Pytaliście o pośrednie etapy, już trochę wytrzeźwiałem...
https://jbzd.com.pl/obr/4630649/z-serii-dzidowe-opowiesci
Dodał bym w komentarzu ale niestety:
https://jbzd.com.pl/obr/4630649/z-serii-dzidowe-opowiesci
Dodał bym w komentarzu ale niestety:
No stypa trochę się przeciągnęła, ale może o tym co się na niej odjebało to powiem później byście nie stracili wątku... w sumie to dobrze wyszło bo mogłem podpytać Artura o szczegóły i lepiej wam opisać tamte lata, bo ja znałem tylko ogólny zarys z opowieści Mariusza i Śp. Agnieszki no i Leszka.
A ten debil Mariusz odwalił taką inbę na stypie, że piliśmy jeszcze dwa dni... a wiadomo jak to jest jak piją chłopy, gadają o wszystkim ale dobra, wracając do etapów.
Etap 3
Miał to być etap który kończy ich plan, mieli po prostu zatruć Artura i już w kilka miesięcy po ślubie wszystko sobie poprzejmować.
No i każdy z nas pomyśli pewnie o czymś prostym, rtęć, amigdalina z pestek jabłek czy chociażby etanol, ale nie... Nasi mistrzowie intrygi postanowili na stare ludowe sposoby... Postanowili nazbierać trujących grzybów i poczęstować go zupą śmierci. Jak pomyśleli tak i zrobili. Może i pomysł nie byłby najgorszy gdyby Ci debile znali się na grzybach, no ale nie uprzedzając fabuły.
Nazbierali kosze grzybów w myśl im więcej tym mocniej go klepnie, brali wszystko co popadnie, akurat muchomorów mieli mało, może jeden czy dwa, ale nazbierali przeróżnych a najbardziej upodobali sobie takie pomarańczowe frędzelki, co później okazało się ich zgubą.
No ale jak już mieli grzyby, to przecież nie pójdą do domu nowożeńców z zupą bo to byłoby co najmniej podejrzane, więc musieli znów tyrać biedną Agnieszkę o to by to ona sama zatruła swojego męża pod pretekstem pysznej zupy a by mieli pewność, że się nie wydyga (tak jak chciała odpuścić zaloty noworoczne w etapie 2) to postanowili, że zupę przygotuję na niedziele a oni przyjdą w odwiedziny z wódeczką do szwagra.
I to był ich cały 3 częściowy plan.
W niedziele, po robocie (Bo u Artura w tartaku zapierdalali nawet w dzień święty, ale tylko do 10:00 i co drugą niedzielę, oczywiście za pozwoleniem i aprobatą księdza proboszcza.) wszyscy usiedli przy stole, punkt 12:01 flaszka pękła i została rozlana pierwsza kolejka. Artur ewidentnie miał smaka na wódeczkę, tak jak Mariuszek na jego posiadłości i bogactwa. Po kilku minutach Mariusz rzucił umówiony sygnał Agnieszce by wleciała z zupą, miała specjalnie przygotowane dwa garnki, z 'dobrą' i tą zatrutą. Po zjedzeniu zupy, w pewnym momencie Artur zaczął robić się czerwony, Mariusz wyszczerzył swe zęby w tryumfie, Artur jak na dżentelmena przystało, przeprosił gości i odszedł w stronę łazienki.
Po 5 minutach dobiegł krzyk.
- AGNIESZKA!
Jego nowo nabyta żona pobiegła posłusznie by towarzyszyć mężowi w jego ostatnich chwilach.
Po kilkunastu minutach i kilku kolejkach Mariuszek i Leszek zaczęli się niepokoić, że długo umiera a raczej, że Agnieszka nie wraca z jakże smutną wiadomością, no i gdy wyszli z salonu idąc w stronę łazienki usłyszeli głośne sapanie.
Mariuszek rzucił chytry uśmiech do Leszka, lecz za chwilę zżędła mu mina gdy usłyszał krzyk swojej siostry a po chwili ujrzał ją wychodząca na drżących nogach mającą włosy w wielkim nieładzie.
Ci dwaj debile nazbierali Maczużnika bojowego i zamiast stworzyć garnek trucizny stworzyli garnek viagry.
Gdy ich mózgi to jakoś przeprocesowały i chcac uniknąć pytań skąd i jak Agnieszka miała grzyby postanowili sami dojeść tę zupę by nie pozostawić żadnych śladów.
Jednak jest różnica w zjedzeniu małego talerza a zjedzeniu dwóch i pół na osobę...
Podobno do środy nie byli w stanie spać na brzuchach...
Po tym wymyślili Etap 4...
A ten debil Mariusz odwalił taką inbę na stypie, że piliśmy jeszcze dwa dni... a wiadomo jak to jest jak piją chłopy, gadają o wszystkim ale dobra, wracając do etapów.
Etap 3
Miał to być etap który kończy ich plan, mieli po prostu zatruć Artura i już w kilka miesięcy po ślubie wszystko sobie poprzejmować.
No i każdy z nas pomyśli pewnie o czymś prostym, rtęć, amigdalina z pestek jabłek czy chociażby etanol, ale nie... Nasi mistrzowie intrygi postanowili na stare ludowe sposoby... Postanowili nazbierać trujących grzybów i poczęstować go zupą śmierci. Jak pomyśleli tak i zrobili. Może i pomysł nie byłby najgorszy gdyby Ci debile znali się na grzybach, no ale nie uprzedzając fabuły.
Nazbierali kosze grzybów w myśl im więcej tym mocniej go klepnie, brali wszystko co popadnie, akurat muchomorów mieli mało, może jeden czy dwa, ale nazbierali przeróżnych a najbardziej upodobali sobie takie pomarańczowe frędzelki, co później okazało się ich zgubą.
No ale jak już mieli grzyby, to przecież nie pójdą do domu nowożeńców z zupą bo to byłoby co najmniej podejrzane, więc musieli znów tyrać biedną Agnieszkę o to by to ona sama zatruła swojego męża pod pretekstem pysznej zupy a by mieli pewność, że się nie wydyga (tak jak chciała odpuścić zaloty noworoczne w etapie 2) to postanowili, że zupę przygotuję na niedziele a oni przyjdą w odwiedziny z wódeczką do szwagra.
I to był ich cały 3 częściowy plan.
W niedziele, po robocie (Bo u Artura w tartaku zapierdalali nawet w dzień święty, ale tylko do 10:00 i co drugą niedzielę, oczywiście za pozwoleniem i aprobatą księdza proboszcza.) wszyscy usiedli przy stole, punkt 12:01 flaszka pękła i została rozlana pierwsza kolejka. Artur ewidentnie miał smaka na wódeczkę, tak jak Mariuszek na jego posiadłości i bogactwa. Po kilku minutach Mariusz rzucił umówiony sygnał Agnieszce by wleciała z zupą, miała specjalnie przygotowane dwa garnki, z 'dobrą' i tą zatrutą. Po zjedzeniu zupy, w pewnym momencie Artur zaczął robić się czerwony, Mariusz wyszczerzył swe zęby w tryumfie, Artur jak na dżentelmena przystało, przeprosił gości i odszedł w stronę łazienki.
Po 5 minutach dobiegł krzyk.
- AGNIESZKA!
Jego nowo nabyta żona pobiegła posłusznie by towarzyszyć mężowi w jego ostatnich chwilach.
Po kilkunastu minutach i kilku kolejkach Mariuszek i Leszek zaczęli się niepokoić, że długo umiera a raczej, że Agnieszka nie wraca z jakże smutną wiadomością, no i gdy wyszli z salonu idąc w stronę łazienki usłyszeli głośne sapanie.
Mariuszek rzucił chytry uśmiech do Leszka, lecz za chwilę zżędła mu mina gdy usłyszał krzyk swojej siostry a po chwili ujrzał ją wychodząca na drżących nogach mającą włosy w wielkim nieładzie.
Ci dwaj debile nazbierali Maczużnika bojowego i zamiast stworzyć garnek trucizny stworzyli garnek viagry.
Gdy ich mózgi to jakoś przeprocesowały i chcac uniknąć pytań skąd i jak Agnieszka miała grzyby postanowili sami dojeść tę zupę by nie pozostawić żadnych śladów.
Jednak jest różnica w zjedzeniu małego talerza a zjedzeniu dwóch i pół na osobę...
Podobno do środy nie byli w stanie spać na brzuchach...
Po tym wymyślili Etap 4...
Etap 4
Nie był on już taki 'sprytny' jak pozostałe.
A po za tym nie przewidzieli czegoś czego nie mogli, że miłość to nie przelewki.
Być może po tej zupie, być może ze wgląd na inne aspekty ich pożycia małżeńskiego ale Agnieszka najzwyczajniej zakochała się w Arturze, to dziwne, że dopiero po ślubie no ale lepiej po niż w ogóle.
Więc byli zdani tylko na siebie, a dodatkowo musieli zrobić to tak by nawet Agnieszka nie mogła podejrzewać ich o zamach na jego życie.
Więc kurwa wymyślili...
wymyślili porwać Agnieszkę...
Nie wiem do czego miało ich to doprowadzić, bo plan początkowo miał zakładać, śmierć Artura i przejęcie majątku, ale najwidoczniej doszli do wniosku, że śmierć Artura jest drugorzędną sprawą.
Więc porwali Agnieszkę i zażądali okupu.
Tak, okupu.
Nie napisali co ma być okupem, po prostu napisali list, że żądają okupu. A może ktoś im go napisał, tego nie wiem, ale nie zdziwiłbym się gdyby do napisania listu potrzebowali 3 wspólnika.
W każdym razie Artur miał wyjebane i tego nie przewidzieli, myśleli, że tak jak i Agnieszka się w nim zakochała tak i on był w niej zakochany.
Próbowali go straszyć wysyłając skórę świni, zęby świni, racicę świni, kurwa w ciągu tygodnia wyslali mu prawie całą tuszę...
Po tygodniu Artur znalazł związaną Agnieszkę przed domem z workiem na głowie... Wtedy to dali sobie spokój z dalszymi krokami.
Po prostu ich to przerosło, chwilę potem Mariuszek stracił palce i całkiem stracił werwę.
Nie był on już taki 'sprytny' jak pozostałe.
A po za tym nie przewidzieli czegoś czego nie mogli, że miłość to nie przelewki.
Być może po tej zupie, być może ze wgląd na inne aspekty ich pożycia małżeńskiego ale Agnieszka najzwyczajniej zakochała się w Arturze, to dziwne, że dopiero po ślubie no ale lepiej po niż w ogóle.
Więc byli zdani tylko na siebie, a dodatkowo musieli zrobić to tak by nawet Agnieszka nie mogła podejrzewać ich o zamach na jego życie.
Więc kurwa wymyślili...
wymyślili porwać Agnieszkę...
Nie wiem do czego miało ich to doprowadzić, bo plan początkowo miał zakładać, śmierć Artura i przejęcie majątku, ale najwidoczniej doszli do wniosku, że śmierć Artura jest drugorzędną sprawą.
Więc porwali Agnieszkę i zażądali okupu.
Tak, okupu.
Nie napisali co ma być okupem, po prostu napisali list, że żądają okupu. A może ktoś im go napisał, tego nie wiem, ale nie zdziwiłbym się gdyby do napisania listu potrzebowali 3 wspólnika.
W każdym razie Artur miał wyjebane i tego nie przewidzieli, myśleli, że tak jak i Agnieszka się w nim zakochała tak i on był w niej zakochany.
Próbowali go straszyć wysyłając skórę świni, zęby świni, racicę świni, kurwa w ciągu tygodnia wyslali mu prawie całą tuszę...
Po tygodniu Artur znalazł związaną Agnieszkę przed domem z workiem na głowie... Wtedy to dali sobie spokój z dalszymi krokami.
Po prostu ich to przerosło, chwilę potem Mariuszek stracił palce i całkiem stracił werwę.