W stodole Czikity coś się porusza pod deskami — nie woda, nie filtr, tylko ziemia pełna życia. Mrówki wychodzą z pęknięć, tworząc wzory, które przypominają rybę, i zaczynają szeptać o liczbach, których człowiek nie pojmie. Gdy noc zapada, Czikita odkrywa, że niektóre kolonie nie tylko chodzą — one patrzą.
PS. Tym razem wyszło prawie jakby to sam jesiotrowy książe podkładał narrację. Tak więc ostrzegałem.
PS. Tym razem wyszło prawie jakby to sam jesiotrowy książe podkładał narrację. Tak więc ostrzegałem.
oczywiście inspiracja:
PS2: w kontynunacji z mrówkami postaram się juz wrócić do starego stylu, ale nie przeciągająć scen.