1
„Y mae mor salw â Gwrach y Rhibyn.”
tłumaczenie: „Jest tak brzydka jak Gwrach y Rhibyn.”

- walijskie przysłowie (albo bardziej obelga) znalezione u Wirta Sikesa w British Goblins
Gwrach y Rhibyn (wym. gł-rach y HRI-bin, tłum. wiedźma z mgły) to jedna z najbardziej złowieszczych postaci walijskiego folkloru. Nie tyle napada na ludzi, co zapowiada śmierć, jest omenem i posłańcem złej wieści. W opowieściach wyłania się nocą z wilgotnej mgły przy brodach, na rozstajach dróg albo pod oknami domostw. Jej pojawieniu towarzyszy przeciągły, gardłowy krzyk oraz wołanie po imieniu osoby, której kres jest bliski. Bywa łączona a czasem mylona z cyhyraeth (wym. ky-HY-rajt )- bezcielesnym jękiem śmierci.
Kompendium strachu: „Ta, która stuka w okno”, Gwrach y Rhibyn , vol. 31
Wygląd Gwrach y Rhibyn jest celowo odpychający. Stara, koścista postać o poszarpanych włosach, trupio bladej twarzy i długich, czarnych zębach, czasem ze skórzastymi skrzydłami, którymi łopocze przy oknie. Jej ręce są wyschłe, z palcami jak haki, spojrzenie puste. W wersjach wodnych widać ją przy strumieniach i brodach, gdzie klęczy i pierze krwawe szaty, podobnie jak szkocka bean nighe (wym. ban NI-je, tłum. kobieta piorąca). Albo zanurza dłonie w wodzie, chlapiąc rytmicznie, jakby odprawiała obrzęd.
Kompendium strachu: „Ta, która stuka w okno”, Gwrach y Rhibyn , vol. 31
Najważniejszym znakiem obecności jest głos. Zjawa potrafi wyć lub szeptać imiona domowników-„Mój mąż!”, „Moja żona!”, „Moje maleńkie dziecko!”, jakby już rozpoczynała lament. Nocą ma zwyczaj stukać w szyby, skrobać w drewniane framugi, a jej krzyk przetacza się w trzech falach, każda coraz słabsza. Dla słuchaczy to ostateczne potwierdzenie, że śmierć jest w drodze. Ludzie mawiali, że jeśli ktoś odkrzyknie, przyzna się w ten sposób do własnego losu.
Kompendium strachu: „Ta, która stuka w okno”, Gwrach y Rhibyn , vol. 31
Tradycja lokuje te spotkania głównie w południowej i zachodniej Walii, zwłaszcza w okolicach brodów i dolin rzek, gdzie mgły zalegają najdłużej. Wspomnienia z XIX-wiecznych zbiorów ludowych mówią o gospodarzach, którym przed zgonem zjawa kilkukrotnie zastukała w okno. O wędrowcach, co wzięli ją za samotną kobietę na drodze, a po zbliżeniu ujrzeli potworną twarz. O krzyku niesionym po wybrzeżu tuż przed złymi wieściami z morza. To opowieści bardziej szeptane niż spisywane: „sąsiad słyszał od sąsiada”, ale uderzająco zgodne co do tego, że po nich zwykle następował pogrzeb.
Kompendium strachu: „Ta, która stuka w okno”, Gwrach y Rhibyn , vol. 31
W opowieściach Gwrach y Rhibyn bywa zwierciadłem wspólnotowego lęku. Mgła, choroba, nagłe nieszczęście, których nie sposób nazwać inaczej niż „złe powietrze” i „zły znak”. To dlatego tak często pojawia się u wody. W brodach, gdzie świat suchy styka się z nurtem, albo na rozdrożu, gdzie spotykają się ścieżki i decyzje. Tam, gdzie ją widziano, ludzie mówili ciszej, szybciej zamykali okiennice i trzymali dzieci w domu. A kiedy krzyk ucichał, zostawało przeświadczenie, że jeśli zjawa przyszła, to nie po to, by straszyć bez sensu. Lecz by przypomnieć, że każda wieś i każdy dom mają swój czas żałoby.
Kompendium strachu: „Ta, która stuka w okno”, Gwrach y Rhibyn , vol. 31
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
3
„Je vous tue tous.”
tłumaczenie: „Zabiję was wszystkich.” 

- inskrypcja przy wizerunku Ankou na ossuarium w La Roche-Maurice
Ankou (wym. ą-KU) w bretońskim folklorze nie jest śmiercią we własnej postaci, lecz jej sługą. Posłańcem i oberour ar marv [1], który objeżdża nocą parafie i zbiera dusze zmarłych. Wierzono, że co roku funkcję Ankou obejmuje ostatni zmarły z danej parafii. Przez następne dwanaście miesięcy to on prowadzi orszak śmierci i nadzoruje przeznaczony mu rewir. Dzięki temu Ankou jest jednocześnie postacią bezosobową i lokalną, zawsze miejscowy, wywiedziony z własnej wspólnoty.
Kompendium strachu: „Posłaniec z naszej parafii”, Ankou, vol. 29
W ludowych przedstawieniach Ankou bywa wyniosłym, wychudzonym starcem w czarnym płaszczu i kapeluszu o szerokim rondzie albo szkieletem, który trzyma kosę o odwróconym ostrzu. Nie kosi „do siebie”, lecz „do przodu”, jakby ciął powietrze przed wozem. Towarzyszy mu skrzypiący wóz- karr an Ankoù [2], ciągnięty przez wychudzone konie. Dwóch cichych pomocników kroczy obok powozu. Jeden prowadzi zwierzęta, drugi otwiera bramy, furtki i drzwi, by nic nie wstrzymało procesji. Na wybrzeżu zamiast wozu pojawia się czarna łódź nocy (bag noz) [3], która zbiera dusze rybaków i rozbitków. W nocy Ankou bywa poprzedzony krzykiem płomykówki, ludowo zwanej „ptakiem Ankou”.
Kompendium strachu: „Posłaniec z naszej parafii”, Ankou, vol. 29
Najczęstszym omenem jego obecności jest dźwięk sam w sobie. Suchy zgrzyt kół znany jako „wig-a-wag”. Mówiło się, że kto go usłyszy o zmierzchu, ten w przeciągu trzech dni doświadczy śmierci w rodzinie albo w bliskim sąsiedztwie. Zdarzało się też, że ktoś słyszał powolne turkotanie pod własnym oknem. To znak, że orszak zatrzymał się właśnie przy tym domu. Zamykanie furtek i zastawianie dróg uchodziło za proszenie się o nieszczęście. Nie tylko dlatego, że Ankou i tak przebrnie, ale dlatego, że zła wola wobec procesji śmierci, szybko zwróci się przeciw człowiekowi.
Kompendium strachu: „Posłaniec z naszej parafii”, Ankou, vol. 29
Opowieści zebrane w Bretanii pełne są mrocznych epizodów. Bywa, że kowalowi, który o północy słyszy pukanie, przedstawia się wysoki, cichy jegomość i kładzie na kowadło kosę o wyszczerbionym ostrzu. Kowal naprawia narzędzie, lecz gdy zorientuje się, dla kogo pracował, traci spokój. O takim rzemieślniku mawiano potem, że „nie pracuje już dla nikogo". Jakby pojedyncza przysługa związała go ze śmiercią. Gdzie indziej wspominano o wozie, który staje pod oknami domostw, w których świeca pali się po północy. Skrzypienie przechodzi dwukrotnie, a rankiem ktoś z domowników zapada na śmiertelną chorobę. Nad morzem opowiadano o czarnej łodzi, którą słychać między falami, po takim znaku następowały sztormy i katastrofy.
Kompendium strachu: „Posłaniec z naszej parafii”, Ankou, vol. 29
W tradycji ludowej zamiast recepty na ocalenie mamy raczej etykietę wobec orszaku śmierci. Należy zejść z drogi, uchylić furtkę i nie zagradzać przejazdu. Nie wolno drwić, zaczepiać ani rzucać wyzwań. Szydercy w opowieściach kończą naznaczeni albo martwi. Pomaga światło i modlitwa, ale nie jako zaklęcia. Tylko jako nieodłączny towarzyszy dobrej śmierci: dzwony, znak krzyża, czuwanie przy konającym. Jeśli coś stuka w nocy- nie otwieraj, jeśli słyszysz skrzypienie wozu- nie wybiegaj na drogę. Najbezpieczniejsze, co można zrobić, to okazać szacunek i pozwolić procesji przejść.
Kompendium strachu: „Posłaniec z naszej parafii”, Ankou, vol. 29
W ten sposób Ankou pełni w kulturze Bretanii podwójną funkcję: straszy i uczy. Jest memento o równości wszystkich wobec kresu, ale też domową, sąsiedzką twarzą umierania tą, którą przynoszą nie obce demony, lecz „ostatni z naszych”. Dzięki temu opowieści o nim są jednocześnie groźne i przejmująco bliskie. Tam, gdzie skrzypią koła i słychać pisk „ptaka Ankou”, nie czai się kaprys potwora, tylko pewność losu.
Kompendium strachu: „Posłaniec z naszej parafii”, Ankou, vol. 29
[1] Bretoń. robotnik/wykonawca śmierci, tytuł Ankou (dosł. oberour wykonawca + ar ten/ta + marv śmierć), wym. przybl. o-berur ar marw.
[2] Skrzypiąca fura śmierci w bretońskich podaniach (dosł. karr wóz, an [rodzajnik], Ankoù), wym. kar an ąku.
[3] Wariant środka transportu Ankou nad wybrzeżem (dosł. bag łódź, noz noc), wym. bag noz.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
3
Najpierw pytanie, potem cięcie.
„Jestem piękna?” - szept przez gazę.
Każda odpowiedź jest brzytwą,
która rozchyla usta aż po uszy. 

- epigraf inspirowany japońskimi legendami miejskimi
Kuchisake-onna (tłum. kobieta o rozciętych ustach) należy do tych japońskich figur grozy, które łączą dawne wyobrażenia o duchach z dynamiką współczesnej legendy miejskiej. W wersjach związanych z folklorem bywa klasyfikowana jako onryō [1]- mściwy duch kobiety. Zaś najstarsze osadzenia motywu, badacze i popularyzatorzy yōkai [2] lokują w epoce Edo. Opisywana jako piękna i groźna zarazem, czasem wiązana z lisimi sztuczkami (kitsune) i karą za zdradę czy zazdrość. W ikonografii utrwalił się wizerunek kobiety z zasłoniętą połową twarzy (chustą lub we współczesnych wersjach maseczką), która niesie nożyce lub nóż i zaczepia przechodniów pytaniem: „Watashi, kirei?” („Czy jestem piękna?”). Jeśli odpowiesz „nie” zabija, jeśli „tak”, zdejmuje maskę, odsłaniając straszliwy uśmiech. Po czym pyta ponownie a nieostrożna odpowiedź kończy się śmiercią albo oszpeceniem ofiary na własne podobieństwo. Motyw pytania-pułapki i rekwizytów (maska, nożyce) należy do kanonu tej legendy.
Kompendium strachu: „Uśmiech aż po uszy”, Kuchisake-onna , vol. 27
Decydujący dla kariery Kuchisake-onny był jednak moment ogólnokrajowej fali pogłosek w latach 1978–1979. Plotka powstała m.in. w prefekturze Gifu i szybko wzmacniana przez szkolne łańcuszki oraz media, przerodziła się w lokalne paniki. W niektórych miastach policja wystawiała patrole, a dzieci wracały ze szkół pod opieką dorosłych. Badacz folkloru Michael Dylan Foster pokazał, że ówczesne magazyny kobiece i przemysł piękna dołożyły do legendy warstwę niepokoju związanego z wyglądem i normami urody. Dlatego wątkiem przewodnim stało się „Czy jestem ładna?”, pytanie świetnie uderzające w społeczne obsesje późnych lat 70. 
Kompendium strachu: „Uśmiech aż po uszy”, Kuchisake-onna , vol. 27
Jak wiele legend miejskich, ta również wykształciła sposoby ocalenia. Wymijające odpowiedzi („tak sobie”), odwrócenie uwagi drobnymi monetami lub cukierkami, trzykrotne wypowiedzenie słowa pomade (nazwa brylantyny), a nawet narysowanie na dłoni znaku pies (jap. 犬). Absurd tych praktyk bywa celowy: to dziecięce hacki przeciw figurze strachu, które same w sobie napędzają dalsze opowiadanie historii. W 1979 r. prasa donosiła nawet o zatrzymaniu młodej kobiety w Himeji, przebranej za Kuchisake-onnę z nożem  przypadek, który tylko dolał oliwy do ognia, bo medialne „ucieleśnienie” plotki rzadko legendę ucisza. W literaturze przedmiotu Kuchisake-onna stała się emblematem współczesnej legendy (contemporary legend). Foster analizuje jej trajektorię od ustnej pogłoski po produkt kultury masowej, pokazując, jak splatają się lęki, przyjemność strachu i komercjalizacja grozy. 
Kompendium strachu: „Uśmiech aż po uszy”, Kuchisake-onna , vol. 27
Kuchisake-onna żyje dziś także w kinie i narracjach popularnych. Film Carved: The Slit-Mouthed Woman (2007) Kōjiego Shiraishiego ugruntował globalny obraz zjawy. Chirurgiczna maska, nożyce, pytanie-pułapka a krytycy i badacze odczytują tę wersję przez pryzmat przemocy wobec dzieci, kobiet jak i samego macierzyństwa. Sam reżyser w wywiadach mówił o balansowaniu między odpowiedzialnością za legendę a rzemiosłem grozy. Nowsze interpretacje podkreślają, jak film wykorzystuje miejską opowieść do komentarza społecznego.
Kompendium strachu: „Uśmiech aż po uszy”, Kuchisake-onna , vol. 27
[1] W japońskim folklorze dusza zmarłej osoby (często kobiety), która wraca, by pomścić krzywdę. Powoduje nieszczęścia, choroby, zgony, dopóki nie zostanie przebłagana.

[2] Szeroka kategoria nadnaturalnych istot i zjawisk w Japonii. Od demonów i potworów po psotne duchy oraz dziwy natury.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
8
„Najstraszniejsze dla Tammiego było to, że potwór nie miał skóry. Jej całkowity brak potęgował grozę nagiego ciała. Czerwona, żywa tkanka, w której krew czarna jak smoła płynęła żółtymi żyłami, a wielkie białe ścięgna, grube jak uwiąz koński, wiły się i napinały przy każdym ruchu.” 

- cytat z Folklore Scotland na podstawie W. Trailla Dennisona 
Nuckelavee  (fon. pol. na-ke-LA-wi) to jeden z najstraszliwszych demonów folkloru Orkadów. Morska istota, która na lądzie przybiera postać jakby zlanego z rumakiem jeźdźca. Ludzkie, bezskórny tors i ręce wyrastają z końskiego grzbietu. Wszystko to zlewało się w koszmarną, lecz żywą anatomią: żółte żyły, białe ścięgna, czarna krew. Jego oddech miał parzyć rośliny, truć bydło i niszczyć pola. Winą za posuchy, zarazy i nagłe pomory często obarczano właśnie jego. W przeciwieństwie do słodkowodnych kelpii, Nuckelavee jest duchem morskim, ale nie znosi świeżej wody. Przed pogonią można uciec, przeskakując strumień lub w czasie deszczu. Nadto Mither o’ the Sea (Matka Morza) więzi go przez letnie miesiące i dopiero jesienią, gdy jej siła słabnie, bestia ma znów wychodzić na ląd. Tak szkicują go  podania porównywane przez folklorystów do skandynawskiego nøkk oraz do nuggla z Szetlandów.
Kompendium strachu: „Bezskórny diabeł z Orkadów  ”, Nuckelavee, vol. 22
Najbardziej wpływowy, dziewiętnastowieczny zapis dał Walter Traill Dennison, który wydobył od wyspiarza zwanego Tammasem „jedyny naoczny opis”. Potwór był całkiem bez skóry, z końskiego łba zionęły opary, a jedno ogromne czerwone oko paliło jak płomień. Ludzkie ręce były tak długie, że sięgały ziemi. W wielu wersjach pojawiają się też płetwiaste końskie nogi. Ten właśnie obraz, bezskórnej postaci utrwaliły późniejsze kompendia. Katharine Briggs nazwała Nuckelavee najohydniejszą istotą północnych wysp, a Ernest W. Marwick umieścił go wśród najbardziej lękowych figur Orkadów. Folklor tłumaczył nim: posuchę, choroby bydła, a nawet kłopoty przy wypalaniu wodorostów (kelpu), które bywało robotą przymusową i niebezpieczną. W najnowszych badaniach podkreśla się, że opowieść o demonie nienawidzącym dymu z kelpu mogła być ludową „skargą” na ten system i jego skutki. Jak wiele morskich straszydeł, Nuckelavee był zarazem przestrogą praktyczną i moralną.
Kompendium strachu: „Bezskórny diabeł z Orkadów  ”, Nuckelavee, vol. 22
W literaturze rozumianej szeroko, od zbiorów podań po eseje i nowoczesne retellingi, Nuckelavee funkcjonuje jako emblemat „orkadzkiej grozy”. Dennisonowską relację streszczają opracowania i portale folklorystyczne; słowniki Briggs niezmiennie cytują go jako „najgorszego z najgorszych”. Marwick wkłada go w szerszy kontekst nordycko-celtyckich wodnych demonów. Współczesne popularne ujęcia, artykuły i adaptacje (od blogów folklorystycznych po popularyzatorskie szkice) powtarzają rdzeń jego mitu.
Kompendium strachu: „Bezskórny diabeł z Orkadów  ”, Nuckelavee, vol. 22
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
4
„Zwiastunem, który niekiedy towarzyszy banshee, jest coach-a-bower, czyli cicha kareta, zaprzężona w bezgłowe konie i powożona przez Dullahana.”

-W. B. Yeats w Fairy and Folk Tales of the Irish Peasantry
Dullahan znany szerzej jako Jeździec bez głowy pochodzi z irlandzkich podań. Pojawia się po zmroku na czarnym koniu albo jako woźnica „cichej karety” (Cóiste Bodhar, w Hiberno-English często „coach-a-bower”). Niesie własną głowę pod pachą, twarz ma popielatą, z szerokim, nienaturalnym uśmiechem, oczy wydają się błądzić w zmierzchu. W klasycznych XIX-wiecznych zapisach Thomasa Croftona Croker’a Dullahan (głowless coach) to omen śmierci. Potrafi zatrzymać się przed domem i wypowiedzieć imię rychłego nieboszczka. Sama „kareta śmierci” bywa opisywana makabrycznie z osią z ludzkiego kręgosłupa, szprychami z kości udowych i czaszkami jako latarniami.
Kompendium strachu: „Kiedy w progi domu zawita blada śmierć”: Dullahan , vol. 10
W wariantach ludowych Dullahan nie musi być zawsze mężczyzną: u Croker’a pojawia się także bezgłowa kobieta („The Good Woman”). Z kolei u Yeatsa (Fairy and Folk Tales of the Irish Peasantry) powraca motyw „głuchej karety” i nierozerwalne skojarzenie z nieuchronnością śmierci. Bywa też łączony z inną zjawą znaną z celtyckich mitów- płaczącą banshee. Dullahan wyłania się z okolic cmentarzy czy ossuariów, często zwiastując rychły zgon. Bywa przedstawiany jako woźnica Cóiste Bodhar albo samotny jeździec. Sama nazwa „coach-a-bower” funkcjonuje w przekazach XIX w. i późniejszych opracowaniach folklorystycznych. Tradycja raczej mówi, że przed jego wyrokiem nie ma ucieczki. We współczesnych, popularnych omówieniach pojawia się motyw, że złoto może go spłoszyć. To jednak detal słabiej poświadczony w najstarszych źródłach
Kompendium strachu: „Kiedy w progi domu zawita blada śmierć”: Dullahan , vol. 10
Przykłady przedstawień Dullahan'a oraz postaci inspirowanych w literaturze i filmach/serialach:

- Thomas Crofton Croker, Fairy Legends and Traditions of the South of Ireland (1825–1834).
- W. B. Yeats, Fairy and Folk Tales of the Irish Peasantry (1888).
- Washington Irving,, The Legend of Sleepy Hollow (1820).
- Darby O’Gill and the Little People, 1959, reż. Robert Stevenson.
- Sleepy Hollow, 1999, reż. Tim Burton.
- Durarara!!, 2010–2016, serial anime. 
Kompendium strachu: „Kiedy w progi domu zawita blada śmierć”: Dullahan , vol. 10
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.094311952590942