27
Pełen zafascynowania wpakowałem się do tego salonu, żeby zobaczyć, na czym to wszystko polega.
Ceny też nie są jakoś specjalnie wygórowane — jak widać powyżej. W sumie powiedziałbym, że w Tokio ceny mieli takie same.
W takich salonach można spotkać każdy możliwy rodzaj człowieka: poczynając od licealistek, przechodząc przez salarymanów (oj, ci są pojebani, ale o tym przy okazji danych sytuacji), normalnych ludzi, czy pojebów, co stoją nad jedną maszyną i wyławiają wszystko, co w niej jest, co grę.
I tak, przechadzając się po piętrze, przyfilowałem typka, co w 12 chwytach wyciągnął 9 miśków — i to takich dość sporawych (jebaniutki).
Pełen zmotywowania stwierdziłem, że muszę spróbować, w szczególności po tym, jak wypatrzyłem figurkę z Hatsune Miku, która wzbudziła we mnie chęć posiadania jej.
I powiem Wam tak:
Oto historia jak stracić 2000 jenów
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Po ujrzeniu tego cacka stwierdziłem, że podejmę się zadania. Jakoś nigdy nie miałem okazji grać w tego typu gry u nas — powiedzmy sobie, że cena 5 PLN za grę zawsze mnie skutecznie odstraszała.
Przysiadłem do tego i zacząłem kombinować, jak to unieść, żeby spadło pomiędzy tymi beleczkami.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Po pierwszym uniesieniu załapałem mniej więcej, jak to złapać. No to lecimy: pierwsze, drugie, trzecie złapanie i myyyk!
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Myślę sobie: kurdebele, ale sztos jestem, prawie w domu! :D
Ja już wtedy widziałem, jak z nią wychodzę i i i i... i co?
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
I wyszło jak zawsze — po przepaleniu 2000 jenów na grę dałem sobie spokój.
Te gry są straszne :<
Zmieszany, ale zadowolony, wyszedłem z budynku i kontynuowałem swoje tułanie się po mieście.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Przechadzając się uroczymi, wąskimi uliczkami, zacząłem zauważać coś, na co wcześniej nie zwracałem uwagi. Idąc ulicą, pojedyncze osoby na mój widok zaczęły przechodzić na drugą stronę drogi, mijały mnie i wracały z powrotem na swoją pierwotną trasę. Było to dziwne uczucie. To był też moment, kiedy uświadomiłem sobie: no tak, to ja tutaj jestem obcy — mają całkowite prawo do takiej reakcji.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
To był też pierwszy raz, kiedy wpadłem na bardzo specyficzną sieciówkę sklepów, która trochę rozbiła mi głowę tym, co oferowała.
Hard-Off to sieć sklepów oferująca rzeczy używane w naprawdę przystępnych cenach. Każdy z tych sklepów jest podobny w ułożeniu, niektóre oferują trochę więcej, np. bazują swój asortyment na książkach, tj. Book-Off, albo na przedmiotach hobbistycznych (figurki, instrumenty muzyczne etc.) Hobby-Off.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Trochę więcej napiszę o tym w rozdziałach z Tokio, jednak wracając — po wejściu zaświeciły się moje żydowskie pięciozłotówki w oczach, sklepy oferują używaną elektronikę w bajecznie śmiesznych cenach.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
I idąc od tak można spotkać naprawdę białe kruki.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Dla małego wyjaśnienia:
 Na czerwono oznaczone są przedmioty w pełni sprawne.
 Na zielono — uszkodzone. Oczywiście, w opisach na metkach jest dokładnie opisane, w jaki sposób dany przedmiot jest uszkodzony.
Genialna sprawa — np. w tym PSX był padnięty dysk. Chciałem go zabrać ze sobą, ale heh... waga, nie tym razem.
Płyty z muzyką są tanie, średnio za płytę w stanie mint płaci się około 300–500 jenów (zebrałem tak całą dyskografię RHCP!!! xd, mogę teraz szpanować japońskimi wydaniami).
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Mając z tyłu głowy, że muszę w końcu zrobić pranie, bo ile można przewracać majty na drugą stronę, ruszyłem do hotelu, zapakowałem wszystko do plecaka i ruszyłem w drogę.

To był moment, w którym znowu doświadczyłem rasizmu ze strony tubylców. Czy jest to negatywne? Może — ja nie mam do nich o to żalu, jestem tam obcy. Jednakże jest to ciekawe — doświadczyć tego, o czym każdy tak u nas płacze na własnej skórze.
Po dojściu na przejście dla pieszych zauważyłem jedną śmieszną rzecz. Stojąc przy pasach, ludzie, którzy zaczęli dochodzić przede mną na miejsce, czekali dosłownie 5 metrów od przejścia, z dala ode mnie. Zapaliło się zielone światło i jak gdyby nigdy nic ruszyli na pasy.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Mimo nocy, idąc słabo oświetlonymi, bocznymi uliczkami do wyspotkowanej pralni na monety (lokalnie nazywanej coin laundry), człowiek nie czuje tego dyskomfortu, jaki np. ma się, idąc nocą między blokami na osiedlu Centrum A na Nowej Hucie w Krakowie XD.
Po dotarciu na miejsce wpakowałem rzeczy do pralki i rozmieściłem się na krzesłach w poczekalni na najbliższą godzinę i trzydzieści minut — tyle zajęło pranie z suszeniem (i tak nie miałem gdzie łazić, bo było już po 23; już tłumaczę — Nagano pod względem społecznym umiera po 22, robi się na ulicy pustooo).
Ceny też nie są jakoś specjalnie wygórowane — za całość prania z suszeniem i detergent nie zapłaciłem więcej niż 800 jenów.
Te ich poczekalnie są mega dobrze wyposażone w gazety, mangi i książki, ja zabrałem się wtedy za czytanie novelki.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
W pewnym momencie dołączył do mnie (chyba) młody Japończyk.
Jakoś to wtedy olałem, ale chłopak usiadł na drugiej ławce, jak najdalej się dało. Przez tę godzinę trzydzieści minut dołączyły do nas jeszcze trzy osoby. W pewnym momencie się skapnąłem, że wszyscy Japończycy siedzieli na jednej ławce, zdala ode mnie.
Heh, trochę mi się smutno zrobiło, ale cóż — życie xd.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
W drodze powrotnej przypomniałem sobie bardzo ważną rzecz, którą kiedyś zasłyszałem: „Że w Japonii po zgubieniu czegoś jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że się to odnajdzie, bo nikt tego nie zabierze.” — w sumie stwierdziłem, że i tak chcę jechać do miejsca, do którego, żeby dojechać, trzeba przez Hakubę przejechać, więc czemu nie — może uda się odzyskać obiektyw.
To jest Plan :D
W drodze powrotnej zahaczyłem jeszcze o konbini i kontynuowałem testowanie lokalnych lodów. Kurde, jakbym mógł wybrać jakąś pierdołowatą rzecz, którą chciałbym mieć w Polsce z Japonii, poza automatami, to są właśnie lody.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
To jest pierwszy taki bardziej opisujący lokalne życie post oczami turysty, mam nadzieję, że spełniło to w pewnym stopniu oczekiwania o opisach takich prozaicznych rzeczy, jak to wygląda na miejscu. Będę chciał zacząć wplatać w tekst więcej takich smaczków.

Jeżeli coś zmaściłem — przepraszam, uczę się w sumie na bieżąco szyć tego typu teksty, mam nadzieję, że spełniają wasze oczekiwania. Ponadto, jak pisałem, coś ostatnie kilka dni mam taką siekę w pracy, że ciężko było złapać chwilę, by coś uszyć.
Przepraszam za jakość niektórych zdjęć. Część z nich jest zrobiona telefonem, a inna część aparatem, mam nadzieję, że nie są zbyt tragiczne.
Kłaniam się nisko!

Łooo znów potworka naszyłem XD 
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
16
Cześć i czołem,

Jednak bycie dorosłym zajmuje trochę więcej czasu, niż przypuszczałem – szczególnie ostatnio – ale wracam z powrotem do pisania. W sumie sporo tego jeszcze zostało.
Pierwsze wyjście na miasto to było coś. Zaczęło się od zwykłego spaceru po powrocie – ot, poszukać jakichś przecen na sprzęt narciarski ((takie moje zboczenie). Z tego wyjazdu upolowałem zajebiste gogle narciarskie :D)
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Niedaleko Hotelu znalazłem mały sklep narciarski, z dość nie małym asortymentem, ale tu pojawił się pewien problem. Już pierwsze próby wejścia do środka sprawiły nie lada wyzwanie. Wiecie, jak to jest:
A: Budynek jest?
B: Jest.
A: Wystawa za szkłem jest?
B: Jest.
A: Drzwi są?
B: Nie ma.
A: Co do kurwy...
I tak łazicie jak głupi wokół budynku.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Kto by się spodziewał, że zwykłe wejście do sklepu ze sprzętem narciarskim może sprawić problem? (Od razu naprostuję, że był to po prostu bardzo specyficzny budynek). Okazało się, że wejście znajdowało się z boku, na klatce schodowej — nie wchodziło się prosto na parter, tylko na piętro, a potem... schodziło na dół.
Czasami człowiek czuje się upośledzony, szczególnie gdy lokalsi widzą zaskoczonego białasa, którego przerosło samo wejście do budynku (i jeszcze mu wstyd zapytać, jak tam wejść), zwłaszcza gdy nie ma żadnego oznakowania.

Kolejnym krokiem, po zapoznaniu się z lokalnym asortymentem narciarskim, było poszukiwanie miejsca, w którym można byłoby coś zjeść — i tu padło na poczciwego Maka.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Zanim ktoś napisze: "Buuuuuuu, pojechał do Japonii tylko po to, żeby Maka jeść!" — tak, pojechałem. Zabronisz mi? Człowiek głodny nie ma zamiaru szukać.

Był to w sumie pierwszy fast food, z którym miałem styczność na miejscu.

Po wejściu do lokalu podszedłem złożyć zamówienie. I tutaj przyszedł pierwszy duży szok.
Widzicie to poniżej? (Moje zamówienie — na dwie osoby.)
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Po usłyszeniu ceny za ten zestawik trochę zgłupiałem — nie wiedziałem, czy sobie żartują, czy to serio tyle wyniosło. Poczułem się mocno zmieszany. Za cztery kanapki, Colę, duże frytki i kawę łącznie wyszło… 33 złote na nasze.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Myślę sobie: grubo. U nas za jeden powiększony zestaw płacisz jak za zboże, a tutaj Mak spełnia funkcję, którą u nas dawno porzucił — tj. syfiaste, ale tanie żarcie.
Fajne jest to, że można tam kupić kanapki, które u nas zostały wycofane (kurczak burger na zawsze w moim sercu — chodzi o tego z czerwonym, ostrym sosem (w Japonii takie mają :D)).
A, i dla uświadomienia — Mak, z tego co widziałem, to jeden z droższych fast foodów u nich.
Po posiłku wyruszyłem z ciekawości w dalsze łowy na miasto.
Automaty z napojami, których jest wszędzie od groma (jak dobrze wiecie), to jeden z najgenialniejszych wynalazków Japończyków ever.
Zapytacie dlaczego:
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Oto w jaki sposób nie uprzykrzać ludziom życia. Automat jaki jest, każdy widzi — ale to nie w jego wyglądzie, a działaniu tkwi cały geniusz tego rozwiązania.
Cena napoju oscyluje w okolicach 130–140 jenów, jak widać na załączonym wyżej zdjęciu.
Na czerwono oznaczone są napoje gorące (tak, automaty wydają tam podgrzewane napoje — i to nie „lekko ciepłe”, tylko należycie gorące).
Na niebiesko — napoje zimne.
Pozostałe kolory oddzielają inne rzeczy, w tym wypadku przekąski.
No i oczywiście — obowiązkowa reklama w dolnej części. 
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
I rzecz najważniejsza!
Po wrzuceniu pieniędzy i wybraniu napoju, który chcemy, jest on wydawany błyskawicznie.
Dosłownie — od wciśnięcia przycisku do momentu, gdy puszka ląduje w podajniku, nie mija więcej niż sekunda.
Nie sądziłem nigdy, że taka pierdoła może tak zmienić moje postrzeganie tych maszyn.
Szkoda tylko, że u nas ceny są tak wygórowane. :/
Ogólnie, jeżeli chodzi o ceny jedzenia — Japonia zaskakuje.
Liczyłem sobie przed chwilą moje wydatki z wyjazdu.
Średnio na tydzień, na dwie osoby, wychodziło około 300 zł — i to bez większego oszczędzania się na tym, co się je i gdzie.
Oczywiście, są restauracje, w których można zapłacić krocie, ale tutaj zdradzę Wam pewną moją taktykę na tanie żarcie w miejscu, które odwiedzacie:
W przypadku Japonii jest to bardzo proste — wystarczy wypatrzyć typowego japońskiego salarymana na przerwie.
Myk polega na tym, by zakręcić się w okolicy, w której jest sporo restauracji, i po prostu obserwować lokalsów.
Bardzo często szorują prosto do bardzo dobrych i przystępnych miejsc, gdzie można zasmakować lokalnych specjałów w uczciwych cenach.
(Nie żeby to było jakoś specjalnie trudne w Japonii, ale taka metoda pomaga bardziej niż oceny na Google, które często są przesadzone przez turystów.), a i porada, szukajcie resteuracji pisząc w ich języku np przez tłumacza zamiast wpisać w mapy Ramen to piszemy ラーメン i odrazu jest dużo więcej wyników.
W Nagano i Tokio w ten sposób wypolowałem masę świetnych lokali.
(To, co widzicie na zdjęciu poniżej, wyszło koło 35 zł na głowę.)
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Ogólnie Japonia zaskakuje rozwinięciem kultury jedzenia w lokalach — jest ich masa, dosłownie wszędzie zawsze coś się znajdzie i są bardzo konkurencyjni. A nie to co u nas, golonko na rynku w Krakowie za 120 złotych, xd.
A wracając do automatów — żeby was matka boska broniła brać ice tea, jeśli kiedykolwiek będziecie w Japonii. Tak, lubię ice tea. To był pierwszy napój, który kupiłem, i po pierwszym łyku prawie się cofnąłem.
Nie wiem dlaczego, ale wszystko, co jest ice tea po tamtej stronie świata, smakuje jak woda spod kawy. UGHHHHHHH. Dalej mnie mdli na myśl o tamtym smaku, tfu.
Dobra, bo odbiegłem trochę od tego, co pisałem.
Po wyjściu na miasto poszedłem zobaczyć jakąś galerię i tutaj też było duże zaskoczenie. Japończycy naprawdę potrafią wszystko skompresować — nawet dużą, kilkupiętrową galerię zmieszczą Ci na główce od zapałki.
Bardzo często i licznie w budynkach klatki schodowe są budowane tak, by zajmowały jak najmniej miejsca. Są przez to wąskie, ale za to jakie zyski skubańce na metrażu mają! :X
(Wybaczcie, że nie ma za dużo zdjęć z galerii — po prostu nie robię ich w takich miejscach. Za to pokażę wam, co mi się rzuciło w oczy podczas spaceru. Szczerze, na widok tego wylewu dostałem...)
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Widać: u siebie rób jak u siebie, a u obcego na odpierdol — to nie tylko nasza domena narodowa. XD 
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Nagano tylko z początku wydawało się duże — ma kilka wysokich budynków, ale w gruncie rzeczy to małe miasto. Tylko wydaje się duże. W kolejnych postach będzie więcej zdjęć za dnia :>
W trakcie mojej wieczornej eskapady napatoczyłem się na salon z grami w chwytak. Oj, powiem tak: wtedy jeszcze tego nie wiedziałem, ale to jest rzecz w Japonii. Tego typu salony znajdziecie tam wszędzie — od pluszaków, figurek, gier, po elektronikę i... XD „zabawki”.
(W Tokio wlazłem przez przypadek na takie piętro, gdzie były zabawki erotyczne do wyłowienia XDDD).
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Kontynuacja w części 2.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.082603931427002