13
Przepis na poniedziałkowe żarcie bo dział gotowanie na dzidce to nieśmieszny żart. Zbliża się sezon/promocje na paprykę, więc opcja na dobre tanie żarcie jak najbardziej pasuje. Dla prawdziwych cebulaków liczących każdą złotówkę za ok 50zł masz żarcie na 3/5 dni. Nie jest klasyczne ale można je nazwać "autentycznym" bo podobne żarłem u węgierskich bratanków. Miła odmiana dla kogoś kto ma starego fanatyka leczo i całe mieszkanie zajebane garami. Podaje bez dokładnych proporcji bo tego nie da się spierdolić i każdy piwniczak da radę - wierzę w was!

Co potrzebujemy?
Chorizo, papryka, cebula czerwona, pomidory, czosnek, koncentrat pomidorowy i przyprawy: papryka słodka, wędzona, sól, pieprz. Opcjonalnie habanero (lub inna ostra papryka ale ta daje fajny posmak) i świeża kolendra już do podania.
Dla leniwych pomidory w puszce są ok.
Jak ktoś chce bardziej klasycznie to można dorzucić cukinię ale ja nie przepadam.

Przygotowanie
Paprykę kroimy w paski z ćwiartek, cebulę w piórka a chorizo w albo grubsze plastry albo pod kątem - chuj wie jak to się profesjonalnie nazywa. Czosnek albo siekamy albo przepuszczamy przez praskę, pomidory parzymy i obieramy ze skórki - można je zblendować ale nie trzeba.

Gotowanie
Chorizo smażymy na minimalnej ilości oleju - żeby puściło soki i było twardsze. Olej zlewamy do garnka w którym będziemy gotować.
Paprykę i cebulę przesmażamy parę minut - może się delikatnie przypalić będzie ok. Na sam koniec dosłownie na parę sekund dorzucamy czosnek.
Pomidory wrzucamy do garnka jak już puszczą soki dorzucamy wszystkie pokrojone składniki i przyprawy. Jeżeli chcemy bardziej rzadką dolewamy wody. Gotujemy pod przykryciem dopóki papryka nie będzie miękka.

Takim sposobem w ~godzinę macie żarcie na parę dni ale... Mordeczko pamiętaj samą "zupą" to ty się nie najesz, więc bagietka czosnkowa pasuje idalnie. 
Bez zdjęcia dla atencji, smacznego i mogę WYPIERDALAĆ.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
38
Jak można, nie umieć gotować?

Ale serio. Jak można z radością przyznać innemu człowiekowi "nie umiem gotować" i mieć z tym luz?

Przecież to jest jedna z podstawowych umiejętności. To tak, jakby powiedzieć komuś "nie umiem się podcierać", albo "nie umiem się ubrać"... No kurwa, no... 
Każdy musi jeść, każdy musi podcierać dupę, każdy musi nosić ubrania.

JAK MOŻNA, NIE UMIEĆ GOTOWAĆ?!?!

Zbędne pierdolenie:

Jak już wspomniałem we wcześniejszych dzidach o handlu, pracuję w sklepie przez jakiś czas (jeszcze dwa dni). Umowa tylko na dwa tygodnie, ale szefi potrzebuje kogoś na pół etatu, na stałe; Jakiejś kobiety, bo senepid, bo łazienki, itd... Dlatego nie może przyjąć faceta na stałe, a ja i tak mam inną robotę (choć wolałbym robić za te same pieniądze obok domu). I przyszła jedna, fajna, duperka dzisiaj.
24 lata, szczupła, tatuaże, wolna i najważniejsze, CHĘTNA... No ogólnie - pomimo posiadania dziewczyny - ruchałbym. Dziewczyna ogarniała już pierwszego dnia, więc moja matka wysłała nas na zaplecze
( ͡° ͜ʖ ͡°)
żebyśmy metkowali towar z dostawy
( T ʖ̯ T)

Na zapleczu się nawet "zaprzyjaźniliśmy". Gadaliśmy głównie o pierdołach, aż w końcu temat zszedł na gotowanie:
- Co najtrudniejszego gotowałaś?
- Nic...
- Czyli nic nie sprawia ci żadnych trudności?
- Nie... Ja nigdy nic nie gotowałam...

I mnie kurwa zatkało... Więc pytam:
- W sensie, że w ogóle nie umiesz gotować?
- No nie umiem.
- Nawet ziemniaków nie umiesz ugotować?
- Raz próbowałam i wyszło mi puree z wodą, hihi...

To "hihi" mnie rozjebało doszczętnie...
- To co ty jesz?!
- Aaa... Raz w tygodniu jeżdżę do mamy i ona daje mi słoiki i sobie odgrzewam w mikrofali.
- I jesz tylko to, co mama ci da?
- Nieeee... I tak połowę wyrzucam... Ja sobie kupuję kanapki w żabce, albo w biedronce, te obiady do podgrzania.

Nie wiem... Nie umiem... Nie chcę się znać... Ale w tym momencie, ta sama duperka, z mocnego 9/10, spadła w moich oczach do 4/10...

Zwyczajnie, kurwa, nie kumam, jak można być tak niesamodzielnym... Jak, w wieku 24 lat, można nie umieć ugotować sobie obiadu.

Nie rozumiem tego...
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.070214986801147