5
Dzisiejszy odcinek będzie krótki, ale nie dlatego, że mi się jakoś specjalnie nie chce. Po prostu sprawa była kiepsko udokumentowana, a na domiar złego jedyne źródło, z jakiego czerpię wiedzę musiałem znaleźć przy pomocy machiny archiwalnej, więc nie mam zbyt wiele do gadania.
CSI: Kryminalne Zagadki JBZD. Odcinek 26 – Zakazane Twarze, część 4.
30 września, 1952 roku. W stanie Kolorado, 6 i pół mili na południe od Black Hawk, mężczyzna imieniem Charles Damoth polował na sroki w pobliskim lesie, szukając też łusek po pociskach. Wtedy jednak jego oczom ukazał się stos ułożony ze ściętych bali drzewa. Wielokrotnie bywał w okolicy, więc wiedział, że ten stos był stosunkowo nowy. Kiedy podszedł bliżej, w powietrzu jeszcze unosił się zapach benzyny. Wtedy to zauważył, że coś znajduje się pod jedną z bali. Przyjrzał się, po czym zrozumiał, co to było – spalone ludzkie szczątki.
O tyle, co normalny człowiek byłby przerażony, to zachowanie Damotha przeczyło jakiejkolwiek logice. Wrócił on do domu jak gdyby nigdy nic, po czym odwiedził miejsce, w którym znalazł ciało kilka razy, dopiero w późnych godzinach wieczornych zdecydował się powiadomić policję o swoim znalezisku.
Po tym, jak funkcjonariusze przybyli na miejsce, wzięto się za oględziny – noga ofiary była oddalona od ciała o kilka metrów, jednak to była sprawka dzikich zwierząt, o czym świadczyły ślady ugryzień po wszelakich padlinożercach. Na miejscu znaleziono też biżuterię i torebkę, z czego obydwie najprawdopodobniej należały do ofiary. Jednak nieopodal stosu znaleziono też obrączkę. Jej rozmiar sugerował, że należała do mężczyzny. Pech jednak chciał, że nie było na niej jakichkolwiek grawerunków, które pomogłyby w ustaleniu czegokolwiek.
Ciało zabrano do biura koronera. Autopsja wykazała, że zwłoki należały do kobiety, którą zamordowano przy pomocy tępego narzędzia jakiś miesiąc wcześniej, najprawdopodobniej w innym miejscu, po czym została przeniesiona i dopiero wtedy podpalona na stosie.
Ze względu na brak jakichkolwiek dokumentów oraz fakt, że twarz kobiety była zwęglona, policja nie mogła ustalić tożsamości ofiary. W takich oto warunkach zdecydowano się sporządzić szkic na podstawie kości twarzy.
CSI: Kryminalne Zagadki JBZD. Odcinek 26 – Zakazane Twarze, część 4.
Wolę nie ocieniać wyglądu denatki, jednak muszę przyznać, że mogło być gorzej. Co więcej, w porównaniu z naprawdę wieloma rekonstrukcjami twarzy czy to szkicami policyjnymi, to nie wygląda aż tak przerażająco. Więc dlaczego zdecydowałem się podpiąć to pod zakazane twarze? A to dlatego, że śledczy zdecydowali się także zrobić odlew.
CSI: Kryminalne Zagadki JBZD. Odcinek 26 – Zakazane Twarze, część 4.
To jest fotografia, jaką ukazano w gazetach. Po krótkim szukaniu udało mi się znaleźć bardziej wyraźne zdjęcie.
CSI: Kryminalne Zagadki JBZD. Odcinek 26 – Zakazane Twarze, część 4.
Mi to szczerze jest żal niezidentyfikowanych ofiar. Poza oczywistością w formie tego, że ktoś odebrał im życie, a grabarz nie ma czego wyryć na nagrobku, to pośmiertnie jeszcze policjanci robią z nich takie maszkary.
Pomimo braku tożsamości, kilku typów zostało przesłuchanych w sprawie morderstwa. Jednym z nich był właśnie Charles Damoth, którego policja przepytywała właśnie ze względu na jego dziwne zachowanie. Podpięli go pod wariograf, po czym to skalibrowano. Pierwsze pytanie dotyczyło właśnie miejsca, w którym znalazł ciało – funkcjonariusze chcieli wiedzieć, dlaczego wybierał się tam kilka razy, zanim zdecydował się zgłosić to na policję. Jego odpowiedź była taka, że chciał się napatrzeć… Koniec końców, nie zawalił tego badania (z resztą, tych badań nie wolno używać w sądzie) a ze względu na brak dowodów, śledczy zdecydowali się go wypuścić.
3 tygodnie po znalezieniu ciała, nieopodal miejsca zbrodni znaleziono długi na 90 centymetrów patyk, który był cały zakrwawiony. Według koronera to właśnie było narzędziem zbrodni.
Tutaj znowu do akcji wkracza Charles. Niedługo po znalezieniu narzędzia zbrodni wziął on rozwód ze swoją żoną, po czym pośpiesznie przeprowadził się do miasta Cass w stanie Michigan. Wynikało to z faktu, że na policję przyszła pewna kobieta, która go znała. Według niej widziała ona pickupa należącego do Damotha nieopodal miejsca, w którym znaleziono ciało, jakieś 20 dni, zanim Charles poinformował funkcjonariuszy o zwłokach w lesie. A skoro czasowo jakoś pokrywało się z morderstwem, to śledczy zaczęli się zastanawiać, czy Charles nie próbował wytypować dobrego miejsca na stworzenie paleniska.
Policji udało się odnaleźć Charles’a, po czym znowu wzięli go na przesłuchanie. Znowu podpięli go pod wykrywacz kłamstw, tylko teraz jeszcze wstrzyknęli mu w żyły „serum prawdy” (lata 50-te, co tu dużo mówić…). Wyniki były niejednoznaczne, czyli znowu chuja mogli mu zrobić.
No i… No i tyle. Sprawa pozostaje nierozwiązana, ofiara dalej jest niezidentyfikowana. Jedyne co mogę dodać, to fakt, że po jakimś czasie Charles Damoth zmarł (nie udało mi się znaleźć daty zgonu), a jego córka ma nadzieję, że kiedyś uda się zidentyfikować ofiarę, bo chce raz na zawsze wiedzieć, czy jej ojciec miał coś wspólnego z morderstwem, czy nie.
0.071566104888916