14
Nowa sprawa, nowy kraj. Tym razem przenosimy się do wioski Shuangxing, znajdującej się nieopodal miasta Chongqing w Chinach (jeśli nazwa miasta wydaje się znajoma, to pewnie dlatego, że w ostatnim Hitmanie rozgrywała się tam misja). W tym oto miejscu doszło do tajemniczego zgonu, który po dziś dzień jest debatowany przez chińskich obywateli.
Kuang Zhijun urodził się 16 sierpnia 1996 roku w wiosce Shuangxing. Była to typowa wioska, w której ludzie wierzyli w różne zabobony, organizowali festiwale i ogółem każdy znał każdego. Zhijun się tam wychowywał i był tak zwanym „pozostawionym dzieckiem” (po chińsku nawet nie rozumiem, na angielski przetłumaczono to jako „left behind child”). Chodzi tu o to, że jego rodzice – ojciec Kuang Jilu i matka Gu Denghui – pracowali jako farmerzy w dystrykcie Jiangbei, który był po drugiej stronie Chongqing, więc dojeżdżanie z domu do roboty każdego dnia było zwyczajnie niemożliwe. Tak więc w takim wypadku… Syn był pozostawiony sam i miał sobie jakoś radzić. Znaleźli mu co prawda szkołę z internatem, ale czasami pomieszkiwał w starym domu należącym do rodziny. Spędzali ze sobą czas jedynie w weekendy albo jakieś święta.
Zhijun był przeciętnym uczniem, chociaż był introwertykiem. Mało gadał, mało miał znajomych, ale ci, którzy faktycznie się z nim przyjaźnili powiedzieli, że jarały go historie o duchach. Jeśli jakaś istniała, on ją znał.
25 października 2009 roku (niedziela), jak już Zhijun musiał się z rodzicami żegnać, zapytał się, czy może pożyczyć kluczyki od starego domu, bo chciał coś tam posprzątać. Zgodzili się, dali mu kluczyki, ileśtam kasy na potrzebne rzeczy, no i chłopak poszedł. Następnego dnia jednak… Zhijun nie pojawił się w szkole. Dni mijały, no i Zhijuna nie było w szkole przez cały tydzień. Nauczyciele nie przejmowali się tym, ponieważ to był sezon przeziębień, więc wiele dzieciaków było nieobecnych. Nie skontaktowali się z rodzicami w tej sprawie. Co więcej, telefon Jilu był popsuty, więc przez tydzień nie mógł się skontaktować z synem.
W następny weekend rodzice czekali na Zhijuna, aczkolwiek ten się nie pojawił. Zaniepokojeni, zdecydowali się z nim skontaktować. Jilu skołował jakiś nowy telefon, po czym próbował zadzwonić do syna, aczkolwiek ten nie odbierał. Próbowali się z nim skontaktować przez kilka dni, ale nic nie wskórali. 5 listopada, Jilu zadzwonił do szkoły, po czym dowiedział się, że od ponad tygodnia Zhijun był nieobecny. Serce mu prawie stanęło. Rzucił wszystko co robił, po czym zapierdalał do starego domu na wsi. Kiedy w końcu przyjechał na miejsce, próbował wejść przednimi drzwiami – zamknięte. Następnie przez boczne drzwi – też zamknięte. Wtedy to podszedł do tylnych drzwi. Te drzwi nigdy nie były używane przez nikogo z rodziny, były zabarykadowane drewnianymi deskami i zamknięte przy użyciu stalowego pręta. Jednak tym razem, te drzwi były otwarte na oścież, a cała barykada leżała na boku. Jilu wszedł do środka… I zobaczył coś, czego nie powinien widzieć żaden ojciec.
Zhijun był przeciętnym uczniem, chociaż był introwertykiem. Mało gadał, mało miał znajomych, ale ci, którzy faktycznie się z nim przyjaźnili powiedzieli, że jarały go historie o duchach. Jeśli jakaś istniała, on ją znał.
25 października 2009 roku (niedziela), jak już Zhijun musiał się z rodzicami żegnać, zapytał się, czy może pożyczyć kluczyki od starego domu, bo chciał coś tam posprzątać. Zgodzili się, dali mu kluczyki, ileśtam kasy na potrzebne rzeczy, no i chłopak poszedł. Następnego dnia jednak… Zhijun nie pojawił się w szkole. Dni mijały, no i Zhijuna nie było w szkole przez cały tydzień. Nauczyciele nie przejmowali się tym, ponieważ to był sezon przeziębień, więc wiele dzieciaków było nieobecnych. Nie skontaktowali się z rodzicami w tej sprawie. Co więcej, telefon Jilu był popsuty, więc przez tydzień nie mógł się skontaktować z synem.
W następny weekend rodzice czekali na Zhijuna, aczkolwiek ten się nie pojawił. Zaniepokojeni, zdecydowali się z nim skontaktować. Jilu skołował jakiś nowy telefon, po czym próbował zadzwonić do syna, aczkolwiek ten nie odbierał. Próbowali się z nim skontaktować przez kilka dni, ale nic nie wskórali. 5 listopada, Jilu zadzwonił do szkoły, po czym dowiedział się, że od ponad tygodnia Zhijun był nieobecny. Serce mu prawie stanęło. Rzucił wszystko co robił, po czym zapierdalał do starego domu na wsi. Kiedy w końcu przyjechał na miejsce, próbował wejść przednimi drzwiami – zamknięte. Następnie przez boczne drzwi – też zamknięte. Wtedy to podszedł do tylnych drzwi. Te drzwi nigdy nie były używane przez nikogo z rodziny, były zabarykadowane drewnianymi deskami i zamknięte przy użyciu stalowego pręta. Jednak tym razem, te drzwi były otwarte na oścież, a cała barykada leżała na boku. Jilu wszedł do środka… I zobaczył coś, czego nie powinien widzieć żaden ojciec.
Podczas procesu twórczego niestety natrafiłem na zdjęcia ciała Zhijuna wykonane przez policję. Zdecydowałem się ich nie wstawiać do tej dzidy z kilku powodów, mniej lub bardziej oczywistych. Niemniej jednak, aby wytłumaczyć kilka kwestii, oraz późniejsze wnioski i teorie dotyczące sprawy, trzeba to opisać.
Zhijun – martwy oczywiście – zwisał z sufitu, zawieszony za nadgarstki. Miał związane ręce i nogi, przy czym z nóg zwisał mu ciężarek. Na jego czole był ślad po ukłuciu (ktoś później twierdził, że w tym miejscu zazwyczaj robi się akupunkturę, ale nie wiem na ile w tym prawdy). Jakby tego było mało, to nosił na sobie czerwoną sukienkę, a w dekolcie tej sukienki znajdowały się dwie czarne szmatki, które miały udawać piersi. Pod tą sukienką miał też kobiecy strój kąpielowy.
Widzieć własnego syna w takim stanie… Nie życzyłbym tego najgorszemu wrogowi. Jilu oczywiście padł na kolana, zaczął krzyczeć i płakać. Z trudem udało mu się zadzwonić na policję. Śledczy przyjechali na miejsce, zdjęli ciało i przetransportowali do kostnicy, po czym rozpoczęli wstępne badania. Według koronera Zhijun był martwy od około 48 godzin, co oznaczało, że najprawdopodobniej zmarł gdzieś około 3 lub 4 listopada. Na ciele nie było żadnych śladów wskazujących na szamotaninę, tylko to nakłucie na czole i otarcia po linach, co wskazywało, że były zawiązane ciasno. Toksykologia nie wykazała niczego niezwykłego.
W samym miejscu zbrodni nie znaleziono żadnych znaków wskazujących na rabunek lub włamanie. Wszystkie rzeczy Zhijuna były na miejscu. Jednak śledczy zauważyli kilka dziwnych rzeczy, takich jak ślady po wosku ze świec na łóżku i na stroju kąpielowym. Na drzwiach natomiast narysowano węglem znak 杀, co po chińsku oznacza słowo „zabić”. Nad tym był narysowany „X”, a jeszcze wyżej był znak 王 oznaczający słowo „król”. Według Jilu to właśnie Zhijun nabazgrał ten znak wiele lat temu, aczkolwiek jego syn nigdy nie wytłumaczył dlaczego.
Zhijun – martwy oczywiście – zwisał z sufitu, zawieszony za nadgarstki. Miał związane ręce i nogi, przy czym z nóg zwisał mu ciężarek. Na jego czole był ślad po ukłuciu (ktoś później twierdził, że w tym miejscu zazwyczaj robi się akupunkturę, ale nie wiem na ile w tym prawdy). Jakby tego było mało, to nosił na sobie czerwoną sukienkę, a w dekolcie tej sukienki znajdowały się dwie czarne szmatki, które miały udawać piersi. Pod tą sukienką miał też kobiecy strój kąpielowy.
Widzieć własnego syna w takim stanie… Nie życzyłbym tego najgorszemu wrogowi. Jilu oczywiście padł na kolana, zaczął krzyczeć i płakać. Z trudem udało mu się zadzwonić na policję. Śledczy przyjechali na miejsce, zdjęli ciało i przetransportowali do kostnicy, po czym rozpoczęli wstępne badania. Według koronera Zhijun był martwy od około 48 godzin, co oznaczało, że najprawdopodobniej zmarł gdzieś około 3 lub 4 listopada. Na ciele nie było żadnych śladów wskazujących na szamotaninę, tylko to nakłucie na czole i otarcia po linach, co wskazywało, że były zawiązane ciasno. Toksykologia nie wykazała niczego niezwykłego.
W samym miejscu zbrodni nie znaleziono żadnych znaków wskazujących na rabunek lub włamanie. Wszystkie rzeczy Zhijuna były na miejscu. Jednak śledczy zauważyli kilka dziwnych rzeczy, takich jak ślady po wosku ze świec na łóżku i na stroju kąpielowym. Na drzwiach natomiast narysowano węglem znak 杀, co po chińsku oznacza słowo „zabić”. Nad tym był narysowany „X”, a jeszcze wyżej był znak 王 oznaczający słowo „król”. Według Jilu to właśnie Zhijun nabazgrał ten znak wiele lat temu, aczkolwiek jego syn nigdy nie wytłumaczył dlaczego.
5 grudnia (albo 3 grudnia, źródła są sprzeczne) policja obwieściła wyniki. Uznali śmierć Zhijuna za… Wypadek. Nie morderstwo, nie samobójstwo, tylko wypadek. Mianowicie twierdzili, że Zhijun przypadkowo zmarł, kiedy odprawiał jakiś „rytuał”. No i… No i tyle powiedzieli na temat. Rodzina oraz niemalże wszyscy mieszkańcy tej wioski byli w szoku – wypadek? Jaki kurwa wypadek? O jaki rytuał im niby chodzi? Kiedy dziennikarze chcieli się dowiedzieć więcej, to rzecznik policji dał im następującą odpowiedź:
„Granie w grę również może doprowadzić do śmierci”.
…No i nikt kurwa nie zrozumiał, co autor miał na myśli. Kiedy dziennikarze i rodzina zadzwonili na komisariat, aby dopytać się o szczegóły, to funkcjonariusze odmawiali za każdym razem.
21 grudnia, policja wydała już ostateczne oświadczenie na temat sprawy. Według ich wyników Zhijun zmarł z powodu autoerotycznej asfiksji. Mówiąc wprost – chciał podduszać się podczas masturbacji, ale coś spierdolił, przez co udusił się.
…Ja pierdole, z każdym zdaniem to się robi coraz gorsze…
Dobra, zacznijmy od początku. Sposób, w jaki węzły były zawiązane, był dosyć standardowy przy zabawach typu bondage. Na miejscu policja znalazła spermę należącą do Zhijuna. Co więcej, jak się okazało, jego rodzice przyznali, że w przeszłości przyłapali Zhijuna na noszeniu damskich ubrań, mianowicie sukienki należącej do jego kuzynki (potwierdzono, że czerwona sukienka, w jakiej został znaleziony Zhijun, również należała do tej samej kuzynki, aczkolwiek strój kąpielowy nie należał do niej, nie wiadomo skąd go wytrzasnął). Zhijun był w wieku, w którym hormony dają się we znane, więc pewnie był ciekawski. Mając to wszystko na uwadze, policja stwierdziła, że Zhijun miał skłonności transwestyckie oraz masochistyczne (ślady po wosku ze świec), co poskutkowało tym, że próbował się podduszać, no i w ten sposób zmarł.
To oświadczenie… Nie przeszło dobrze z rodzicami. Znaczy… No, wiadomo, żaden rodzic przy zdrowych zmysłach nie chciałby zaakceptować, że synalek jest jakimś zboczeńcem. Jednak nie tylko Jilu i Denghui mieli spore wątpliwości, dosyć spora część Chin nie wierzyła w wersję podaną przez policję. Zacznijmy od oczywistego – policja ewidentnie coś kombinowała, rzecznicy dziwnie się wypowiadali przy wszelakich oświadczeniach. Można to oczywiście tłumaczyć na logikę, być może oni sami nie byli pewni niektórych kwestii, więc woleli się nie wypowiadać niźli później poprawiać i robić z siebie idiotów. Mimo tego będę szczery – nie winię ludzi za myślenie, że oni coś tuszują przy takim zachowaniu.
Oczywiście, były też inne nieścisłości – na przykład ten ślad po ukłuciu na czole. Policja po dziś dzień nie ma na to wytłumaczenia. Inną rzeczą jest sama natura węzłów, którymi Zhijun był związany – były one tak profesjonalnie związane i tak ciasne, że w połączeniu z ich sporą ilością ludzie zastanawiali się, czy 13-letni chłopak byłby w ogóle w stanie sobie sam takie coś zrobić. Pomimo faktu, że Zhijun miał klucze od domu, to jednak przednie i boczne drzwi były zamknięte, ale tylne były otwarte na oścież, nie wiadomo dlaczego. Ostatnią rzeczą jest czas zgonu – jeśli Zhijun faktycznie zmarł w okolicach 3 i 4 listopada, to i tak zostawia to ponad tydzień, w którego trakcie nikt go nie widział i nie wiadomo co robił.
Policyjne śledztwo zostało uznane za zakończone, ale nie powstrzymuje to ludzi przed snuciem własnych teorii, więc na tych teraz się skupimy. Przy czym zaczniemy od najbardziej niedorzecznej, bo czuję potrzebę rozluźnienia atmosfery. Chodzi o teorię, według której Zhijun był ofiarą okultystycznego rytuału.
„Granie w grę również może doprowadzić do śmierci”.
…No i nikt kurwa nie zrozumiał, co autor miał na myśli. Kiedy dziennikarze i rodzina zadzwonili na komisariat, aby dopytać się o szczegóły, to funkcjonariusze odmawiali za każdym razem.
21 grudnia, policja wydała już ostateczne oświadczenie na temat sprawy. Według ich wyników Zhijun zmarł z powodu autoerotycznej asfiksji. Mówiąc wprost – chciał podduszać się podczas masturbacji, ale coś spierdolił, przez co udusił się.
…Ja pierdole, z każdym zdaniem to się robi coraz gorsze…
Dobra, zacznijmy od początku. Sposób, w jaki węzły były zawiązane, był dosyć standardowy przy zabawach typu bondage. Na miejscu policja znalazła spermę należącą do Zhijuna. Co więcej, jak się okazało, jego rodzice przyznali, że w przeszłości przyłapali Zhijuna na noszeniu damskich ubrań, mianowicie sukienki należącej do jego kuzynki (potwierdzono, że czerwona sukienka, w jakiej został znaleziony Zhijun, również należała do tej samej kuzynki, aczkolwiek strój kąpielowy nie należał do niej, nie wiadomo skąd go wytrzasnął). Zhijun był w wieku, w którym hormony dają się we znane, więc pewnie był ciekawski. Mając to wszystko na uwadze, policja stwierdziła, że Zhijun miał skłonności transwestyckie oraz masochistyczne (ślady po wosku ze świec), co poskutkowało tym, że próbował się podduszać, no i w ten sposób zmarł.
To oświadczenie… Nie przeszło dobrze z rodzicami. Znaczy… No, wiadomo, żaden rodzic przy zdrowych zmysłach nie chciałby zaakceptować, że synalek jest jakimś zboczeńcem. Jednak nie tylko Jilu i Denghui mieli spore wątpliwości, dosyć spora część Chin nie wierzyła w wersję podaną przez policję. Zacznijmy od oczywistego – policja ewidentnie coś kombinowała, rzecznicy dziwnie się wypowiadali przy wszelakich oświadczeniach. Można to oczywiście tłumaczyć na logikę, być może oni sami nie byli pewni niektórych kwestii, więc woleli się nie wypowiadać niźli później poprawiać i robić z siebie idiotów. Mimo tego będę szczery – nie winię ludzi za myślenie, że oni coś tuszują przy takim zachowaniu.
Oczywiście, były też inne nieścisłości – na przykład ten ślad po ukłuciu na czole. Policja po dziś dzień nie ma na to wytłumaczenia. Inną rzeczą jest sama natura węzłów, którymi Zhijun był związany – były one tak profesjonalnie związane i tak ciasne, że w połączeniu z ich sporą ilością ludzie zastanawiali się, czy 13-letni chłopak byłby w ogóle w stanie sobie sam takie coś zrobić. Pomimo faktu, że Zhijun miał klucze od domu, to jednak przednie i boczne drzwi były zamknięte, ale tylne były otwarte na oścież, nie wiadomo dlaczego. Ostatnią rzeczą jest czas zgonu – jeśli Zhijun faktycznie zmarł w okolicach 3 i 4 listopada, to i tak zostawia to ponad tydzień, w którego trakcie nikt go nie widział i nie wiadomo co robił.
Policyjne śledztwo zostało uznane za zakończone, ale nie powstrzymuje to ludzi przed snuciem własnych teorii, więc na tych teraz się skupimy. Przy czym zaczniemy od najbardziej niedorzecznej, bo czuję potrzebę rozluźnienia atmosfery. Chodzi o teorię, według której Zhijun był ofiarą okultystycznego rytuału.
Teoria narodziła się na Baidu, co jest chińskim odpowiednikiem Reddita (ja pierdole). Użytkownicy tej platformy zrobili sobie lekcję matematyki, no i wyszło im, że w trakcie swojej śmierci, Zhijun miał 13 lat i 13 dni. W Taoistycznych wierzeniach liczba 13 jest uznawana za „liczbę yin”, czyli jest to liczba zła, liczba mroczna, liczba zimna… Liczba kobieca (to nie jest mój jakiś seksistowski żart, oni faktycznie uznają siłę Yin za siłę złą i kobiecą). Nie chce mi się tutaj tłumaczyć wszystkiego związanego z tymi wierzeniami (głównie dlatego, że części nie rozumiem), ale w dużym skrócie chodzi tu o to, że jeśli zginąłbyś w wieku 13 lat i 13 dniu, to twoja dusza stałaby się nadzwyczaj podatna na mroczne obrzędy. Internauci twierdzili, że na miejscu znajdowało się 5 żywiołów (złoto, drewno, woda, ogień i ziemia) – ciężarek reprezentował złoto, drewniana belka, z której zwisał reprezentowała drewno, kolor stroju kąpielowego był czarny, więc reprezentował wodę, sukienka reprezentowała ogień, a ziemia reprezentowała… No, ziemię. Według tej teorii Zhijun wpadł w ręce jakiegoś czarnoksiężnika, który albo a) rozpierdolił jego duszę w takim stopniu, że zniszczył cykl odrodzenia, albo b) użył tej duszy, aby samemu sobie przedłużyć życie. No, zajebiście, ale będę musiał zostać niszczycielem dobrej zabawy i powiedzieć wprost – zjebali matmę. Gdyby Zhijun zmarł w wieku 13 lat i 13 dni, to śmierć nastąpiłaby 29 sierpnia, a nie na początku jebanego listopada… No, chyba że chińczyki mają jakiś inny kalendarz, który inaczej liczy dni.
Jednak w temacie podejrzanych nadnaturalnych rzeczy, warto o czymś wspomnieć. Rzekomo na dzień przed znalezieniem ciała Zhijuna, Denghui miała sen, w którym tajemniczy mężczyzna ubrany na czarno i noszący ze sobą torbę wchodził do starego domu właśnie przez tylne drzwi. Mówię rzekomo, bo chyba ktoś coś jebnął przy spisywaniu, bo widziałem z 3 różne wersje tego snu. Jest to jednak o tyle ciekawe, że kiedy policja przepytywała mieszkańców wsi, to mieszkająca nieopodal 85-letnia kobieta również widziała faceta ubranego na czarno i z torbą. Przypadek? Myślę, że tak.
Jednak w temacie podejrzanych nadnaturalnych rzeczy, warto o czymś wspomnieć. Rzekomo na dzień przed znalezieniem ciała Zhijuna, Denghui miała sen, w którym tajemniczy mężczyzna ubrany na czarno i noszący ze sobą torbę wchodził do starego domu właśnie przez tylne drzwi. Mówię rzekomo, bo chyba ktoś coś jebnął przy spisywaniu, bo widziałem z 3 różne wersje tego snu. Jest to jednak o tyle ciekawe, że kiedy policja przepytywała mieszkańców wsi, to mieszkająca nieopodal 85-letnia kobieta również widziała faceta ubranego na czarno i z torbą. Przypadek? Myślę, że tak.
Inna teoria głosi, że Zhijun padł ofiarą seryjnego mordercy. No, ciekawa teoria – seryjny morderca, który zostawia swoje ofiary, aby te udusiły się podczas jakiś zboczonych aktów. Jeśli tak jak ja, uznaliście takie coś za absurdalne i niedorzeczne, to gratulacje, tak jak ja się teraz mocno zdziwicie. Na zdjęciu powyżej widnieje Zhou Youping, który pracował w barze w prowincji Hunan. No i ten koleś był właśnie seryjnym mordercą, który namawiał swoje ofiary na erotyczne zabawy, które miały na celu podduszenie, jednak kiedy jego ofiary zaczynały się dusić, ten im nie pomagał, po czym po prostu patrzył, jak umierają. Nie ukrywam, zaczynam się głupio zastanawiać. Spojrzałem na mapę, i Hunan jako prowincja znajduje się rzut kamieniem od Chongqing. Co więcej, Zhou swoje morderstwa dokonał na przestrzeni października i listopada, a samo aresztowanie miało miejsce 28 listopada, długo po śmierci Zhijuna, więc jak najbardziej czasowo wszystko się zgadza. Nie jest to oczywiście jednoznaczne z tym, że Zhou odpowiadał za morderstwo Zhijuna, aczkolwiek daje do myślenia, czy przypadkiem ktoś nie zdecydował się odjebać czegoś podobnego. No i uprzedzając pytanie – Zhou został skazany w 2011 roku na śmierć, a wyrok wykonano w 2014 roku.
Z innych podejrzanych, jest jeden warty uwagi. Były mąż Gu Denghui. Ten właśnie były mąż dostał pieczę nad ich córką, jednak w 2006 roku, dziewczynka zaginęła. Ten były mężulek oskarżał Gu Denghui o porwanie ich córki i ukrywanie jej, aczkolwiek nie było żadnych dowodów świadczących za czymś takim. Nie powstrzymywało go to jednak, przy czym groził, że ten będzie się mścił. Pomimo tego, nie ma co prawda dowodów (o których wiadomo), które połączyłyby go ze śmiercią Zhijuna.
Z innych podejrzanych, jest jeden warty uwagi. Były mąż Gu Denghui. Ten właśnie były mąż dostał pieczę nad ich córką, jednak w 2006 roku, dziewczynka zaginęła. Ten były mężulek oskarżał Gu Denghui o porwanie ich córki i ukrywanie jej, aczkolwiek nie było żadnych dowodów świadczących za czymś takim. Nie powstrzymywało go to jednak, przy czym groził, że ten będzie się mścił. Pomimo tego, nie ma co prawda dowodów (o których wiadomo), które połączyłyby go ze śmiercią Zhijuna.
Jilu i Denghui oczywiście cały czas ubiegają się o wznowienie sprawy, o nowe przebadanie dowodów, ale bezskutecznie. Cała sprawa Zhijuna natomiast zyskała status miejskiej legendy, przy czym zyskała też niskobudżetową serię internetową o tytule „Ying Yang Records: The Boy in Red” na jakimś tam chińskim serwisie. Nie oglądałem, z tego, co mi powiedziano, to cała ta seria wzięła kilka „artystycznych dywagacji”, więc nie wiem, czy nie lecieli sobie przypadkiem ostro w chuja. Efekt jednak był taki, że więcej ludzi dowiedziało się o sprawie. Chiński internet natomiast po dziś dzień jest podzielony na obozy – jedni przyjmują wersję policji, inni myślą o jakimś okultystycznym rytuale, a jeszcze inni szukają odpowiedzi gdzie indziej.
Jeśli chodzi o moje zdanie… Nie jestem śledczym, więc chuja mam do gadania. Niemniej jednak… Szczerze myślę, że on robił coś zboczonego w tym starym domu, ale myślę też, że nie był tam sam. Być może faktycznie doszło do wypadku, po czym ten ktoś spanikował i spierdolił, albo ten ktoś celowo pozwolił mu się udusić. Policja natomiast nie ma zamiaru się z tym pierdolić, bo albo ten ktoś ma dojebane wtyki i przekupił wszystkich… Albo po prostu Chińska policja jest zbyt leniwa lub nie chcą sobie psuć statystyk, przy czym myślę, że to jest bardziej prawdopodobne. Ale jak wiadomo, moje 5 groszy ma tu niewiele do znaczenia. Bez względu na to, co ja myślę, to prawda jest taka, że chyba raczej nikt nie wie, co się tam dokładnie wydarzyło.
Jeśli chodzi o moje zdanie… Nie jestem śledczym, więc chuja mam do gadania. Niemniej jednak… Szczerze myślę, że on robił coś zboczonego w tym starym domu, ale myślę też, że nie był tam sam. Być może faktycznie doszło do wypadku, po czym ten ktoś spanikował i spierdolił, albo ten ktoś celowo pozwolił mu się udusić. Policja natomiast nie ma zamiaru się z tym pierdolić, bo albo ten ktoś ma dojebane wtyki i przekupił wszystkich… Albo po prostu Chińska policja jest zbyt leniwa lub nie chcą sobie psuć statystyk, przy czym myślę, że to jest bardziej prawdopodobne. Ale jak wiadomo, moje 5 groszy ma tu niewiele do znaczenia. Bez względu na to, co ja myślę, to prawda jest taka, że chyba raczej nikt nie wie, co się tam dokładnie wydarzyło.