12
Jak wiadomo, rodzice boją się wielu rzeczy, jeśli chodzi o ich pociechy. Toż to naturalne – nikt nie chce, aby ich potomstwu wydarzyło się coś strasznego. Jednak czasami, ten strach ziszcza się. Dziecko zostaje porwane. Być może porywacze zażądają okupu. Innymi razy, cel jest miliard razy gorszy.
Jeśli chodzi o zaginięcia i porwania, każda sekunda się liczy. Im dłużej to schodzi, tym mniejsze są szanse na znalezienie żywej osoby. Jednakże życie to nie standardowy serial/film, nie zawsze mamy szczęśliwe zakończenie. Dni zamieniają się w tygodnie, tygodnie w miesiące, miesiące w lata. Po tak długim czasie prawie że jest niemożliwe, że coś się ruszy… No właśnie, prawie. Jest mi znana jedna sprawa, która jest tym wyjątkiem. Chodzi tu o porwanie Melissy Highsmith z lat 70-tych ubiegłego wieku.
Jeśli chodzi o zaginięcia i porwania, każda sekunda się liczy. Im dłużej to schodzi, tym mniejsze są szanse na znalezienie żywej osoby. Jednakże życie to nie standardowy serial/film, nie zawsze mamy szczęśliwe zakończenie. Dni zamieniają się w tygodnie, tygodnie w miesiące, miesiące w lata. Po tak długim czasie prawie że jest niemożliwe, że coś się ruszy… No właśnie, prawie. Jest mi znana jedna sprawa, która jest tym wyjątkiem. Chodzi tu o porwanie Melissy Highsmith z lat 70-tych ubiegłego wieku.
23 sierpnia, 1971 roku. Alta Apantenco niedawno weszła z mężem Jeffreyem Highsmithem w separację, po czym przeniosła się do miasta Fort Worth w Teksasie wraz ze swoją dwuletnią córką, Melissą Highsmith. Znalazła sobie robotę w lokalnej restauracji, jednak nie mogła zostawić córki samej w domu, więc trzeba było coś zrobić. Zdecydowała się na zatrudnienie niani – puściła w gazety ogłoszenie. Nie musiała długo czekać na odpowiedź – zgłosiła się do niej kobieta, podając imię „Ruth Johnson”. Alta umówiła się z Ruth na spotkanie, aby wszystko przedyskutować, aczkolwiek Ruth nigdy się nie pojawiła. Po pewnym czasie zadzwoniła na nowo, przepraszając za brak obecności, tłumacząc się tym, że coś jej wypadło, jednak dalej chciała tę pracę. Ruth zaproponowała, że może się nią opiekować w swoim domu, tłumacząc, że ma tam ogródek, gdzie zajmuje się innymi dziećmi. Pomimo faktu, że do tej pory rozmawiała z nią tylko telefonicznie, Alta zgodziła się. Alta zostawiła Melissę ze współlokatorką i poszła do pracy. Współlokatorka natomiast przekazała Melissę w ręce Ruth, kiedy ta się pojawiła. Ruth miała zwrócić Melissę w godzinach popołudniowych, ale jak się już pewnie domyślacie, takie coś nigdy nie nastąpiło. Alta zdała sobie sprawę, że przekazała córkę w ręce porywacza.
Oczywiście, wezwano policję natychmiastowo, po czym przekazano wszystkie informacje dotyczące sprawcy, aczkolwiek tych było niewiele. Współlokatorka Alty pomogła sporządzić szkic pamięciowy, aczkolwiek ten na niewiele się zdał. Pomimo nagłośnienia sprawy w wiadomościach, Melissy nie znaleziono.
Niektórzy podejrzewali Altę o to, że była w to zamieszana – wyszły teorię, że Alta chciała odegrać się na mężu za separację, więc zrobiła coś okropnego Melissie, po czym upozorowała porwanie. W końcu, jaka odpowiedzialna matka przekazałaby własne rodzone dziecko zupełnej nieznajomej, o której nie wiedziała nic, której nigdy na oczy nie widziała i która już zachowywała się podejrzanie? No… A kto powiedział, że Alta była odpowiedzialna? Pomimo tych teorii, to Alta nigdy nie miała żadnych zarzutów wysuniętych przeciwko niej.
Koniec końców, sprawa ugrzęzła w błocie. Przez lata jej rodzice próbowali jej szukać, ale bezskutecznie. W międzyczasie Jeffrey i Alta pogodzili się (może ja jestem jakiś jebnięty albo cholera wie co, ale szczerze… Chyba nigdy bym nie przebaczył żadnej kobiecie, która pozwoliłaby na takie coś), co zaowocowało spłodzeniem 4 innych dzieci, aczkolwiek porwanie Melissy dalej ciążyło nad nimi. Żeby zobrazować, jak bardzo nie chcieli się poddawać – specjalny rysownik sporządził zdjęcie tego, jakby wyglądała Melissa, gdyby się zestarzała. No i szukali dalej – a to ktoś ją widział w południowej Karolinie, a to gdzie indziej, ale wszystkie tropy prowadziły nigdzie. Aż tu nagle, pewnego dnia w 2022 roku, Jeffrey Highsmith, teraz emeryt, wziął się za nowe przedsięwzięcie – tworzenie drzewka rodzinnego. No i w taki oto skontaktował się ze specjalną firmą, co to ma bazę danych DNA o nazwie „23andme”, no i tak oto dał im swoją próbkę, nie spodziewając się raczej czegoś specjalnego. Jednak kiedy tylko wróciły wyniki, to… Był w niedowierzaniu. Otóż ta cała spółka znalazła 3 jego krewnych, ale według tych badań, takie silne powiązanie genetyczne oznaczało, że to były jego wnuki. Pomyślał, że to jest niemożliwe – To byli obcy ludzie, a żadne z jego dzieci nie ma wnuków, o których by nie wiedział, w dodatku przedziały wiekowe się nie zgadzały. Wtedy jednak naszła go myśl… Co, jeśli te wnuki wywodzą się od jego córki, która została porwana 51 lat wcześniej? Niemożliwe… A może? Poszperał trochę, no i dowiedział się, że matką tych trojga była kobieta imieniem Melanie Walden, 53 lata. Co więcej, ku jego zaskoczeniu… Mieszkała zaledwie 20 minut drogi od Fort Worth. Jeffrey skontaktował się z nią drogą mailową, przekonując ją, aby zrobiła badania DNA. Po tym, jak już porównano próbkę DNA od Melanie i Jeffreya, nie było już wątpliwości… Melanie Walden to tak naprawdę Melissa Highsmith.
Oczywiście, wezwano policję natychmiastowo, po czym przekazano wszystkie informacje dotyczące sprawcy, aczkolwiek tych było niewiele. Współlokatorka Alty pomogła sporządzić szkic pamięciowy, aczkolwiek ten na niewiele się zdał. Pomimo nagłośnienia sprawy w wiadomościach, Melissy nie znaleziono.
Niektórzy podejrzewali Altę o to, że była w to zamieszana – wyszły teorię, że Alta chciała odegrać się na mężu za separację, więc zrobiła coś okropnego Melissie, po czym upozorowała porwanie. W końcu, jaka odpowiedzialna matka przekazałaby własne rodzone dziecko zupełnej nieznajomej, o której nie wiedziała nic, której nigdy na oczy nie widziała i która już zachowywała się podejrzanie? No… A kto powiedział, że Alta była odpowiedzialna? Pomimo tych teorii, to Alta nigdy nie miała żadnych zarzutów wysuniętych przeciwko niej.
Koniec końców, sprawa ugrzęzła w błocie. Przez lata jej rodzice próbowali jej szukać, ale bezskutecznie. W międzyczasie Jeffrey i Alta pogodzili się (może ja jestem jakiś jebnięty albo cholera wie co, ale szczerze… Chyba nigdy bym nie przebaczył żadnej kobiecie, która pozwoliłaby na takie coś), co zaowocowało spłodzeniem 4 innych dzieci, aczkolwiek porwanie Melissy dalej ciążyło nad nimi. Żeby zobrazować, jak bardzo nie chcieli się poddawać – specjalny rysownik sporządził zdjęcie tego, jakby wyglądała Melissa, gdyby się zestarzała. No i szukali dalej – a to ktoś ją widział w południowej Karolinie, a to gdzie indziej, ale wszystkie tropy prowadziły nigdzie. Aż tu nagle, pewnego dnia w 2022 roku, Jeffrey Highsmith, teraz emeryt, wziął się za nowe przedsięwzięcie – tworzenie drzewka rodzinnego. No i w taki oto skontaktował się ze specjalną firmą, co to ma bazę danych DNA o nazwie „23andme”, no i tak oto dał im swoją próbkę, nie spodziewając się raczej czegoś specjalnego. Jednak kiedy tylko wróciły wyniki, to… Był w niedowierzaniu. Otóż ta cała spółka znalazła 3 jego krewnych, ale według tych badań, takie silne powiązanie genetyczne oznaczało, że to były jego wnuki. Pomyślał, że to jest niemożliwe – To byli obcy ludzie, a żadne z jego dzieci nie ma wnuków, o których by nie wiedział, w dodatku przedziały wiekowe się nie zgadzały. Wtedy jednak naszła go myśl… Co, jeśli te wnuki wywodzą się od jego córki, która została porwana 51 lat wcześniej? Niemożliwe… A może? Poszperał trochę, no i dowiedział się, że matką tych trojga była kobieta imieniem Melanie Walden, 53 lata. Co więcej, ku jego zaskoczeniu… Mieszkała zaledwie 20 minut drogi od Fort Worth. Jeffrey skontaktował się z nią drogą mailową, przekonując ją, aby zrobiła badania DNA. Po tym, jak już porównano próbkę DNA od Melanie i Jeffreya, nie było już wątpliwości… Melanie Walden to tak naprawdę Melissa Highsmith.
Po niemalże połowie wieku, w końcu udało mu się, odnalazł swoją córkę… Zupełnym przypadkiem… Jakie są kurwa na to szanse? W każdym razie, Melanie (a raczej Melissa) przez te wszystkie lata myślała, że kobieta, która ją wychowywała była jej biologiczną matką. Zdecydowała się odwiedzić „matkę” (za cholerę nie mogłem znaleźć imienia tej kobiety, nie wiem z jakiego powodu) i przepytać ją. Kobieta wyznała jej prawdę – w 1972 roku wykupiła ją od innej kobiety za 500 dolarów.
Czy w tym nowym domu Melissa miała przynajmniej dobre dzieciństwo? A gdzie tam – dorastała bez żadnej figury ojcowskiej (cały czas myślała, że ojciec ją opuścił) a „matka” ją zaniedbywała. Skończyło się na tym, że w wieku 15 lat uciekła z domu, po czym „robiła to, co musiała robić, żeby przeżyć”. Koniec końców, pomimo tego wszystkiego, jakoś ułożyła sobie życie, ożeniła się i miała z tego małżeństwa 3 dzieci, aczkolwiek nie utrzymywała z „matką” kontaktów, bo względem tej kobiety nie miała żadnych pozytywnych rzeczy do powiedzenia… No to teraz ma w sumie jeszcze lepszy powód, żeby jej nienawidzić.
Niestety, ze względu na to, że całe porwanie miało miejsce w 1971 roku, a odkup Melissy za 500 dolców miał miejsce w 1972 roku, to nie można było wystawić żadnych zarzutów przeciwko tej kobiecie, co kupiła Melissę (kurwa, brzmi jakby kupowała herbatę w sklepie), bo sprawa przedawniła się…
To teraz pozostaje pytanie – co teraz? Melissa zdecydowała się nawiązać jakieś więzi ze swoją biologiczną rodziną – zmieniła swoje imię prawne w urzędzie z Melanie na Melissę, odnowiła więzi małżeńskie, tym razem w towarzystwie jej biologicznych rodziców. Spędza z nimi tyle czasu ile tylko może, co nie zmienia faktu, że to nie są już młodzi ludzie, więc raczej długo ze sobą nie pogadają. Nawiązała kontakty ze swoim rodzeństwem, no i jakoś życie się toczy dalej.
Początkowo chciałem napisać jakąś przestrogę na koniec, ale tak po namyśle, to co mogę powiedzieć, co nie jest oczywiste? Nie należy zostawiać dzieci z obcymi ludźmi, przecież to jest coś, co powinien wiedzieć każdy. Jednak ewidentnie, czasami chyba trzeba się uczyć na przykładach.
Czy w tym nowym domu Melissa miała przynajmniej dobre dzieciństwo? A gdzie tam – dorastała bez żadnej figury ojcowskiej (cały czas myślała, że ojciec ją opuścił) a „matka” ją zaniedbywała. Skończyło się na tym, że w wieku 15 lat uciekła z domu, po czym „robiła to, co musiała robić, żeby przeżyć”. Koniec końców, pomimo tego wszystkiego, jakoś ułożyła sobie życie, ożeniła się i miała z tego małżeństwa 3 dzieci, aczkolwiek nie utrzymywała z „matką” kontaktów, bo względem tej kobiety nie miała żadnych pozytywnych rzeczy do powiedzenia… No to teraz ma w sumie jeszcze lepszy powód, żeby jej nienawidzić.
Niestety, ze względu na to, że całe porwanie miało miejsce w 1971 roku, a odkup Melissy za 500 dolców miał miejsce w 1972 roku, to nie można było wystawić żadnych zarzutów przeciwko tej kobiecie, co kupiła Melissę (kurwa, brzmi jakby kupowała herbatę w sklepie), bo sprawa przedawniła się…
To teraz pozostaje pytanie – co teraz? Melissa zdecydowała się nawiązać jakieś więzi ze swoją biologiczną rodziną – zmieniła swoje imię prawne w urzędzie z Melanie na Melissę, odnowiła więzi małżeńskie, tym razem w towarzystwie jej biologicznych rodziców. Spędza z nimi tyle czasu ile tylko może, co nie zmienia faktu, że to nie są już młodzi ludzie, więc raczej długo ze sobą nie pogadają. Nawiązała kontakty ze swoim rodzeństwem, no i jakoś życie się toczy dalej.
Początkowo chciałem napisać jakąś przestrogę na koniec, ale tak po namyśle, to co mogę powiedzieć, co nie jest oczywiste? Nie należy zostawiać dzieci z obcymi ludźmi, przecież to jest coś, co powinien wiedzieć każdy. Jednak ewidentnie, czasami chyba trzeba się uczyć na przykładach.