0
Rozdział IV cz.1
Pierwszy lot ARES
Hangar numer siedem w bazie Fort Atlas był największym w całym kompleksie.
Zwykle stały tu transportowce orbitalne i ciężkie myśliwce floty Ziemi. Teraz jednak większość miejsc była pusta.
Za dużo statków już nie wróciło z orbity.
Na samym środku hangaru stał tylko jeden.
Czarna sylwetka o ostrych, agresywnych liniach.
Kadłub pokryty był nowym kompozytowym pancerzem, który odbijał światło reflektorów jak ciemne lustro.
Na jego burcie widniał jeden napis.
ARES
Marcus Kane zatrzymał się kilka metrów przed statkiem.
— Muszę przyznać — powiedział cicho — wygląda jak coś, czym można zacząć wojnę.
Adrian Cole stał obok niego z rękami w kieszeniach kombinezonu lotniczego.
— Albo ją zakończyć.
Mechanicy kręcili się wokół statku, podłączając ostatnie przewody diagnostyczne.
Generał Matthews podszedł do nich powoli.
— Macie jedną szansę — powiedział.
Marcus spojrzał na niego spokojnie.
— To więcej niż zwykle.
Generał wskazał na ekran taktyczny ustawiony obok statku.
Na mapie orbitalnej widoczna była flota obcych.
Setki statków patrolujących przestrzeń wokół Ziemi.
— Jeśli Cole ma rację — powiedział generał — ten statek w centrum jest kluczem.
Na ekranie powiększył się ogromny obiekt przypominający czarną fortecę.
— Jeśli go zniszczycie, ich formacja się rozpadnie.
Marcus skinął głową.
— A jeśli nie?
Generał odpowiedział bez emocji.
— Wtedy Ziemia przestanie istnieć w ciągu kilku godzin.
Cisza.
Marcus spojrzał jeszcze raz na statek ARES.
— No dobrze — powiedział w końcu. — Lecimy.
Kilka minut później Marcus i Adrian siedzieli już w kokpicie.
Kokpit ARES był zupełnie inny niż w standardowych myśliwcach.
Panoramiczna szyba.
Holograficzne panele sterowania.
Systemy bojowe, które wyglądały bardziej jak interfejs statku kosmicznego z filmów niż prawdziwe urządzenia wojskowe.
Adrian przesunął dłonią nad panelem startowym.
Systemy zaczęły się budzić.
REAKTOR GŁÓWNY — ONLINE
NAPĘD IMPULSOWY — GOTOWY
SYSTEMY BOJOWE — AKTYWNE
Marcus spojrzał na niego z boku.
— Ile razy tym latałeś?
Adrian nie odrywał wzroku od paneli.
— Ani razu.
Marcus westchnął.
— Fantastycznie.
0.044352054595947