszcze uzbecki mebel.
Miejscowi mówią na to tapczan. Można to spotkać w restauracjach i hotelach, ale podobno ludzie mają to też normalnie u siebie w domach. Podobno siada się tam bez butów, po turecku i tak się zjada obiad. Są też wersje bez stolika na środku.
Będąc w tamtej knajpie nie robiłem zdjęć jedzenia.
Będąc w tamtej knajpie nie robiłem zdjęć jedzenia.
Siódmego dnia wyprawy opóściłem Bucharę. Tym razem odjeżdżając koleją dużych prędkości, Afrosiyob. Prędkość maksymalna 250 km/h.
Skład to produkt hiszpańskiej marki Talgo. Lokomotywy i wagony w 2021 roku przepłynęły z Hiszpanii do Petersburga, a dalej pojechały przez Rosję i Kazachstan (podwozia na rosyjską szerokość torów).
Pamiętam jak u nas się jarano kilkanaście lat temu, że z Pendolino pociągi będą jeździć 160 km/h.
Dziękuję za doczytanie do końca i za pozytywny odzew. Staram się nie wrzucać dzid zbyt często, aby się nie przejadły.
Następnej części będzie o krótkiej wizycie w Tadżykistanie.
Pozdrawiam i wypierdalam,
obywatelpiwnicy
Pamiętam jak u nas się jarano kilkanaście lat temu, że z Pendolino pociągi będą jeździć 160 km/h.
Dziękuję za doczytanie do końca i za pozytywny odzew. Staram się nie wrzucać dzid zbyt często, aby się nie przejadły.
Następnej części będzie o krótkiej wizycie w Tadżykistanie.
Pozdrawiam i wypierdalam,
obywatelpiwnicy
Siema, dzidki!
Ciąg dalszy opowieści. Poprzednia część zakończyła się wjazdem do Uzbekistanu. Od tamtego momentu spędziłem dwie doby w Taszkencie, ale o mieście opowiem kiedyś osobno.
Wspomnę tylko, że jeszcze tego samego dnia odpaliłem Tindera. Aby sprawdzić czy będąc obcokrajowcem (z zamożniejszego kraju i w pewnym sensie egzotycznym) rzeczywiście będę miał łatwiej niż miałbym w Polsce. Trudno obiektywnie porównać, bo w Polsce nigdy z tej szatańskiej aplikacji nie korzystałem. Ale wątpię, abym nad Wisłą, ze swoim chłopskim ryjem, zakolami i nadmiarem kilogramów dostał cztery dopasowania w cztery godziny.
Ciąg dalszy opowieści. Poprzednia część zakończyła się wjazdem do Uzbekistanu. Od tamtego momentu spędziłem dwie doby w Taszkencie, ale o mieście opowiem kiedyś osobno.
Wspomnę tylko, że jeszcze tego samego dnia odpaliłem Tindera. Aby sprawdzić czy będąc obcokrajowcem (z zamożniejszego kraju i w pewnym sensie egzotycznym) rzeczywiście będę miał łatwiej niż miałbym w Polsce. Trudno obiektywnie porównać, bo w Polsce nigdy z tej szatańskiej aplikacji nie korzystałem. Ale wątpię, abym nad Wisłą, ze swoim chłopskim ryjem, zakolami i nadmiarem kilogramów dostał cztery dopasowania w cztery godziny.
Do tego tematu jeszcze kiedyś wrócę.
Wieczorem piątego dnia wyprawy udałem się dworzec i to dobry moment, aby opowiedzieć jak wyglądają wejścia do dworców w Kazachstanie i Uzbekistanie.
A z grubsza wyglądają tak, jak w Polsce wejścia do sądów. Jest bramka i skaner z taśmą. Ludzie przepuszczają przez skanery torby, plecaki, kurtki itp.
Wieczorem piątego dnia wyprawy udałem się dworzec i to dobry moment, aby opowiedzieć jak wyglądają wejścia do dworców w Kazachstanie i Uzbekistanie.
A z grubsza wyglądają tak, jak w Polsce wejścia do sądów. Jest bramka i skaner z taśmą. Ludzie przepuszczają przez skanery torby, plecaki, kurtki itp.
Po co to jest? To długa historia, opowiem osobno, w komentarzu.
Ktoś pytał o zdjęcia wnętrz wagonów. W odpowiedzi filmik poniżej. Można pominąć, chyba, że ktoś jest miłośnikiem kolei.
Ktoś pytał o zdjęcia wnętrz wagonów. W odpowiedzi filmik poniżej. Można pominąć, chyba, że ktoś jest miłośnikiem kolei.
W odróżnieniu od Kazachstanu, w uzbeckiej pierwszej klasie oba miejsca w przedziale są na dole i nie musisz się nigdzie wspinać. Albo, jak pisał ktoś pod poprzednią dzidą - ryzykować, że ktoś nad tobą się zleje i będzie na ciebie kapać.
Wybierałem się do słabo zaludnionej północy Uzbekistanu - Autonomicznej Republiki Karakałpacji. Podróż miała potrwać 17 godzin (1000 kilometrów). Miejscowi polecieliby z Taszkentu samolotem - szybciej i w podobnej cenie. Ale jadąc pociągiem oszczędzam na noclegu. Dodatkowo są lepsze widoki z okna i szansa pogadać z kimś tutejszym.
Kolega, na którego trafiłem okazał się pracownikiem działu windykacji któregoś z banków. Mówi, że co miesiąc wyjeżdża do jakiegoś oddziału na prowincji, aby "wesprzeć ich pracę". Cokolwiek miałoby to oznaczać. Jeśli ma blisko, jedzie pociągiem, jeśli gdzieś dalej, firma ogarnia mu samolot.
Wybierałem się do słabo zaludnionej północy Uzbekistanu - Autonomicznej Republiki Karakałpacji. Podróż miała potrwać 17 godzin (1000 kilometrów). Miejscowi polecieliby z Taszkentu samolotem - szybciej i w podobnej cenie. Ale jadąc pociągiem oszczędzam na noclegu. Dodatkowo są lepsze widoki z okna i szansa pogadać z kimś tutejszym.
Kolega, na którego trafiłem okazał się pracownikiem działu windykacji któregoś z banków. Mówi, że co miesiąc wyjeżdża do jakiegoś oddziału na prowincji, aby "wesprzeć ich pracę". Cokolwiek miałoby to oznaczać. Jeśli ma blisko, jedzie pociągiem, jeśli gdzieś dalej, firma ogarnia mu samolot.
Wysiadł w Dżyzak (przed Samarkandą). Z dziadkiem, który wsiadł na jego miejsce nie gadałem, bo była noc i wolałem spać. Wcześniejszej nocy spałem słabo, bo od 46-stopniowych upałów spaliła mi się skóra na karku i ramionach. Przez to jak się nie ułożyć, tak zawsze piekło. Rano ogarnąłem maść z apteki.
Powyżej widok rano z okien pociągu. Krajobraz to pustynia Kyzył-Kum. Nie wygląda jak Sahara, której zdjęcia na pewno widzieliście. Czasami rosną na niej jakieś krzaki.
Tutaj ciekawostka co do jej nazwy i innych nazw. Kyzył-Kum dosłownie znaczy "czerwony piach". Ale nie chodzi o kolor piachu czy kamieni. U narodów turkijskich kierunki geograficzne kojarzy się z kolorami. A nie z porami dnia, jak po polsku (południe, północ itd.).
Północ jest według nich czarna. Gdy Turcy nazwali Morze Czarne, to chodziło im o to, że z ich perspektywy jest na północy. A potem ktoś źle przetłumaczył i tak zostało.
Morze Śródziemne to po turecku Ak Deniz czyli dosłownie "Białe Morze". Bo dla nich zachód jest biały. W sumie, podoba mi się ten tok rozumowania. Zachód powinien być biały...
A południe jest według nich czerwone. I stąd Morze Czerwone.
Rano wysiadłem na dworcu w Nukus, mieście trochę mniejszym od Białegostoku. Tradycyjnie, pierwsza rzecz to sprawdzenie gdzie się można umyć. Na piętrze dworca znalazłem miejsce podpisane jako "pokój odpoczynku". W Kazachstanie nie spotkałem się z czymś takim.
Tutaj ciekawostka co do jej nazwy i innych nazw. Kyzył-Kum dosłownie znaczy "czerwony piach". Ale nie chodzi o kolor piachu czy kamieni. U narodów turkijskich kierunki geograficzne kojarzy się z kolorami. A nie z porami dnia, jak po polsku (południe, północ itd.).
Północ jest według nich czarna. Gdy Turcy nazwali Morze Czarne, to chodziło im o to, że z ich perspektywy jest na północy. A potem ktoś źle przetłumaczył i tak zostało.
Morze Śródziemne to po turecku Ak Deniz czyli dosłownie "Białe Morze". Bo dla nich zachód jest biały. W sumie, podoba mi się ten tok rozumowania. Zachód powinien być biały...
A południe jest według nich czerwone. I stąd Morze Czerwone.
Rano wysiadłem na dworcu w Nukus, mieście trochę mniejszym od Białegostoku. Tradycyjnie, pierwsza rzecz to sprawdzenie gdzie się można umyć. Na piętrze dworca znalazłem miejsce podpisane jako "pokój odpoczynku". W Kazachstanie nie spotkałem się z czymś takim.
Było otwarte. Żadnych napisów zabraniających wstępu albo informujących o opłatach. No to skorzystałem z prysznica i postarałem się, aby zostawić po sobie porządek.
Wcześniej zapytałem sprzątaczkę gdzie tu się można umyć i pewnie o to jej chodziło, gdy powiedziała, że na górze.
Samo miasto od razu wydało się zupełnie innym miejscem niż stolica. Jakby było wręcz w innym kraju i w pewnym sensie rzeczywiście było, bo Karakałpacja od czasów radzieckich ma autonomię.
Taksówkarzy pod dworcem było mało i nie zaczepiali podróżnych. Stali przy swoich Chevroletach i rozmawiali ze sobą. O ile w Taszkencie co druga kobieta na ulicy nosi chustę zasłaniającą włosy, o tyle w Nukus chustę nosiła może co dziesiąta, może co piętnasta.
Wcześniej zapytałem sprzątaczkę gdzie tu się można umyć i pewnie o to jej chodziło, gdy powiedziała, że na górze.
Samo miasto od razu wydało się zupełnie innym miejscem niż stolica. Jakby było wręcz w innym kraju i w pewnym sensie rzeczywiście było, bo Karakałpacja od czasów radzieckich ma autonomię.
Taksówkarzy pod dworcem było mało i nie zaczepiali podróżnych. Stali przy swoich Chevroletach i rozmawiali ze sobą. O ile w Taszkencie co druga kobieta na ulicy nosi chustę zasłaniającą włosy, o tyle w Nukus chustę nosiła może co dziesiąta, może co piętnasta.
(na zdjęciu Deawoo Tico, a obok chyba Chevrolet Cobalt)
Miałem mało czasu na zwiedzanie, bo kolejny pociąg o 15:00. W pierwszej kolejności chciałem zobaczyć rzekę Amu-darię, póki jeszcze istnieje. Tak, to ta rzeka, która wysycha, bo w czasach radzieckich zaczęto zabierać jej wodę. Zbudowano kanały, aby doprowadzać wodę na wpół pustynne tereny i umożliwić prowadzenie tam jakiegokolwiek rolnictwa.
Na wysokości Nukusu rzeka jest już okradziona ze sporej części wody, dodatkowo płynie przez suchy teren, gdzie żadna inna rzeka do niej nie wpada. A przy temperaturach rzędu 45 - 50 stopni (normalny lipiec), to co zostało, szybko wyparowuje.
Miałem mało czasu na zwiedzanie, bo kolejny pociąg o 15:00. W pierwszej kolejności chciałem zobaczyć rzekę Amu-darię, póki jeszcze istnieje. Tak, to ta rzeka, która wysycha, bo w czasach radzieckich zaczęto zabierać jej wodę. Zbudowano kanały, aby doprowadzać wodę na wpół pustynne tereny i umożliwić prowadzenie tam jakiegokolwiek rolnictwa.
Na wysokości Nukusu rzeka jest już okradziona ze sporej części wody, dodatkowo płynie przez suchy teren, gdzie żadna inna rzeka do niej nie wpada. A przy temperaturach rzędu 45 - 50 stopni (normalny lipiec), to co zostało, szybko wyparowuje.
Rzeka, która dawniej uchodziła do Jeziora Aralskiego, teraz dosięga go tylko wczesną wiosną. Gdy w górach topnieją śniegi, a na pustyni nie jest jeszcze na tyle gorąco, by woda parowała.
Z centrum miasta nad rzekę jest około 7 kilometrów. Przejazd taksówką w jedną stronę kosztował 26 000 somów, czyli trochę ponad 8 złotych. W porównaniu z Taszkentem, to na prawdę inny świat.
Po powrocie do centrum, wstąpiłem do muzeum poświęconego Berdachowi i innym poetom z Karakałpacji.
Z centrum miasta nad rzekę jest około 7 kilometrów. Przejazd taksówką w jedną stronę kosztował 26 000 somów, czyli trochę ponad 8 złotych. W porównaniu z Taszkentem, to na prawdę inny świat.
Po powrocie do centrum, wstąpiłem do muzeum poświęconego Berdachowi i innym poetom z Karakałpacji.
Rekonstrukcja namiotów, w jakich mieszkali Karakałpacy w XIX wieku, czyli w czasach Berdacha. O ile zrozumiałem, Berdach był dla nich Mickiewiczem i Słowackim w jednej osobie (żył w latach 1827 - 1900).
W uzbeckich muzeach zwykle można robić zdjęcia. Tylko kupując bilet trzeba o to zapytać, bo czasami za pozwolenie na fotografowanie trzeba zapłacić.
O 15:00 byłem już w pociągu do Buchary.
Dziękuję za doczytanie do końca. Jeśli macie jakieś pytania, to dawajcie. W komentarzu dam linki do poprzednich części i do serii o rozpadzie ZSRR.
Pozdrawiam i wypierdalam!
ObywatelPiwnicy
W uzbeckich muzeach zwykle można robić zdjęcia. Tylko kupując bilet trzeba o to zapytać, bo czasami za pozwolenie na fotografowanie trzeba zapłacić.
O 15:00 byłem już w pociągu do Buchary.
Dziękuję za doczytanie do końca. Jeśli macie jakieś pytania, to dawajcie. W komentarzu dam linki do poprzednich części i do serii o rozpadzie ZSRR.
Pozdrawiam i wypierdalam!
ObywatelPiwnicy
Siema, dzidki!
Od kilkunastu godzin jestem w Kazachstanie. Konkretnie w Astanie (stolicy), ale potem jadę dalej.
Miasto Astana zawiera:
Od kilkunastu godzin jestem w Kazachstanie. Konkretnie w Astanie (stolicy), ale potem jadę dalej.
Miasto Astana zawiera:
1. Park z widokiem na pałac prezydencki.
2. Fontannę z czterema jeźdźcami przed budynkiem Muzeum Narodowego.
W środku zakaz fotografowania. Niektórzy go łamią, ale nie jestem u siebie, więc przestrzegam reguł.
Mają tam rzeczy z czasów Złotej Ordy, z czasów plemion turkijskich, które tam żyły przed nadejściem Mongołów i z czasów białych ludzi, którzy tam żyli przed nadejściem turkutów.
W środku zakaz fotografowania. Niektórzy go łamią, ale nie jestem u siebie, więc przestrzegam reguł.
Mają tam rzeczy z czasów Złotej Ordy, z czasów plemion turkijskich, które tam żyły przed nadejściem Mongołów i z czasów białych ludzi, którzy tam żyli przed nadejściem turkutów.
3. Tanie autobusy. Pojedynczy przejazd kosztuje 90 groszy (110 tenge).
Niektóre przystanki mają klimatyzowaną kabinę - latem chłodzi, zimą grzeje.
Niektóre przystanki mają klimatyzowaną kabinę - latem chłodzi, zimą grzeje.
4. Linię kolejową idącą przez środek miasta po wiadukcie. Działa jak metro, ale na powierzchni. W środku tłok, ale czysto i żadnych ćpunów.
Pojedynczy przejazd kosztuje 200 tenge, czyli mniej niż 2 złote.
Pojedynczy przejazd kosztuje 200 tenge, czyli mniej niż 2 złote.
5. Taką wieżę widokową. Nie wjechałem na górę, bo kolejka była potężna. Ale z "metra" też są dobre widoki z góry.
6. Taki mural. Albo mozaikę. Nie wiem, nie przyjrzałem się z bliska.
7. Tego GAZa-3307 z pierwszego zdjęcia. Jeśli wierzyć napisowi na wysięgniku, wysięgnik ma 17 metrów długości.
To.wszystko na ten moment. Jeśli macie jakieś pytania o Kazachstan, to dawajcie, bo jeszcze trochę tu zostanę.
A tymczasem pozdrawiam i wypierdalam!
To.wszystko na ten moment. Jeśli macie jakieś pytania o Kazachstan, to dawajcie, bo jeszcze trochę tu zostanę.
A tymczasem pozdrawiam i wypierdalam!