35
Witajcie dzidki, wykorzystując sugestię kolegi Amularix, w ramach uzupełnienia wstawiam listę produktów Nestle dostępnych w Polsce w celu skuteczniejszego ich omijania w sklepach, oraz linki do wszystkich części "wojen majonezowych".
Słodycze:
· NESQUIK
· LION
· KIT KAT
· PRINCESSA
· TOFFIFEE ( Przy tej pozycji jest mała ciekawostka a mianowicie Nestle kupiło prawa do marki w 2019 roku ale z jednym wyjątkiem, nie obejmuje to terenów Niemiec a tam toffiffe jest nadal produktem marki Storck)
· SMARTIES – drażetki czekoladowe.
· After Eight – cienkie czekoladki z miętowym nadzieniem.
· JoJo - pianki
· STUDENTSKA - czekolada.
· AERO - batony, czekolada.
Napoje i kawy:
· NESCAFÉ
· NESPRESSO
· NESTEA
· NESQUIK
· STARBUCKS - kawa i kapsułki ale tylko te kupione poza kawiarnią na podstawie umowy z 2018 roku.
· BUONDI
Żywienie niemowląt i dzieci:
· NAN – mleko modyfikowane dla niemowląt.
· BEBA – mleko modyfikowane i posiłki.
· GERBER – przeciery, deserki, kaszki i chrupki dla niemowląt i małych dzieci.
· NESTLÉ – kaszki i kleiki.
· BOBO FRUT
Produkty mleczne i śniadaniowe:
· NESQUIK – płatki śniadaniowe.
· NESTLÉ Corn Flakes – płatki kukurydziane.
· CRUNCH – płatki śniadaniowe czekoladowe.
· FITNESS – płatki z pełnego ziarna.
· LION Cereals
· SMAK ŚNIADANIA / NESTLÉ Śniadaniówka – musli i granola.
· LC1 – jogurty prozdrowotne.
Lody
· MARKA WŁASNA "NESTLÉ" – pod tą nazwą sprzedawana jest większość lodów (dawniej często jako "MIX").
· Popularne produkty: Na Patyku, Milkybar, Extreme, Kaktus, Lody kanapkowe, Torty lodowe.
Dania gotowe, przyprawy, kuchnia:
- Winiary
· MAGGI – kostki rosołowe, przyprawy, sosy, zupy, dania instant (m.in. kluski "5 minut").
· Thomy – musztardy, sosy (np. tatarski), majonez.
· BUITONI – mrożona pizza, pasta do pieczywa.
Woda i napoje:
· NAŁĘCZOWIANKA
· S.PELLEGRINO
· SANPELLEGRINO
· PERRIER
· ACQUA PANNA
Karma dla zwierząt:
· PURINA – to cała grupa marek, m.in.:
· PRO PLAN, FELIX, GOURMET, DEFAULT, ONE, BETA, CAT CHOW, DOG CHOW, PURINA® DELI.
Produkty specjalistyczne i odżywki
· NESTLÉ Health Science – żywność specjalnego przeznaczenia medycznego (np. Resource, Modulen).
Są jeszcze marki dotyczące zaopatrzenia gastronomii ale pozwolę je sobie pominąć.
· NESQUIK
· LION
· KIT KAT
· PRINCESSA
· TOFFIFEE ( Przy tej pozycji jest mała ciekawostka a mianowicie Nestle kupiło prawa do marki w 2019 roku ale z jednym wyjątkiem, nie obejmuje to terenów Niemiec a tam toffiffe jest nadal produktem marki Storck)
· SMARTIES – drażetki czekoladowe.
· After Eight – cienkie czekoladki z miętowym nadzieniem.
· JoJo - pianki
· STUDENTSKA - czekolada.
· AERO - batony, czekolada.
Napoje i kawy:
· NESCAFÉ
· NESPRESSO
· NESTEA
· NESQUIK
· STARBUCKS - kawa i kapsułki ale tylko te kupione poza kawiarnią na podstawie umowy z 2018 roku.
· BUONDI
Żywienie niemowląt i dzieci:
· NAN – mleko modyfikowane dla niemowląt.
· BEBA – mleko modyfikowane i posiłki.
· GERBER – przeciery, deserki, kaszki i chrupki dla niemowląt i małych dzieci.
· NESTLÉ – kaszki i kleiki.
· BOBO FRUT
Produkty mleczne i śniadaniowe:
· NESQUIK – płatki śniadaniowe.
· NESTLÉ Corn Flakes – płatki kukurydziane.
· CRUNCH – płatki śniadaniowe czekoladowe.
· FITNESS – płatki z pełnego ziarna.
· LION Cereals
· SMAK ŚNIADANIA / NESTLÉ Śniadaniówka – musli i granola.
· LC1 – jogurty prozdrowotne.
Lody
· MARKA WŁASNA "NESTLÉ" – pod tą nazwą sprzedawana jest większość lodów (dawniej często jako "MIX").
· Popularne produkty: Na Patyku, Milkybar, Extreme, Kaktus, Lody kanapkowe, Torty lodowe.
Dania gotowe, przyprawy, kuchnia:
- Winiary
· MAGGI – kostki rosołowe, przyprawy, sosy, zupy, dania instant (m.in. kluski "5 minut").
· Thomy – musztardy, sosy (np. tatarski), majonez.
· BUITONI – mrożona pizza, pasta do pieczywa.
Woda i napoje:
· NAŁĘCZOWIANKA
· S.PELLEGRINO
· SANPELLEGRINO
· PERRIER
· ACQUA PANNA
Karma dla zwierząt:
· PURINA – to cała grupa marek, m.in.:
· PRO PLAN, FELIX, GOURMET, DEFAULT, ONE, BETA, CAT CHOW, DOG CHOW, PURINA® DELI.
Produkty specjalistyczne i odżywki
· NESTLÉ Health Science – żywność specjalnego przeznaczenia medycznego (np. Resource, Modulen).
Są jeszcze marki dotyczące zaopatrzenia gastronomii ale pozwolę je sobie pominąć.
PS. Jak wiecie jeszcze o jakichś innych to uzupełniajcie w komentarzach.
https://m.jbzd.com.pl/obr/4348274/wojny-majonezowe
https://m.jbzd.com.pl/obr/4348903/wojny-majonezowe-czesc-druga
https://m.jbzd.com.pl/obr/4350218/wojny-majonezowe-czesc-trzecia
https://m.jbzd.com.pl/obr/4352258/wojny-majonezowe-czesc-czwarta
https://m.jbzd.com.pl/obr/4355409/wojny-majonezowe-czesc-piata
https://m.jbzd.com.pl/obr/4348274/wojny-majonezowe
https://m.jbzd.com.pl/obr/4348903/wojny-majonezowe-czesc-druga
https://m.jbzd.com.pl/obr/4350218/wojny-majonezowe-czesc-trzecia
https://m.jbzd.com.pl/obr/4352258/wojny-majonezowe-czesc-czwarta
https://m.jbzd.com.pl/obr/4355409/wojny-majonezowe-czesc-piata
49
Jeżeli popłynęliście podczas ostatniej imprezy, to informuję, że dotarliście do czwartej części artykułu o Nestle.
„Panta rhei”, czyli wszystko płynie – tzn. woda chwilowo nie płynie, bo jest zamknięta w butelkach, ale za to pieniądze płyną szerokim strumieniem.
Kalkulacja kosztu przeprowadzona w latach 2000–2010 wykazała, że dla butelki wody kosztującej w USA pomiędzy 1 a 2 dolary, koszt surowca to 0,0001 USD, a cała reszta, czyli butelka i logistyka, to od 0,20 do 0,40 USD. Taka dysproporcja pomiędzy kosztem a ceną finalną była paliwem dla społecznego oburzenia, a woda butelkowana okazała się nie produktem pierwszej potrzeby, lecz marżą w plastikowym opakowaniu.
Jedna z największych batalii o wodę rozegrała się w Michigan, w okolicy jeziora Mecosta i potoku Ocqueoc. W rejonie tym wodę pompowano pod marką Ice Mountain; miała ona pozwolenie na pobieranie 400 galonów na minutę (ponad 1500 litrów) z podziemnej warstwy wodonośnej. W tym miejscu pozwolę sobie zacytować artykuł Wayne State University (12.2016), aby przynajmniej trochę wyjaśnić, dlaczego przestarzałe przepisy pozwalają pobierać wodę praktycznie za darmo: „W stanie Michigan firma Nestlé pozyskuje wodę zgodnie z tzw. doktryną «rozsądnego użytkowania», prawem nadbrzeżnym wywodzącym się z brytyjskiego prawa zwyczajowego. Doktryna ta zezwala właścicielom gruntów na korzystanie z wody na lub pod ich i sąsiednimi nieruchomościami, pod warunkiem, że korzystanie to nie wpływa negatywnie na sąsiednie wody gruntowe lub powierzchniowe. Filozofia ta głosi, że nikt tak naprawdę nie jest «właścicielem» wód gruntowych, ale każdy ma prawo do rozsądnego korzystania z nich w związku z gruntami nad nimi położonymi”. Pozew złożyła grupa Michigan Citizens for Water Conservation i kilku właścicieli gruntów, których duży pobór wody bezpośrednio dotykał. Dowodzili oni, że działalność Nestlé obniża poziom wód gruntowych, co prowadzi do wysychania ich studni, zmniejsza przepływ w strumieniu Ocqueoc, zagrażając żyjącym w nim pstrągom i ekosystemowi, oraz osusza mokradła, które są kluczowym habitatem i naturalnym filtrem wody.
Kalkulacja kosztu przeprowadzona w latach 2000–2010 wykazała, że dla butelki wody kosztującej w USA pomiędzy 1 a 2 dolary, koszt surowca to 0,0001 USD, a cała reszta, czyli butelka i logistyka, to od 0,20 do 0,40 USD. Taka dysproporcja pomiędzy kosztem a ceną finalną była paliwem dla społecznego oburzenia, a woda butelkowana okazała się nie produktem pierwszej potrzeby, lecz marżą w plastikowym opakowaniu.
Jedna z największych batalii o wodę rozegrała się w Michigan, w okolicy jeziora Mecosta i potoku Ocqueoc. W rejonie tym wodę pompowano pod marką Ice Mountain; miała ona pozwolenie na pobieranie 400 galonów na minutę (ponad 1500 litrów) z podziemnej warstwy wodonośnej. W tym miejscu pozwolę sobie zacytować artykuł Wayne State University (12.2016), aby przynajmniej trochę wyjaśnić, dlaczego przestarzałe przepisy pozwalają pobierać wodę praktycznie za darmo: „W stanie Michigan firma Nestlé pozyskuje wodę zgodnie z tzw. doktryną «rozsądnego użytkowania», prawem nadbrzeżnym wywodzącym się z brytyjskiego prawa zwyczajowego. Doktryna ta zezwala właścicielom gruntów na korzystanie z wody na lub pod ich i sąsiednimi nieruchomościami, pod warunkiem, że korzystanie to nie wpływa negatywnie na sąsiednie wody gruntowe lub powierzchniowe. Filozofia ta głosi, że nikt tak naprawdę nie jest «właścicielem» wód gruntowych, ale każdy ma prawo do rozsądnego korzystania z nich w związku z gruntami nad nimi położonymi”. Pozew złożyła grupa Michigan Citizens for Water Conservation i kilku właścicieli gruntów, których duży pobór wody bezpośrednio dotykał. Dowodzili oni, że działalność Nestlé obniża poziom wód gruntowych, co prowadzi do wysychania ich studni, zmniejsza przepływ w strumieniu Ocqueoc, zagrażając żyjącym w nim pstrągom i ekosystemowi, oraz osusza mokradła, które są kluczowym habitatem i naturalnym filtrem wody.
Sędzia Lawrence Root wydał przełomową decyzję. Stwierdził, że dowody są „przytłaczające”, i nakazał Nestlé natychmiastowe ograniczenie poboru wody do 200 galonów, a w niektórych miejscach – wstrzymanie wydobycia. Była to pierwsza tak dotkliwa przegrana Nestlé w USA w tej kwestii. Nestlé natychmiast odwołało się od tego wyroku i w orzeczeniu sądu apelacyjnego stanu Michigan sędziowie uchylili nakaz sądu pierwszej instancji. Kluczowe było ich stwierdzenie, że pozwani nie udowodnili „bliskiego, bezpośredniego” związku między działaniami Nestlé a szkodą na ich własności w sposób wymagany przez stanowe prawo wodne. Uznali, że pozwolenie jest ważne. Decyzja była dotkliwym ciosem dla lokalnej inicjatywy, ale nie poddali się i dalsze ich działania doprowadziły do ugody w 2006 roku na następujących warunkach:
1. Nestlé mogło kontynuować pobór na poziomie 218 galonów na minutę (mniej niż pierwotne 400, ale więcej niż nakazywał wyrok z 2003 r.).
2. Firma musiała sfinansować i wdrożyć szczegółowy program monitoringu środowiskowego, śledzący poziom wód, przepływy w strumieniach i stan mokradeł.
3. Utworzono fundusz na naprawę ewentualnych szkód.
Ten spór udowodnił lokalnym społecznościom, że można walczyć z gigantem pomimo dysproporcji sił, a przekaz medialny rozszedł się po całym kraju i dał impuls do działań w innych miejscach. Nestlé wytrzymało aż do roku 2014, żeby nic nie odjebać w tamtej okolicy, ale to już następna dekada, więc wrócimy do tego później.
1. Nestlé mogło kontynuować pobór na poziomie 218 galonów na minutę (mniej niż pierwotne 400, ale więcej niż nakazywał wyrok z 2003 r.).
2. Firma musiała sfinansować i wdrożyć szczegółowy program monitoringu środowiskowego, śledzący poziom wód, przepływy w strumieniach i stan mokradeł.
3. Utworzono fundusz na naprawę ewentualnych szkód.
Ten spór udowodnił lokalnym społecznościom, że można walczyć z gigantem pomimo dysproporcji sił, a przekaz medialny rozszedł się po całym kraju i dał impuls do działań w innych miejscach. Nestlé wytrzymało aż do roku 2014, żeby nic nie odjebać w tamtej okolicy, ale to już następna dekada, więc wrócimy do tego później.
W 2005 roku ukazał się dokument „We Feed the World”, a w nim słynna wypowiedź CEO Nestlé. Przeanalizujmy ją trochę, bo jak zwykle w takich sytuacjach wersje są różne, a interpretacje to już całkiem inna bajka. Głównym wątkiem zapalnym był ten fragment:„Woda jest oczywiście najważniejszym surowcem, jaki mamy dzisiaj na świecie. To pytanie, czy powinniśmy sprywatyzować normalne zaopatrzenie w wodę dla ludności. I są dwie różne opinie w tej sprawie. Jedyną opinię, moim zdaniem skrajną, reprezentują organizacje pozarządowe, które chcą uznania wody za prawo publiczne. Oznacza to, że jako istota ludzka powinieneś mieć prawo do wody. To ekstremalne rozwiązanie. Drugi pogląd mówi, że woda jest środkiem spożywczym jak każdy inny i jak każdy inny środek spożywczy powinna mieć wartość rynkową”.— Peter Brabeck-Letmathe w filmie „We Feed the World”
Podany fragment można interpretować na różne sposoby – to jest fakt. Drugim faktem jest to, że fragment nie oddaje kontekstu wypowiedzi. Oglądałem ten wywiad, który niestety jest po niemiecku, a język drutu kolczastego mi przez gardło nigdy nie przechodził i nie wiem, na ile można było zaufać tłumaczeniu na angielski, bo nawet minimalna zmiana może wypaczyć wypowiedź. Według mojej osobistej opinii, sens jest taki, że jeżeli cię stać, to masz płacić, a przypadek mleka modyfikowanego pokazał, że wydatek rzędu 20 czy 50% dochodów jest w korporacyjnych tabelkach do zaakceptowania.
Podany fragment można interpretować na różne sposoby – to jest fakt. Drugim faktem jest to, że fragment nie oddaje kontekstu wypowiedzi. Oglądałem ten wywiad, który niestety jest po niemiecku, a język drutu kolczastego mi przez gardło nigdy nie przechodził i nie wiem, na ile można było zaufać tłumaczeniu na angielski, bo nawet minimalna zmiana może wypaczyć wypowiedź. Według mojej osobistej opinii, sens jest taki, że jeżeli cię stać, to masz płacić, a przypadek mleka modyfikowanego pokazał, że wydatek rzędu 20 czy 50% dochodów jest w korporacyjnych tabelkach do zaakceptowania.
Ale żeby nie było – nie będziemy mówić o Nestlé tylko źle. W 2005 roku przekazano organizacjom humanitarnym około 30 ton mleka w proszku dla dzieci wyprodukowanego w Hiszpanii. I w tym miejscu możemy zakończyć część dotyczącą mówienia o Nestlé w pozytywnym świetle. Mleko, które trafiło jako darowizna, miało trafić na włoski rynek, ale wykryto nadmierną migrację substancji isopropylthioxanthone (ITX) z farby druku na zewnętrznym opakowaniu kartonowym do mleka w proszku. ITX to fotostarter używany w druku UV. Władze sanitarne (Istituto Superiore di Sanità) uznały, że poziom ITX, choć nie stanowił bezpośredniego, ostrego zagrożenia toksykologicznego, przekraczał dopuszczalne normy migracji i jako taki uniemożliwiał sprzedaż produktu na rynku europejskim.
Sprawą zajęła się prokuratura w Brescii. Kluczowe w tej sprawie było uznanie produktu za odpad niebezpieczny, którego nie wolno było eksportować, i trzeba makaroniarzom oddać, że wzięli się za sprawę naprawdę poważnie. Linia obrony Nestlé polegała na argumentach, że mleko było w pełni bezpieczne, a decyzja o jego wycofaniu była „nadmiernie ostrożną” decyzją administracyjną, podkreślano akt humanitarny, a nie celowe działanie przestępcze, oraz na tym, że produkt przekazano uznanym organizacjom humanitarnym, a nie odbiorcom końcowym. Na tym ringu to Nestlé było Najmanem – zostało zbite niesamowicie i nie mogło zbyt wcześnie odklepać. Prokuratura potwierdziła podwójne standardy: dlaczego mleko niebezpieczne w Europie wysłano do Afryki? Akt humanitarny uznano za cyniczną przykrywkę i próbę taniej utylizacji pod płaszczem działalności charytatywnej, i kluczowy punkt, w którym włoskie prawo zabrania eksportu odpadów niebezpiecznych, a uznanie mleka za odpad rozbiło całkiem obronę.
Zawarto ugodę, w której uznano Nestlé winnym. Miało ono pokryć wszystkie koszty sądowe, sprowadzić z powrotem mleko do Włoch i dokonać jego utylizacji, a także zapłacić grzywnę (według mediów 400 tys. euro).
Zawarto ugodę, w której uznano Nestlé winnym. Miało ono pokryć wszystkie koszty sądowe, sprowadzić z powrotem mleko do Włoch i dokonać jego utylizacji, a także zapłacić grzywnę (według mediów 400 tys. euro).
O rany rany, materiał jest nie wyczerpany ale mózg mam już wyprany. Koniec części czwartej.
47
Dla tych, którzy lekko zmięci, pojawili się dopiero teraz na tej imprezie, informuję, że jest to trzecia część artykułu o Nestle.
Od roku 1990 w praktykach Nestle niewiele się zmieniło, oprócz tego, że bardziej kryli się z dotychczasowymi działaniami w zakresie mleka dla dzieci. Według moich osobistych przypuszczeń, nie dokarmiali dodatkowo dzieci w wieku 9-12 lat, których pracę na plantacjach kakao na Wybrzeżu Kości Słoniowej opisał w 1995 roku raport Fondation de France. Dzieci były najczęściej sprzedawane z sąsiednich krajów przez ubogie rodziny, a Nestle powiedziało, że nic o tym nie wiedzą – to niezależny dostawca surowców, itp. W zasadzie w każdej takiej sytuacji mieli ten sam schemat działania: 1. Zaprzeczenie, 2. Przerzucanie odpowiedzialności („to wina biedy, korupcji, złych rządów”), 3. Obietnice bez pokrycia i udział w długotrwałych, mało konkretnych dialogach.
W 1997 roku brytyjski Channel 4 opublikował raport "Slavery: A Global Investigation" z tego samego kraju, pokazujący dzieci pracujące w kajdanach. To był pierwszy tak silny dowód wizualny. Po nim Nestle zaczęło mówić o "współpracy z władzami", ale nie podjęto żadnych konkretnych działań. W 1998 roku ukazał się raport UNICEF we współpracy z Międzynarodową Organizacją Pracy z Afryki Zachodniej, w którym określono liczbę pracujących dzieci na kilkaset tysięcy, pracę w niebezpiecznych warunkach oraz transgraniczny handel dziećmi. Dopiero wtedy Nestle oraz inne korporacje zaczęły brać udział w rozmowach z rządami, co doprowadziło do podpisania w 2001 roku protokołu Harkina-Engela, mającego na celu wyeliminowanie najgorszych form pracy dzieci w przemyśle kakaowym. Termin jego wykonania ustalono na 2005 rok. A potem na 2008. A potem… jakoś tak przestano zadawać pytania na ten temat.
W 2000 roku malijscy mężczyźni pozwali Nestlé (oraz Cargill i Archer Daniels Midland), twierdząc, że jako dzieci byli sprzedani w niewolę na plantacje kakao na Wybrzeżu Kości Słoniowej, gdzie pracowali po 14 godzin dziennie za miskę ryżu, byli bici i przetrzymywani. Pozew opierał się na Alien Tort Statute, starym prawie z 1789 roku, które pozwala obcokrajowcom pozywać w USA za naruszenie prawa międzynarodowego. Główna linia obrony polegała na tym, że owo prawo stosuje się do osób fizycznych, a nie korporacji. Ostatnia wzmianka o nim, którą znalazłem, jest z 2021 roku – Sąd Apelacyjny dla Dystryktu Kolumbii przywrócił sprawę do ponownego rozpatrzenia.
W roku 1995 zaczęła powoli wypływać afera dotycząca podwójnych standardów jakości w Europie Środkowo-Wschodniej (w tym w Polsce). Nie dotyczyło to tylko Nestle, ale było ono jednym z głównych przykładów. W Czechach przeprowadzono badania czekolady KitKat i kakao Nesquik, w których wykryto dodawanie tłuszczu roślinnego kosztem masła kakaowego i wyższą zawartość cukru niż w produktach dostępnych w Austrii czy Niemczech. I teraz się trzymajcie: Nestle tłumaczyło to dostosowaniem do lokalnych preferencji smakowych i – oczywiście – współpracą z lokalnymi firmami. Sytuacja nie chciała się uspokoić, więc w oficjalnym komunikacie stwierdzili, że prawnie wszystkie normy zostały spełnione i to zamyka temat. Dopiero w 2018 roku wprowadzono unijną dyrektywę, w której taka sytuacja może być uznana za nieuczciwą praktykę handlową. Jest tu pole do szerszej analizy, ale nie na tę chwilę. Jeszcze wspomnę, że badano także lody i desery mleczne oraz wyroby cukiernicze, gdzie stosowano tłuszcze roślinne zamiast mlecznych i syrop glukozowo-fruktozowy zamiast cukru oraz tańsze barwniki. Dodatkowo ceny produktów w różnych krajach były takie same lub zbliżone.
Żeby chwilowo zakończyć temat słodyczy, warto wspomnieć o zmowie cenowej w Kanadzie, która zakończyła się grzywną 23 mln CAD w 1995 roku, i w USA – w 1997 roku grzywna 12 mln USD za zmowę cenową na rynku jogurtów. Wspomnę jeszcze w skrócie o GMO. Używano głównie soi, kukurydzy i olejów roślinnych wszędzie tam, gdzie nie było obowiązku informowania o tym fakcie. Po 1996 roku społeczeństwo stało się bardziej świadome, a dodatkowo Greenpeace ujawnił użycie GMO w produktach dla niemowląt w Azji. Zaczęły się niepokoje wśród konsumentów, a także bojkot produktów w krajach zachodnich. W Polsce ustawa o GMO weszła w życie w 2001 roku, więc na pytanie, jak to wcześniej wyglądało u nas, odpowiem: "nie wiem, choć się domyślam".
Żeby chwilowo zakończyć temat słodyczy, warto wspomnieć o zmowie cenowej w Kanadzie, która zakończyła się grzywną 23 mln CAD w 1995 roku, i w USA – w 1997 roku grzywna 12 mln USD za zmowę cenową na rynku jogurtów. Wspomnę jeszcze w skrócie o GMO. Używano głównie soi, kukurydzy i olejów roślinnych wszędzie tam, gdzie nie było obowiązku informowania o tym fakcie. Po 1996 roku społeczeństwo stało się bardziej świadome, a dodatkowo Greenpeace ujawnił użycie GMO w produktach dla niemowląt w Azji. Zaczęły się niepokoje wśród konsumentów, a także bojkot produktów w krajach zachodnich. W Polsce ustawa o GMO weszła w życie w 2001 roku, więc na pytanie, jak to wcześniej wyglądało u nas, odpowiem: "nie wiem, choć się domyślam".
Nadeszła ta długo wyczekiwana chwila i zaczniemy poruszać temat wody... Zaczniemy nietypowo, bo od Pakistanu. Krótko nadmienię, że Pakistan jest krajem o skrajnym deficycie wody. Rolnictwo, zależne od nawadniania, zużywa ponad 90% zasobów, a dostęp do czystej wody pitnej jest ograniczony.
W latach 90. rząd zachęcał do inwestycji zagranicznych, co stworzyło podatny grunt dla Nestle. Uruchomiono fabrykę butelkowania wody Pure Life. Była bardzo wydajna, a produkt targetował raczej klientów klasy średniej z miast. Problemem okazała się skala, miejsca poboru wody i skutki. Bardzo głębokie studnie umieszczano na obszarach rolnych lub w ich okolicach, pompowano miliony litrów wody dziennie z tej samej, ograniczonej warstwy wodonośnej, z której korzystali rolnicy swymi płytkimi studniami. Intensywny pobór wody przez Nestlé obniżał poziom wód gruntowych. Dla rolników oznaczało to, że ich studnie wysychały lub wymagały drogiego pogłębiania (nawet o 30-50 metrów), by znów sięgnąć do wody. Wystąpiły problemy w sektorze rolniczym, co doprowadziło do protestów przed zakładami Nestle. Ich odpowiedź na to była krótka: działalność jest legalna, pobierają wodę z głębszych, odizolowanych warstw, tworzą miejsca pracy i inwestują w lokalną gospodarkę. Przeprowadzili badania, które wykazały, że wszystko jest w porządku, a że innych, niezależnych nie było – sprawa zamknięta.
W latach 90. dopiero zaczęły się pojawiać pierwsze kontrowersje na rynkach wody w krajach takich jak Indie, Brazylia, Francja czy Meksyk. W roku 1999 w Polsce powstał kartel cenowy, za który UOKiK nałożył rekordową karę dla wszystkich uczestników – łącznie 195 milionów złotych.
W latach 90. rząd zachęcał do inwestycji zagranicznych, co stworzyło podatny grunt dla Nestle. Uruchomiono fabrykę butelkowania wody Pure Life. Była bardzo wydajna, a produkt targetował raczej klientów klasy średniej z miast. Problemem okazała się skala, miejsca poboru wody i skutki. Bardzo głębokie studnie umieszczano na obszarach rolnych lub w ich okolicach, pompowano miliony litrów wody dziennie z tej samej, ograniczonej warstwy wodonośnej, z której korzystali rolnicy swymi płytkimi studniami. Intensywny pobór wody przez Nestlé obniżał poziom wód gruntowych. Dla rolników oznaczało to, że ich studnie wysychały lub wymagały drogiego pogłębiania (nawet o 30-50 metrów), by znów sięgnąć do wody. Wystąpiły problemy w sektorze rolniczym, co doprowadziło do protestów przed zakładami Nestle. Ich odpowiedź na to była krótka: działalność jest legalna, pobierają wodę z głębszych, odizolowanych warstw, tworzą miejsca pracy i inwestują w lokalną gospodarkę. Przeprowadzili badania, które wykazały, że wszystko jest w porządku, a że innych, niezależnych nie było – sprawa zamknięta.
W latach 90. dopiero zaczęły się pojawiać pierwsze kontrowersje na rynkach wody w krajach takich jak Indie, Brazylia, Francja czy Meksyk. W roku 1999 w Polsce powstał kartel cenowy, za który UOKiK nałożył rekordową karę dla wszystkich uczestników – łącznie 195 milionów złotych.
Temat wody jest szeroki jak rzeka, ale idąc przynajmniej trochę chronologicznie, skupimy się jeszcze na USA. Spółek i miejsc pompowania wody było sporo, ale weźmy na tapet „Poland Spring” (nie ma ona żadnych związków z Polską, nazwa pochodzi od miejscowości w stanie Maine). Oczywiście firma miała koncesję w pełni legalną za opłatą od kilku do kilkunastu tysięcy dolarów rocznie (brak precyzyjnych danych). Protesty zainicjowały środowiska rolnicze, które zgłaszały wysychające strumienie. Nestle prawnie było nie do ruszenia, więc spróbowano w inny sposób. Złożono pozew, który zarzucał, że woda nie pochodzi z "krystalicznie czystych, górskich źródeł", jak obiecywało opakowanie i reklamy. Woda Poland Spring jest pompowana ze zwykłych studni głębinowych, często zlokalizowanych w pobliżu terenów rolniczych, osiedli mieszkaniowych lub składowisk odpadów, a nie z odizolowanych, górskich źródeł. Według nich była to zwykła woda gruntowa, a marketing firmy wprowadzał w błąd.
Zakończono to ugodą i wypłatą 10,5 mln dolarów, ale jej najważniejszym zapisem było to, że Nestlé NIE PRZYNAJE SIĘ DO WINY ani do jakiegokolwiek błędu ("no admission of wrongdoing").
Koniec części trzeciej
47
Dla tych, którzy weszli w połowie imprezy, informuję, że jest to druga część artykułu o Nestle.
W latach 70. doszło do bezprecedensowego starcia korporacji z aktywistami. Organizacja War on Want opublikowała raport Mike'a Mullera „The Baby Killer”, którego podtytuł brzmiał: „Specjalne śledztwo War on Want dotyczące promocji i sprzedaży mleka dla niemowląt w proszku w krajach trzeciego świata”. Już na samym wstępie oskarżano w nim korporacje o śmierć i cierpienie dzieci w krajach mniej rozwiniętych oraz rozprawiano się z ich teorią, jakoby wszystkiemu winien był brak edukacji i higieny. W kolejnej części opisywano praktyki marketingowe, takie jak wcześniej wspomniane „mleczne pielęgniarki”, masowe dostawy mleka do szpitali (aby dzieci wychodziły z nich niejako uzależnione od produktu), a także reklamy podważające karmienie piersią, pokazujące smutne, chude dzieci karmione naturalnie obok uśmiechniętych, pulchnych niemowląt karmionych butelką.
Teksty sugerowały, że mleko matki jest „niewystarczające”. Opisywano też „prezenty” dla personelu, który miał polecać ich produkty.
Następnie przedstawiono konsekwencje tych działań i powstały łańcuch przyczynowo-skutkowy:
1. Przerwanie laktacji przez darmowe próbki.
2. Koszty (mleko pochłaniało od 25 do 50% dochodów biedniejszych rodzin).
3. Rozcieńczanie (aby mleko starczało na dłużej, matki je rozcieńczały).
4. Butelki i smoczki czyszczone w złych warunkach.
5. Epidemia biegunek.
6. Niedożywienie.
7. Finansowa katastrofa – pieniądze wydawane na leki zamiast na żywność.
8. Ciężkie wyniszczenie organizmu dziecka.
W dalszej części pokazano dowody w postaci wewnętrznych pism, z których wynikało, że korporacje zdają sobie sprawę ze skutków swoich działań w biedniejszych warstwach społeczeństwa i że ich produkty nie nadają się do użytku w takim środowisku. Na koniec skrytykowano brak regulacji w krajach rozwijających się oraz brak działań ze strony krajów zachodnich w odpowiedzi na poczynania korporacji.
Następnie przedstawiono konsekwencje tych działań i powstały łańcuch przyczynowo-skutkowy:
1. Przerwanie laktacji przez darmowe próbki.
2. Koszty (mleko pochłaniało od 25 do 50% dochodów biedniejszych rodzin).
3. Rozcieńczanie (aby mleko starczało na dłużej, matki je rozcieńczały).
4. Butelki i smoczki czyszczone w złych warunkach.
5. Epidemia biegunek.
6. Niedożywienie.
7. Finansowa katastrofa – pieniądze wydawane na leki zamiast na żywność.
8. Ciężkie wyniszczenie organizmu dziecka.
W dalszej części pokazano dowody w postaci wewnętrznych pism, z których wynikało, że korporacje zdają sobie sprawę ze skutków swoich działań w biedniejszych warstwach społeczeństwa i że ich produkty nie nadają się do użytku w takim środowisku. Na koniec skrytykowano brak regulacji w krajach rozwijających się oraz brak działań ze strony krajów zachodnich w odpowiedzi na poczynania korporacji.
Można było zignorować ten artykuł i całą organizację – sprawa rozeszłaby się niczym potrącenie starej baby na pasach. Nestlé postanowiło jednak wytoczyć proces. Nie organizacji War on Want, ale małej szwajcarskiej grupie Arbeitsgruppe Dritte Welt, która przetłumaczyła raport, zmieniając tytuł na „Nestlé töten Babys” („Nestlé zabija dzieci”), celowo personalizując oskarżenie. Nestlé sądziło, że w rodzinnej Szwajcarii rozjedzie w sądzie małą grupkę aktywistów, ale nie spodziewało się, że z małego procesu w Lozannie zrobi się spektakl relacjonowany przez media na całym świecie.
W trakcie procesu obrona sprowadziła jako świadków: brazylijskiego księdza z São Paulo, który opisywał umierające dzieci i wszechobecne reklamy mleka; szwajcarską lekarkę pracującą w szpitalu w Togo, opowiadającą o „mlecznych pielęgniarkach”; oraz brytyjskiego dziennikarza, który badał rynek w Kenii. Oskarżenie skupiło się na zdyskredytowaniu języka raportu jako obrzydliwego i oszczerczego, zrzuceniu odpowiedzialności na biedę, brak higieny i niewiedzę matek (a nie swoje produkty) oraz zaatakowaniu ADW jako organizacji próbującej zniszczyć szwajcarską gospodarkę.
Następnie – niczym w programie „Sędzia Anna Maria Wesołowska” – na scenę wszedł dr Oscar Zapp, prywatnie były dyrektor marketingu Nestlé na Amerykę Łacińską, który odszedł z firmy w 1971 roku. Zapp potwierdził istnienie i działanie „mlecznych pielęgniarek” („milk nurses”) w Brazylii oraz opisał system premii dla przedstawicieli handlowych za zwiększenie sprzedaży w szpitalach. Jego zeznania bezpośrednio potwierdziły kluczowe zarzuty raportu i złamały narrację Nestlé, że to wszystko są „wymysły aktywistów”.
Zapadł wyrok. Teoretycznie wygrało Nestlé – sąd uznał, że sformułowanie „Nestlé zabija dzieci” było zbyt daleko idące i naruszało dobre imię firmy, oraz ukarał aktywistów grzywną 300 franków. Jednocześnie zostali oni uniewinnieni z zarzutu umyślnego zniesławienia, ponieważ sędzia uznał, że działali w dobrej wierze i interesie publicznym. W uzasadnieniu napisano: „Fakty przedstawione przez oskarżonych są w dużej mierze prawdziwe (...). Promocja [mleka w proszku] w Trzecim Świecie może prowadzić do tragicznych konsekwencji.”
W trakcie procesu obrona sprowadziła jako świadków: brazylijskiego księdza z São Paulo, który opisywał umierające dzieci i wszechobecne reklamy mleka; szwajcarską lekarkę pracującą w szpitalu w Togo, opowiadającą o „mlecznych pielęgniarkach”; oraz brytyjskiego dziennikarza, który badał rynek w Kenii. Oskarżenie skupiło się na zdyskredytowaniu języka raportu jako obrzydliwego i oszczerczego, zrzuceniu odpowiedzialności na biedę, brak higieny i niewiedzę matek (a nie swoje produkty) oraz zaatakowaniu ADW jako organizacji próbującej zniszczyć szwajcarską gospodarkę.
Następnie – niczym w programie „Sędzia Anna Maria Wesołowska” – na scenę wszedł dr Oscar Zapp, prywatnie były dyrektor marketingu Nestlé na Amerykę Łacińską, który odszedł z firmy w 1971 roku. Zapp potwierdził istnienie i działanie „mlecznych pielęgniarek” („milk nurses”) w Brazylii oraz opisał system premii dla przedstawicieli handlowych za zwiększenie sprzedaży w szpitalach. Jego zeznania bezpośrednio potwierdziły kluczowe zarzuty raportu i złamały narrację Nestlé, że to wszystko są „wymysły aktywistów”.
Zapadł wyrok. Teoretycznie wygrało Nestlé – sąd uznał, że sformułowanie „Nestlé zabija dzieci” było zbyt daleko idące i naruszało dobre imię firmy, oraz ukarał aktywistów grzywną 300 franków. Jednocześnie zostali oni uniewinnieni z zarzutu umyślnego zniesławienia, ponieważ sędzia uznał, że działali w dobrej wierze i interesie publicznym. W uzasadnieniu napisano: „Fakty przedstawione przez oskarżonych są w dużej mierze prawdziwe (...). Promocja [mleka w proszku] w Trzecim Świecie może prowadzić do tragicznych konsekwencji.”
Nastąpiła katastrofa PR-owa Nestlé. Nagłówki na całym świecie nie brzmiały „Nestlé wygrywa”, tylko „Nestlé przegrywa proces o zniesławienie” (The Guardian) lub „Sąd uznał zarzuty aktywistów za zasadne”. Obraz firmy jako bezdusznego giganta został utrwalony prawnie i medialnie. Wyrok był impulsem do ogłoszenia w 1977 roku międzynarodowego bojkotu Nestlé. Na fali tego moralnego zwycięstwa małe regionalne organizacje zaczęły się łączyć i tak w 1979 roku powstał IBFAN (International Baby Food Action Network), który stał się mózgiem operacji – zbierał dowody, szkolił aktywistów i lobbował przy WHO.
W 1981 roku WHO przyjęło międzynarodowy kodeks marketingu produktów zastępujących mleko kobiece. Oznaczało to, że po raz pierwszy rządy zgodziły się, iż marketing żywności dla niemowląt musi być uregulowany w interesie zdrowia publicznego. Kodeks zabraniał m.in. reklamy dla ogółu społeczeństwa, darmowych próbek w systemie opieki zdrowotnej oraz promocji przez „mleczne pielęgniarki”. Nestlé publicznie zobowiązało się do przestrzegania kodeksu. W rzeczywistości rozpoczęło wieloletnią grę w kotka i myszkę – stosowało go w sposób wybiórczy, często go obchodząc, co IBFAN skrupulatnie dokumentował.
W 1981 roku WHO przyjęło międzynarodowy kodeks marketingu produktów zastępujących mleko kobiece. Oznaczało to, że po raz pierwszy rządy zgodziły się, iż marketing żywności dla niemowląt musi być uregulowany w interesie zdrowia publicznego. Kodeks zabraniał m.in. reklamy dla ogółu społeczeństwa, darmowych próbek w systemie opieki zdrowotnej oraz promocji przez „mleczne pielęgniarki”. Nestlé publicznie zobowiązało się do przestrzegania kodeksu. W rzeczywistości rozpoczęło wieloletnią grę w kotka i myszkę – stosowało go w sposób wybiórczy, często go obchodząc, co IBFAN skrupulatnie dokumentował.
Oczywiście, poza bojkotem, Nestlé nie ponosiło faktycznej odpowiedzialności za swoje działania. W szeregach aktywistów pojawiło się „zamieszanie” – jedni opowiadali się za zakończeniem bojkotu, ponieważ firma wdrożyła zmiany, inni twierdzili, że to tylko zabiegi wizerunkowe. W 1989 roku opublikowano kolejny raport, poparty dowodami i wewnętrzną korespondencją, który w skrócie mówił, że polityka firmy w Azji i Afryce nie uległa większej zmianie.
Żeby dojść do lat 90., należy wspomnieć, że Nestlé było też oskarżane o niszczenie lokalnych, tradycyjnych systemów mleczarskich w Indiach. Firma zachęcała biednych rolników do zadłużania się na zakup krów rasy holsztyńsko-fryzyjskiej (wydajnych, ale wymagających drogiej paszy i opieki weterynaryjnej), a następnie skupowała od nich mleko po niskich, niestabilnych cenach. Wielu rolników bankrutowało. Ta sprawa pokazywała, jak agrobiznes korporacyjny może pogłębiać ubóstwo i zależność.
Żeby dojść do lat 90., należy wspomnieć, że Nestlé było też oskarżane o niszczenie lokalnych, tradycyjnych systemów mleczarskich w Indiach. Firma zachęcała biednych rolników do zadłużania się na zakup krów rasy holsztyńsko-fryzyjskiej (wydajnych, ale wymagających drogiej paszy i opieki weterynaryjnej), a następnie skupowała od nich mleko po niskich, niestabilnych cenach. Wielu rolników bankrutowało. Ta sprawa pokazywała, jak agrobiznes korporacyjny może pogłębiać ubóstwo i zależność.
Koniec części drugiej (nie ostatniej).
96
Witajcie dzidki! Dziś nie zajmiemy się odpowiedzią na pytanie, który majonez jest lepszy – Kielecki czy Winiary – ale skupimy się na innej kwestii, a mianowicie: dlaczego Nestlé kurwą jest?
Pierwszy cel firmy był bardzo szczytny: ograniczenie śmiertelności wśród niemowląt, spowodowanej niedoborem pożywienia i problemami ze skażeniem mleka krowiego, które służyło jako zamiennik mleka matki. Od około 1870 roku prowadzono agresywną kampanię marketingową, w której reklamowano produkowane przez nich mleko jako bezpieczne, sterylne i zdecydowanie lepsze od mleka krowiego, a pośrednio również od mleka matki. Wykorzystywano do tego autorytet lekarzy i pielęgniarek. Już wtedy pojawiały się głosy, że reklamy niepotrzebnie skłaniają matki do rezygnacji z karmienia piersią.
Jednym z pierwszych lekarzy otwarcie krytykujących nieodpowiednie stosowanie mleka dla niemowląt była dr Sara Josephine Baker (1873–1945), która mówiła, że to mleko matki jest najbezpieczniejsze i najlepsze dla dziecka. W Nowym Jorku widziała sytuacje, gdzie matki, nie mając pieniędzy na drogie (jak na tamte czasy) mleko, rozcieńczały je wodą, która dodatkowo często nie była zbyt czysta, co nierzadko doprowadzało do tragedii. W 1939 roku dr Cicely Williams (1893–1992) nazwała agresywny marketing firm produkujących mleko „zabójstwem na masową skalę”. To właśnie jej przemówienie jest uznawane za pierwszy bezpośredni medyczny atak na praktyki koncernów.
Jednym z pierwszych lekarzy otwarcie krytykujących nieodpowiednie stosowanie mleka dla niemowląt była dr Sara Josephine Baker (1873–1945), która mówiła, że to mleko matki jest najbezpieczniejsze i najlepsze dla dziecka. W Nowym Jorku widziała sytuacje, gdzie matki, nie mając pieniędzy na drogie (jak na tamte czasy) mleko, rozcieńczały je wodą, która dodatkowo często nie była zbyt czysta, co nierzadko doprowadzało do tragedii. W 1939 roku dr Cicely Williams (1893–1992) nazwała agresywny marketing firm produkujących mleko „zabójstwem na masową skalę”. To właśnie jej przemówienie jest uznawane za pierwszy bezpośredni medyczny atak na praktyki koncernów.
Pierwsze zarzuty pod bezpośrednim adresem Nestlé pojawiły się w okresie I wojny światowej. Dotyczyły one nadmiernych zysków z konfliktu zbrojnego poprzez windowanie cen dla państw biorących w nim udział i traktowanie dostaw dla nich priorytetowo, podczas gdy dostawy cywilne schodziły na drugi plan.
W 1939 roku Nestlé pojawiło się we Lwowie. Przejęto za grosze od syndyka firmę „Familia”, która zajmowała się produkcją czekolady, wyrobów cukierniczych i kaw zbożowych. Dokonano tego przez spółkę zależną w III Rzeszy – Schokoladen und Zuckerwarenfabrik Nestlé A.G.
W czasie wojny zakłady Nestlé w Hamburgu i Berlinie korzystały z pracy robotników przymusowych, co wynikało z obowiązującego wtedy prawa. Korzystały z nich jednak również zakłady znajdujące się w Szwajcarii, która w teorii była wtedy neutralna, a jej prawo lokalne takich praktyk zabraniało.
Najlepiej udokumentowanym miejscem pracy przymusowej była torfiarnia w Kaltbach (kanton Zug), gdzie pracowali internowani w Szwajcarii żołnierze francuscy. Zmowę milczenia w tej sprawie przerwano dopiero w 1991 roku za sprawą publikacji oficjalnej historii Nestlé – „Nestlé: 125 ans 1866-1991” – której autorem był szwajcarski historyk Jean Heer. Napisał on wprost: „Podczas wojny, podobnie jak wiele innych szwajcarskich firm, Nestlé zmuszona była uciec się do pomocy jeńców wojennych, szczególnie w swoich torfiarniach. Trudno było znaleźć siłę roboczą, a torf był niezbędny do pakowania konserw mlecznych, które były głównym produktem eksportowym do krajów okupowanych”. W latach 90. ruszyły procesy sądowe, w tym zbiorowe pozwy w USA złożone przez ocalałych robotników przymusowych. Dopiero w roku 2000 Nestlé przyłączyło się do szwajcarskiego funduszu kompensacyjnego o wartości 1,25 miliarda dolarów, wpłacając nań 14,5 miliona dolarów jako „akt dobrej woli i wkład humanitarny”, unikając w ten sposób jednoznacznej odpowiedzialności prawnej. Firma nigdy nie opublikowała samodzielnych przeprosin za zatrudnianie robotników przymusowych.
W 1939 roku Nestlé pojawiło się we Lwowie. Przejęto za grosze od syndyka firmę „Familia”, która zajmowała się produkcją czekolady, wyrobów cukierniczych i kaw zbożowych. Dokonano tego przez spółkę zależną w III Rzeszy – Schokoladen und Zuckerwarenfabrik Nestlé A.G.
W czasie wojny zakłady Nestlé w Hamburgu i Berlinie korzystały z pracy robotników przymusowych, co wynikało z obowiązującego wtedy prawa. Korzystały z nich jednak również zakłady znajdujące się w Szwajcarii, która w teorii była wtedy neutralna, a jej prawo lokalne takich praktyk zabraniało.
Najlepiej udokumentowanym miejscem pracy przymusowej była torfiarnia w Kaltbach (kanton Zug), gdzie pracowali internowani w Szwajcarii żołnierze francuscy. Zmowę milczenia w tej sprawie przerwano dopiero w 1991 roku za sprawą publikacji oficjalnej historii Nestlé – „Nestlé: 125 ans 1866-1991” – której autorem był szwajcarski historyk Jean Heer. Napisał on wprost: „Podczas wojny, podobnie jak wiele innych szwajcarskich firm, Nestlé zmuszona była uciec się do pomocy jeńców wojennych, szczególnie w swoich torfiarniach. Trudno było znaleźć siłę roboczą, a torf był niezbędny do pakowania konserw mlecznych, które były głównym produktem eksportowym do krajów okupowanych”. W latach 90. ruszyły procesy sądowe, w tym zbiorowe pozwy w USA złożone przez ocalałych robotników przymusowych. Dopiero w roku 2000 Nestlé przyłączyło się do szwajcarskiego funduszu kompensacyjnego o wartości 1,25 miliarda dolarów, wpłacając nań 14,5 miliona dolarów jako „akt dobrej woli i wkład humanitarny”, unikając w ten sposób jednoznacznej odpowiedzialności prawnej. Firma nigdy nie opublikowała samodzielnych przeprosin za zatrudnianie robotników przymusowych.
W latach 50. i 60., podczas gdy Europa odbudowywała się po wojnie, Nestlé przeprowadzało ekspansję na rynki afrykańskie, azjatyckie i Ameryki Łacińskiej, stosując przy tym te same praktyki co przed wojną. W 1966 roku brytyjski tygodnik „The Observer” opublikował artykuł o „mlecznych pielęgniarkach”. W Singapurze kobiety zatrudniane m.in. przez Nestlé, ubrane w uniformy pielęgniarek, odwiedzały młode matki w szpitalach i domach, gdzie przekonywały o wyższości mleka modyfikowanego i rozdawały darmowe próbki, co powodowało zaburzenia laktacji.
W 1947 roku Departament Sprawiedliwości USA wszczął postępowanie antymonopolowe przeciwko Nestlé i współpracującym firmom w sprawie zmowy cenowej na rynku mleka skondensowanego i w proszku. Sprawa zakończyła się wyrokiem sądowym w 1948 roku, który zmusił firmę do zaprzestania praktyk ograniczających konkurencję. Podobny proces miał miejsce w Wielkiej Brytanii w 1951 roku, tyle że dotyczył rynku czekolady i wyrobów cukierniczych. W latach 60. koncern był oskarżany o dławienie konkurencji na rynku mleczarskim w południowej Afryce.
W latach 60. Nestlé wprowadziło na rynek w Ameryce Łacińskiej „Indian Milk”, które było reklamowane jako produkt dla biednych rodzin. Okazało się, że produkt był drastycznie niedożywczy – miał bardzo niską zawartość białka i kluczowych witamin w porównaniu do konkurencyjnych mlek i oczywiście do mleka matki. Pediatrzy i działacze społeczni (m.in. dr Fernando Mönckeberg) wszczęli głośną kampanię, oskarżając Nestlé o oszukiwanie najbiedniejszych konsumentów i przyczynianie się do problemów z niedożywieniem u dzieci. Sprawa odbiła się szerokim echem w Ameryce Łacińskiej i była wstępem do późniejszych badań nad składem produktów w różnych regionach. W tamtych latach oskarżano także Nestlé o segregację rasową pracowników w RPA i utrwalanie reżimu apartheidu – podobnie zresztą jak wiele innych korporacji. W 1969 roku w Meksyku przeprowadzono tak agresywną kampanię reklamową mleka, że zostało to udokumentowane i użyte w raporcie „The Baby Killer” (1973).
W 1947 roku Departament Sprawiedliwości USA wszczął postępowanie antymonopolowe przeciwko Nestlé i współpracującym firmom w sprawie zmowy cenowej na rynku mleka skondensowanego i w proszku. Sprawa zakończyła się wyrokiem sądowym w 1948 roku, który zmusił firmę do zaprzestania praktyk ograniczających konkurencję. Podobny proces miał miejsce w Wielkiej Brytanii w 1951 roku, tyle że dotyczył rynku czekolady i wyrobów cukierniczych. W latach 60. koncern był oskarżany o dławienie konkurencji na rynku mleczarskim w południowej Afryce.
W latach 60. Nestlé wprowadziło na rynek w Ameryce Łacińskiej „Indian Milk”, które było reklamowane jako produkt dla biednych rodzin. Okazało się, że produkt był drastycznie niedożywczy – miał bardzo niską zawartość białka i kluczowych witamin w porównaniu do konkurencyjnych mlek i oczywiście do mleka matki. Pediatrzy i działacze społeczni (m.in. dr Fernando Mönckeberg) wszczęli głośną kampanię, oskarżając Nestlé o oszukiwanie najbiedniejszych konsumentów i przyczynianie się do problemów z niedożywieniem u dzieci. Sprawa odbiła się szerokim echem w Ameryce Łacińskiej i była wstępem do późniejszych badań nad składem produktów w różnych regionach. W tamtych latach oskarżano także Nestlé o segregację rasową pracowników w RPA i utrwalanie reżimu apartheidu – podobnie zresztą jak wiele innych korporacji. W 1969 roku w Meksyku przeprowadzono tak agresywną kampanię reklamową mleka, że zostało to udokumentowane i użyte w raporcie „The Baby Killer” (1973).
Koniec części pierwszej. Ponieważ materiału jest bardzo dużo, tekst zostanie podzielony najprawdopodobniej na trzy części, aby nie tworzyć kilometrowego wpisu.
Dyskusje ogólne
2 l
40
New revelations in the mineral water scandal
Nestlé has apparently been using illegal filtering methods for decades.
https://www.foodwatch.org/en/n...