16
Cześć i czołem,

Jednak bycie dorosłym zajmuje trochę więcej czasu, niż przypuszczałem – szczególnie ostatnio – ale wracam z powrotem do pisania. W sumie sporo tego jeszcze zostało.
Pierwsze wyjście na miasto to było coś. Zaczęło się od zwykłego spaceru po powrocie – ot, poszukać jakichś przecen na sprzęt narciarski ((takie moje zboczenie). Z tego wyjazdu upolowałem zajebiste gogle narciarskie :D)
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Niedaleko Hotelu znalazłem mały sklep narciarski, z dość nie małym asortymentem, ale tu pojawił się pewien problem. Już pierwsze próby wejścia do środka sprawiły nie lada wyzwanie. Wiecie, jak to jest:
A: Budynek jest?
B: Jest.
A: Wystawa za szkłem jest?
B: Jest.
A: Drzwi są?
B: Nie ma.
A: Co do kurwy...
I tak łazicie jak głupi wokół budynku.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Kto by się spodziewał, że zwykłe wejście do sklepu ze sprzętem narciarskim może sprawić problem? (Od razu naprostuję, że był to po prostu bardzo specyficzny budynek). Okazało się, że wejście znajdowało się z boku, na klatce schodowej — nie wchodziło się prosto na parter, tylko na piętro, a potem... schodziło na dół.
Czasami człowiek czuje się upośledzony, szczególnie gdy lokalsi widzą zaskoczonego białasa, którego przerosło samo wejście do budynku (i jeszcze mu wstyd zapytać, jak tam wejść), zwłaszcza gdy nie ma żadnego oznakowania.

Kolejnym krokiem, po zapoznaniu się z lokalnym asortymentem narciarskim, było poszukiwanie miejsca, w którym można byłoby coś zjeść — i tu padło na poczciwego Maka.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Zanim ktoś napisze: "Buuuuuuu, pojechał do Japonii tylko po to, żeby Maka jeść!" — tak, pojechałem. Zabronisz mi? Człowiek głodny nie ma zamiaru szukać.

Był to w sumie pierwszy fast food, z którym miałem styczność na miejscu.

Po wejściu do lokalu podszedłem złożyć zamówienie. I tutaj przyszedł pierwszy duży szok.
Widzicie to poniżej? (Moje zamówienie — na dwie osoby.)
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Po usłyszeniu ceny za ten zestawik trochę zgłupiałem — nie wiedziałem, czy sobie żartują, czy to serio tyle wyniosło. Poczułem się mocno zmieszany. Za cztery kanapki, Colę, duże frytki i kawę łącznie wyszło… 33 złote na nasze.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Myślę sobie: grubo. U nas za jeden powiększony zestaw płacisz jak za zboże, a tutaj Mak spełnia funkcję, którą u nas dawno porzucił — tj. syfiaste, ale tanie żarcie.
Fajne jest to, że można tam kupić kanapki, które u nas zostały wycofane (kurczak burger na zawsze w moim sercu — chodzi o tego z czerwonym, ostrym sosem (w Japonii takie mają :D)).
A, i dla uświadomienia — Mak, z tego co widziałem, to jeden z droższych fast foodów u nich.
Po posiłku wyruszyłem z ciekawości w dalsze łowy na miasto.
Automaty z napojami, których jest wszędzie od groma (jak dobrze wiecie), to jeden z najgenialniejszych wynalazków Japończyków ever.
Zapytacie dlaczego:
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Oto w jaki sposób nie uprzykrzać ludziom życia. Automat jaki jest, każdy widzi — ale to nie w jego wyglądzie, a działaniu tkwi cały geniusz tego rozwiązania.
Cena napoju oscyluje w okolicach 130–140 jenów, jak widać na załączonym wyżej zdjęciu.
Na czerwono oznaczone są napoje gorące (tak, automaty wydają tam podgrzewane napoje — i to nie „lekko ciepłe”, tylko należycie gorące).
Na niebiesko — napoje zimne.
Pozostałe kolory oddzielają inne rzeczy, w tym wypadku przekąski.
No i oczywiście — obowiązkowa reklama w dolnej części. 
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
I rzecz najważniejsza!
Po wrzuceniu pieniędzy i wybraniu napoju, który chcemy, jest on wydawany błyskawicznie.
Dosłownie — od wciśnięcia przycisku do momentu, gdy puszka ląduje w podajniku, nie mija więcej niż sekunda.
Nie sądziłem nigdy, że taka pierdoła może tak zmienić moje postrzeganie tych maszyn.
Szkoda tylko, że u nas ceny są tak wygórowane. :/
Ogólnie, jeżeli chodzi o ceny jedzenia — Japonia zaskakuje.
Liczyłem sobie przed chwilą moje wydatki z wyjazdu.
Średnio na tydzień, na dwie osoby, wychodziło około 300 zł — i to bez większego oszczędzania się na tym, co się je i gdzie.
Oczywiście, są restauracje, w których można zapłacić krocie, ale tutaj zdradzę Wam pewną moją taktykę na tanie żarcie w miejscu, które odwiedzacie:
W przypadku Japonii jest to bardzo proste — wystarczy wypatrzyć typowego japońskiego salarymana na przerwie.
Myk polega na tym, by zakręcić się w okolicy, w której jest sporo restauracji, i po prostu obserwować lokalsów.
Bardzo często szorują prosto do bardzo dobrych i przystępnych miejsc, gdzie można zasmakować lokalnych specjałów w uczciwych cenach.
(Nie żeby to było jakoś specjalnie trudne w Japonii, ale taka metoda pomaga bardziej niż oceny na Google, które często są przesadzone przez turystów.), a i porada, szukajcie resteuracji pisząc w ich języku np przez tłumacza zamiast wpisać w mapy Ramen to piszemy ラーメン i odrazu jest dużo więcej wyników.
W Nagano i Tokio w ten sposób wypolowałem masę świetnych lokali.
(To, co widzicie na zdjęciu poniżej, wyszło koło 35 zł na głowę.)
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Ogólnie Japonia zaskakuje rozwinięciem kultury jedzenia w lokalach — jest ich masa, dosłownie wszędzie zawsze coś się znajdzie i są bardzo konkurencyjni. A nie to co u nas, golonko na rynku w Krakowie za 120 złotych, xd.
A wracając do automatów — żeby was matka boska broniła brać ice tea, jeśli kiedykolwiek będziecie w Japonii. Tak, lubię ice tea. To był pierwszy napój, który kupiłem, i po pierwszym łyku prawie się cofnąłem.
Nie wiem dlaczego, ale wszystko, co jest ice tea po tamtej stronie świata, smakuje jak woda spod kawy. UGHHHHHHH. Dalej mnie mdli na myśl o tamtym smaku, tfu.
Dobra, bo odbiegłem trochę od tego, co pisałem.
Po wyjściu na miasto poszedłem zobaczyć jakąś galerię i tutaj też było duże zaskoczenie. Japończycy naprawdę potrafią wszystko skompresować — nawet dużą, kilkupiętrową galerię zmieszczą Ci na główce od zapałki.
Bardzo często i licznie w budynkach klatki schodowe są budowane tak, by zajmowały jak najmniej miejsca. Są przez to wąskie, ale za to jakie zyski skubańce na metrażu mają! :X
(Wybaczcie, że nie ma za dużo zdjęć z galerii — po prostu nie robię ich w takich miejscach. Za to pokażę wam, co mi się rzuciło w oczy podczas spaceru. Szczerze, na widok tego wylewu dostałem...)
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Widać: u siebie rób jak u siebie, a u obcego na odpierdol — to nie tylko nasza domena narodowa. XD 
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Nagano tylko z początku wydawało się duże — ma kilka wysokich budynków, ale w gruncie rzeczy to małe miasto. Tylko wydaje się duże. W kolejnych postach będzie więcej zdjęć za dnia :>
W trakcie mojej wieczornej eskapady napatoczyłem się na salon z grami w chwytak. Oj, powiem tak: wtedy jeszcze tego nie wiedziałem, ale to jest rzecz w Japonii. Tego typu salony znajdziecie tam wszędzie — od pluszaków, figurek, gier, po elektronikę i... XD „zabawki”.
(W Tokio wlazłem przez przypadek na takie piętro, gdzie były zabawki erotyczne do wyłowienia XDDD).
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Kontynuacja w części 2.
0.068195104598999