Wołowinkę mielimy na grubych oczkach razem z czosnkiem a następnie ponownie na drobnych. Dlaczego nie od razu? Bo maszynka ma mało mocy i się grzeje
Wieprzowinę w zależności od oczekiwanej konsystencji wystarczy tylko na grubych.
Mięso wołowe polewamy wodą aby puściła klej - "lunij na oko" słowa teścia
Wieprzowinę w zależności od oczekiwanej konsystencji wystarczy tylko na grubych.
Mięso wołowe polewamy wodą aby puściła klej - "lunij na oko" słowa teścia
Następnie wyciągamy niezniszczalną legendę PRL i sprawdzamy kiedy padnie nam ręka.
Niestety w tym roku fkak był do dupy i ciągle się rwał.
Ostatecznie tak to wyglądało zanim trafiło na kołki
Na kołkach wisi minimum pół godziny aby teściowa naszykowała gar do parzenia (zgubiła)
PS. Nie wiem czemu zdjęcie ciągle się przekręca
PS. Nie wiem czemu zdjęcie ciągle się przekręca
Oczywiście nie mogło zabraknąć tego skurwysyna
W wędzarni opalanej drzewem olszowym i wiśniowym siedzi to ok 1,5h bardziej zależy nam na dymie i okopceniu niż temperaturze.
Po wędzeniu kiełba trafia na 5-6 minut do gara na parzenie po czym wraca na kołek aby obciekła.
Gotowe sorry że zrobiłem smaka
Pozdrawiam ziomka który spalił wędzenie
Wypierdalam bo jebje dymem
Gotowe sorry że zrobiłem smaka
Pozdrawiam ziomka który spalił wędzenie
Wypierdalam bo jebje dymem
Humor
11 m
7
Wiedza
1 r
1
„Czy kiedykolwiek włożyliście maskę Mamuthone? Mnie uderzyło to doświadczenie, jakby inne ‘ja’ wzięło nade mną górę. To były chwile niezwykle intensywne.”
- cytay z artykułu L’Essere Mamuthone, 1 Febbraio 2022, Barbaricina
- cytay z artykułu L’Essere Mamuthone, 1 Febbraio 2022, Barbaricina
W Mamoiadzie [1] wszystko zaczyna się od ognia. W noc św. Antoniego, kiedy na placach rozpalają się su fucone [2], z ciemności wychodzą Mamuthones w czarnych, drewnianych maskach i futrach, z zestawami ciężkich dzwonów (campanacci) przypiętych do skórzanych pasów. Idą parami w dwóch rzędach, ciężkim, równym krokiem, każde jednoczesne szarpnięcie barkami wydobywa z dzwonów głuchy, zsynchronizowany dźwięk. Obok i przed nimi poruszają się Issohadores w białych maskach i czerwonych kaftanach z dzierżąc w rękach sa soha [3], którą symbolicznie „chwytają” widzów. Już sama choreografia mówi o napięciu między ciężarem i ciszą (Mamuthones) a ruchem i językiem społecznym (Issohadores).
W literaturze etnograficznej i regionalnej opisywano te maski na kilka sposobów, ale niemal zawsze spotykają się trzy wątki interpretacyjne. Pierwszy, agrarny i apotropeiczny, odczytuje pochód jako rytuał przejścia między zimą a latem, między bezruchem a urodzajem. Dzwony, których dźwięk czyści przestrzeń, mają odpędzać choroby, złe oko i nocne mary, a jednocześnie przywoływać to, co potrzebne: deszcz, płodność, zgodę w domu. Drugi wątek, pamięciowy, widzi w masce i kroku echo dawnych traum najazdów i przymusowych pochodów. Obecnie wspólnota nadała im formę ujarzmionego, wspólnego ruchu. Stąd rola Issohadores jako tych, którzy prowadzą i spinają grupę liną, czyli porządkiem. Trzeci wątek, ancestralny, wskazuje na związki z lokalnym kultem przodków. Mamuthones bywają w opowieściach dawnymi duszami (anime antiche) wracającymi, by sprawdzić progi domów. Jeśli dzwony brzmią równo, rok zapowiada się dobrze, jeśli rytm „pęka”, trzeba dom oczyścić popiołem i solą z ognisk św. Antoniego.
Folklor mówiony dopowiada temu sensy praktyczne. Złapanie pętlą sa soha uchodzi za pomyślny omen, dotyczy zdrowia, płodności i „spokoju serca” . Zarazem bywa opisywane jako gest, który „wyciąga” ze złapanego to, co przylgnęło do niego nocą: zły urok, zawistną myśl, ciężar niepokoju. Czarna maska Mamuthonesa „nie mówi”, biała maska Issohadorego „mówi” ruchem i gestem. Dlatego to ci drudzy tłumaczą milczący, ciężki rytuał na język spotkania z ludźmi. W tej relacji między „milczeniem” i „mową” widać logikę całego obrzędu. społeczność negocjuje z tym, co niewidzialne, używając ognia, rytmu i uzgodnionych znaków.
Opowieści krążą przy tych samych ogniskach, które wskazują rok obrzędowy. Jedne mówią o dzwonach, które potrafią odezwać się same, gdy ktoś w szeregu niesie więcej niż tylko metal i skórę. Inne mówią o linie, która raz do roku „zatrzymuje się” przy właściwym ramieniu, zostawiając po sobie ślady w popiele na progu. Tego rodzaju narracje nie tyle straszą, ile oswajają. Nadają kształt temu, co niepokoi, i włączają je w ciąg znaków, na które wspólnota ma odpowiedź w formie ognia, rytmu, pętli, popiółu. Dlatego właśnie w Mamoiadzie mówi się, że Mamuthones i Issohadores nie są tylko maskami, ale sposobem pamiętania i porządkowania świata. Literacki obraz i etnograficzny opis spotykają się tu z żywym rytuałem, który co roku „wyprowadza” lęki do światła ognia i zamienia je w dźwięk dzwonów idących równo, aż znikną w gwarze karnawałowej nocy.
[1] Miasteczko w regionie Barbagia (prow. Nuoro, Sardynia), słynące z karnawałowych masek oraz muzeum masek śródziemnomorskich. Miejsce żywej tradycji obrzędów zimowych.
[2] Dosł. „wielkie ognisko” (sard.). Ognie rozpalane 16–17 stycznia, w wigilię i dzień św. Antoniego Opata. To przy nich rozpoczynają się pochody. Żar i popiół mają znaczenie oczyszczające/ochronne w lokalnym zwyczaju.
[3] lina/pętla (sard.) używana przez Issohadores podczas pochodu. Symbolicznie „chwyta” widzów na szczęście,
[2] Dosł. „wielkie ognisko” (sard.). Ognie rozpalane 16–17 stycznia, w wigilię i dzień św. Antoniego Opata. To przy nich rozpoczynają się pochody. Żar i popiół mają znaczenie oczyszczające/ochronne w lokalnym zwyczaju.
[3] lina/pętla (sard.) używana przez Issohadores podczas pochodu. Symbolicznie „chwyta” widzów na szczęście,
„Każdy zmarły niesie światło, którego nie widać. Wyraźnie zaś czuć woń palonej woszczyny.”
-cytat z Xesúsa Rodríguez Lópeza, znaleziony w Supersticiones de Galicia y preocupaciones vulgares.
-cytat z Xesúsa Rodríguez Lópeza, znaleziony w Supersticiones de Galicia y preocupaciones vulgares.
Santa Compaña to jedna z najsłynniejszych legend północno-zachodniej Hiszpanii. Nocna procesja dusz wędrująca wiejskimi ścieżkami Galicji, znana również w Asturii jako Güestia, a także w Leónie i Zamorze. W wielu przekazach to zły omen, orszak zatrzymuje się przed domem, w którym wkrótce ktoś umrze. Klasyczne opisy mówią o dwóch szeregach widm okrytych całunami, idących boso, z niewidzialnymi świecami, które zdradza zapach topionej woszczyny [1] i chłodny podmuch. Na czele kroczy postać większa od innych określana mianem Estadea [2] oraz żywy człowiek niosący krzyż i kociołek z wodą święconą. Człowiek ów jest skazany, by co noc prowadzić pochód i nad ranem wracać do łóżka bez pamięci o poprzedniej nocy. Z czasem staje się coraz bledszy i słabszy. Uwolnić się może tylko zrzucając brzemię na kogoś, komu wręczy krzyż, zanim ten zdąży nakreślić na ziemi krąg Salomona. Motyw bywa łączony przez folklorystów z europejską figurą Dzikiego Gonu i funeralnymi huestami Celtów (sluagh, toili). [3]
Choć współczesne streszczenia różnią się detalami (białe lub czarne kaptury, dzwoneczek, niesiona trumna), rdzeń opowieści jest zaskakująco stabilny w źródłach od XIX w. Od notatek podróżnika George’a Borrowa i definicji folkorysty Xesúsa Rodríguez Lópeza: „Zebranie dusz czyśćcowych o północy wychodzą procesją; żywy idzie przed nimi z krzyżem i wodą święconą; świec nie widać, ale czuć zapach cery; dyrygent nie może się oglądać”, aż po ujęcia słownikowe i zbiory wierzeń terenowych. Od klasycznych prac Manuela Murguíi i Vicente Risco, przez monografię Elisarda Becoñi Iglesiasa (La Santa Compaña, el Urco y los muertos), po studia Carmela Lisóna Tolosany opisują zarówno sam motyw procesji, jak i jego warianty, zasięg oraz techniki aprotropajiczne (krąg z pieczęcią Salomona, padnięcie twarzą do ziemi, gesty rękami). Prace te sytuują Compañę w szerokim kontekście obrzędowości zaduszkowej i porównują z procesjami dusz w Irlandii, Walii czy Szkocji.
Żywotność tradycji nie ogranicza się jedynie do podań. W Galicji motyw bywa rekonstruowany performatywnie przy okazji świąt (Samaín/Noc Zaduszek), a lokalne władze i instytucje kultury odwołują się do niego w programach popularyzujących dziedzictwo regionu. Przykładowo, w Pontevedrze organizowano „procesión das ánimas” (Santa Compaña) w noc 31 października jako część cyklu „A noite dos calacús”. [4]
Przypisy:
[1] Woń palących się świec z prawdziwego wosku (cieplejsza, miodowa) w odróżnieniu od bezwonnej parafiny.
[2] Duch prowadzący nocną procesję zmarłych, opisywana jako wysoka, chuda postać na czele orszaku. Określenie te bywa też używane na określenie pojedynczej zjawy kobiecej.
[3] Określenie procesji istot związanych ze śmiercią w folklorach celtyckich regionów. Slúagh na marbh (zastęp/hostia zmarłych) w szkockim i irlandzkim folklorze to „gospodarze nieodpuszczonych zmarłych”, lecące na wietrze roje dusz, które mogą porywać ludzi lub wykradać dusze konającym. Toili to walijski omen śmierci w postaci „widmowego pogrzebu”, słyszana lub widziana fantomowa procesja żałobna, która zwiastuje prawdziwy pogrzeb danej osoby wkrótce potem.
[4] Procesión das ánimas w galicyjskmi: dosł. „procesja dusz” tradycyjne nocne nabożeństwo/pochód wątku Santa Compaña. A noite dos calacús- „Noc dyniowych lampionów”, galicyjski: święto z lampionami z dyni, lokalny odpowiednik Halloween/Samaín.
[1] Woń palących się świec z prawdziwego wosku (cieplejsza, miodowa) w odróżnieniu od bezwonnej parafiny.
[2] Duch prowadzący nocną procesję zmarłych, opisywana jako wysoka, chuda postać na czele orszaku. Określenie te bywa też używane na określenie pojedynczej zjawy kobiecej.
[3] Określenie procesji istot związanych ze śmiercią w folklorach celtyckich regionów. Slúagh na marbh (zastęp/hostia zmarłych) w szkockim i irlandzkim folklorze to „gospodarze nieodpuszczonych zmarłych”, lecące na wietrze roje dusz, które mogą porywać ludzi lub wykradać dusze konającym. Toili to walijski omen śmierci w postaci „widmowego pogrzebu”, słyszana lub widziana fantomowa procesja żałobna, która zwiastuje prawdziwy pogrzeb danej osoby wkrótce potem.
[4] Procesión das ánimas w galicyjskmi: dosł. „procesja dusz” tradycyjne nocne nabożeństwo/pochód wątku Santa Compaña. A noite dos calacús- „Noc dyniowych lampionów”, galicyjski: święto z lampionami z dyni, lokalny odpowiednik Halloween/Samaín.