20
Chyba wygramy
Profil na IG mapper_from_swiss od blisko 130dni prowadzi turniej gdzie głosy decydują o tym kto przechodzi dalej.

Jutro ostatni dzień. I chyba mamy szansę na wygraną xD (aktualnie walczy Dania i Norwegia, jest 42/58)

W każdym głosowaniu bierze udział kilkaset tysięcy osób, a najlepsze rolki mają blisko 10mln wyświetleń! I nie jest to zdominowane przez nas tak jak np PolandBall swego czasu. Więc miło, że ktoś tam na nas głosuje 

TRZYMAJCIE SIĘ W TEJ POLSCE 🇵🇱🇵🇱🇵🇱
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
„Jest najpełniejszą metaforą Jeziora Górnego- potężnego, tajemniczego i ostatecznie bardzo niebezpiecznego.”

- Thor Conway, Spirits on Stone, cyt. w The Walrus
Mishipeshu (wym. MisziPESzu) to jedna z najpotężniejszych istot w mitologii ludów Anishinaabe z okolic Wielkich Jezior. Opisywany jest jako wodny duch, kosmologiczny manitou, który rządzi głębinami. Żyje w najgłębszych partiach jezior i rzek i ma władzę nad wszystkimi istotami wodnymi. W wielu źródłach podkreśla się, że jego imię można przełożyć jako Wielki Ryś (eng. Great Lynx), choć w języku potocznym częściej mówi się o nim „wodna pantera” lub „wodny lew”.
Kompendium strachu: „Wielki Ryś z głębin ”, Mishipeshu, vol. 39
W opisach z folkloru i współczesnych opracowań Mishipeshu jest istotą chimeryczną złożoną z części wielu zwierząt. Ma ciało dużego drapieżnego kota, długą, często wężową lub smoczą część ogonową. Na grzbiecie rząd kolców lub łusek, a na głowie rogi, najczęściej przypominające rogi bizona lub jelenia. Skóra bywa opisywana jako łuskowata, miedziana lub biała jak śnieg. Ogólne wrażenie jest jednocześnie piękne i przerażające. Wielu autorów porównuje go do skrzyżowania kuguara ze smokiem albo bardziej popkulturowo: „dinozaura z pumą”. Kocia sylwetka wzmocniona gadzimi łuskami i potężnym, wodnym ogonem. W tradycji Anishinaabe szczególnie ważne są jego rogi, gdyż w ikonografii są znakiem ogromnej mocy duchowej. Badacze zauważają, że Mishipeshu jest jedynym manitou konsekwentnie przedstawianym z rogami, co dodatkowo podkreśla jego rangę.
Kompendium strachu: „Wielki Ryś z głębin ”, Mishipeshu, vol. 39
W artykułach popularnych o Wielkich Jeziorach często przywołuje się także historię z XVII wieku. Jezuita Paul Le Jeune miał obserwować rybaków nad jeziorem, którzy wyciągnęli z wody dziwne stworzenie. Długie na ponad półtora metra, z ciałem jaszczurki i głową żółwia. Przerażeni szybko wrzucili je z powrotem w głębiny. Dopiero później Le Jeune usłyszał, że nie był to „pechowy połów”, lecz istota zdolna wywoływać katastrofalne sztormy, więc trzeba ją jak najszybciej uwolnić.

W współczesnych tekstach o Mishipeshu pojawia się pytanie, czy to wyłącznie mit, czy także „lokalny potwór z jeziora” w sensie kryptozoologicznym. Popularne opracowania przytaczają na przykład historię mężczyzny, który w 1897 roku miał zostać „owinięty jak przez węża” przez jakieś stworzenie w wodach Superior. Znane też są relację Randy’ego Brauna z lat 70., który sfotografował serię garbów w wodzie i opisał „stworzenie grubości Volkswagena”. Autorzy tych tekstów zwykle zachowują sceptycyzm, ale pokazują, jak współczesne relacje płynnie łączą się z dawno opowiadanymi historiami o wodnym panu głębin.
Kompendium strachu: „Wielki Ryś z głębin ”, Mishipeshu, vol. 39
W bardziej naukowych i eseistycznych ujęciach Mishipeshu bywa nazywany metaforą Jeziora Górnego- potężnego, tajemniczego i ostatecznie bardzo niebezpiecznego. Ma wyjaśniać nie tylko nagłe burze i utonięcia, ale też pełnić rolę opowieści–ostrzeżenia. Nie zbliżaj się do zdradliwej wody, nie wchodź na cienki lód, nie lekceważ jeziora. W rejonie rzeki Churchill dzieci bawiły się nawet w grę „Mishipeshu”, gdzie jedno z nich odgrywało potwora „topiącego” resztę w zabawie. Jest to bardzo bezpośrednie odzwierciedlenie roli tej postaci w wychowaniu i przekazywaniu zasad ostrożności.
Kompendium strachu: „Wielki Ryś z głębin ”, Mishipeshu, vol. 39
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
5
Jersey Devil (znany też jako Leeds Devil) to najsłynniejsza bestia z południa stanu New Jersey. Skrzydlaty diabeł z kopytami i końsko-koźlą głową, który od XVIII w. ma nawiedzać sosnowe ostępy Pine Barrens. W najpopularniejszej wersji ludowej legendy „Matka Leeds” przeklęła swoje trzynaste dziecko, a noworodek w burzową noc urósł i zmienił się w potwora, wrzasnął, rozwinął błoniaste skrzydła i wyleciał kominem w las. Odtąd słychać jego pisk i widać tropy kopyt na piasku. Opowieść lokalizuje narodziny stwora w okolicy Leeds Point, a opis istoty (końska łebina, nietoperze skrzydła, ogon, kopyta) utrwaliły dziesiątki relacji i broszur folklorystycznych.
Kompendium strachu: „Szelest skrzydeł nad borami ”, Jersey Devil, vol. 28
Ustne podania krążyły na długo przed prasą. Chętnie opowiadano o nocnych krzykach w bagnach, o śladach na dachach stodół, o przestraszonych furmanach i myśliwych, którym coś przefrunęło nad głową. Kulminacją była styczniowa panika 1909 r., gdy gazety z całego Delawere Valley drukowały setki doniesień o atakach na tramwaj w Haddon Heights, strzelaniu do stwora w Camden i tajemniczych śladach w śniegu. Zjawiska wyjaśniano później hoaxami [1], ale fala plotek na trwałe skleiła wizerunek potwora z pejzażem Pinelands.
Kompendium strachu: „Szelest skrzydeł nad borami ”, Jersey Devil, vol. 28
Nowsze ujęcia historyków pokazują, że ów diabeł wyrósł także z konfliktów kolonialnych. Drukarz Daniel Leeds (a potem jego syn Titan) popadli w spór z kwakrami [2] i samym Benjaminem Franklinem. Pamflety piętnujące „diabelskość” rodziny Leedsów oraz herb rodu z przedstawionymi wywernami pomogły osadzić „diabła z Leeds” w lokalnej wyobraźni. W XX w. przedsiębiorczy showmani i prasa zrewitalizowali tę figurę jako Jersey Devil. To rozpoznawalny dziś model będący zlepekiem dawnej politycznej satyry, wiejskich strachów i nowoczesnej kultury masowej
Kompendium strachu: „Szelest skrzydeł nad borami ”, Jersey Devil, vol. 28
W literaturze i kompendiach folkloru potwór doczekał się całych monografii. Klasycznej, reportersko-etnograficznej książki Jamesa F. McCloya i Raya Millera (The Jersey Devil, 1976), która zebrała warianty podań i „widzeń”, oraz pracy Briana Regala i Franka J. Esposita (The Secret History of the Jersey Devil, 2018/2019). Druga pozycja wywodziła genealogię legendy z prasy kolonialnej, pamfletów i przedsiębiorczości jarmarcznej. Razem pokazują, jak żywa jest tradycja ustna od „Matki Leeds” po zimowe tropy i nocne wrzaski i jak łatwo legenda adaptuje się do nowych mediów.
Kompendium strachu: „Szelest skrzydeł nad borami ”, Jersey Devil, vol. 28
[1] Mistyfikacje i świadomie spreparowanymi fałszywkami (np. sfingowane zdjęcia, żarty dziennikarskie), które mają wprowadzić w błąd lub wywołać sensację.

[2] Członkowie Religijnego Towarzystwa Przyjaciół (ang. Quakers), protestanckiej wspólnoty powstałej w XVII-wiecznej Anglii, znanej m.in. z pacyfizmu, prostoty obyczajów i spotkań bez ustalonej liturgii.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
5
„Niesie w worku kości i nie pyta o drogę,
liczy kroki za tych, co przeliczyli własne.
To, co zdaje się dalekie, już stoi u progu,
a cisza po gwiździe zna ścieżkę do każdego domu.”

- epigraf inspirowany folklorem Kolumbii i Wenezueli 
El Silbón (pol. Gwizdacz) z llanos  to jedna z najsłynniejszych postaci grozy folkloru równin Llanos we Wenezueli i we wschodniej Kolumbii. To duch młodzieńca, który zamordował własnego ojca i za karę został przeklęty, by wiecznie wędrować z workiem pełnym ojcowskich kości i straszyć ludzi przeraźliwym gwizdem. Najczęściej za kolebkę tej opowieści podaje się okolice Guanarito w stanie Portuguesa.
Kompendium strachu: „Nocny gwizd na równinach”, El Silbón, vol. 26
W rdzeniowej, wenezuelskiej wersji legendy rozpuszczony i pijany chłopak domaga się na kolację jeleniny. Gdy ojciec wraca z polowania z pustymi rękami, syn zabija go, wypruwa wnętrzności, a matkę omamia, by je ugotowała. Starszy mężczyzna z rodu, zazwyczaj dziadek albo inny opiekun wymierza chłopakowi chłostę. Rany polewa alkoholem i papryką, każe nieść kości ojca w worku i puszcza go na zatracenie. Od tej pory „zatracona dusza” przemierza równiny, przedstawiana jako bardzo wysoki, chudy mężczyzna w szerokim kapeluszu, z ciężkim workiem kości na plecach.
Kompendium strachu: „Nocny gwizd na równinach”, El Silbón, vol. 26
Znakiem rozpoznawczym El Silbóna jest niepokojący gwizd, przypominający pasaże gamy „do–re–mi–fa–sol–la–si”, który ślizga się w górę i w dół. W ludowej wiedzy ma on paradoksalną akustykę: gdy słychać go blisko, duch jest daleko, a gdy dochodzi z oddali  stoi już bardzo blisko. Sam dźwięk bywa traktowany jako omen śmierci. W licznych przekazach „Gwizdacz” poluje przede wszystkim na pijaków i kobieciarzy, niekiedy wysysając z nich „alkoholizowaną” krew przez pępek, a kiedy indziej po prostu zapowiada zgon kogoś z okolicy. Jako środki obronne wymienia się bat (látigo), bardzo ostrą paprykę (ají) i towarzystwo psa, którego szczekanie ma go odpędzać. Pomaga też modlitwa wypowiedziana bez lęku.
Kompendium strachu: „Nocny gwizd na równinach”, El Silbón, vol. 26
Legenda funkcjonuje przede wszystkim w Wenezueli (Portuguesa i  llanos) oraz w kolumbijskich Llanos Orientales. W wersjach z Kolumbii mocniej wybrzmiewa motyw samotności ducha, który gwizdem próbuje zwabić towarzysza. Spotyka się też warianty, w których barwa gwizdu przepowiada śmierć: niski ton dla mężczyzny, wysoki dla kobiety.

W literaturze i opracowaniach etnograficznych El Silbón odczytywany bywa jako przestroga moralna przed przemocą domową, pijaństwem i rozwiązłością, jako uosobienie winy i nieukojonego sumienia. Postać przeniknęła do antologii i słowników legend. Badania regionalne oraz relacje z Portuguesa pokazują, jak współczesne wyobrażenia Gwizdacza  splatają się z realiami życia na równinach. W zbiorowej pamięci Ameryki Południowej El Silbón pozostaje więc jednocześnie karą za parricydę (z łac. parricida- rodzicobójstwo), nocnym upiorem występków i dźwiękiem granicznym między światem żywych a ciężarem winy, której nie sposób uciszyć.
Kompendium strachu: „Nocny gwizd na równinach”, El Silbón, vol. 26
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.078644037246704