Dyskusje ogólne
1 r
26
W 1971 roku Esther Vilar (kobieta) pisała o tym, co wielu z nas widzi na co dzień. Kobiety nie są ofiarami – są treserkami. Cała ta gadka o patriarchacie to, jak twierdzi, zasłona dymna, za którą kryje się prawdziwy wyzysk. Facet ma zasuwać, orać od rana do nocy, żeby "pani i władczyni" mogła realizować swoje pasje, stroić się i narzekać na "szklany sufit", siedząc w wygodnej pracy (HR i budżetówka pozdrawiają), o ile w ogóle pracuje.
"Mężczyźni byli szkoleni i tresowani przez kobiety, nie inaczej niż Iwan Pawłow tresował swoje psy, by stały się ich niewolnikami. Jako rekompensatę za ich pracę mężczyźni czasami korzystają z pochwy kobiety."
Autorka obala feministyczne mity. Pokazuje, że rzekomo gorsza pozycja kobiet to starannie wypracowana strategia, pozwalająca im czerpać korzyści bez ponoszenia odpowiedzialności. Mężczyzna jest tresowany od małego: ma być silny, ma zarabiać, ma się opiekować, a w zamian dostaje iluzję miłości i aprobaty. Brzmi znajomo?
Nic dziwnego, że gdy książka się ukazała, na autorkę wylała się fala hejtu, a "postępowe" elity chciały ją zniszzyć. Prawda w oczy kole, a Vilar odważyła się zakwestionować fundamenty, na których feministki budują swoje roszczenia. Środowiska feministyczne oczywiście przyszyły jej opinię faszystki, bo obalała ich bajeczki o ucisku, pokazując, kto tak naprawdę pociąga za sznurki.
Autorka twierdzi, że trudno byłoby zmienić sytuację, ponieważ kobiety są nieczułe na los mężczyzn i niechętne do rezygnacji z wygodnej pozycji w społeczeństwie. To od mężczyzn zależy, czy przejdzie się przez te oszustwa i szantaż emocjonalny i że to mężczyźni muszą zainicjować zmiany.
Vilar otrzymała też groźby śmierci z powodu książki:
"Nie wyobrażałam sobie wystarczająco szeroko izolacji, w jakiej znalazłabym się po napisaniu tej książki. Nie wyobrażałam sobie również konsekwencji, jakie miałaby ona dla późniejszego pisania, a nawet dla mojego prywatnego życia – groźby użycia przemoc nie ustały do tej pory"
"Mężczyźni byli szkoleni i tresowani przez kobiety, nie inaczej niż Iwan Pawłow tresował swoje psy, by stały się ich niewolnikami. Jako rekompensatę za ich pracę mężczyźni czasami korzystają z pochwy kobiety."
Autorka obala feministyczne mity. Pokazuje, że rzekomo gorsza pozycja kobiet to starannie wypracowana strategia, pozwalająca im czerpać korzyści bez ponoszenia odpowiedzialności. Mężczyzna jest tresowany od małego: ma być silny, ma zarabiać, ma się opiekować, a w zamian dostaje iluzję miłości i aprobaty. Brzmi znajomo?
Nic dziwnego, że gdy książka się ukazała, na autorkę wylała się fala hejtu, a "postępowe" elity chciały ją zniszzyć. Prawda w oczy kole, a Vilar odważyła się zakwestionować fundamenty, na których feministki budują swoje roszczenia. Środowiska feministyczne oczywiście przyszyły jej opinię faszystki, bo obalała ich bajeczki o ucisku, pokazując, kto tak naprawdę pociąga za sznurki.
Autorka twierdzi, że trudno byłoby zmienić sytuację, ponieważ kobiety są nieczułe na los mężczyzn i niechętne do rezygnacji z wygodnej pozycji w społeczeństwie. To od mężczyzn zależy, czy przejdzie się przez te oszustwa i szantaż emocjonalny i że to mężczyźni muszą zainicjować zmiany.
Vilar otrzymała też groźby śmierci z powodu książki:
"Nie wyobrażałam sobie wystarczająco szeroko izolacji, w jakiej znalazłabym się po napisaniu tej książki. Nie wyobrażałam sobie również konsekwencji, jakie miałaby ona dla późniejszego pisania, a nawet dla mojego prywatnego życia – groźby użycia przemoc nie ustały do tej pory"