4
Mój Stary to Fanatyk Wędlin. W sumie to nie aż tak źle, ale do czasu, jednak zacznijmy od początku. Życie na wsi od zawsze wiązało z pracą ze zwierzętami; krowami, owcami, królikami, kurami, gęsiami, do wyboru, do koloru. Zawsze pod jesień zabiło się jakie zwierze by zaopatrzyć się w lepszej jakości mięso nieskażone antybiotykami i innymi odżywkami (To znaczy było ale nie w przemysłowych ilościach). Najczęściej po prostu żeberka, polędwice i podroby się brało i wsadzało do zamrażarki na czas, kiedy będzie potrzebne. Część jednak zawsze przerabialiśmy na wędliny, zamiast kupować u okolicznego rzeźnika, czy sklepu. Z rana brało się te szafliki pełne najlepszych części mięsa oraz tłuszczy i flaków i robiło się co się chciało. Ojciec zawsze miał smykałkę do tego typu rzeczy. Gdy miał wolne jechał z mięsiwem do wujka i robili. Sam gdy miałem wolne też mnie brał ze sobą i uczył sławetnej sztuki. W dłuższy czas wszystko wydawało się być jak najbardziej normalne, lecz potem zauważaliśmy, że ojciec coraz więcej czasu spędza w internetach oglądając filmiki o przyrządzaniu kiełbas, szynek schabów i boczków. Wtedy to się zaczęło. Ojciec traktował wędliniarstwo jakoby hobby robione od czasu do czasu, jednak wszystko się zmieniło, gdy przeszedł na emeryturę.  Zaczął coraz częściej przywozić do domu coraz to większą ilość mięsa od rzeźnika i praktycznie kiedy tylko nie był w pracy robił kolejne wędliny zapychając lodówkę mięsnymi wyrobami. Nie narzekaliśmy, bo wędliny starego zawsze smakowały, tylko problemem było to, że było ich ponad programowo i trudno było wszystko zjeść zanim straciło termin przydatności. Potem słychać było tylko "Kur... Czemu nie jecie szynek, których wam narobiłem!". Przez pewien czas praktycznie każdy posiłek musiał zawierać wędlinę. Na śniadanie, na obiad i na kolację musiała być jakaś wędlina, lub mięso. Po za piątkiem oczywiście, który stał się znienawidzonym dniem ojca jak i zresztą inne dni postne. Rodzina katolicka, więc umyślnie nie ośmieliłaby się spożyć mięsnego posiłku. Ojciec nie bał się Boga, lecz swojej matki, która broniła cnót swojej rodziny, trzymając miotłę nad naszymi głowami. Ojciec jednak, jak to ojciec zawsze coś wymyślił. Znalazł mały kruczek prawny uznawany nawet przez babcię. Na ratunek przyszedł boczek. Jako że boczek głównie składa się z tłuszczu to naturalnie ojciec wcinał ile tylko mógł, lecz nadal brakowało mu białka odzwierzęcego, wiec z utęsknieniem wyczekiwał soboty. Z czasem obsesja ojca na punkcie mięs i innych wyrobów zwierzęcych wchodziła na kolejny i kolejny level. Zaczął poznawać coraz to nowsze rodzaje szynek, kiełbas i innych podrobów, aż w końcu stał się on chodzącą encyklopedią wędlin, który wymieni ci wszystkie znane wyroby wędliniarskie świata, wszelkie różnice między nimi a nawet historie i zacznie bredzić jeszcze o jakichś wędliniarskich teoriach spiskowych na temat pochodzenia czy nawet pierdułkowate anegdoty, ale to było nic. Ciotka, siostra matuli, od lat miała awersję do mięsa, będąc zapaloną wegetarianką, czyli praktycznie antytezą starego. Ciocia wraz z mężem i dwiema córkami przyjechali do nas na Wielkanoc. 
Ogółem relację z tą rodziną zawsze były dość niejednoznaczne, ale czego można było się spodziewać między dwoma światami, nami, prawilnymi wsiokami z Polski B a wielmożnymi Warszawiakami(nawet nie Warszawiaki, tylko przyjezdni,ale mniejsza o to). Zawsze dochodziło do tarć kulturowych i ostrych wymian zdań, a jak na stół wchodził samogon, to imba była murowana, ale to co się stało w tamtą Wielkanoc to było coś nowego. Wszyscy siedzimy przy stole. Babcia z siostrą ojca podają talerze z żurkiem, a potem wchodzi ojciec niosąc świeżo ugotowaną białą kiełbasę, którą natychmiast zaczął rozdawać każdemu do zabielanego barszczu. W końcu przyszła kolej ciotki wegetarianki, która natychmiast odsunęła talerz i powiedziała, że potrzeba, bo wzięła i zrobiła swoje, vegatariańskie parówko-kiełbaski z jakiegoś swojego osiedlowego vege shopu. I wtedy się zaczęło. Twarz ojca wykrzywiła się w największym grymasie jaki kiedykolwiek widzieliśmy, a potem przybrała barwy najgłębszych odcienie czerwieni. Sam nawet przysiągłbym, że słyszałem dźwięk gwizdający w czajniku, jakby woda wręcz kipiała. Ojciec cisnął tacę z kiełbasą na wolne miejsce i wyszedł tupiącym krokiem do kuchni. Wszyscy patrzyliśmy po sobie aż w końcu spojrzeliśmy na ciotkę, która z błogą niewiedzą nie miała pojęcia co tu się odwaliło. Mozę wtedy by uniknęła tego co miało nastąpić. Z kuchni wybiegł ojciec  trzymający w lewym ręku pęto kiełbasy, a w prawej dzierżył w górze Pismo Święte z podpisem Żółtego Papieża. Rzucił się na ciotkę bijąc ją kiełbasą, którą używał niczym bicza wyzywając od antychrystów no i co chwila mówiąc jakaś sentencję po łacinie robiąc jakieś  egzorcyzmy czy inny pierun. Wujek natychmiast rzucił się na ratunek małżonce, jednak nie miał żadnych szans z furią ostro wnerwionego starego, który jednym ciosem na głowę kiełbasą jałowcową znokautował wujak by wrócić do okładania leżącej na podłodze niewiernej wegetarianki. Kuzynki też chciały jakoś zareagować, ale z bratem i kuzynem je przytrzymaliśmy mając beke z tej sytuacji, która miała siew końcu skończyć, gdy w końcu do rozróby dołączyła się matka uzbrojona w miotłę skutecznie neutralizując swojego męża, który w podskokach uciekł do kuchni. A ja z bratem i kuzynem nadal cisnęliśmy bekę z tej sytuacji. Po wszystkim cała noc słychać było imbę między starymi zakończoną banicja ojca do salony na kanapę na której miał spędzić najbliższe pół roku. Wszyscy myśleliśmy, że obsesja ojca w końcu trochę przystopuje. Jak bardzo się myliliśmy.
Po zakończeniu banicji i powrocie na łoże małżeńskie, pierwszej nocy, kiedy była pełnia księżyca co oznacza nieprzespana noc. W tą właśnie noc usłyszałem czyjeś kroki. Uznałem, że to pewnie stary poszedł albo do kibla albo do lodówki ukroić sobie kawałek wieprzowo-baraniej kiełbasy, lecz tedy usłyszałem jeszcze jak idzie do kotłowni. Pomyślałem, że to głód nikotynowy go woła na szluga, ale nie, ponieważ znowu usłyszałem kolejne drzwi na pole. Mój pokój był nad owym wyjściem, więc podszedłem do okna. Jak wspomniałem była pełnia, a więc nieco więcej można było widać. Widziałem jak stary po kryjomu idzie w jakimś płaszczu do wędzarni. Następnego dnia miałem jednak ważne sprawy do załatwienia, więc to zignorowałem. Kilka dni później znowu nie mogłem zasnąć i sytuacja się powtórzyła. Następnego dnia miałem wolne, więc tym razem postanowiłem przeprowadzić małe dochodzenie. Śledziłem ojca do jego wędzarni. Ku mojemu szczęściu nie zamknął za sobą drzwiczek więc wstępnie mogłem zajrzeć do środka a tam… nic. Wędzarnia pusta, jak mózg typowego Sebixa, nawet nie było wędlin, które zawsze tam były. Wszedłem do środka i zacząłem się rozglądać szukać czegokolwiek domyślając się, że jest tu jakieś tajne przejście, gdy wtedy widzę jak jeden z kijów do zawieszania kiełbasy został krzywo włożony, więc go natychmiast go poprawiłem. Odruch po tym całym czasie wędzenia z fanatykiem wędlin. Wtedy nagle podłoga pode mną się szybko zapadła a ja spadłem na ryj na coś ala zjeżdżalnia którą zacząłem zjeżdżać na dół, aż nareszcie spadłem, ponownie na ryj, na miękki materac, ale żeby nie było za kolorowo, był to ten stary gnijący materac, którego stara nie wyciepała za drogę dla cyganów, którzy odwiedzają wieś do rok. Tak czy siak, wstałem z materaca by zamrzeć w bezruchu widząc TO. Wielka cholerna świątynia ustępująca jedynie Ołtarzowi Najświętszej panienki na Jasnej Górze, zrobiony z kiełbasy, salcesonu i ogólnie wszelkich podrobów, a na ołtarzu to, największa szynka jaką widziałem w życiu, a zastrzegam, że w moim życiu wiedziałem nie jeden kawałek mięsa podczas polowań ojca w Lidlu. Największa szynka świata, a przed nią ON. Ojciec w swoim habicie z worka po kartoflach z poprzypinanymi foliach po rzeczonej szynce, który odprawia jakieś rytuały rodem z jakiejś amerykańskiej sekty bredząc w języku około łacińskim do gawiedzi ubranej w szaty rzeźników  z foliami po wędlinach z lidlowskich promocji kłaniając się majestatowi szynki, gdy wtedy Ojciec dostrzega mnie kątem oka, a za jego wzrokiem inne oczy błyszczące w cieniu folii spogląda na mnie. Ja obsrany zaczynam próbować uciekać po tej bieda zjeżdżalni na górę, ale nic z tego, zawsze wracam do punktu wyjścia. Ja nadal próbuję i próbuję uciec, na górę a wściekła tłuszcza coraz bliżej i bliżej. W końcu ktoś mnie łapie. Ja odwracam głowę. No i się po prostu budzę.
Spoglądam na twarz moje żony , która śpi smacznie w najlepsze. A mój brzuch burczy i skręca się niemiłosiernie. To jedna z tych nocy. Uwalniam się z miękkiego objęcia i wychodzę z łóżka. Schodzę do kuchni. Mój cel, lodówka. Otwieram lodówkę i szukam czegokolwiek treściwego do jedzenia. W środku pęto kiełbasy. Biorę pęto zmielonego mięsa z sadłem i przypominam sobie ostatnie słowa Ojca, jakie pamiętam:
„Kiełbasa to nie byle wędlina synku. Kiełbasa to życie.”
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
33
Dwie noce biwaku połączonego z wędkowaniem- jezioro pod zaborem pzw, polodowcowe, 57 ha powierzchni, 24,5m w głęboczku, ukształtowanie typu 'lej po bombie', oligotrof eutrofizujący się, otoczone lasami państwowymi z zakazem wjazdu do lasy i biwakowania- dlatego wjechałem samochodem do lasu i biwakowałem. Przed zasiadką nie było nęcone. Jedna wędka zarzucona na 4 m głębokości, druga na 6,7 m- jedna ryba z płytszego miejsca 16,2 kg i dwie z głębszego 14 kg oraz moje nowe pb 24,6 kg. 
Czasami po prostu potrzebuję wyjść z piwnicy komfortu
Czasami po prostu potrzebuję wyjść z piwnicy komfortu
Czasami po prostu potrzebuję wyjść z piwnicy komfortu
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
6
Fanatyk boczku
Mój stary jest fanatykiem wędzonego boczku


Mój stary jest fanatykiem wędzonego boczku. Od kiedy trzy lata temu wszedł na keto, to już kompletnie mu odjebało. W lodówce nie ma nic poza boczkiem, masłem i śmietaną 36%. Chleb? Nie istnieje. Makaron? „To trucizna, synu, gluten to wymysł diabła.” – rzucił mi kiedyś przez zęby, gryząc surowy plaster boczku jak chipsa.

Wędzi ten boczek sam. W piwnicy mamy całą instalację zrobioną 
z beczki po oleju opałowym i suszarki do włosów. Sąsiedzi myślą, że prowadzimy nielegalną wędzarnię przemysłową. Gdy w zeszłym roku przyszli z gminy, bo ktoś zgłosił podejrzane dymy, mój ojciec przyjął ich w fartuchu z napisem 
"Keep calm and bacon on" i zapytał, czy chcą spróbować „prawdziwego mięsa”.

Codziennie rano je boczek na śniadanie. Boczek z jajkiem. Boczek z awokado. Boczek zawinięty w boczek. Nawet lód do whisky robi z tłuszczu z boczku — zamraża smalec w foremkach do kostek. Mówi, że to „męska esencja”.

Pewnego dnia matka wróciła z zakupów z margaryną. Myślałem, że ją z domu wyrzuci. Powiedział tylko:
– W tej rodzinie nie ma miejsca na roślinnych zdrajców.
I wyrzucił margarynę przez balkon. Na trzecim piętrze. Trafiła 
w jakiegoś gościa z Uber Eats. Dostał żółtą plamą w czapkę 
i myślał, że to atak chemiczny.

W weekendy stary wędkuje. Ale nie po to, żeby ryby łapać. Tylko żeby mieć powód, żeby siedzieć 10 godzin nad jeziorem z grillem turystycznym i robić boczek na wolnym ogniu. Ostatnio nie złapał nic, ale i tak powiedział:
– Najważniejsze, że boczek się udał.

Ma swoją grupę na Facebooku: "Ketowędzarze RP", gdzie ludzie dzielą się zdjęciami bekonu i przepisami na keto-tiramisu 
z boczkiem zamiast biszkoptów. Raz zbanował typa, bo użył papryki w przepisie. Powiedział, że „warzywa to węglowodanowy zamach stanu”.

Nie da się z nim normalnie pogadać. Ostatnio zapytałem, co sądzi o kryzysie na rynku nieruchomości, to powiedział:
– Ja tam inwestuję w boczek. Trzyma wartość i smakuje jak złoto.

Wieczorami odpala sobie „Whisky & Bacon Hour” – taki swój własny rytuał. Siedzi w fotelu, obok szklanka Jasia Wędrowniczka 
z tłuszczową kostką, w ręce łopatka do boczku, a na głośnikach leci disco polo. Kiedyś spróbowałem się zaśmiać, to kazał mi iść spać na głodniaka, żebym zrozumiał wartość tłuszczu.

Podobno planuje sobie zrobić tatuaż z napisem „97% tłuszczu, 3% człowiek”. I wiecie co? Ja mu nawet wierzę.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
24
Biczowanie wody za okoniem, okoni setka, ale w rozmiarze do 15 cm, lecz prwadziwy łowca nigdy się nie poddaje, po kilku godzinach, gdy kręgosłupa ni nóg już nie czułem, aż tu nagle i niespodziewanie, tak jakby sama pani prezes PZW się do mnie uśmiechnęła, a czerwona gwiazda zbrodniczej gospodarki rybackiej zaświeciła nad moją głową mocniej, poczułem na kiju potężne branie, po intensywnym cholu na wędce do 5g, w mych rękach ląduje zdobycz godna komunistycznej myśli zarządzania łowiskami, w myślach miałem tylko "czy aby mam w domu olej i mąkę?", przykładam szczupaka do miarki która pokazuje 53cm, do wymiaru brakuje 2cm, niewiele, świdnicka szkoła mięsiarstwa uczy żeby w takich sytuacjach rozdeptać głowę ryby piętą, wtedy ponoć może zyskać nawet 5cm na dlugości, ale nie jestem ze świdnika, a tak w ogóle to nigdy nie zabijam złowionych szczupaków, nie jestem mięsiarzem skrzywdzonym komunistycznymi ideologiami
Brodząc brzegiem jeziora
A poza tym uważam że pzw irś i wody polskie powinny zostać zniszczone 
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
17
-Bądź facetem lvl 57
- mieszkasz z córką 15lvl i synem 20 lvl oraz żoną w bloku z wielkiej płyty w mieszkaniu 60 metrów kwadratowych 
- pracujesz w warsztacie PKP, dzieci nie pracują 
- twój syn nazbierał hajsu po rodzinie i spełnił marzenie
- kupił spawarkę elktrodową
- dumny tata.exe
-Nie zastanawiasz się gdzie ten kretyn będzie spawał i co
- tymczasem on już obiecał babci kwietnik na balkon 
- zaczyna spawać w swoim pokoju
- wkurwiasz się i usiłujesz temu zaniechać 
- w piwnicy jest zakaz podejmowania takich prac więc idziecie na balkonie pomagasz mu
- syn zamawia szlifierkę przez internet 
- pewnego dnia o godzinę 23 wracasz z pracy 
- na klatce jebie metalem od samego wejścia a Ty mieszkasz na trzecim piętrze 
- spod drzwi twojego mieszkania wydobywa się dym 
- co se sje dieje zjom
- wchodzisz a żona w kuchni oparta o blat stołu chowa z bezradności twarz w dłoniach 
- córka zabunkrowana w swoim pokoju 
- chata pełna dymu a na środku salonu leży potężna metalowa poręcz na schody 
- co tu się kurwa odpierdala 
- młody z dumą oznajmia, że dostał zlecenie od ojca swojego kolegi na wykonanie poręczy schodowej
- patrzysz na tego debila z rezygnacją 
- wracasz do kuchni i pytasz starej co to kurwa jest
- stara drze mordę, że ten pierdolony debil postanowił w salonie spawać poręcz bo na balkonie mu się nie zmieści. Od rana spawa, napierdala młotkiem, tnie i szlifuje. Jako zabezpieczenie położył jedną wąska deskę na podłogę, która na chuj się zdała. 
- dopóki elementy były małe to szlifował je w łazience 
- biegniesz do salonu obadać straty
- dywan, fotele, parkiet, regał i telewizor z wtopionymi kawałkami odprysków 
- matryce telewizora chuj strzelił a w całym salonie na każdym możliwym zakamarku leży metalowy pył ze szlifierki
- ciśnienie 200/120
- wchodzisz do łazienki 
- wszędzie pełno opiłków i kawałków metalu
- brodzik w wcięciem na wylot na środku bo debil przecinał tam profil i zajebał przez brodzik 
- wkurw.exe
- wpadasz do salonu i łapiesz gówniarza za szmaty podnosząc go do góry
- trzymając twarz przy jego twarzy drzesz pizde tak, że całe osiedlce słyszy 
- co ty kurwa debilu zrobiłeś z mojego mieszkania. Wszystko zniszczyłeś idioto 
- tate nie denerwuj się, wezmę za to pięć tysięcy to Ci odkupie wszystko 
- i kurwa będziesz robił po to żeby odkupowac co zniszczysz debilu?
- wychodzisz na balkon bo zaraz ci żyłka jebnie
- na trawniku pod balkonem ani żywej duszy
- wbiegasz do domu, chwytasz spawarkę i wypierdalasz ją przez balkon
- dalej drzesz pizde
- koniec kurwa spawania masz 10 min żeby te chujowstwo zabrać z tego mieszkania i posprzątać ten pierdolnik bo cię zajebie kurwa debilu 
- młody bez słowa zabiera się za poręcz a ty idziesz do kuchni gdzie stara w między czasie zaparzyła ci melodii
- nerwy puszczają a głowę wypełniają myśli, że młody chciał dobrze, że może mu nie wyszło ale zawsze coś zrobił 
- może za ostro zareagowałem 
- chuj jak weźmie te 5 tysięcy niech wynajmie jakiś garaż i tam robi
- może będą ludzie z niego 
- nagle wchodzi syn do kuchni a na jego twarzy maluje się bezradność z przerażeniem 
- tatę bo ja chciałem wynieść tą poręcz ale ona mi się w drzwiach nie mieści 
- patrzysz na niego, potem na starą, potem na niego i udajesz, że nie słyszałeś. 
- tępo patrząc w podłogę siorbiesz gorącą melisę 
- po chwili rzucasz krótki komunikat
- idę spać, do rana ma być cisza
- nie wykąpany, trochę głodny i zmęczony kładziesz się z nadzieją, że gdy się obudzisz to wszystko się skończy i okaże się snem.
- on nie może być tak głupi wzdychasz z nadzieją i zasypiasz
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.075524091720581