Motoryzacja
4 l
71
Witam szanownych Dzidowców. Ostatnio spotkała mnie nie typowa sytuacja. Wybrałem się obejrzeć jeden samochód, który wpadł mi w oko no i tam wiadomo przyjechałem z kolegą mechanikiem, on go po sprawdzał, wszystko było w porządku, mi się też podobał ale to nie jest ważne. Kiedy przyszło do negocjacji ceny (samochód był wystawiony za 27.500) stanęło na 26000 ale gość mówi, że go sprzeda za 26000 ale pod warunkiem, że na umowie mu wpisze 18000 bo ten samochód jakoś był wzięty na firme, że on jeździł przez miesiąc nim jako taksówka i że jakoś po ogłoszeniu upadłości działałalnosci on ten samochód musi sprzedać do końca roku i jeszcze ma jakiś podatek zapłacić 17% od różnic zakupu od sprzedaży i musi podrobić tę umowę, bo jak go nie sprzeda do końca roku to będzie go musiał 6 lat trzymać. Ja ostatecznie wystraszyłem się tego zamieszania i nie kupiłem. Wiem, że nie napisałem to do końca jasno, ale moje pytanie czy ktoś mógłby mi to wszystko wytłumaczyć? Czy sprzedający chciał mnie po prostu oszukać czy jest w tym co mówił jakiś sens?