Dyskusje ogólne
5 m
39
Spotykam się z kobietą od niecałego roku. Nigdy nie było żadnej kłótni, żadnych fochów z jej strony, żadnych żądań, żadnych pretensji, żadnego "domyśl się". Tylko miłe spędzanie czasu, wspólne aktywności, wycieczki, czułość, bliskość i namiętność.
Z wczoraj na dzisiaj pierwszy raz spędziliśmy noc razem, bo wcześniej tego unikałem nauczony poprzednimi doświadczeniami. Pojechaliśmy na weekend do fajnego turystycznego miasta, pozwiedzaliśmy, poszliśmy do teatru, a potem całą noc uprawialiśmy seks. Nie przesadzam mówiąc, że całą noc. Wieczorem łyknąłem magiczną tabletkę (legalną, z apteki) i tak z przerwami na drzemki kochaliśmy się 5 albo 6 razy, nie wiem dokładnie, bo to była taka magia, że straciłem poczucie czasu i rzeczywistości.
Nad ranem, leżąc z nią i przytulając się po seksie pomyślałem, że mógłbym się w niej zakochać. Ułamek sekundy później pomyślałem - nie, kurwa, nie mógłbym i nie mam takiego zamiaru. Jak ostatni raz się zakochałem, to kosztowało mnie to 8 lat życia w chujni, fochach i kłótniach. Właśnie dlatego jest tak zajebiście, że nie ma żadnego zakochania, miłości, związku ani innego gówna. Zakochanie i miłość to tylko reakcje chemiczne w organizmie, a związek to przykry obowiązek.
Jest tak zajebiście, bo oboje się staramy. A dlaczego się staramy? Bo wiemy, że to co jest między nami nie jest na zawsze, a to jak długo będzie to trwało zależy tylko od nas.
Już na początku znajomości, kiedy wybuchła namiętność, ona mi powiedziała że gdy przestanie czuć to co czuje, to odejdzie. Ja powiedziałem, że oczywiście rozumiem, ale również zastrzegam sobie to prawo, że kiedy coś mi przestanie się podobać, to odchodzę. Zrozumiała i zaakceptowała, bez żadnych fochów ani szantaży emocjonalnych, jak to kobiety mają w zwyczaju. Nigdy więcej już o tym nie rozmawialiśmy.
Związek i obiecanie sobie nawzajem czegokolwiek sprawia, że stopniowo zaczyna zanikać cała czułość, namiętność i pożądanie. Po co mamy się starać, skoro druga osoba nam obiecała, że będzie z nami zawsze i bez względu na wszystko? No właśnie. W związku "chcę" zmienia się w "muszę", a kiedy coś musisz, to przestaje to być przyjemnością.
Chcemy być dla siebie nawzajem jak najlepsi i dawać sobie nawzajem to, co mamy najlepszego. Dopóki jest dobrze i mamy z tego przyjemność, to jesteśmy razem. Kiedy przestaje być dobrze, to każde idzie w swoją stronę. To jest najpiękniejsza i najuczciwsza relacja jaką można mieć. Człowiek ma tylko jedno życie i jest ono za krótkie by marnować je na relacje, która nie dają nam przyjemności.
Z wczoraj na dzisiaj pierwszy raz spędziliśmy noc razem, bo wcześniej tego unikałem nauczony poprzednimi doświadczeniami. Pojechaliśmy na weekend do fajnego turystycznego miasta, pozwiedzaliśmy, poszliśmy do teatru, a potem całą noc uprawialiśmy seks. Nie przesadzam mówiąc, że całą noc. Wieczorem łyknąłem magiczną tabletkę (legalną, z apteki) i tak z przerwami na drzemki kochaliśmy się 5 albo 6 razy, nie wiem dokładnie, bo to była taka magia, że straciłem poczucie czasu i rzeczywistości.
Nad ranem, leżąc z nią i przytulając się po seksie pomyślałem, że mógłbym się w niej zakochać. Ułamek sekundy później pomyślałem - nie, kurwa, nie mógłbym i nie mam takiego zamiaru. Jak ostatni raz się zakochałem, to kosztowało mnie to 8 lat życia w chujni, fochach i kłótniach. Właśnie dlatego jest tak zajebiście, że nie ma żadnego zakochania, miłości, związku ani innego gówna. Zakochanie i miłość to tylko reakcje chemiczne w organizmie, a związek to przykry obowiązek.
Jest tak zajebiście, bo oboje się staramy. A dlaczego się staramy? Bo wiemy, że to co jest między nami nie jest na zawsze, a to jak długo będzie to trwało zależy tylko od nas.
Już na początku znajomości, kiedy wybuchła namiętność, ona mi powiedziała że gdy przestanie czuć to co czuje, to odejdzie. Ja powiedziałem, że oczywiście rozumiem, ale również zastrzegam sobie to prawo, że kiedy coś mi przestanie się podobać, to odchodzę. Zrozumiała i zaakceptowała, bez żadnych fochów ani szantaży emocjonalnych, jak to kobiety mają w zwyczaju. Nigdy więcej już o tym nie rozmawialiśmy.
Związek i obiecanie sobie nawzajem czegokolwiek sprawia, że stopniowo zaczyna zanikać cała czułość, namiętność i pożądanie. Po co mamy się starać, skoro druga osoba nam obiecała, że będzie z nami zawsze i bez względu na wszystko? No właśnie. W związku "chcę" zmienia się w "muszę", a kiedy coś musisz, to przestaje to być przyjemnością.
Chcemy być dla siebie nawzajem jak najlepsi i dawać sobie nawzajem to, co mamy najlepszego. Dopóki jest dobrze i mamy z tego przyjemność, to jesteśmy razem. Kiedy przestaje być dobrze, to każde idzie w swoją stronę. To jest najpiękniejsza i najuczciwsza relacja jaką można mieć. Człowiek ma tylko jedno życie i jest ono za krótkie by marnować je na relacje, która nie dają nam przyjemności.