6
„Niegdyś był człowiekiem. Za niekończącą się ambicję skazano go na męki piekielne i rolę poborcy tych, którzy, tak jak on, mają wobec diabła nieuregulowane długi.”

- fragment z La leyenda del Charro Negro 
El Charro Negro (wym. el czarro negro) to postać wywodząca się z meksykańskiego folkloru, łącząca w sobie motywy ducha, diabła i przeklętego człowieka. Pojawia się, kiedy zapada zmrok. Czyhając na samotnego podróżnika, którego może wystawić na próbę, kusząc chciwością albo grając na strachu. W popularnych wersjach legendy jest widmem, które niegdyś było człowiekiem. Lecz przez własną pychę został skazany na mękę i rolę diabelskiego „poborcy długów”. Kogoś, kto krąży po bezdrożach, szukając kolejnej osoby gotowej zawrzeć pakt. Najłatwiej rozpoznać go po wyglądzie. W opowieściach nosi nienagannie elegancki, czarny strój charra (często zdobiony złotem lub srebrem). Jednak pod tą perfekcją kryje się coś nieludzkiego: chłód, zapach siarki i ciężar spojrzenia. Charakterystyczny jest też jego wierzchowiec, czarny koń o ogromnych rozmiarach, z oczami jak żar, które mają przewiercać ofiarę i zaglądać w nią głębiej niż zwykłe ludzkie spojrzenie.
Kompendium strachu: „Poborca diabła, cena długu na pustym trakcie”, El Charro Negro, vol. 51
W legendach Charro Negro bywa bardziej kuszący niż brutalny. Rzadko atakuje od razu. Częściej podjeżdża, zagaduje, oferuje pomoc albo bogactwo i czeka, aż człowiek sam zrobi krok w stronę zguby. W wersji klasycznej tym krokiem jest przyjęcie daru, na przykład monet lub sakiewki, albo zgoda na przysługę. Wtedy zaczyna działać logika długu. Człowiek zostaje związany obietnicą, której do końca nie rozumie, a Charro staje się jego cieniem. Rdzeń mitu tłumaczy pochodzenie jeźdźca. W popularnych wersjach legendy Charro był biedakiem, który wezwał diabła, by wyrwać się z nędzy. Otrzymał bogactwo, lecz ceną okazała się jego dusza. Gdy nadszedł czas zapłaty, próbował uciec i uchronić się religijnymi znakami. Kazał stawiać krzyże, a nawet budować kaplicę, lecz to jedynie odwlekało wyrok. Ostatecznie został skazany na piekło oraz na powroty do świata żywych, by „ściągać należności” od kolejnych chciwych wędrowców, licząc na to, że ktoś kiedyś zajmie jego miejsce i pozwoli mu odpocząć.
Kompendium strachu: „Poborca diabła, cena długu na pustym trakcie”, El Charro Negro, vol. 51
Ciekawa, miejska i historyzująca odmiana legendy wiąże Charro Negro z San Juan de los Lagos i końcem XVIII wieku. W tej wersji do miasta przybywa przystojny, nienagannie uprzejmy mężczyzna w stroju charra. Przedstawia się jako przybysz z Hiszpanii i wypytuje o zwyczaje, architekturę oraz życie miasta. Jego prawdziwym celem ma być odnalezienie miejsca, w którym przechowuje się pieniądze z wielkiego miejskiego jarmarku (ferii). Tę opowieść przywołuje Milenio, wskazując, że pochodzi z książki Antonio Aaróna Contrerasa Gallardo o kronikach i legendach regionu Los Altos de Jalisco. W praktyce ludowej El Charro Negro jest więc demonem drogi. Wyjaśnia, dlaczego nocą nie chodzi się samemu, czemu nie przyjmuje się pieniędzy od nieznajomego i dlaczego obca elegancja na pustym trakcie powinna zapalić ostrzegawczą lampkę w głowie.
Kompendium strachu: „Poborca diabła, cena długu na pustym trakcie”, El Charro Negro, vol. 51
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
5
„Innan jag föll omkull och förlorade medvetandet hörde jag bara hur någon smal, lång kille skrek. Dorotko, snälla, nej!!!”*

- relacja znajomego Szweda spod Helsingborga z wycieczki do lasu.

*tłumaczenie tekstu na końcu
Gloson to jedna z najdziwniejszych i najbardziej brutalnych istot skandynawskiego folkloru. W szwedzkich opowieściach jest widmem świni, albo raczej ogromnej lochy, która pojawia się głównie w południowej Szwecji. Gloson pilnuje granic między światem ludzi a światem zmarłych, strzeże cmentarzy i kościołów, a przy okazji potrafi dosłownie rozciąć człowieka na pół.
Kompendium strachu: „Szwedzka bestia”, Gloson, vol. 49
Klasyczny opis mówi o ogromnej świni lub dziku o białej albo szarej skórze, z płonącymi, czerwonymi oczami i grzbiecie w kształcie piły. Zamiast gładkiej szczeciny ma ostre jak brzytwy kolce. W wielu relacjach biega po cmentarzach i kurhanach, trąc o nagrobki kłami i kolcami. W nowszych ujęciach bywa przedstawiana jako potworna locha wielkości byka, czasem w otoczeniu kilku upiornych prosiąt
Kompendium strachu: „Szwedzka bestia”, Gloson, vol. 49
Najbardziej znany motyw to atak Gloson na tak zwanego „wędrowca roku”, czyli osobę odbywającą rytuał årsgång. Był to niebezpieczny ludowy sposób wróżenia z przyszłości. Taki wędrowiec w noc Nowego Roku albo Bożego Narodzenia wychodził sam, o północy, często na głodno i w milczeniu, obchodził kościół w określony sposób i liczył, że zobaczy znaki nadchodzącego roku. Właśnie wtedy na jego drodze pojawiała się Gloson. Pędziła z ogromną prędkością, celując dokładnie między jego nogi. Jeśli trafiła, kolczasty grzbiet rozcinał człowieka od krocza aż po brzuch. Stąd tytuł artykułu badacza Tommy’ego Kuuseli o „szwedzkiej świni widmie, która przetnie cię na pół”.
Kompendium strachu: „Szwedzka bestia”, Gloson, vol. 49
Nie zawsze kończyło się to natychmiastową śmiercią. W części opowieści Gloson porywa ofiarę, wyrzuca w górę i bierze na swój grzbiet. Pędzi wtedy przez lasy i pola tak długo, że człowiek traci zmysły, a czasem umiera z wyczerpania. Inne relacje mówią, że wystarczy lekki dotyk jej boku albo otrącenie sukni, aby po kilku dniach ciężko zachorować. W dawnych zapiskach pojawia się też wariant, gdzie Gloson przyjmuje postać istoty o ludzkim ciele i świńskiej głowie z długimi kłami. 
Folklor nie zostawia ludzi całkiem bez szans. W zapisach z XIX wieku pojawiają się rozmaite sposoby obrony. Można skrzyżować nogi, co ma przypominać znak krzyża, rzucić w Gloson specjalnie przygotowane orzechy, zarzucić na nią sieć rybacką albo użyć żelaza, ognia lub magii, jeśli ktoś zna się na czarach. Niektórzy informatorzy podkreślali, że jedyną szansą jest zachować zimną krew, nie uciekać i paść na ziemię tak, aby locha nie mogła przelecieć dokładnie między nogami.
Kompendium strachu: „Szwedzka bestia”, Gloson, vol. 49
W szwedzkich archiwach folklorystycznych odnotowano wiele nazw tej istoty. Występuje jako Gloson, Glosoen, Gluffsoen, Glopsuggan czy Luffesoen. Etymologię najczęściej wyprowadza się od czasownika att glo, czyli gapić się, świecić oczami oraz sugga, locha. Razem dawałoby to mniej więcej świecącą się lochę, co dobrze pasuje do wizji białego, upiornego wieprza z żarzącymi się ślepiami
Współcześnie Gloson żyje już nie tylko w starych zapiskach. Pojawia się w nowoczesnych ilustracjach skandynawskich artystów, w blogach o folklorze i w grach inspirowanych nordyckimi wierzeniami. Rysownicy chętnie pokazują ją jako wielką białą świnię z czerwonymi oczami, stojącą na cmentarzu pod księżycem.
Kompendium strachu: „Szwedzka bestia”, Gloson, vol. 49
Tłumaczenie: „Zanim upadłam i straciłam przytomność, usłyszałam tylko krzyk jakiegoś szczupłego, wysokiego faceta:. Dorotko, proszę, nie!!!”
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
4
„Na brzegu jeziora stoi szara kobieta w zieleni. Jeśli podasz jej rękę z pychą, pociągnie cię w głąb, gdzie nie ma już powrotu.”

- na podstawie J. G. Campbella, Superstitions of the Highlands and Islands of Scotland.
Glaistig to jedno z bardziej tajemniczych stworzeń szkockiego folkloru. Pojawia się jako duch, wróżka i zarazem coś pośredniego między człowiekiem a istotą z innego świata. Raz jest opiekuńczą panią domu albo stad, innym razem zabójczym duchem wody. Jej imię wywodzi się od gaelickiego „glas”, które znaczy szary, blado zielony. Klasyczne opisy z XIX wieku mówią o „cienkiej szarej kobiecie” o bardzo długich, jasnych włosach sięgających pięt. Ubrana jest w zieloną suknię, kolor typowy dla istot z ludu wróżek, stąd przydomek „Zielona Glaistig”, po gaelicie „a Ghlaistig uaine".
Kompendium strachu: „Zielona dama Szkocji”, Glaistig, vol. 48
Jednocześnie Glaistig bywa hybrydą. W wielu przekazach ma górę ciała kobiety, a nogi kozy lub jelenia, ukryte pod długą zieloną suknią. Czasem przybiera postać samej kozy albo zwierzęcia przypominającego kozę czy sarnę. W nowszych opracowaniach podkreśla się, że jest zmiennokształtna i należy do szerokiej rodziny wodnych duchów fuath. Jako fuath jest duchem wody, groźnym i morderczym. W opowieściach czeka przy samotnym brzegu jeziora albo rzeki. Może wyglądać jak piękna kobieta w zielonej sukni, prosząca o przeniesienie przez wodę. Jeśli człowiek okaże się brutalny, zuchwały albo nieuprzejmy, Glaistig wlecze go w odmęt lub podcina mu gardło i zostawia ciało w wodzie. Jej krzyk bywa porównywany do zawodzenia banshee.
Kompendium strachu: „Zielona dama Szkocji”, Glaistig, vol. 48
W niektórych podaniach Glaistig bawi się z dziećmi w czasie dojenia krów. Dzieci chowają się za kamieniami i krzyczą przezywki, a ona udaje gniew i obsypuje je gałązkami oraz kwiatami. Bywa też strażniczką stad. Znana jest opowieść z Mull, gdzie Glaistig prowadziła stado rodu Lamont. Gdy nadciągnęli najeźdźcy, uderzyła kijem w krowy i zamieniła je w kamienie, które podobno stoją do dziś w miejscu zwanym Doliną Bohaterów.

W wielu wersjach tej legendy powtarza się motyw, że Glaistig była kiedyś śmiertelną kobietą. Często panią domu albo damą z rodu, która dostała „naturę wróżki”. Została zaczarowana, oddana w opiekę siłom z innego świata albo w jakiś sposób przeklęta. Wtedy przestaje się starzeć, blednie, jej skóra przybiera szarawy kolor, a życie wiąże się z konkretnym miejscem. Zostaje duchem rodu, przyjaciółką części domowników, ale też istotą zazdrosną o dawną godność
Kompendium strachu: „Zielona dama Szkocji”, Glaistig, vol. 48
Z tym obrazem łączy się słynny motyw „Zielonej Damy” szkockich zamków. W Dunollie, Knock i innych twierdzach opowiada się o kobiecej postaci w zieleni, którą niektórzy wprost nazywają Glaistig. Słyszy się wtedy kroki, przesuwanie mebli, zmywanie naczyń o dziwnych porach. Duch czuwa nad rodem, ale jeśli służba czy goście zachowują się niegodnie, doświadcza się psot i straszenia. Tu Glaistig jest bardzo bliska banshee. Płacze przed śmiercią któregoś z domowników, a bywa radosna i „ruchliwa”, gdy zbliża się ślub lub inne rodzinne święto.
Kompendium strachu: „Zielona dama Szkocji”, Glaistig, vol. 48
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
3
„Woli grzebać w tym, co ludzie wyrzucają z siebie. Wszystko, co wstydliwe i brudne, przybiera postać latającego upiora.”

- z antologii upiorów Azji Południowo-Wschodniej
Ma lai to jedna z najbardziej niepokojących postaci w wietnamskim folklorze. W zależności od regionu przybiera różne formy, ale zawsze jest kojarzona z odrazą, zanieczyszczeniem i „brudną” stroną świata duchów. W wielu przekazach jest częścią szerszej rodziny południowoazjatyckich istot takich jak tajska krasue czy kambodżańska ahp. Wszystkie one wiążą się z motywem odłączonej głowy i wnętrzności, które nocą wylatują na żer.
Kompendium strachu: „Nieczystości, brud i krew”, Ma lai, vol. 44
Najbardziej znana wersja Ma lai opisuje ducha, który w nocy przybiera postać unoszącej się głowy kobiety z wiszącymi jelitami i organami. Taki twór odlatuje od śpiącego ciała i krąży nad wioską. W wielu opowieściach nie poluje na krew jak klasyczny wampir, ale na to, co uznaje się za „najbrudniejsze”- odpadki, wnętrzności, ekskrementy, śluz, czasem też krew porodową czy poronione płody. Rankiem głowa wraca i łączy się z ciałem, a za dnia może wyglądać jak zupełnie zwyczajna kobieta.
Kompendium strachu: „Nieczystości, brud i krew”, Ma lai, vol. 44
Ludowe środki obrony przed Ma lai są proste, ale symboliczne. W niektórych opowieściach radzi się, by dokładnie sprzątać obejście, nie zostawiać odpadków i ekskrementów na widoku, gdyż to „zaprasza” ducha. Inne podkreślają, że kobietom w podejrzanych okolicznościach kojarzonym z czarami, zazdrością, nagłym bogactwem należy się bacznie przyglądać. Czasem mówi się też o kolcach, ostrych gałęziach i pułapkach zastawianych wokół domu. Chwytano na nich latającą głowę z wnętrznościami, która tak łatwo plącze się w gałęziach. Motyw ten jest podobny do praktyk stosowanych wobec pokrewnych istot w innych krajach regionu.
Kompendium strachu: „Nieczystości, brud i krew”, Ma lai, vol. 44
W nowoczesnych miejskich opowieściach Ma lai może występować jako szczególny rodzaj czarownicy lub wiedźmy. Czasem podkreśla się jej piękno za dnia i makabryczną postać w nocy. Inne wersje mówią o duchu, który rodzi się z przekleństwa, złej karmy albo transakcji z mrocznymi siłami. Na przykład, gdy ktoś prosi o bogactwo lub zemstę, ale nie przyjmuje konsekwencji swych życzeń. Wtedy po śmierci lub nawet jeszcze za życia zamienia się w istotę, która musi nocą opuszczać ciało, by zaspokoić nienasycony, upokarzający głód.
Kompendium strachu: „Nieczystości, brud i krew”, Ma lai, vol. 44
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
„Kiedy europejscy misjonarze przybyli do Afryki Zachodniej, znaleźli w Asanbosam gotowego diabła. Dla Akanów był on jednak przede wszystkim częścią lokalnego porządku rzeczy.” 

- w perspektywie wierzeń ludów Afryki Zachodniej
Asanbosam jest jednym z najbardziej charakterystycznych demonów w wierzeniach ludów Akan, zwłaszcza Aszantów z terenów dzisiejszej Ghany. W europejskich kategoriach najłatwiej opisać go jako leśnego wampira albo ogra-potwora z buszu. Jednak w lokalnym kontekście to przede wszystkim istota głęboko związana z lasem, tabu i porządkiem świata. Pojawia się w opowieściach myśliwych, w legendach o zakazanych dniach polowania i w historiach ostrzegających przed lekceważeniem świętych miejsc natury.
Kompendium strachu: „Cień w koronach drzew”, Asanbosam, vol. 42
W tradycyjnych relacjach Asanbosam przedstawiany jest jako stworzenie o ludzkim, lecz zniekształconym ciele. Ma długie, wychudzone nogi, silne ramiona, bywa porośnięty włosiem, a jego oczy określa się jako duże i przekrwione. Najbardziej niepokojące są jednak szczegóły: żelazne, ostre jak brzytwa zęby oraz stopy zakończone hakami albo zakrzywionymi pazurami. To właśnie nimi wiesza się wysoko na gałęziach drzew i chwyta swoje ofiary. We współczesnych przetworzeniach legendy dodaje mu się czasem cechy jeszcze bardziej potworne. Nietoperzową głowę, błoniaste skrzydła, ogon niczym wąż, zdolność stapiania się z cieniem lasu.
Kompendium strachu: „Cień w koronach drzew”, Asanbosam, vol. 42
Bez wątpienia jawi się jako stworzenie lasu. Mieszka w najgłębszych, gęstych partiach puszczy z dala od wsi i uczęszczanych dróg. Według opowieści przesiaduje wysoko w koronach potężnych drzew. Pozwalając, by jego długie nogi zwisały z gałęzi. Kiedy pod takim drzewem przechodzi myśliwy albo zagubiony podróżny, demon cicho opuszcza się i chwyta ofiarę hakowatymi pazurami. Wciąga w górę gryząc w szyję, wysysając krew i pożerając ciało. W niektórych wersjach nie atakuje od razu. Bawi się ofiarą, dotyka jej, przeskakuje z drzewa na drzewo, wywołując narastającą panikę, zanim zada ostateczny cios. W tej krwiożerczej, drapieżnej roli bardzo łatwo skojarzyć go z wampirem. Choć nie jest to umarły powstający z grobu, lecz potężna istota nadnaturalna.
Kompendium strachu: „Cień w koronach drzew”, Asanbosam, vol. 42
Z biegiem czasu, wraz z napływem misjonarzy i religii chrześcijańskiej, postać Asanbosam została na nowo zinterpretowana. Dawny leśny strażnik tabu zaczął być przedstawiany jako uosobienie czystego zła. Prawie gotowy odpowiednik diabła, przykład „pogańskiego demona”, którym straszono przed powrotem do dawnych praktyk. Zatarły się bardziej złożone funkcje tej istoty. Zaś na pierwszy plan wysunął się obraz krwiopijcy i ludożercy, którego jedyną rolą jest polować na ludzi.
Kompendium strachu: „Cień w koronach drzew”, Asanbosam, vol. 42
Historia Asanbosam nie kończy się jednak na Afryce Zachodniej. Razem z ludźmi Akan trafił do diaspor w obu Amerykach. Na Jamajce pojawiają się opowieści o potworze mieszkającym w wielkim drzewie bawełnianym, łączonym z praktykami obeah. Choć krajobraz się zmienił, rdzeń motywu pozostał ten sam. W ten sposób Asanbosam stał się jednym z tych duchów, które przekroczyły ocean i osiadły w nowych mitologiach.
Kompendium strachu: „Cień w koronach drzew”, Asanbosam, vol. 42
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
„Jest najpełniejszą metaforą Jeziora Górnego- potężnego, tajemniczego i ostatecznie bardzo niebezpiecznego.”

- Thor Conway, Spirits on Stone, cyt. w The Walrus
Mishipeshu (wym. MisziPESzu) to jedna z najpotężniejszych istot w mitologii ludów Anishinaabe z okolic Wielkich Jezior. Opisywany jest jako wodny duch, kosmologiczny manitou, który rządzi głębinami. Żyje w najgłębszych partiach jezior i rzek i ma władzę nad wszystkimi istotami wodnymi. W wielu źródłach podkreśla się, że jego imię można przełożyć jako Wielki Ryś (eng. Great Lynx), choć w języku potocznym częściej mówi się o nim „wodna pantera” lub „wodny lew”.
Kompendium strachu: „Wielki Ryś z głębin ”, Mishipeshu, vol. 39
W opisach z folkloru i współczesnych opracowań Mishipeshu jest istotą chimeryczną złożoną z części wielu zwierząt. Ma ciało dużego drapieżnego kota, długą, często wężową lub smoczą część ogonową. Na grzbiecie rząd kolców lub łusek, a na głowie rogi, najczęściej przypominające rogi bizona lub jelenia. Skóra bywa opisywana jako łuskowata, miedziana lub biała jak śnieg. Ogólne wrażenie jest jednocześnie piękne i przerażające. Wielu autorów porównuje go do skrzyżowania kuguara ze smokiem albo bardziej popkulturowo: „dinozaura z pumą”. Kocia sylwetka wzmocniona gadzimi łuskami i potężnym, wodnym ogonem. W tradycji Anishinaabe szczególnie ważne są jego rogi, gdyż w ikonografii są znakiem ogromnej mocy duchowej. Badacze zauważają, że Mishipeshu jest jedynym manitou konsekwentnie przedstawianym z rogami, co dodatkowo podkreśla jego rangę.
Kompendium strachu: „Wielki Ryś z głębin ”, Mishipeshu, vol. 39
W artykułach popularnych o Wielkich Jeziorach często przywołuje się także historię z XVII wieku. Jezuita Paul Le Jeune miał obserwować rybaków nad jeziorem, którzy wyciągnęli z wody dziwne stworzenie. Długie na ponad półtora metra, z ciałem jaszczurki i głową żółwia. Przerażeni szybko wrzucili je z powrotem w głębiny. Dopiero później Le Jeune usłyszał, że nie był to „pechowy połów”, lecz istota zdolna wywoływać katastrofalne sztormy, więc trzeba ją jak najszybciej uwolnić.

W współczesnych tekstach o Mishipeshu pojawia się pytanie, czy to wyłącznie mit, czy także „lokalny potwór z jeziora” w sensie kryptozoologicznym. Popularne opracowania przytaczają na przykład historię mężczyzny, który w 1897 roku miał zostać „owinięty jak przez węża” przez jakieś stworzenie w wodach Superior. Znane też są relację Randy’ego Brauna z lat 70., który sfotografował serię garbów w wodzie i opisał „stworzenie grubości Volkswagena”. Autorzy tych tekstów zwykle zachowują sceptycyzm, ale pokazują, jak współczesne relacje płynnie łączą się z dawno opowiadanymi historiami o wodnym panu głębin.
Kompendium strachu: „Wielki Ryś z głębin ”, Mishipeshu, vol. 39
W bardziej naukowych i eseistycznych ujęciach Mishipeshu bywa nazywany metaforą Jeziora Górnego- potężnego, tajemniczego i ostatecznie bardzo niebezpiecznego. Ma wyjaśniać nie tylko nagłe burze i utonięcia, ale też pełnić rolę opowieści–ostrzeżenia. Nie zbliżaj się do zdradliwej wody, nie wchodź na cienki lód, nie lekceważ jeziora. W rejonie rzeki Churchill dzieci bawiły się nawet w grę „Mishipeshu”, gdzie jedno z nich odgrywało potwora „topiącego” resztę w zabawie. Jest to bardzo bezpośrednie odzwierciedlenie roli tej postaci w wychowaniu i przekazywaniu zasad ostrożności.
Kompendium strachu: „Wielki Ryś z głębin ”, Mishipeshu, vol. 39
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0
„Ten sam Davy Jones, według mitologii żeglarzy, jest złym duchem, który przewodzi wszystkim złym istotom głębin.”

- Tobias Smollett w Peregrine Pickle (1751)
Davy Jones to jedna z najbardziej charakterystycznych postaci morskiego folkloru anglosaskiego. Duch, demon albo uosobienie samego morza, którego imię przez stulecia przyprawiało żeglarzy o dreszcze. W żargonie marynarskim mówiono, że ktoś „poszedł do szafki Davy’ego Jonesa” (Davy Jones’s locker), co oznaczało po prostu, że utonął i spoczywa na dnie morza. W źródłach z XIX i XX wieku Davy Jones bywa wprost nazywany „duchem morza” albo „diabłem marynarzy”, a jego szafka miejscem wiecznego spoczynku rozbitków na samym dnie oceanu.
Kompendium strachu: „Diabeł mórz i jego szafka”, Davy Jones, vol. 38
Wyrażenie „Davy Jones’s locker” pojawia się w tekstach co najmniej od końca XVII wieku, w formach takich jak „David Jones his locker” czy „Davy’s locker”. Etymologowie podkreślają jednak, że prawdziwe pochodzenie imienia jest niejasne. Wiadomo jedynie, że był to marynarski slang na określenie morskiej otchłani, ale nie mamy jednego, pewnego pierwowzoru. Wśród hipotez pojawia się m.in. teoria o zniekształceniu określenia „Devil Jonah” lub „Duffy Jonah” (gdzie duffy w żargonie karaibskim oznaczało diabła lub ducha).

Pojawił się także pomysł, że „Davy” to po prostu spoufalona forma imienia Dawid, które zlało się z różnymi opowieściami biblijnymi i żeglarskimi. Inne spekulacje wiążą Davy’ego Jonesa z dawnymi celtyckimi bóstwami wody. Jak sugerują niektórzy współcześni autorzy folklorystyczni, mógł to być późny, schrystianizowany cień jakiegoś boga wiodącego dusze przez wodną granicę do innego świata.
Kompendium strachu: „Diabeł mórz i jego szafka”, Davy Jones, vol. 38
W folklorze morskim Davy Jones działa przede wszystkim jako personifikacja lęków związanych z żeglugą. Dla marynarzy epoki żagli, ocean był przestrzenią nieprzewidywalną. Sztormy, ukryte rafy, choroby i wojny mogły zakończyć życie szybko i bez śladu. Zamiast mówić wprost o utonięciu, łatwiej było rzucić pół-żartem, pół-serio: „skończysz w szafce Davy’ego Jonesa”. 

W opowieściach i żartach messowych Davy Jones mógł pojawiać się jako złośliwy duch wynurzający się przed katastrofą, diabeł domagający się swojego haraczu w duszach marynarzy, albo niewidzialny gospodarz dna morskiego. Współczesne opracowania języka marynarzy podkreślają, że wyrażenie to było głównie idiomem, metaforycznym sposobem mówienia o śmierci na morzu. Jednakowo prasa i literatura stopniowo obrosły je dodatkowymi warstwami grozy i fantastyki a czasem i komiksowej satyry. 
Kompendium strachu: „Diabeł mórz i jego szafka”, Davy Jones, vol. 38
Od XVIII i XIX wieku Davy Jones i jego szafka pojawiają się też coraz częściej w literaturze przygodowej i morskiej. W powieściach o piratach, takich jak Treasure Island Roberta Louisa Stevensona, imię to funkcjonuje już jako oczywista część żargonu starych wilków morskich. Jest synonimem groźnej głębi, w której spoczywają polegli kamraci. 

Podobne odwołania znajdziemy w licznych balladach żeglarskich i opowieściach o rejsach wielorybniczych, gdzie „Davy Jones’s locker” jest skrótem na wszystko to, co nieznane i ostateczne w morskiej otchłani. W nowszych omówieniach motywu literaturoznawcy podkreślają, że zwrot ten stał się wygodnym symbolem. Jednym słowem przywołuje wizję ciemnych, niezmierzonych głębin i losu tych, którzy nie wrócili z morza.
Kompendium strachu: „Diabeł mórz i jego szafka”, Davy Jones, vol. 38
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
3
Najpierw pytanie, potem cięcie.
„Jestem piękna?” - szept przez gazę.
Każda odpowiedź jest brzytwą,
która rozchyla usta aż po uszy. 

- epigraf inspirowany japońskimi legendami miejskimi
Kuchisake-onna (tłum. kobieta o rozciętych ustach) należy do tych japońskich figur grozy, które łączą dawne wyobrażenia o duchach z dynamiką współczesnej legendy miejskiej. W wersjach związanych z folklorem bywa klasyfikowana jako onryō [1]- mściwy duch kobiety. Zaś najstarsze osadzenia motywu, badacze i popularyzatorzy yōkai [2] lokują w epoce Edo. Opisywana jako piękna i groźna zarazem, czasem wiązana z lisimi sztuczkami (kitsune) i karą za zdradę czy zazdrość. W ikonografii utrwalił się wizerunek kobiety z zasłoniętą połową twarzy (chustą lub we współczesnych wersjach maseczką), która niesie nożyce lub nóż i zaczepia przechodniów pytaniem: „Watashi, kirei?” („Czy jestem piękna?”). Jeśli odpowiesz „nie” zabija, jeśli „tak”, zdejmuje maskę, odsłaniając straszliwy uśmiech. Po czym pyta ponownie a nieostrożna odpowiedź kończy się śmiercią albo oszpeceniem ofiary na własne podobieństwo. Motyw pytania-pułapki i rekwizytów (maska, nożyce) należy do kanonu tej legendy.
Kompendium strachu: „Uśmiech aż po uszy”, Kuchisake-onna , vol. 27
Decydujący dla kariery Kuchisake-onny był jednak moment ogólnokrajowej fali pogłosek w latach 1978–1979. Plotka powstała m.in. w prefekturze Gifu i szybko wzmacniana przez szkolne łańcuszki oraz media, przerodziła się w lokalne paniki. W niektórych miastach policja wystawiała patrole, a dzieci wracały ze szkół pod opieką dorosłych. Badacz folkloru Michael Dylan Foster pokazał, że ówczesne magazyny kobiece i przemysł piękna dołożyły do legendy warstwę niepokoju związanego z wyglądem i normami urody. Dlatego wątkiem przewodnim stało się „Czy jestem ładna?”, pytanie świetnie uderzające w społeczne obsesje późnych lat 70. 
Kompendium strachu: „Uśmiech aż po uszy”, Kuchisake-onna , vol. 27
Jak wiele legend miejskich, ta również wykształciła sposoby ocalenia. Wymijające odpowiedzi („tak sobie”), odwrócenie uwagi drobnymi monetami lub cukierkami, trzykrotne wypowiedzenie słowa pomade (nazwa brylantyny), a nawet narysowanie na dłoni znaku pies (jap. 犬). Absurd tych praktyk bywa celowy: to dziecięce hacki przeciw figurze strachu, które same w sobie napędzają dalsze opowiadanie historii. W 1979 r. prasa donosiła nawet o zatrzymaniu młodej kobiety w Himeji, przebranej za Kuchisake-onnę z nożem  przypadek, który tylko dolał oliwy do ognia, bo medialne „ucieleśnienie” plotki rzadko legendę ucisza. W literaturze przedmiotu Kuchisake-onna stała się emblematem współczesnej legendy (contemporary legend). Foster analizuje jej trajektorię od ustnej pogłoski po produkt kultury masowej, pokazując, jak splatają się lęki, przyjemność strachu i komercjalizacja grozy. 
Kompendium strachu: „Uśmiech aż po uszy”, Kuchisake-onna , vol. 27
Kuchisake-onna żyje dziś także w kinie i narracjach popularnych. Film Carved: The Slit-Mouthed Woman (2007) Kōjiego Shiraishiego ugruntował globalny obraz zjawy. Chirurgiczna maska, nożyce, pytanie-pułapka a krytycy i badacze odczytują tę wersję przez pryzmat przemocy wobec dzieci, kobiet jak i samego macierzyństwa. Sam reżyser w wywiadach mówił o balansowaniu między odpowiedzialnością za legendę a rzemiosłem grozy. Nowsze interpretacje podkreślają, jak film wykorzystuje miejską opowieść do komentarza społecznego.
Kompendium strachu: „Uśmiech aż po uszy”, Kuchisake-onna , vol. 27
[1] W japońskim folklorze dusza zmarłej osoby (często kobiety), która wraca, by pomścić krzywdę. Powoduje nieszczęścia, choroby, zgony, dopóki nie zostanie przebłagana.

[2] Szeroka kategoria nadnaturalnych istot i zjawisk w Japonii. Od demonów i potworów po psotne duchy oraz dziwy natury.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
5
„Niesie w worku kości i nie pyta o drogę,
liczy kroki za tych, co przeliczyli własne.
To, co zdaje się dalekie, już stoi u progu,
a cisza po gwiździe zna ścieżkę do każdego domu.”

- epigraf inspirowany folklorem Kolumbii i Wenezueli 
El Silbón (pol. Gwizdacz) z llanos  to jedna z najsłynniejszych postaci grozy folkloru równin Llanos we Wenezueli i we wschodniej Kolumbii. To duch młodzieńca, który zamordował własnego ojca i za karę został przeklęty, by wiecznie wędrować z workiem pełnym ojcowskich kości i straszyć ludzi przeraźliwym gwizdem. Najczęściej za kolebkę tej opowieści podaje się okolice Guanarito w stanie Portuguesa.
Kompendium strachu: „Nocny gwizd na równinach”, El Silbón, vol. 26
W rdzeniowej, wenezuelskiej wersji legendy rozpuszczony i pijany chłopak domaga się na kolację jeleniny. Gdy ojciec wraca z polowania z pustymi rękami, syn zabija go, wypruwa wnętrzności, a matkę omamia, by je ugotowała. Starszy mężczyzna z rodu, zazwyczaj dziadek albo inny opiekun wymierza chłopakowi chłostę. Rany polewa alkoholem i papryką, każe nieść kości ojca w worku i puszcza go na zatracenie. Od tej pory „zatracona dusza” przemierza równiny, przedstawiana jako bardzo wysoki, chudy mężczyzna w szerokim kapeluszu, z ciężkim workiem kości na plecach.
Kompendium strachu: „Nocny gwizd na równinach”, El Silbón, vol. 26
Znakiem rozpoznawczym El Silbóna jest niepokojący gwizd, przypominający pasaże gamy „do–re–mi–fa–sol–la–si”, który ślizga się w górę i w dół. W ludowej wiedzy ma on paradoksalną akustykę: gdy słychać go blisko, duch jest daleko, a gdy dochodzi z oddali  stoi już bardzo blisko. Sam dźwięk bywa traktowany jako omen śmierci. W licznych przekazach „Gwizdacz” poluje przede wszystkim na pijaków i kobieciarzy, niekiedy wysysając z nich „alkoholizowaną” krew przez pępek, a kiedy indziej po prostu zapowiada zgon kogoś z okolicy. Jako środki obronne wymienia się bat (látigo), bardzo ostrą paprykę (ají) i towarzystwo psa, którego szczekanie ma go odpędzać. Pomaga też modlitwa wypowiedziana bez lęku.
Kompendium strachu: „Nocny gwizd na równinach”, El Silbón, vol. 26
Legenda funkcjonuje przede wszystkim w Wenezueli (Portuguesa i  llanos) oraz w kolumbijskich Llanos Orientales. W wersjach z Kolumbii mocniej wybrzmiewa motyw samotności ducha, który gwizdem próbuje zwabić towarzysza. Spotyka się też warianty, w których barwa gwizdu przepowiada śmierć: niski ton dla mężczyzny, wysoki dla kobiety.

W literaturze i opracowaniach etnograficznych El Silbón odczytywany bywa jako przestroga moralna przed przemocą domową, pijaństwem i rozwiązłością, jako uosobienie winy i nieukojonego sumienia. Postać przeniknęła do antologii i słowników legend. Badania regionalne oraz relacje z Portuguesa pokazują, jak współczesne wyobrażenia Gwizdacza  splatają się z realiami życia na równinach. W zbiorowej pamięci Ameryki Południowej El Silbón pozostaje więc jednocześnie karą za parricydę (z łac. parricida- rodzicobójstwo), nocnym upiorem występków i dźwiękiem granicznym między światem żywych a ciężarem winy, której nie sposób uciszyć.
Kompendium strachu: „Nocny gwizd na równinach”, El Silbón, vol. 26
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
8
„Najstraszniejsze dla Tammiego było to, że potwór nie miał skóry. Jej całkowity brak potęgował grozę nagiego ciała. Czerwona, żywa tkanka, w której krew czarna jak smoła płynęła żółtymi żyłami, a wielkie białe ścięgna, grube jak uwiąz koński, wiły się i napinały przy każdym ruchu.” 

- cytat z Folklore Scotland na podstawie W. Trailla Dennisona 
Nuckelavee  (fon. pol. na-ke-LA-wi) to jeden z najstraszliwszych demonów folkloru Orkadów. Morska istota, która na lądzie przybiera postać jakby zlanego z rumakiem jeźdźca. Ludzkie, bezskórny tors i ręce wyrastają z końskiego grzbietu. Wszystko to zlewało się w koszmarną, lecz żywą anatomią: żółte żyły, białe ścięgna, czarna krew. Jego oddech miał parzyć rośliny, truć bydło i niszczyć pola. Winą za posuchy, zarazy i nagłe pomory często obarczano właśnie jego. W przeciwieństwie do słodkowodnych kelpii, Nuckelavee jest duchem morskim, ale nie znosi świeżej wody. Przed pogonią można uciec, przeskakując strumień lub w czasie deszczu. Nadto Mither o’ the Sea (Matka Morza) więzi go przez letnie miesiące i dopiero jesienią, gdy jej siła słabnie, bestia ma znów wychodzić na ląd. Tak szkicują go  podania porównywane przez folklorystów do skandynawskiego nøkk oraz do nuggla z Szetlandów.
Kompendium strachu: „Bezskórny diabeł z Orkadów  ”, Nuckelavee, vol. 22
Najbardziej wpływowy, dziewiętnastowieczny zapis dał Walter Traill Dennison, który wydobył od wyspiarza zwanego Tammasem „jedyny naoczny opis”. Potwór był całkiem bez skóry, z końskiego łba zionęły opary, a jedno ogromne czerwone oko paliło jak płomień. Ludzkie ręce były tak długie, że sięgały ziemi. W wielu wersjach pojawiają się też płetwiaste końskie nogi. Ten właśnie obraz, bezskórnej postaci utrwaliły późniejsze kompendia. Katharine Briggs nazwała Nuckelavee najohydniejszą istotą północnych wysp, a Ernest W. Marwick umieścił go wśród najbardziej lękowych figur Orkadów. Folklor tłumaczył nim: posuchę, choroby bydła, a nawet kłopoty przy wypalaniu wodorostów (kelpu), które bywało robotą przymusową i niebezpieczną. W najnowszych badaniach podkreśla się, że opowieść o demonie nienawidzącym dymu z kelpu mogła być ludową „skargą” na ten system i jego skutki. Jak wiele morskich straszydeł, Nuckelavee był zarazem przestrogą praktyczną i moralną.
Kompendium strachu: „Bezskórny diabeł z Orkadów  ”, Nuckelavee, vol. 22
W literaturze rozumianej szeroko, od zbiorów podań po eseje i nowoczesne retellingi, Nuckelavee funkcjonuje jako emblemat „orkadzkiej grozy”. Dennisonowską relację streszczają opracowania i portale folklorystyczne; słowniki Briggs niezmiennie cytują go jako „najgorszego z najgorszych”. Marwick wkłada go w szerszy kontekst nordycko-celtyckich wodnych demonów. Współczesne popularne ujęcia, artykuły i adaptacje (od blogów folklorystycznych po popularyzatorskie szkice) powtarzają rdzeń jego mitu.
Kompendium strachu: „Bezskórny diabeł z Orkadów  ”, Nuckelavee, vol. 22
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.090714931488037