Humor
7 l
3
Anon lvl 29
Uwielbiam jazdę Polskimi Kolejami Państwowymi. Pociągi to miejsca w których zagina się czaso-przestrzeń. Zdaje Ci się że jedziesz do domu połączeniem, które będzie trwało 4.5h, tak na prawdę jedziesz 5.5. Poza oczywiście szerokim spektrum atrakcji pod np postacią niedziałającej oczywiście klimatyzacji, (lub też działającej, ale tylko w warunkach +28st.C, w pełnym słońcu, i tylko rzecz jasna nastawionej na pełne ogrzewanie, bez możliwości wyłączenia tego pierdolonego pieca), można się natknąć na znakomite (hehe) osobistości.
Wczorajszą podróż zacząłem od razu po powrocie na mieszkanie, kiedy to koleżka (za co mu jestem bardzo wdzięczny) podrzucił mnie po robocie swoim srebrnym bolidem na przystanek. Wpadłem do domu po całym dniu odwodniania się w robocie i nawet nie zdążyłem się najeść, jak opróżniłem całą zimną butlę tzw. MARYJKI Z BIEDROBKI, NO WIECIE, TEJ W NIEBIESKIEJ BUTLI. Nie będę się rozwodził nad walorami smakowymi tego trunku, wystarczy powiedzieć że dostałem nagłego orzeźwienia.
Na dworzec wybrałem się przezornie 1.5h przed odjazdem, zważając na przypuszczalnie o tej porze korki (1500).
Korków oczywiście nie było.
Siedząc jak debil na zachodniej, zastanawiałem się gdzie szybciej umrę w tym słońcu, pod dworcem, czy w pociagu. Aż wreszcie, niespodziewanie i kurwa z nienacka nadjeżdża on. Siwo zielona maszyna tortury, za którą każą jeszcze płacić. Miejsce zderzenia się kultur wszelkiej maści z brakiem kultury. POCIĄG. Ponieważ o nim mowa, leniwie wyjeżdżał na peron swoim basowym dudnieniem przypominając bębny wojny. Kilku Ukraińcom się udzielił widocznie waleczny nastrój, bo jak ta maszyna kulturowego upodlenia się zatrzymała, ww Panowie łokciami zaczęli zajmować co lepsze miejsca. Dzięki Ci Panie Boże za rezerwację elektroniczną miejscowek w wagonach, choć ma to zasadniczą wadę. Nie ma się wpływu na to z kim się będzie podróżować. Ale to nie tylko pociągi to mają do siebie, samoloty też, ale ja nie o nich dzisiaj.
Każdy kto kiedykolwiek jechał pociągiem widział takiego gościa. Ok 50 lat, zmęczony życiem, brodatu, śmierdzący, dobrze wstawiony, no po prostu żul. Zadowolony z siebie wsiada na centralnym, zajmuje miejsce przy drzwiach i siedzi. Nie to żeby bez słowa wsiadł, co to to nie. DZIEŃ DOBRY KURWA-FA.
HMPF
fuknęła babka siedząca z mężem (wyobraźcie sobie typowego Janusza z Grażyną. Na potrzeby dalszej historii tak ich będę mazywać) pośrodku przedziału.
NO CO? MOŻE I LEŻĘ W ROWIE, ALE DZIEŃ DOBRY POWIEM! I tak w ciszy minęła nam pierwsza godzina podróży. Miejsce zająłem strategiczne, bo przy oknie, więc aromat Pana Żula (dokładnie Pana) mi absolutnie nie przeszkadzał, że był wstawiony, no to co? Też byłem bo Maryjkę poprawiłem jednym zimnym przelanym do kubka z McDonald's, żeby na legalu spokojnie spożyć na dworcu.
I tak jechaliśmy, ja, Grażyna, Janusz i cały pociąg tym Panem Żulem, i Pan żul z nami.
WIDZIAŁEŚ GO, TAKI SMRÓD I PCHA SIĘ KURWA DO LUDZI oświecona Grażyna szepcze do Janusza. MHM pełen elokwencji mąż podejmuje rozmowę. KURŁA, KIEDYŚ TO BYŁO. TAKIEGO SIĘ PO PROSTU WYJEBYWAŁO Z PRZEDZIAŁU. Może i podjął bym rozmowę, ale byłem zbyt zmęczony, ugotowany tym słońcem co mnie torturowało przez okno i dobity marginesem z jakim przyszło mi jechać. PRZYJDZIE KONDUKTOR TO MU POWIEM.
Ta, powie.
BILETY DO KONTROLI PRSZ...
PANIE, BO TEN TU TO ŚMIERDZI I SIĘ JESZCZE NAŚMIEWA!
Ja w tym momencie ocknąłem się z turbo kaca. "Ale kto się naśmiewa?"
NO PRZECIEŻ ON!
W tym momencie Pan Żul się przebudzenił z maligny SPIERRDALAĆ... i tu się przegięła pała goryczy dla Grażyny i Janusza. WIDZI PAN!?
NO WIDZĘ... BILET!
NIE MAM
NO WIDZI PAN JAKIEGO SKURWYSYNA KAWAŁ! PAN DZWONI NA POLICJĘ, NIE BĘDĘ Z TAKIM ELENEMTEM JECHAĆ!
"To się przesiądzcie do kurwy nędzy..." mówię bardziej pod nosem z zamkniętymi oczami, ledwo żyjąc.
Zatrzymaliśmy się w Łukowie, czekając na obiecany dawno kierownikowi pociągu patrol policji. Opóźnienie 0.5h najbidniej. Przyjeżdżają oni. Rycerze sprawiedliwości, herosi porządku, cerbery prawa i porządku. Flip i Flap, bo o nich mowa, podeszli do interwencji bardzo fachowo.
NO CO JEST? Szybkie pytanie do kierownika pociągu.
NO PAN ŻUL JEDZIE POCIĄGIEM I CAŁY POCIĄG NIM, I KAŻE NAM SPIERRDALAĆ.
"zapomniał Pan dodać że Grażyna go od skurwysynów bezpodstawnie zaczęła wyzywać" dodaję.
PANIE KONDUKTOR, TUTAJ POTRZEBNY JEST SOK, A NIE POLICJA, JAK SIĘ PANI NIE PODOBA TO NIECH SIĘ PRZESIĄDZIE, ALE NAJPIERW ZA ZNIESŁAWIENIE DOSTANIE MANDAT...
NIE TRZEBA NIC PISAĆ wtrąca się Pan Żul.
I jak szybko się pojawili, tak szybko zniknęli.
KURŁA, BO KIEDYŚ TO MOGLI BRAĆ KAŻDEGO ZA NIC NA 24H, A DZISIAJ TO NAWET PALCEM NIE KIWNĄŁ. PRAWO MA BRONIĆ OBYWATELA, A NIE, CHAMSTWO I DROBNOMIESZCZAŃSTWO. CHO GRAŻYNA IDZIEMY.
Poniekąd zadowolony z siebie że wreszcie będzie cisza, zacząłem dalej zdychać przy oknie. Jakieś 10 minut po zajściu słyszę nieśmiałe PST. PANIE KIEROWNIKU...
"Oho..." myślę sobie.
TO DLA PANA. I wyciąga dwa lodowate pokery z bierdonki i podaje mi jednego. Ujrzałem w tym piwie dosłownie wdowi grosz, szczerą wdzięczność i zrozumienie mnie i mojego kaca. W ciszy dojechaliśmy do Lublina. Zapytałem się go "A co Pan będzie robić w Lublinie?"
NIE WIEM XD uśmiał się i poszedł.
Jak ja bym chciał mieć tak wyjebane jak on xD
Swoją drogą jakim cudem te Pokery po 1.5 w rozgrzanym do czerwoności pociągu dalej były lodowate? Dla mnie to zakrawa na cud...
Uwielbiam jazdę Polskimi Kolejami Państwowymi. Pociągi to miejsca w których zagina się czaso-przestrzeń. Zdaje Ci się że jedziesz do domu połączeniem, które będzie trwało 4.5h, tak na prawdę jedziesz 5.5. Poza oczywiście szerokim spektrum atrakcji pod np postacią niedziałającej oczywiście klimatyzacji, (lub też działającej, ale tylko w warunkach +28st.C, w pełnym słońcu, i tylko rzecz jasna nastawionej na pełne ogrzewanie, bez możliwości wyłączenia tego pierdolonego pieca), można się natknąć na znakomite (hehe) osobistości.
Wczorajszą podróż zacząłem od razu po powrocie na mieszkanie, kiedy to koleżka (za co mu jestem bardzo wdzięczny) podrzucił mnie po robocie swoim srebrnym bolidem na przystanek. Wpadłem do domu po całym dniu odwodniania się w robocie i nawet nie zdążyłem się najeść, jak opróżniłem całą zimną butlę tzw. MARYJKI Z BIEDROBKI, NO WIECIE, TEJ W NIEBIESKIEJ BUTLI. Nie będę się rozwodził nad walorami smakowymi tego trunku, wystarczy powiedzieć że dostałem nagłego orzeźwienia.
Na dworzec wybrałem się przezornie 1.5h przed odjazdem, zważając na przypuszczalnie o tej porze korki (1500).
Korków oczywiście nie było.
Siedząc jak debil na zachodniej, zastanawiałem się gdzie szybciej umrę w tym słońcu, pod dworcem, czy w pociagu. Aż wreszcie, niespodziewanie i kurwa z nienacka nadjeżdża on. Siwo zielona maszyna tortury, za którą każą jeszcze płacić. Miejsce zderzenia się kultur wszelkiej maści z brakiem kultury. POCIĄG. Ponieważ o nim mowa, leniwie wyjeżdżał na peron swoim basowym dudnieniem przypominając bębny wojny. Kilku Ukraińcom się udzielił widocznie waleczny nastrój, bo jak ta maszyna kulturowego upodlenia się zatrzymała, ww Panowie łokciami zaczęli zajmować co lepsze miejsca. Dzięki Ci Panie Boże za rezerwację elektroniczną miejscowek w wagonach, choć ma to zasadniczą wadę. Nie ma się wpływu na to z kim się będzie podróżować. Ale to nie tylko pociągi to mają do siebie, samoloty też, ale ja nie o nich dzisiaj.
Każdy kto kiedykolwiek jechał pociągiem widział takiego gościa. Ok 50 lat, zmęczony życiem, brodatu, śmierdzący, dobrze wstawiony, no po prostu żul. Zadowolony z siebie wsiada na centralnym, zajmuje miejsce przy drzwiach i siedzi. Nie to żeby bez słowa wsiadł, co to to nie. DZIEŃ DOBRY KURWA-FA.
HMPF
fuknęła babka siedząca z mężem (wyobraźcie sobie typowego Janusza z Grażyną. Na potrzeby dalszej historii tak ich będę mazywać) pośrodku przedziału.
NO CO? MOŻE I LEŻĘ W ROWIE, ALE DZIEŃ DOBRY POWIEM! I tak w ciszy minęła nam pierwsza godzina podróży. Miejsce zająłem strategiczne, bo przy oknie, więc aromat Pana Żula (dokładnie Pana) mi absolutnie nie przeszkadzał, że był wstawiony, no to co? Też byłem bo Maryjkę poprawiłem jednym zimnym przelanym do kubka z McDonald's, żeby na legalu spokojnie spożyć na dworcu.
I tak jechaliśmy, ja, Grażyna, Janusz i cały pociąg tym Panem Żulem, i Pan żul z nami.
WIDZIAŁEŚ GO, TAKI SMRÓD I PCHA SIĘ KURWA DO LUDZI oświecona Grażyna szepcze do Janusza. MHM pełen elokwencji mąż podejmuje rozmowę. KURŁA, KIEDYŚ TO BYŁO. TAKIEGO SIĘ PO PROSTU WYJEBYWAŁO Z PRZEDZIAŁU. Może i podjął bym rozmowę, ale byłem zbyt zmęczony, ugotowany tym słońcem co mnie torturowało przez okno i dobity marginesem z jakim przyszło mi jechać. PRZYJDZIE KONDUKTOR TO MU POWIEM.
Ta, powie.
BILETY DO KONTROLI PRSZ...
PANIE, BO TEN TU TO ŚMIERDZI I SIĘ JESZCZE NAŚMIEWA!
Ja w tym momencie ocknąłem się z turbo kaca. "Ale kto się naśmiewa?"
NO PRZECIEŻ ON!
W tym momencie Pan Żul się przebudzenił z maligny SPIERRDALAĆ... i tu się przegięła pała goryczy dla Grażyny i Janusza. WIDZI PAN!?
NO WIDZĘ... BILET!
NIE MAM
NO WIDZI PAN JAKIEGO SKURWYSYNA KAWAŁ! PAN DZWONI NA POLICJĘ, NIE BĘDĘ Z TAKIM ELENEMTEM JECHAĆ!
"To się przesiądzcie do kurwy nędzy..." mówię bardziej pod nosem z zamkniętymi oczami, ledwo żyjąc.
Zatrzymaliśmy się w Łukowie, czekając na obiecany dawno kierownikowi pociągu patrol policji. Opóźnienie 0.5h najbidniej. Przyjeżdżają oni. Rycerze sprawiedliwości, herosi porządku, cerbery prawa i porządku. Flip i Flap, bo o nich mowa, podeszli do interwencji bardzo fachowo.
NO CO JEST? Szybkie pytanie do kierownika pociągu.
NO PAN ŻUL JEDZIE POCIĄGIEM I CAŁY POCIĄG NIM, I KAŻE NAM SPIERRDALAĆ.
"zapomniał Pan dodać że Grażyna go od skurwysynów bezpodstawnie zaczęła wyzywać" dodaję.
PANIE KONDUKTOR, TUTAJ POTRZEBNY JEST SOK, A NIE POLICJA, JAK SIĘ PANI NIE PODOBA TO NIECH SIĘ PRZESIĄDZIE, ALE NAJPIERW ZA ZNIESŁAWIENIE DOSTANIE MANDAT...
NIE TRZEBA NIC PISAĆ wtrąca się Pan Żul.
I jak szybko się pojawili, tak szybko zniknęli.
KURŁA, BO KIEDYŚ TO MOGLI BRAĆ KAŻDEGO ZA NIC NA 24H, A DZISIAJ TO NAWET PALCEM NIE KIWNĄŁ. PRAWO MA BRONIĆ OBYWATELA, A NIE, CHAMSTWO I DROBNOMIESZCZAŃSTWO. CHO GRAŻYNA IDZIEMY.
Poniekąd zadowolony z siebie że wreszcie będzie cisza, zacząłem dalej zdychać przy oknie. Jakieś 10 minut po zajściu słyszę nieśmiałe PST. PANIE KIEROWNIKU...
"Oho..." myślę sobie.
TO DLA PANA. I wyciąga dwa lodowate pokery z bierdonki i podaje mi jednego. Ujrzałem w tym piwie dosłownie wdowi grosz, szczerą wdzięczność i zrozumienie mnie i mojego kaca. W ciszy dojechaliśmy do Lublina. Zapytałem się go "A co Pan będzie robić w Lublinie?"
NIE WIEM XD uśmiał się i poszedł.
Jak ja bym chciał mieć tak wyjebane jak on xD
Swoją drogą jakim cudem te Pokery po 1.5 w rozgrzanym do czerwoności pociągu dalej były lodowate? Dla mnie to zakrawa na cud...