4
„Transylwanię można by z powodzeniem nazwać krainą przesądów, nigdzie indziej bowiem ta osobliwa, pokrętna roślina urojenia nie rozkwita równie uporczywie i w tak oszałamiającej różnorodności. Można by niemal odnieść wrażenie, że wszelkie zastępy demonów, chochlików, czarownic i goblinów, wygnane z pozostałej części Europy przez różdżkę nauki, schroniły się za tym górskim wałem, dobrze wiedząc, że znajdą tu bezpieczne kryjówki, z których jeszcze przez jakiś czas będą mogły urągać swoim prześladowcom.”

- cytat z Emily Gerard wstęp do Transylvanian Superstitions z 1885 roku.
Strigoi wywodzi się z rumuńskiego folkloru i jest istotą znacznie bardziej złożoną niż szerzej znany wampir literacki. To niespokojny byt zawieszony między życiem a śmiercią, zdolny powracać do świata ludzi jako duch, żywy trup lub nocna zjawa wysysająca siły z żyjących. Rumuńskie słowniki definiują strigoi jako duszę człowieka zmarłego lub żywego, która nocą może przemieniać się w zwierzę albo fantom i szkodzić napotkanym ludziom. Wierzenia te pokazują, że nie chodzi o jedną, ściśle określoną kategorię istoty wampirycznej, lecz o całą rodzinę powiązanych ze sobą wyobrażeń.
Kompendium strachu: „Między grobem a domem”, Strigoi , vol. 79
W świecie rumuńskiej wsi strigoi nie był arystokratą zamieszkującym zamek ani romantycznym uwodzicielem, lecz zagrożeniem bliskim, domowym, a wręcz rodzinnym. Mógł być zmarłym krewnym, który nie zaznał spokoju, człowiekiem podejrzewanym o czary, duszą powracającą wskutek błędu popełnionego podczas pogrzebu albo istotą naznaczoną już od chwili narodzin. Badaczki rumuńskiego folkloru, Alexandra Oana Chereches i Violeta Catalina Badea, pisząc o „żywych trupach” w rumuńskiej tradycji ustnej, podkreślają, że strigoi są postaciami znajdującymi się „w połowie drogi między życiem a śmiercią”. Jako upiory powracają do świata żywych z rozmaitymi zamiarami. Czasem po to, by dręczyć, innym razem, by ostrzegać lub domagać się przywrócenia rytualnego porządku.
Kompendium strachu: „Między grobem a domem”, Strigoi , vol. 79
Najważniejszy podział wyróżnia strigoi vii, czyli strigoi żywe, oraz strigoi morți - strigoi zmarłe. Żywy strigoi przypomina czarownika, wiedźmę lub człowieka obdarzonego nieczystą, podwójną naturą. W ciągu dnia może żyć we wsi tak jak inni, lecz nocą jego dusza lub tajemna postać opuszcza ciało, by szkodzić ludziom, bydłu i plonom. Martwy strigoi jest groźniejszy, ponieważ należy już do świata grobu. To powracający zmarły, który nie przestaje działać po pochówku i może sprowadzać choroby, osłabienie, koszmary, śmierć w rodzinie, a nawet wyniszczenie całej wspólnoty. Agnes Murgoci w klasycznym studium The Vampire in Roumania z 1926 roku pisała, że strigoi jest najczęściej używanym rumuńskim określeniem istoty wampirycznej. Obok niego pojawiają się również takie nazwy jak moroi, vârcolaci i pricolici.
Kompendium strachu: „Między grobem a domem”, Strigoi , vol. 79
Pochodzenie strigoi wiąże się z dawnymi lękami przed „złą śmiercią”. W rumuńskim folklorze nie każdy zmarły stawał się niebezpieczny. Zagrożenie stanowili przede wszystkim ci, których życie lub śmierć naruszały porządek wspólnoty. Podejrzenia mogły paść na samobójcę, człowieka zmarłego nagle, nieochrzczone dziecko, osobę przeklętą, grzesznika albo kogoś pochowanego bez dopełnienia właściwych obrzędów. Strigoi nie jest więc wyłącznie potworem przybierającym fizyczną postać, lecz także konsekwencją zaburzenia ustalonego porządku rytualnego.
W literaturze etnograficznej ważną rolę odegrała Emily Gerard oraz jej opublikowany w 1885 roku tekst Transylvanian Superstitions. Choć został on napisany z perspektywy zewnętrznej obserwatorki, wywarł ogromny wpływ na anglojęzyczne wyobrażenia o Transylwanii, utrwalając jej obraz jako krainy gór, jaskiń, demonów, wilkołaków i wampirów. Gerard pisała, że transylwańska wyobraźnia ludowa łączyła przesądy rumuńskie, saskie i romskie, a rumuńskie obrzędy pogrzebowe wyrastały z odrębnego pojmowania śmierci.
Kompendium strachu: „Między grobem a domem”, Strigoi , vol. 79
Strigoi znalazł się również w cieniu nowoczesnej literatury wampirycznej. Gdy współczesny odbiorca słyszy określenie „rumuński wampir”, najczęściej myśli o Drakuli. Ludowy strigoi jest jednak starszy, bardziej swojski i znacznie mniej elegancki. Nie potrzebuje zamku, hrabiowskiego tytułu ani hipnotycznego spojrzenia. Jego przestrzenią są chata, cmentarz, stajnia, pole, rozstaje dróg, noc świętego Andrzeja oraz łóżko chorego człowieka.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0
„W Petru koło Ludbrega opowiadają, że przed wsią znajdowało się niegdyś wielkie mokradło, zwane berečiną. Kiedy Turek panował nad Chorwacją, żył tam pewien pasjan, istota, która wyglądała zupełnie jak człowiek, tylko miała psią głowę. Chwytał ludzi, lecz najbardziej lubił odgryzać kobietom piersi. Ludzie, uciekając przed nim przez mokradło, rzucali przed sobą deski, aby łatwiej zbiec. ”

- fragment z Zbornik za narodni život i običaje Južnih Slavena, t. 1, Zagrzeb 1896.
Psoglav to niebezpieczna istota znana z bałkańskiego folkloru, jest to człekokształtny potwór o psiej głowie, jednym oku i nienasyconym głodzie ludzkiego mięsa. Sama nazwa oznacza dosłownie „psiogłowy” albo „mający psią głowę”. Podobne znaczenie zachowało się choćby w słoweńskim słowniku, gdzie Psoglav objaśniany jest jako „ten, który ma psią głowę”. W przekazach serbskich, chorwackich, bośniackich i słoweńskich przybierał różne formy, lecz jego najważniejsze cechy powtarzały się z uporem koszmaru. Ciało miał podobne do ludzkiego, głowę psa, jedno oko pośrodku czoła, zwierzęce nogi lub ogon, a w najstraszniejszych wariantach także żelazne zęby. Chorwackie zapisy z końca XIX i początku XX wieku opisują istoty psiogłowe jako ludzi z psimi głowami i jednym okiem, czasem z czterema nogami oraz ogonem podobnym do końskiego.
Kompendium strachu: „Psia głowa i głód ludzkiego mięsa”, Psoglav, vol. 78
W serbskiej wersji Psoglav bywa jeszcze bardziej drapieżny. W współczesnych wydaniach inspirowanych bałkańskim bestiariuszem opisano go jako demona o ludzkim ciele i psiej głowie, z jednym okiem oraz żelaznymi zębami, które pozwalają mu łatwiej ćwiartować ofiary. Jego wygląd jest chimeryczny, złożony z części, które nie powinny należeć do jednego ciała. Psia głowa daje mu węch padlinożercy i drapieżnika, jedno oko czyni go czymś cyklopowym i nieludzkim, a końskie lub kozie nogi łączą go z demonologią dzikich, nieoswojonych przestrzeni. W chorwackich wariantach regionalnych bywa opisywany jako potwór z psią głową, jednym okiem i ogonem. W Prigorju przedstawiano go jako stworzenie większe od wilka, z wielką grzywą, psim pyskiem i jednym okiem. Zaś w okolicach Svete Marije i Donjeg Vidovca jako zielone, karłowate monstrum z jednym wielkim okiem na czole.
Kompendium strachu: „Psia głowa i głód ludzkiego mięsa”, Psoglav, vol. 78
Siedzibą Psoglavów są miejsca, do których człowiek nie powinien zaglądać: jaskinie, mokradła i ciemne lasy. W najstarszych chorwackich zapisach psiogłowi pochodzą z krainy dalekiej, ciemnej i bogatej w klejnoty. Motyw ten jest niezwykle sugestywny, bo łączy podziemne bogactwo z nieludzkim zagrożeniem. Ciemna kraina Psoglavów nie jest więc tylko pieczarą, lecz czymś w rodzaju odwróconego świata, pełnego skarbów, ale pozbawionego światła, prawa i ludzkiego porządku. Najbardziej odrażającą cechą Psoglava jest jego żarłoczność. W przekazach nie zadowala się zwierzętami ani przypadkowo znalezioną padliną. Często napada na ludzi, pożera chrześcijan, a w niektórych wariantach wykopuje zmarłych z grobów i żywi się trupami. Ivan Zovko, zbieracz zwyczajów Chorwatów z Hercegowiny, zapisał na początku XX wieku, że psiogłowe istoty miały bezcześcić zarówno chrześcijańskie, jak i muzułmańskie cmentarze oraz zjadać zwłoki.
Kompendium strachu: „Psia głowa i głód ludzkiego mięsa”, Psoglav, vol. 78
Jedna z najciekawszych legend została zapisana w 1906 roku przez Ivana Krmpoticia. Przypomina ona mroczną, południowosłowiańską odmianę opowieści o Jasiu i Małgosi. Brat i siostra, wyrzuceni z domu przez macochę, trafiają do doliny, gdzie stoi dom starej psiogłowej kobiety. Ma ona jedno oko i kozie nogi, a gdy głodne dzieci wchodzą do środka, częstuje je ludzką ręką. W tej samej opowieści stara Pasoglavica ukrywa dzieci przed swoimi żarłocznymi synami, ale zdradza je, gdy ci wyczuwają w domu „chrześcijańskie dusze”. Bracia-potwory chcą jedno dziecko zjeść natychmiast, a drugie utuczyć na później, lecz dzieci przechytrzają ich, zabijają i uciekają. Jest to bardzo ważny wariant, bo pokazuje Psoglavów nie tylko jako samotne demony, lecz także jako całą potworną rodzinę. 
Kompendium strachu: „Psia głowa i głód ludzkiego mięsa”, Psoglav, vol. 78
W literaturze i folklorystyce Psoglav pojawia się przede wszystkim w zapiskach etnograficznych, słownikach mitologicznych i opracowaniach dotyczących istot psiogłowych. Ważne są tu zwłaszcza chorwackie raporty ze Zbornika za narodni život i običaje Južnih Slavena. Dragutin Hirc pisał o pasoglavci w 1896 roku, Ivan Zovko o wierzeniach z Herceg-Bosny w 1901 roku, a Ivan Krmpotić o dziecięcej opowieści z psiogłową rodziną w 1906 roku. W serbskiej literaturze naukowej temat pojawia się między innymi w haśle Ljubinka Radenkovicia w Slovenska mitologija- enciklopedijski rečnik, a także w pracy Jasminy Jokić o demonicznym Psoglavie w ustnej i pisanej sztuce.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
„Wiara w ludzi, którzy potrafili przemieniać się w wilki, była bardzo rozpowszechnionym przesądem  nie tylko w średniowieczu, lecz utrzymywała się jeszcze w znacznie późniejszych czasach i stanowiła część wierzeń związanych z czarownictwem. Można by zebrać wiele opowieści podobnych do tej, którą przytacza Giraldus. W Anglii, gdzie wilki dawno już wyginęły, czarownice późniejszych czasów przemieniały się w zające.”

- cytat z The Historical Works of Giraldus Cambrensis, tłum. Thomas Forester, red. Thomas Wright, Londyn 1894. 
Wilkołaki z Ossory należą do najstarszych europejskich opowieści o całej grupie przeklętych ludzi przemieniających się w krwiożercze bestie. Był to klan pochodzący z dawnego irlandzkiego królestwa Osraige/Ossory, obejmującego w przybliżeniu obszary dzisiejszych hrabstw Kilkenny i Laois. Już w średniowiecznych przekazach irlandzkich, angielskich i nordyckich pojawia się motyw ludzi z Ossory, którzy mogli przybierać postać wilków lub byli do tego zmuszani przez klątwę. W wielu opisach wyglądali po prostu jak wilki, ale zachowywali ludzką pamięć, mowę, rozum i duszę. To właśnie czyni ich tak niepokojącymi. Świadomość, że pod wilczą skórą może znajdować się człowiek, sąsiad, krewny albo chrześcijanin domagający się sakramentu.
Kompendium strachu: „Przeklęty klan z Irlandii”, Wilkołaki z Ossory, vol. 76
Najstarsza warstwa tej tradycji prowadzi do irlandzkiego tekstu Cóir Anmann (pol. Stosowności imion), zachowanego w średnioirlandzkiej tradycji uczonej i genealogicznej. Cyfrowa edycja CELT podaje, że tekst powstał w irlandzkich środowiskach monastycznych mniej więcej między 1050 a 1200 rokiem, a jego zachowane rękopisy obejmują m.in. Księgę z Lecan i Księgę z Ballymote. W Cóir Anmann pojawia się postać Laighnech Faeladh, wyjaśniana jako człowiek, który przybierał „wilcze kształty”, kiedy tylko chciał. Po nim podobną zdolność mieli dziedziczyć jego potomkowie, którzy według tekstu zabijali bydło „na obyczaj wilków”. To bardzo ważny ślad, bo pokazuje wersję starszą i bardziej wojowniczą. Wilkołactwo nie jest tu jeszcze wyłącznie karą za grzechy, lecz dziedziczną mocą rodu związanego z wilkiem, krwią, napadem i dziką siłą.
Kompendium strachu: „Przeklęty klan z Irlandii”, Wilkołaki z Ossory, vol. 76
Najbardziej znaną opowieść o wilkołakach z Ossory zapisał jednak Gerald z Walii w Topographia Hibernica, dziele ukończonym pod koniec XII wieku po jego pobycie w Irlandii. W jego wersji ksiądz podróżujący z Ulsteru ku Meath nocuje w lesie przy ogniu, gdy z ciemności wychodzi wilk i przemawia do niego ludzkim głosem, zapewniając, że nie ma powodu do strachu. Wilk wyznaje kapłanowi, że jest mężczyzną z Ossory i że jest ich dwoje: on oraz kobieta, jego towarzyszka. Według tej wersji, wskutek klątwy świętego Natalisa, co siedem lat para ludzi z Ossory musi porzucić ludzką postać, opuścić siedziby ludzi i żyć jako wilki. Po siedmiu latach, jeśli przeżyją, wracają do dawnego kształtu, a ich miejsce zajmuje kolejna para.
Kompendium strachu: „Przeklęty klan z Irlandii”, Wilkołaki z Ossory, vol. 76
Istnieje też inna, bardziej mroczna wersja wierzenia, znana z irlandzkiej tradycji o „man-wolves”, którą opisał Patrick Weston Joyce w The Wonders of Ireland z 1911 roku. Przedstawia ona przekonanie, że ludzie z Ossory mogli zmieniać się w wilki, a ich własne ludzkie ciało pozostawało w domu jak martwe. Jeśli ciało poruszono, człowiek nie mógł już wrócić do dawnej postaci i pozostawał wilkiem na zawsze. Ten wariant jest bardziej drapieżny niż opowieść Geralda. Człowiek w wilczej postaci miał napadać na owczarnie, pożerać bydło i zachowywać się jak zwykły, krwiożerczy wilk. Gdy został zraniony jako zwierzę, rana pojawiała się później na odpowiedniej części jego ludzkiego ciała. Z kolei ślady uczty, takie jak krew i kawałki surowego mięsa, zdradzały go po powrocie do ludzkiej formy.
Kompendium strachu: „Przeklęty klan z Irlandii”, Wilkołaki z Ossory, vol. 76
Literacko legenda funkcjonuje na kilku poziomach. W irlandzkiej tradycji genealogicznej Laighnech Faeladh łączy wilczość z rodowodem i królewską przeszłością Ossory. U Geralda z Walii opowieść zostaje przekształcona w cud, problem teologiczny, a zarazem komentarz do Irlandii oglądanej oczami anglo-normańskiego duchownego. Współczesna badaczka Julia van Rosmalen podkreśla, że wilkołaki z Topographia Hibernica nie są po prostu „Innym” ani zwykłymi potworami. Przekraczają granicę między człowiekiem a zwierzęciem, ale nie tracą ludzkiej natury.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
2
„Miejscowe opowieści i krótkie filmy utrzymują, że w pobliżu mostu mieszka Pope Lick Monster, stwór będący pół człowiekiem, pół kozą, i wiele osób twierdzi, że go widziało.”

- cytat ze strony The Park Lands (Train Trestle).
Pope Lick Monster, zwany również Goat Manem, należy do kręgu ponurych miejskich legend stanu Kentucky. To istota pół-ludzka, pół-kozia lub pół-owcza, związana z kolejową estakadą nad Pope Lick Creek  we wschodniej części Louisville. Nie jest pradawnym demonem z indiańskich legend ani klasycznym duchem. Bliżej mu do nowoczesnego folkloru: zakładów, nocnych wypraw, torów kolejowych i lokalnego strachu. Oficjalna strona parku The Parklands opisuje tę okolicę jako miejsce, w którym od dawna krążą opowieści o półczłowieku-półkoźle mieszkającym przy estakadzie. Sama konstrukcja wciąż należy do aktywnej, prywatnej linii kolejowej.
Kompendium strachu: „Potwór, który prowadzi pod pociąg”, Pope Lick Monster, vol. 75
Wygląd potwora zmienia się w zależności od przekazu. Najczęściej przedstawia się go jako istotę o zdeformowanym ludzkim tułowiu, koźlich lub owczych nogach, kopytach, sierści, rogach, bladej twarzy, szeroko rozstawionych oczach, haczykowatym nosie i długich, tłustych włosach opadających na czoło. W jednych wersjach jest demonicznym kozłoczłowiekiem, w innych człowiekiem-owcą, a w jeszcze innych przybiera postać bezgłowego mieszańca. Projekt folklorystyczny poświęcony Pope Lick Monsterowi, opublikowany na stronie Ohio State University, zwraca uwagę, że właśnie ta zmienność, koza, owca, hybryda, czasem postać bez głowy, jest jedną z cech żywej tradycji regionu.
Kompendium strachu: „Potwór, który prowadzi pod pociąg”, Pope Lick Monster, vol. 75
Równie ważne jak sam potwór jest jego terytorium. Pope Lick Monster nawiedza wysoką kolejową estakadę, która sama w sobie działa jak narzędzie grozy. The Parklands podaje, że konstrukcja ma około 90 stóp wysokości i 772 stopy długości, a na jej szczycie nie ma bezpiecznego miejsca, w którym można byłoby schronić się przed nadjeżdżającym pociągiem. W klasycznej wersji opowieści najgroźniejszą bronią potwora jest zwabianie ofiar. Mówi się, że hipnotyzuje ludzi, naśladuje znane im głosy albo wydaje dźwięk o syreniej, nienaturalnie przyciągającej jakości. W efekcie człowiek wchodzi na tory i pozostaje tam aż do nadejścia pociągu. W innych wersjach istota spada z konstrukcji na przejeżdżające samochody, wyskakuje spod estakady albo morduje ofiary zardzewiałą, zakrwawioną siekierą.
Kompendium strachu: „Potwór, który prowadzi pod pociąg”, Pope Lick Monster, vol. 75
Najpopularniejsze warianty pochodzenia potwora są typowe dla amerykańskich legend miejskich. Nie tworzą jednej kanonicznej mitologii, lecz kilka sprzecznych opowieści, które wzajemnie się wzmacniają. Według jednej wersji Pope Lick Monster był zdeformowanym człowiekiem lub cyrkowym dziwolągiem, który uciekł po katastrofie pociągu cyrkowego. Według innej był farmerem splamionym zoofilią, ofiarą klątwy albo człowiekiem, który w zamian za mroczną moc składał w ofierze kozy. The Parklands odnotowuje również mniej demoniczne warianty legendy. W nich potwór miał być chemikiem poparzonym w eksplozji, odludkiem albo dziwnym pustelnikiem żyjącym w starej chacie.
Kompendium strachu: „Potwór, który prowadzi pod pociąg”, Pope Lick Monster, vol. 75
Pope Lick Monster jest znakomitym przykładem zjawiska określanego jako legend-tripping. Chodzi o wyprawy do miejsc związanych z legendą, podejmowane po to, by sprawdzić, czy historia jest prawdziwa, przestraszyć znajomych albo udowodnić własną odwagę. W tym przypadku folklor nie kończy się na opowieści przy ognisku. Wymusza działanie, prowadzi ludzi do konkretnego miejsca i każe im wejść w scenariusz legendy. Projekt Ohio State University podkreśla, że z czasem samo chodzenie na estakadę stało się ważniejsze niż spójna treść mitu o potworze.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
„Jest krwiopijcą z północnych gór. Nie ma dla niej przeszkody; tam, gdzie przejdzie podmuch powietrza, przejdzie i ona. ” 

- Rogelio Jove y Bravo, Mitos y supersticiones de Asturias, Oviedo, 1903, fragment z hasła „La Guaxa”.
Güaxa (wym. gła-sza), w tradycji asturyjskiej zwykle zapisywana jako Guaxa (wymawiana tak samo, różnica dotyczy zapisu) i bliska kantabryjskiej Guajonie, należy do rodziny wampirycznych postaci północnohiszpańskiego folkloru. Nie jest to wampir w późniejszym, literackim znaczeniu, lecz istota znacznie starsza. Zaliczana jest do grupy nocnych wiedźm i zmór, które przychodzą tam, gdzie człowiek powinien czuć się najbezpieczniej, czyli do własnego domu. Jej ojczyzną są górzyste, wilgotne krainy Kantabrii i Asturii: pełne jaskiń, lasów, dolin i odizolowanych wiosek.
Kompendium strachu: „Wiedźma-wampir z jednym zębem ”, Güaxa , vol. 73
W kantabryjskim wariancie, istota ta ma wyraźny i bardzo charakterystyczny wygląd. Przedstawiano ją jako starą, wychudzoną kobietę o odrażającej twarzy, pomarszczonej skórze, brodawkach, haczykowatym nosie i oczach pełnych złośliwości. Zwykle nosiła ciemny płaszcz lub okrycie, którym zasłaniała głowę i ciało. Jej dłonie i stopy opisywano niekiedy jako czarne, szponiaste albo ptasie, co jeszcze bardziej oddalało ją od człowieka i zbliżało do istoty demonicznej. Najważniejszą cechą był jednak pojedynczy ząb. Nie miała pełnej paszczy drapieżnika ani kłów jak klasyczny wampir, lecz jeden długi, czarny, ostro zakończony ząb, którym przebijała ciało śpiącej ofiary. Ząb ten służył jej do wysysania krwi, zwłaszcza z dzieci.
Kompendium strachu: „Wiedźma-wampir z jednym zębem ”, Güaxa , vol. 73
Asturyjska Guaxa ma podobny charakter, choć jej postać jest bardziej mglista i niejednoznaczna. W późniejszych opisach również przedstawiano ją jako starą, brzydką, wysuszoną kobietę o jednym zębie, oczach świecących jak iskry i wyjątkowo złośliwej naturze. Niektórzy badacze folkloru zwracali jednak uwagę, że jej status jest mniej pewny niż status kantabryjskiej Guajony. Słowo guaxa mogło w Asturii oznaczać także sowę lub puchacza. Zaś sama istota mogła zostać wyodrębniona dopiero później, na granicy przekazu ludowego, nieporozumienia językowego i literackiego opracowania.
Kompendium strachu: „Wiedźma-wampir z jednym zębem ”, Güaxa , vol. 73
Guaxę i Guajonę zaliczano więc do tych postaci, które łączą grozę demona z próbą wyjaśnienia choroby, osłabienia i śmierci. Ich legenda pokazuje, jak dawni mieszkańcy Kantabrii i Asturii oswajali to, co niezrozumiałe, nadając lękowi konkretną, przerażającą postać. Nie jest to więc tylko opowieść o wampirycznej wiedźmie, lecz także świadectwo ludowej wyobraźni, która potrafiła zamienić niewidzialne cierpienie w obraz nocnej istoty wysysającej życie.
Kompendium strachu: „Wiedźma-wampir z jednym zębem ”, Güaxa , vol. 73
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
3
„W tradycyjnej wersji legendy, zachowanej wśród mieszkańców archipelagu, Dakuwaqa nie jest zwykłym morskim stworzeniem, lecz jedną z dawnych istot, która przybrała postać rekina i zaczęła walczyć o dominację nad wyspami. ”

- na podstawie materiałów z The Fijian Myth of the Greedy God
Dakuwaqa (wym. da-ku-wa-nga) to postać z tradycji Fidżi, zwykle opisywana jako bóg-rekin należąca do szerokiego kręgu dawnych wierzeń morskich archipelagu. W przekazach nie jest jedynie symbolem zagrożenia, pełni także funkcję opiekuna ludzi morza, zwłaszcza rybaków i żeglarzy. Smithsonian Ocean przedstawia go wręcz jako fidżyjskiego, półludzkiego, półrekiniego boga-wojownika, uważanego za życzliwego protektora rybaków. Z kolei lokalna prasa fidżyjska podkreśla, że w starszej tradycji był on zarazem pomocny podczas katastrof morskich i groźny dla tych, którzy nie okazywali mu szacunku.
Kompendium strachu: „Strażnik oceanu”, Dakuwaqa, vol. 71
Jeśli chodzi o wygląd, tradycja nie przypisuje Dakuwaqi jednego, ustalonego wizerunku. Niekiedy pojawia się on po prostu jako rekin, co odpowiada jego morskiej funkcji i związkowi z niebezpieczeństwami oceanu. W innych przekazach ma charakter hybrydalny. Opisuje się go jako istotę półludzką, półrekinią, a lokalne tradycje fidżyjskie podkreślają jego zmiennokształtność. W ujęciu popularnonaukowym można więc powiedzieć, że Dakuwaqa nie miał jednej oficjalnej anatomii, lecz był wyobrażany zgodnie z logiką tradycji ustnej. Raz jako wielki rekin, innym razem jako istota zdolna przybrać ludzką lub odmienną postać, zależnie od kontekstu danej opowieści.
Kompendium strachu: „Strażnik oceanu”, Dakuwaqa, vol. 71
Najbardziej znana legenda wiąże Dakuwaqę z próbą podporządkowania sobie kolejnych wysp i ich morskich strażników. Artykuły przedstawiają go jako boga, który popadł w pychę i zapragnął zapanować nad całym archipelagiem. W tej wersji pokonuje kolejnych przeciwników, aż dociera w okolice Kadavu [1], gdzie napotyka potężnego strażnika przejścia w rafie. W wielu wariantach jego przeciwnikiem jest wielka ośmiornica, często identyfikowana jako Rokobakaniceva. Starcie kończy się porażką Dakuwaqi. Przeciwnik powstrzymuje go w wąskim przesmyku i zmusza do złożenia obietnicy, że nigdy nie zaatakuje Kadavu. W późniejszej tradycji to właśnie z tej porażki wywodzi się jego funkcja opiekuna określonych wód i związanych z nimi społeczności.

[1] Czwarta co do wielkości, wulkaniczna wyspa Fidżi, słynąca z dzikiej przyrody.
Kompendium strachu: „Strażnik oceanu”, Dakuwaqa, vol. 71
W literaturze Dakuwaqa pojawia się przede wszystkim jako bohater zbiorów legend i opracowań poświęconych tradycjom Fidżi. Już w książce sir Reginalda St.-Johnstona The Lau Islands (Fiji) and Their Fairy Tales and Folklore z 1918 roku znajduje się rozdział zatytułowany The Shark God and the Father. Co pokazuje, że motywy związane z bogiem-rekinem były utrwalane drukiem co najmniej od początku XX wieku. Nowsze opracowania i popularyzatorskie ujęcia, takie jak The Fijian myth of the greedy god , czy teksty lokalnej prasy fidżyjskiej, nie tyle kreują tę postać na nowo a przekazują starszy materiał tradycji ustnej w formie bardziej przystępnej dla współczesnego odbiorcy.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
„Wysokie żyto nie było w dawnej wyobraźni tylko łanem, lecz kryjówką istoty, która patrzyła spomiędzy źdźbeł. Tam, gdzie dojrzewało zboże, mogła też dojrzewać groza.”

- z motywów podania „Die Roggen-Muhme”, Jacob i Wilhelm Grimm, Deutsche Sagen. 
Roggenmuhme (wym. RO-gen-mu-me, pol. Żytnia Baba) należy do europejskich figur grozy ludowej, które są zarazem bardzo proste i głęboko niepokojące. W najstarszym, dobrze poświadczonym przekazie, zapisanym przez braci Grimm w „Deutsche Sagen”, jest to istota, o której chłopi z Brandenburgii mówią, że „tkwi w polu zboża”, dlatego dzieci boją się wchodzić między kłosy. Już ten zasadniczy rys odsłania jej naturę: Roggenmuhme nie jest pojedynczą istotą obdarzoną własną biografią, lecz demonem zboża, postacią graniczną między duchem pola, straszakiem dla dzieci a istotą związaną z płodnością oraz niebezpieczeństwami żniw.
Kompendium strachu: „Między kłosami”, Roggenmuhme, vol. 69
Jej genezy należy szukać nie w jednej baśni, lecz w szerszym systemie wierzeń agrarnych. Wilhelm Mannhardt, klasyczny badacz europejskich „demonów zboża”, umieszcza Roggenmuhme wśród personifikacji siły ukrytej w łanie i w ostatniej garści zboża. W jego ujęciu jest ona jedną z odmian Kornmutter, „matki zboża”, czyli ducha roślinności zamieszkującego pole i cofającego się wraz ze żniwami ku ostatniej garści [1]. Późniejsze omówienia folkloru żniwnego, nawiązujące do ustaleń Mannhardta, podkreślają, że „zabicie” takiego demona przy ostatniej garści mogło uchodzić za groźny frevel [2]. Sama ostatnia garść albo kukła z niej wykonana nosiła nazwy takie jak Kornmutter, Roggenmutter czy „Wielka Matka”. Roggenmuhme wyrasta więc z bardzo dawnego wyobrażenia, że w zbożu mieszka realna, sprawcza siła, którą trzeba przebłagać, oszczędzić albo symbolicznie odprowadzić. 

[1] Ostatni pozostawiony do ścięcia fragment zboża, któremu w europejskich obrzędach żniwnych przypisywano szczególne znaczenie.
[2] Ciężkie wykroczenie, świętokradczy występek, profanację lub naruszenie tego, co objęte zakazem i szczególną czcią.
Kompendium strachu: „Między kłosami”, Roggenmuhme, vol. 69
W folklorze nie istnieje jedna obowiązująca sylwetka Roggenmuhme. Mannhardt pokazuje raczej, że należy ona do szerokiej rodziny kobiecych demonów łanu, utożsamianych z Kornmutter. Odnotowuje przy tym, że bywa wyobrażana jako całkowicie czarna albo śnieżnobiała, podobnie jak inne kobiece postacie nadprzyrodzone obecne w tradycji niemieckiej. Najuczciwiej opisać ją więc nie jako jedną „wiedźmę żyta”, lecz jako zmienną, kobiecą obecność pola. Starą, ukrytą, związaną z falowaniem zboża, nagłą ciszą upalnego dnia i lękiem, że w gęstym łanie kryje się coś więcej niż tylko wiatr.
Kompendium strachu: „Między kłosami”, Roggenmuhme, vol. 69
Najważniejsza legenda związana z Roggenmuhme została zachowana właśnie u Grimmów, którzy odsyłają do wcześniejszych przekazów, między innymi do Prätoriusa. Opowieść mówi o kobiecie sześć tygodni po porodzie, zmuszonej do wiązania snopów w czasie żniw. Zabrała niemowlę na pole i położyła je na ziemi, aby pracować szybciej. Wówczas pewien „ziemny kobiecy byt”, czyli Roggen-Mutter, podszedł ze swoim dzieckiem i zamienił je z dzieckiem kobiety. Podrzucone niemowlę nie przestawało krzyczeć, aż istota wróciła, zabrała własne i oddała prawdziwe dziecko. Właściciel ziemski, który obserwował wszystko z przerażeniem, poprzysiągł, że już nigdy nie będzie zmuszał położnicy do pracy. To jedna z najbardziej przejmujących wersji mitu o podmieńcu.
Kompendium strachu: „Między kłosami”, Roggenmuhme, vol. 69
W szerszym kontekście wierzeń żniwnych Roggenmuhme nie jest jedynie istotą szkodzącą. Jak wiele demonów zboża, pozostaje zarazem groźna i konieczna. Mannhardt pokazuje, że duch łanu trwa tak długo, jak długo gdzieś pozostaje nieskoszone lub niewymłócone zboże, a jego obecność w ostatniej garści tłumaczy liczne obrzędy związane z ostatnim snopem. Roggenmuhme jest czymś więcej niż straszydłem, stanowi personifikację samej siły wzrostu, ujmowanej jednak tak, jak pojmowały ją społeczności agrarne. W sensie mocy ambiwalentnej, zarazem płodnej i śmiertelnej.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
3
„Legenda Bell Witch zaczyna się jak zapis spokojnego życia na amerykańskim pograniczu, a kończy jak kronika nawiedzenia. Między tymi dwoma punktami mieszczą się lata hałasów, przemocy i głosu, który miał mówić z ciemności do rodziny Bellów. To ujęcie odpowiada sposobowi, w jaki historię przedstawiają archiwa Tennessee i późniejsze opracowania.”

- cytat oparty na Tennessee State Library and Archives, “Tennessee Myths and Legends”
Wiedźma z Bellów należy do najsłynniejszych amerykańskich legend o nawiedzeniu. Jej siła wynikała z tego, że sytuuje się na pograniczu folkloru, pamięci rodzinnej i późniejszej literatury grozy. Główny nurt tej opowieści umieszcza wydarzenia w latach 1817–1821 na farmie Johna i Lucy Bellów nad Red River, w hrabstwie Robertson w stanie Tennessee. Według Tennessee Encyclopedia przez kilka lat rodzinę miała nękać niewidzialna istota, objawiająca się hałasami, głosami, aktami przemocy fizycznej oraz złośliwą inteligencją. Zjawa szczególnie prześladowała Johna Bella i jego córkę Betsy.
Kompendium strachu: „Amerykańska legenda, która nie umilkła”, Bell Witch, vol. 68
W ujęciu folklorystycznym Bell Witch nie jest klasyczną wiedźmą w europejskim rozumieniu, czyli starą czarownicą z lasu. To raczej personifikacja nawiedzenia: duch, poltergeist, demoniczna obecność albo byt, który przyjął rolę wiedźmy. Jak podaje Tennessee Encyclopedia, zjawisko zaczęło się od dziwnych objawień i gwałtownych odgłosów, a następnie przybrało bardziej namacalną, cielesną formę. Członkowie rodziny byli szczypani, bici, szarpani i wyśmiewani. Sama istota zyskała imię „Kate” i zachowując łagodność wobec Lucy Bell, okazywała zarazem szczególną wrogość wobec Johna Bella i Betsy.
Kompendium strachu: „Amerykańska legenda, która nie umilkła”, Bell Witch, vol. 68
Pochodzenie tej legendy jest złożone i właśnie to czyni ją tak interesującą. W warstwie ustnej była ona początkowo lokalną opowieścią, sytuującą się na pograniczu plotki, lęku i religijnego niepokoju. Tennessee State Library and Archives zaznacza, że dwa najważniejsze źródła utrwalające tę historię pojawiły się dopiero znacznie później. Przede wszystkim w An Authenticated History of the Famous Bell Witch Martina V oraz The Bell Witch: A Mysterious Spirit Charlesa Bailey Bella. Oznacza to, że legenda przez długi czas funkcjonowała przede wszystkim w obiegu ustnym. Dopiero pod koniec XIX i na początku XX wieku została scalona, uporządkowana i uszczegółowiona przez pisarzy.
Kompendium strachu: „Amerykańska legenda, która nie umilkła”, Bell Witch, vol. 68
W tej legendzie najciekawsze jest to, że ów byt nie pozostaje niemy. Kiedy zaczyna mówić, nie ogranicza się do jęków czy szeptów, lecz recytuje modlitwy, wdaje się w spory o Pismo Święte i śpiewa podczas nabożeństw. Tennessee Encyclopedia podkreśla właśnie tę osobliwą inteligencję nawiedzenia. Bell Witch nie jest jedynie hałasem rozbrzmiewającym w ścianach, lecz czymś, co słucha, odpowiada, drwi i wchodzi z ludźmi w relacje. Wydawało się, że dom Bellów nie został nawiedzony przez bezmyślną siłę, lecz przez obecność zdolną do gry z ludzkim lękiem.
Kompendium strachu: „Amerykańska legenda, która nie umilkła”, Bell Witch, vol. 68
Jednym z najbardziej rozpowszechnionych epizodów jest także wizyta Andrew Jacksona, późniejszego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Tennessee Encyclopedia podaje, że do domu Bellów przybywali liczni goście, w tym Jackson, aby samemu zbadać zjawisko. Ten szczegół jest ważny nie tyle jako „dowód”, ile jako mechanizm folkloru.

Jednak najbardziej znana część legendy dotyczy śmierci Johna Bella. Po długim okresie cierpień zmarł on 20 grudnia 1820 roku, a sama istota miała twierdzić, że podała mu toksyczny płyn. To właśnie ten motyw nadał całej historii szczególnie mroczną aurę. Od nawiedzenia domowego legenda przechodzi w opowieść o zabójczej, złośliwej sile, która nie tylko hałasuje i dręczy, ale potrafi doprowadzić do śmierci.
Kompendium strachu: „Amerykańska legenda, która nie umilkła”, Bell Witch, vol. 68
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
4
Pierwsza tajemnica zamku Książ będzie o Daisy.

Księżna Daisy – arystokratka, influencerka, generalnie kasy jak lodu. Styl życia: pałac, bale i naszyjnik z pereł długi na ponad 6 metrów. Tak, sześć metrów. Można się owinąć jak kablem od odkurzacza i jeszcze zostanie zapas.

Są dowody, są zdjęcia!
Tajemnice zamku Książ cz.1
No i teraz zaczyna się prawdziwa historia
Po I wojnie światowej kasa się kończy, biżuteria znika po kawałku… ale najcenniejsze perły?
No właśnie – nikt nie wie.
Daisy umiera w 1943.
Legenda mówi: „chcę być pochowana z moim naszyjnikiem”.
Czyli klasyczne: zabieram drip do grobu, bo czemu nie.

Mauzoleum stoi sobie spokojnie… do momentu aż wjeżdżają Rosjanie po wojnie i robią standardowy loot.
W tym momencie każdy myśli: sprawa zamknięta, perły poszły w świat, temat do kosza.
Tajemnice zamku Książ cz.1
ALE NIE.
Polskie władze robią ekshumację i nagle:
otwierają sarkofag
patrzą do środka
i… nic
Nie ma pereł.
Nie ma ciała.
Nie wygląda jakby tu coś kiedyś było.
Pusty.
I teraz masz historię, która powinna mieć trzy linijki, a robi się z niej cały wątek poboczny:
– ktoś ukradł ciało razem z biżuterią
– służba przeniosła ją w tajemnicy, żeby nikt nie zbezcześcił grobu
– gdzieś w Książu jest ukryta krypta i Daisy dalej leży ze swoim sześciometrowym naszyjnikiem
– albo ktoś już dawno to znalazł i tylko się śmieje
Bonus: legenda o Białej Damie, która chodzi po zamku i pilnuje tego wszystkiego, żeby nikt nie znalazł.
Czyli podsumowując:
księżna znika
naszyjnik znika
sarkofag pusty
Najlepsze jest to, że gdyby ktoś dziś znalazł te perły, to pół internetu by krzyczało „fake”, a druga połowa zaczęłaby kopać pod zamkiem.
Polska historia wciąż ma więcej klimatu niż połowa Netflixa
Tajemnice zamku Książ cz.1
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.10936284065247