3
„Ninna nanna, ninna oh, questo bimbo a chi lo do? Lo darò all’uomo nero, che lo tiene un anno intero...”

tłum: „Kołysanka, kołysaj, komu oddam to dziecko? Oddam je Czarnemu Człowiekowi, który zatrzyma je na cały rok…”.

- fragment starej włoskiej kołysanki
Babau, zwany też we Włoszech- l’uomo nero (czarny człowiek), to klasyczny boogeyman, straszak z dzieciństwa, ale z bardzo ciekawym tłem językowym i kulturowym. W przeciwieństwie do wielu potworów z bestiariuszy nie ma stałego wyglądu ani jasno określonej mitologii. Jest raczej figurą, w którą rodzice i dziadkowie wkładają własne lęki oraz metody wychowawcze. 

Samo słowo babàu ma jak podkreślają językoznawcy charakter onomatopeiczny. Wywodzi się z powtarzanego „bau bau”, dawnej „strasznej” sylaby, czymś w rodzaju naszego „bu!”. Najpierw było dźwiękiem, którym dorośli straszyli dzieci, potem zaczęto tak nazywać „coś” albo „kogoś”, kto ten dźwięk wydaje. Giacomo Leopardi w Zibaldone analizuje tę formę i łączy ją z długą tradycją naśladowania szczekania psów (greckie i łacińskie odpowiedniki, czy francuskie aboyer), która z czasem przerodziła się w ogólnie „straszny głos” adresowany do dzieci.
Kompendium strachu: „Strażnik dziecięcych lęków”, Babau- l’uomo nero, vol. 36
W folklorze włoskim Babau i l’uomo nero są w praktyce wymienni. Wielu autorów pisze wprost, że to dwie nazwy tej samej istoty. To urojony prześladowca dzieci, używany jako straszak. Pojawia się nocą, krąży po drogach i podwórkach, czai się pod łóżkiem. W większości opowieści nie musi w ogóle być opisany, wystarczy, że jest „czarny”, „duży” i „zabiera”. Tam, gdzie jednak dostaje ciało, bywa przedstawiany jako wysoki mężczyzna w długim, ciężkim czarnym płaszczu, z kapturem lub kapeluszem z szerokim rondem, który zasłania twarz. W wersji l’uomo nero pojawia się też jako coś bardziej widmowego. Czarny duch bez nóg, który od pasa w dół rozmywa się w cień. Tak opisywany bywa np. w folklorze z północnych regionów, jak Dolina Aosty.
Kompendium strachu: „Strażnik dziecięcych lęków”, Babau- l’uomo nero, vol. 36
Z perspektywy porównawczego folkloru Babau należy do wielkiej rodziny europejskich straszaków. W literaturze i popularnych opracowaniach zestawia się go z anglosaskim boogeymanem, rosyjskim Buką, niemieckim Butzemannem i dziesiątkami innych lokalnych figur, które pełnią tę samą funkcję. Są projekcją zakazów i ostrzeżeń, personifikacją zdania „nie rób tego, bo coś cię złapie”. Nie ma jednego kanonicznego mitu, za to jest mnóstwo krótkich, ustnych opowiastek. O dziecku, które wyszło nocą na ulicę i „zabrał je Babau",  o maluchu, który poszedł za obcym mężczyzną w kapeluszu i już nie wrócił. Takie historie działają jako moralitet  nawet jeśli ich szczegóły zmieniają się z pokolenia na pokolenie.
Kompendium strachu: „Strażnik dziecięcych lęków”, Babau- l’uomo nero, vol. 36
Współczesne świadectwa i opowieści pokazują, że figura l’uomo nero nie zniknęła. W swoich wspomnieniach starsza Włoszka opowiada historię babci, która jako młoda dziewczyna zobaczyła na polu wysoką, mroczną postać w czarnym kapeluszu, stojącą nieruchomo wśród zboża i wpatrującą się w nią oraz jej narzeczonego.

Ciekawa jest też warstwa etymologiczna i historyczna. Niektóre opracowania sugerują, że słowo „Babau” mogło w pewnych regionach wiązać się z dawnymi lękami przed Saracenami. Najeźdźcami z południa  i wywodzić się z arabskiego baban („zwycięzca”). Bardziej przekonujące wydaje się jednak tłumaczenie onomatopeiczne: od „bau bau”, psiego szczekania i dziecięcego straszaka. Występuje one w różnych dialektach włoskich i w pokrewnych formach w innych językach europejskich.
Kompendium strachu: „Strażnik dziecięcych lęków”, Babau- l’uomo nero, vol. 36
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
„Y mae mor salw â Gwrach y Rhibyn.”
tłumaczenie: „Jest tak brzydka jak Gwrach y Rhibyn.”

- walijskie przysłowie (albo bardziej obelga) znalezione u Wirta Sikesa w British Goblins
Gwrach y Rhibyn (wym. gł-rach y HRI-bin, tłum. wiedźma z mgły) to jedna z najbardziej złowieszczych postaci walijskiego folkloru. Nie tyle napada na ludzi, co zapowiada śmierć, jest omenem i posłańcem złej wieści. W opowieściach wyłania się nocą z wilgotnej mgły przy brodach, na rozstajach dróg albo pod oknami domostw. Jej pojawieniu towarzyszy przeciągły, gardłowy krzyk oraz wołanie po imieniu osoby, której kres jest bliski. Bywa łączona a czasem mylona z cyhyraeth (wym. ky-HY-rajt )- bezcielesnym jękiem śmierci.
Kompendium strachu: „Ta, która stuka w okno”, Gwrach y Rhibyn , vol. 31
Wygląd Gwrach y Rhibyn jest celowo odpychający. Stara, koścista postać o poszarpanych włosach, trupio bladej twarzy i długich, czarnych zębach, czasem ze skórzastymi skrzydłami, którymi łopocze przy oknie. Jej ręce są wyschłe, z palcami jak haki, spojrzenie puste. W wersjach wodnych widać ją przy strumieniach i brodach, gdzie klęczy i pierze krwawe szaty, podobnie jak szkocka bean nighe (wym. ban NI-je, tłum. kobieta piorąca). Albo zanurza dłonie w wodzie, chlapiąc rytmicznie, jakby odprawiała obrzęd.
Kompendium strachu: „Ta, która stuka w okno”, Gwrach y Rhibyn , vol. 31
Najważniejszym znakiem obecności jest głos. Zjawa potrafi wyć lub szeptać imiona domowników-„Mój mąż!”, „Moja żona!”, „Moje maleńkie dziecko!”, jakby już rozpoczynała lament. Nocą ma zwyczaj stukać w szyby, skrobać w drewniane framugi, a jej krzyk przetacza się w trzech falach, każda coraz słabsza. Dla słuchaczy to ostateczne potwierdzenie, że śmierć jest w drodze. Ludzie mawiali, że jeśli ktoś odkrzyknie, przyzna się w ten sposób do własnego losu.
Kompendium strachu: „Ta, która stuka w okno”, Gwrach y Rhibyn , vol. 31
Tradycja lokuje te spotkania głównie w południowej i zachodniej Walii, zwłaszcza w okolicach brodów i dolin rzek, gdzie mgły zalegają najdłużej. Wspomnienia z XIX-wiecznych zbiorów ludowych mówią o gospodarzach, którym przed zgonem zjawa kilkukrotnie zastukała w okno. O wędrowcach, co wzięli ją za samotną kobietę na drodze, a po zbliżeniu ujrzeli potworną twarz. O krzyku niesionym po wybrzeżu tuż przed złymi wieściami z morza. To opowieści bardziej szeptane niż spisywane: „sąsiad słyszał od sąsiada”, ale uderzająco zgodne co do tego, że po nich zwykle następował pogrzeb.
Kompendium strachu: „Ta, która stuka w okno”, Gwrach y Rhibyn , vol. 31
W opowieściach Gwrach y Rhibyn bywa zwierciadłem wspólnotowego lęku. Mgła, choroba, nagłe nieszczęście, których nie sposób nazwać inaczej niż „złe powietrze” i „zły znak”. To dlatego tak często pojawia się u wody. W brodach, gdzie świat suchy styka się z nurtem, albo na rozdrożu, gdzie spotykają się ścieżki i decyzje. Tam, gdzie ją widziano, ludzie mówili ciszej, szybciej zamykali okiennice i trzymali dzieci w domu. A kiedy krzyk ucichał, zostawało przeświadczenie, że jeśli zjawa przyszła, to nie po to, by straszyć bez sensu. Lecz by przypomnieć, że każda wieś i każdy dom mają swój czas żałoby.
Kompendium strachu: „Ta, która stuka w okno”, Gwrach y Rhibyn , vol. 31
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
8
„Najstraszniejsze dla Tammiego było to, że potwór nie miał skóry. Jej całkowity brak potęgował grozę nagiego ciała. Czerwona, żywa tkanka, w której krew czarna jak smoła płynęła żółtymi żyłami, a wielkie białe ścięgna, grube jak uwiąz koński, wiły się i napinały przy każdym ruchu.” 

- cytat z Folklore Scotland na podstawie W. Trailla Dennisona 
Nuckelavee  (fon. pol. na-ke-LA-wi) to jeden z najstraszliwszych demonów folkloru Orkadów. Morska istota, która na lądzie przybiera postać jakby zlanego z rumakiem jeźdźca. Ludzkie, bezskórny tors i ręce wyrastają z końskiego grzbietu. Wszystko to zlewało się w koszmarną, lecz żywą anatomią: żółte żyły, białe ścięgna, czarna krew. Jego oddech miał parzyć rośliny, truć bydło i niszczyć pola. Winą za posuchy, zarazy i nagłe pomory często obarczano właśnie jego. W przeciwieństwie do słodkowodnych kelpii, Nuckelavee jest duchem morskim, ale nie znosi świeżej wody. Przed pogonią można uciec, przeskakując strumień lub w czasie deszczu. Nadto Mither o’ the Sea (Matka Morza) więzi go przez letnie miesiące i dopiero jesienią, gdy jej siła słabnie, bestia ma znów wychodzić na ląd. Tak szkicują go  podania porównywane przez folklorystów do skandynawskiego nøkk oraz do nuggla z Szetlandów.
Kompendium strachu: „Bezskórny diabeł z Orkadów  ”, Nuckelavee, vol. 22
Najbardziej wpływowy, dziewiętnastowieczny zapis dał Walter Traill Dennison, który wydobył od wyspiarza zwanego Tammasem „jedyny naoczny opis”. Potwór był całkiem bez skóry, z końskiego łba zionęły opary, a jedno ogromne czerwone oko paliło jak płomień. Ludzkie ręce były tak długie, że sięgały ziemi. W wielu wersjach pojawiają się też płetwiaste końskie nogi. Ten właśnie obraz, bezskórnej postaci utrwaliły późniejsze kompendia. Katharine Briggs nazwała Nuckelavee najohydniejszą istotą północnych wysp, a Ernest W. Marwick umieścił go wśród najbardziej lękowych figur Orkadów. Folklor tłumaczył nim: posuchę, choroby bydła, a nawet kłopoty przy wypalaniu wodorostów (kelpu), które bywało robotą przymusową i niebezpieczną. W najnowszych badaniach podkreśla się, że opowieść o demonie nienawidzącym dymu z kelpu mogła być ludową „skargą” na ten system i jego skutki. Jak wiele morskich straszydeł, Nuckelavee był zarazem przestrogą praktyczną i moralną.
Kompendium strachu: „Bezskórny diabeł z Orkadów  ”, Nuckelavee, vol. 22
W literaturze rozumianej szeroko, od zbiorów podań po eseje i nowoczesne retellingi, Nuckelavee funkcjonuje jako emblemat „orkadzkiej grozy”. Dennisonowską relację streszczają opracowania i portale folklorystyczne; słowniki Briggs niezmiennie cytują go jako „najgorszego z najgorszych”. Marwick wkłada go w szerszy kontekst nordycko-celtyckich wodnych demonów. Współczesne popularne ujęcia, artykuły i adaptacje (od blogów folklorystycznych po popularyzatorskie szkice) powtarzają rdzeń jego mitu.
Kompendium strachu: „Bezskórny diabeł z Orkadów  ”, Nuckelavee, vol. 22
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
4
Piękno było przędzą, a spojrzenie haczykiem; łowi serca niczym pajęcza nić światło

- wariacja na temat japońskich epigrafów z końca XIX wieku
W japońskim folklorze yōkai–pająk to uwodzicielka, która potrafi przybrać postać pięknej kobiety, by omamić i uwięzić ofiarę za pomocą pajęczej nici. Nazwę zapisuje się dwojako: jako kobieta-pająk (jap. 女郎蜘蛛, fon. dżorōgumo) lub częściej we współczesnych opracowaniach jako plącząca lub usidlająca oblubienica (jap. 絡新婦). Przy czym ten drugi zapis brzmi jukujikun (czytanie znaczeniowe, nie fonetyczne). Klasyczne drzeworyty Toriyamy Sekiena (XVIII w.) pokazują Jorōgumo jako kobietę pająka, często otoczoną „ognistymi” pajączkami.
Kompendium strachu: „Nić, która wabi”, Jorōgumo, vol. 12
Motywem przewodnim opowieści o spotkaniach z tą istotą jest zwabienie i pochwycenie ofiary. Jorōgumo mami grą na biwie [1], sake lub urodą, a gdy ofiara traci czujność, oplata ją i wciąga do swojej kryjówki. W legendach ludowych jej siedliskiem bywa wodospad. Najsłynniejsze są podania znad Jōren Falls (Izu, Shizuoka), gdzie pajęcza nić zostaje zarzucona na kostkę ofiary. Gdy zostanie w porę zastąpiona pniem drzewa, pień natychmiast znika w kipieli. Lub też piękność z wodospadu, która oddaje drwalowi topór pod warunkiem milczenia a gdy mężczyzna zdradza tajemnicę, umiera we śnie. Zbliżone wątki można znaleźć w legendzie Kashikobuchi w Sendai.

[1] lutnia gruszkowata, zwykle z 4–5 strunami i krótkim gryfem.
Kompendium strachu: „Nić, która wabi”, Jorōgumo, vol. 12
Słowo jorōgumo bywa też nazwą pospolitą dla pająków (np. Trichonephila clavata, tzw. „Joro spider”), ale w folklorze chodzi o istotę nadnaturalną. Sekien w serii bestiariów (Gazu/Konjaku Gazu Zoku Hyakki) utrwalił ikonografię kobiety-pająka, z której później czerpie popkultura.

- W grze wideo: Nioh (Team Ninja, 2017), boss Joro-Gumo, hybryda kobiety i olbrzymiego pająka, nawiązania do legend o zwabianiu i oplątywaniu. Występuje też jako demon w serii Shin Megami Tensei/Persona.
- W anime: Nura: Rise of the Yokai Clan, postać Jorōgumo w klanie Nury, Dororo epizodyczna postać kobiety-pająka
Kompendium strachu: „Nić, która wabi”, Jorōgumo, vol. 12
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0
„W godzinę wilczą, gdy świeca kopci, wampir staje u wezgłowia; bez szelestu odmierza oddechy, aż noc wbija się w serce jak gwóźdź w wieko trumny.”

- epigraf inspirowany folklorem pogranicza Węgier i Rumunii. 
Wampir to nie elegancki arystokrata z kłami, lecz powracający z zaświatów zmarły, obleczony w cielesną powłokę, który szkodzi żywym i którego „oznaki” rozpoznawano podczas ekshumacji. Gdy w XVIII w. na Bałkanach i w Europie Środkowo-Wschodniej zaczęto otwierać groby „podejrzanych”, widziano ciała nabrzmiałe, rumiane, czasem z krwią przy ustach [1].
Kompendium strachu: „Kto po północy pod strzechy się skrada?”: Wampir, vol. 9
W takich realiach pojawiają się praktyki ochronne: w wielu regionach odcinano głowę, przebijano ciało kołkiem, dokładano kamienie do ust, a nawet przykładano sierp tak, by uniemożliwić „wyjście” zmarłego [2]. Archeologicznie znamy to choćby z Drawska (XVII–XVIII w.), gdzie obok „zwykłych” pochówków znaleziono kilka grobów z sierpami na szyi lub tułowiu i innymi zabezpieczeniami. Analizy izotopowe wykazały, że byli to raczej miejscowi, a nie „obcy”; wybór zmarłych był więc kwestią lokalnych napięć i piętnowania, a nie pochodzenia. Dodatkowe, medialnie głośne znalezisko z 2022 r. z miejscowości Pień (kobieta z sierpem na szyi i kłódką na palcu u stopy) dobrze ilustruje trwałość takich wyobrażeń.
Kompendium strachu: „Kto po północy pod strzechy się skrada?”: Wampir, vol. 9
Najgłośniejszą falę nowożytnych doniesień o „wampirach” wywołały śledztwa habsburskie z lat 1720–1730, zwłaszcza sprawa Arnolda Paolego w Serbii i pokrewne raporty urzędników-chirurgów (słynne Visum et Repertum, 1732). Zainteresował się nimi benedyktyn Augustin Calmet, który w wydaniach z 1746 i 1751 r. zebrał i porządkował relacje, stając się mimowolnie pierwszym „wampirologiem” Oświecenia. To właśnie wtedy słowo „vampire” trafiło do angielszczyzny (1732), za pośrednictwem niem. „Vampir” i kręgu południowosłowiańskiego.
Kompendium strachu: „Kto po północy pod strzechy się skrada?”: Wampir, vol. 9
To, co dziś nazywamy wampirem, ukształtowało się w Europie Środkowo-Wschodniej w XVII–XVIII w., gdy praktyki ekshumacyjne i lokalne kryzysy zdrowotne i wojenne spotkały się z obserwacjami ciał w rozkładzie, a wszystko to spisano i roztrząsano w drukach uczonych (Calmet) i raportach urzędniczych. Starożytność znała nocne demony i krwiopijcze potwory (strix, lamia, empusa), ale wampir–revenant [3] to dopiero dziecko czasów nowożytnych.
Kompendium strachu: „Kto po północy pod strzechy się skrada?”: Wampir, vol. 9
Przykłady współczesnych przedstawień (książka, film, muzyka):

- Andrzej Sapkowski, saga „Wiedźmina”: Regis, wyższy wampir: inteligentny, „etyczny” bohater podważający folklor; debiut w Chrzcie ognia (1996).
- Nosferatu (2024, reż. Robert Eggers): gotycka reimaginacja klasyka Murnaua; najnowsza odsłona filmowego Orloka.
- Słoń & Mikser utwór „Król Szczurów” (z Demonologia II) — horrorcore’owa metaforyka i imagery grozy.

[1] Erberto Petoia, Wampiry i wilkołaki. Źródła, historia, legendy od antyku do współczesności.
[2] Paul Barber, Vampires, Burial, and Death: Folklore and Reality.
[3] „Revenant” pochodzi z fr. revenant „ten, kto powraca” (od revenir).
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
3
„Nie rodzą się z matek ni ojców, lecz z ciemności, która zalega między grobami. Ich język to sapanie głodu, ich modlitwą mlaskanie nad kośćmi trupa.”

- rzekomy fragment z apokryficznego rękopisu, autorstwa nieznanego mnicha, De Putredine et Tenebris, koniec XIII wieku.
Ghoul to demoniczna istota wywodząca się z folkloru arabskiego i bliskowschodniego, która z czasem przeniknęła do zachodniej demonologii i popkultury jako potwór cmentarny, padlinożerca i pożeracz ludzkiego mięsa. W kulturach islamu uznawany był za jedną z form dżinna, złowrogiego ducha zamieszkującego pustkowia, ruiny, groby i odludne tereny, często działającego wbrew boskiemu porządkowi.
Kompendium strachu: „Oddech cuchnący śmiercią”: Ghoul, vol. 5
Nazwa ghūl pochodzi z języka arabskiego (arab. غول, ġūl) i oznacza niszczyciela lub pochłaniającego. Rdzeń ġ-w-l może odnosić się także do pojęć takich jak oszustwo, iluzja czy zwodzenie. Co dobrze odzwierciedla charakter ghula jako istoty podstępnej, łowcę i drapieżnika. Pierwsze opisy ghuli pojawiają się w klasycznej literaturze arabskiej, między innymi w zbiorze Tysiąc i jedna noc, gdzie przedstawiane są jako zmiennokształtne stwory, często przybierające postać pięknych kobiet, by zwabić samotnych podróżnych i pożreć ich w odosobnieniu.
Kompendium strachu: „Oddech cuchnący śmiercią”: Ghoul, vol. 5
W tradycyjnym folklorze ghul żywi się zwłokami, szczególnie świeżo pochowanymi ciałami, lecz potrafi też atakować żywych ludzi, zwłaszcza dzieci i wędrowców. Opisywany jest jako istota zniekształcona, z bladą, rozkładającą się skórą, długimi zębami i oczami pełnymi głodu. W niektórych kulturach bywa utożsamiany z nekrofagiem lub wampirem, a w wersjach współczesnych z zombie. Wspólnym mianownikiem jest wieczny głód i nieczystość jego egzystencji.
Ghoul jest symbolem lęku przed śmiercią, utratą ludzkiej tożsamości i zbezczeszczeniem ciała po śmierci. Przedstawia granicę między życiem a śmiercią jako coś płynnego, mrocznego i pełnego zagrożeń. Może być też alegorią szaleństwa, głodu i samotności, czynników, które z człowieka czynią bestię.
Kompendium strachu: „Oddech cuchnący śmiercią”: Ghoul, vol. 5
Przykłady przedstawienia ghuli (lub postaci nimi inspirowanych) we współczesnej popkulturze:

H.P. Lovecraft, Pickman’s Model, 1927.
Neil Gaiman, The Graveyard Book, 2008.
The Ghoul , reż. T. Hayes Hunter, 1933.
Ghoul, paradokument, reż. Petr Jákl, 2015.
Fallout, seria gier wideo, Interplay / Bethesda, od 1997.
The Witcher 3: Dziki Gon, CD Projekt RED, 2015.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
5
To o krew woła, mówią: krew krwi pragnie.
Gadały drzewa, chodziły kamienie;
Wieszczbiarze w swojej wyćwiczeni sztuce
Przez sroki, kawki, lub przez wron krakanie
Zdołali odkryć najskrytszego zbójcę.
Jak noc daleko?

- Makbet Akt 3 Scena 4 (fragment), autor: William Shakespeare.
Strzyga to jedno z najbardziej niepokojących stworzeń słowiańskiego folkloru, znane przede wszystkim w tradycji polskiej, choć jej korzenie sięgają głębiej. Do łacińskiego striga, greckiego strix i mitów o nocnych ptakach żywiących się krwią. Wierzono, że strzyga to istota obdarzona dwiema duszami: jedna umierała wraz z ciałem, druga zaś pozostawała, prowadząc do przemiany w demoniczne stworzenie. Czasem mówiono, że miała dwa serca, dwa rzędy zębów lub inne znaki świadczące o jej odmienności. Osoby urodzone z takimi cechami często uważano, że po śmierci zamieniają się w strzygę.
Kompendium strachu: „Dwuduszna, skrzydlata i spragniona krwi”: Strzyga, vol. 4
Jeśli jedna z dusz pozostawała, strzyga powracała do świata żywych. W dzień mogła wyglądać jak zwykły człowiek, blada, cicha, z nienaturalnym spojrzeniem. Nocą jednak przemieniała się w istotę o ptasich skrzydłach lub przyjmowała postać sowy czy nietoperza. Żerowała na ludziach, wysysając krew, zadając cierpienie i śmierć. Szczególnie upodobała sobie podróżnych, dzieci i osoby osłabione. Często ofiary skarżyły się na duszności, koszmary i senne paraliże. Wierzono, że strzyga potrafi wyssać z człowieka siły życiowe, doprowadzając go do powolnej, niewytłumaczalnej śmierci.
Kompendium strachu: „Dwuduszna, skrzydlata i spragniona krwi”: Strzyga, vol. 4
Folklor słowiański znał liczne sposoby ochrony przed strzygą. Zwłoki podejrzane o jej naturę chowano twarzą do ziemi lub przebijano sierpem. Wkładano monety do ust, zakładano kłódki na palce, a do trumny wsypywano mak, by duch musiał liczyć ziarna aż do świtu. Najodważniejsi próbowali spędzić zmarłą noc w grobie. Jeśli przetrwali do trzeciego piania koguta, wierzono, że strzyga mogła zostać wybawiona i odzyskać człowieczeństwo.
Potwierdzenia tych praktyk odnaleźć można w badaniach archeologicznych. Znalezisko w miejscowości Pień pod Bydgoszczą, gdzie kobieta z XVII wieku została pochowana z sierpem na gardle i kłódką na palcu, wzbudziło międzynarodowe zainteresowanie. O odkryciu wspomina między innymi dokument Field of Vampires z 2024 roku, w którym analizowane są rytuały antywampiryczne Europy Środkowej.
Kompendium strachu: „Dwuduszna, skrzydlata i spragniona krwi”: Strzyga, vol. 4
Przykłady przedstawienia Sztygi (lub postaci nią inspirowanych) we współczesnej popkulturze:

Wiedźmin: Ostatnie życzenie, Andrzej Sapkowski, 1993.
Złodziej dusz, Witold Chmielecki, 2005.
The Witcher (gra komputerowa), CD Projekt RED, 2007.
Percival Schuttenbach, album Strzyga, 2016.
Vampyr, (gra komputerowa), Focus Home Interactive, 2018.
Nocnice (sztuka, rysunek), Zofia Urbanowicz , 2022
Field of Vampires (film dokumentalny), reż. Steven Perring, 2024.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0
Od V wieku chrześcijaństwo zaczęło rozprzestrzeniać się w całej Europie, a religie pogańskie zostały zepchnięte na margines. Wczesny Kościół utożsamiał magię z pogaństwem i demonami, jednak ludowa tradycja magiczna nie tylko przetrwała, lecz nawet rozkwitła w średniowiecznej Europie. Obejmowała różnorodne praktyki, często w skomplikowany sposób powiązane z chrześcijaństwem, i była uprawiana przez szerokie grono ludzi od lekarzy po duchownych. W przeciwieństwie do elitarnej magii badanej przez uczonych, ludowe praktyki magiczne były dostępne także dla zwykłych ludzi, którym oferowały pomoc w codziennych problemach, takich jak trudności w relacjach, choroby czy nieurodzaj.
1. Mowa posiada moc: o potędze słowa

W średniowieczu magiczne słowa, zaklęcia i inkantacje odgrywały ważną rolę, wzywano je zarówno w celu zapewnienia bezpiecznej podróży, jak i sprowadzenia choroby lub śmierci na konkretną osobę. Wierzono, że słowa mają większą moc, gdy są wypowiadane na głos, a nie zapisywane. Ludzie nosili amulety z wyrytymi magicznymi formułami, które pełniły przede wszystkim rolę przypomnienia o słowach mocy przeznaczonych do wypowiedzenia.

Zaklęcia często miały formę rymowanych wersów o regularnym metrum, co ułatwiało ich zapamiętywanie i recytację, czym przypominały wiersze. Wiele anglosaskich zaklęć zapisywano w księgach medycznych, ponieważ uważano je za skuteczną metodę leczenia rozmaitych dolegliwości. Stosowano je jednak także do ochrony przed kradzieżą, nieurodzajem czy nawet krwotokiem z nosa. Jednym z najsłynniejszych anglosaskich zaklęć było Wið færstice [1], używane do uśmierzania ostrego bólu. Słowa zaklęcia sugerują, że ból pochodzi od kobiecej włóczni lub niewidzialnych strzał elfów (tzw. elf-shot) [2].

[1] Przybliżona wymowa: ŁiTH faerstisze; ze staroangielskiego na współczesny angielski:
Wið – against (przeciw), Fær – sudden (nagły), Stice – pain (ból); pol.: Przeciw nagłemu bólowi.
[2] Np. w wersji współczesnej: „If it were shot by the elves or the gods…” (Jeśli zostało to wystrzelone przez elfy lub bogów…). Wyrażenie to odnosi się do przeszywającego, nagłego bólu, przypisywanego istotom nadprzyrodzonym.
Fotografia nr 1
Pierścień z Bramham Moor, odnaleziony w Yorkshire, datowany jest na IX wiek.Wyryte na nim runy do dziś pozostają nieodszyfrowane, jednak powszechnie uważa się, że miały one znaczenie magiczne.
Gdy słowo leczy, a duch strzeże: Tradycyjna magia ludowa w średniowiecznej Europie – tego nie uczą na lekcjach historii
2. Wierzenia zapisane w przedmiotach i znakach natury

W magii ludowej wierzono, że pozornie zwyczajne przedmioty takie jak kamienie, rośliny czy zwierzęta mogą posiadać niezwykłą moc. Tradycje uczonych i religijne, obecne na przykład w lapidariach [3] i bestiariuszach [4], przenikały również do kultury ustnej. Niektórym roślinom przypisywano naturalne właściwości magiczne. Wykorzystywano je do sporządzania mikstur i amuletów lub sądzono, że nabierają mocy, jeśli zostaną zebrane o określonej porze, przy wypowiadaniu specjalnych słów, albo umieszczone w odpowiednim miejscu. Przykładowo: bylica zebrana przed wschodem słońca i włożona do buta miała chronić przed zmęczeniem. Niektóre magiczne przedmioty były jeszcze bardziej osobliwe  np. bóle zębów leczono przez noszenie na szyi zęba pochodzącego z czaszki zmarłego. Z kolei pierścienie „nasycone mocą niebios” miały chronić właściciela przed demonami lub chorobami.
Fotografia nr 2
Wielu zwierzętom przypisywano magiczne właściwości. Jeleń, na przykład, często symbolizował szybkość, siłę oraz męskość i pojawiał się w zaklęciach o takim właśnie charakterze. W jednym z manuskryptów z XIV wieku zalecano wykorzystanie jąder jelenia jako środka pobudzającego (afrodyzjaku).
Gdy słowo leczy, a duch strzeże: Tradycyjna magia ludowa w średniowiecznej Europie – tego nie uczą na lekcjach historii
Z drugiej strony, aby poznać przyszłość, ludzie zwracali się do osób wyspecjalizowanych w sztuce wróżenia. Praktyka ta polegała na odczytywaniu znaków i wzorców występujących w przyrodzie na przykład poprzez augurię [5] lub kleromancję [6]. Prości ludzie korzystali z bardziej intuicyjnych metod, jak np. przewidywanie pogody na podstawie przysłów i ludowych mądrości, np.:
„Czerwone niebo o poranku – znak ostrzeżenia dla pasterza.”

[3] Księgi opisujące właściwości kamieni wykorzystywanych w magii i medycynie.
[4] Zbiory moralizujących opowieści o zwierzętach (niekoniecznie mitycznych).
[5] Wróżenie poprzez obserwację zachowania zwierząt lub lotu ptaków.
[6] Wróżenie przez rzucanie kamieni bądź kości.
Fotografia nr 3
Zamożni ludzie również korzystali z kamieni szlachetnych i talizmanów. Amulet ten łączył biblijne sceny i fragmenty mszy z elementami magicznymi, takimi jak słowo „Ananizapta”, które uważano za zaklęcie chroniące przed epilepsją. Wierzono również, że niebieski szafir ma właściwości lecznicze, pomagał łagodzić różne dolegliwości, w tym wrzody i bóle głowy.
Gdy słowo leczy, a duch strzeże: Tradycyjna magia ludowa w średniowiecznej Europie – tego nie uczą na lekcjach historii
3. Bonus: Magia i wierzenia z krain, gdzie żyją rusałki, wilkołaki i Baba Jaga

W świecie dawnych Słowian wiara w magię wywodziła się z pogaństwa i przetrwała aż do późnego średniowiecza. Wielu Słowian opierało się chrystianizacji aż do momentu, gdy została ona narzucona zarówno siłą, jak i z woli lokalnych władców. Znaczącą rolę odegrały też wyprawy wojenne prowadzone w XII wieku przeciwko ludom bałtyckim.

Słowianie czcili jednego najwyższego boga, ale wierzyli również w wielu pomniejszych bogów oraz duchy. Ich świat zamieszkiwały istoty magiczne związane z naturą: duchy wód (ukr. mavka, pol. rusałka), lasów (pol. leszy, ukr. lisovyk) oraz pól (ukr. polovyk). Szczególnym szacunkiem otaczano duchy domowe (pol. domownik, rus. domovyk) oraz duchy przodków, którym przypisywano zdolność przewidywania przyszłości i ochrony przed złem.
Czarownice, szamani i mądre kobiety odgrywali istotną rolę w słowiańskiej tradycji magicznej. Zajmowali się wróżbiarstwem, ochroną przed złymi duchami oraz zaklęciami leczniczymi. Kapłani i kapłanki nosili miano volkhvy, pochodzące od słowa volk (pol. wilk) oraz imienia jednego z rosyjskich bogów magii, muzyki i podwodnego świata.

W Rosji uważano, że volkhvy wywodzili się od czarowników zdolnych do przemiany w wilki lub niedźwiedzie. Na Bałkanach (szczególnie w Serbii, Macedonii i Bułgarii) wierzono natomiast, że niektóre czarownice pochodziły od smoków. Potomkowie volkhvy, nosiciele „czarodziejskiej krwi”, według legend mieli przetrwać do dziś, zwłaszcza na terenach współczesnej Ukrainy.

W mitologii słowiańskiej szczególne miejsce zajmuje postać Baby Jagi - dzikiej, budzącej grozę staruchy obdarzonej potężną magią. Bywała okrutna, ale potrafiła też okazać pomoc. W rosyjskich baśniach do dziś przedstawiana jest jako istota latająca w moździerzu*, dzierżąca tłuczek, mieszkająca w chacie stojącej na kurzych nogach a w niektórych wersjach sama Baba Jaga ma kurze nogi.

*chodzi o naczynie (foto nr 4)
Fotografia nr 4
Zamiast latać na miotle, Baba Jaga z rosyjskiego folkloru zasiada w moździerzu i używa tłuczka niczym wiosła w tym przypadku, by gonić dziewczynkę. Baba Jaga to postać niejednoznaczna, jednocześnie dobra wróżka i zła czarownica.
Gdy słowo leczy, a duch strzeże: Tradycyjna magia ludowa w średniowiecznej Europie – tego nie uczą na lekcjach historii
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
4
1. Pierwsi Magowie
Od swoich korzeni sięgających kultu przodków, poprzez sztukę feng shui, chińska magia ewoluowała w wyrafinowany system filozoficzny, który podkreślał potrzebę osiągnięcia harmonii we wszechświecie. Magia stanowiła dla jednostek narzędzie do zdobycia osobistej przewagi w kosmosie. Już w okresie Yangshao (5000–3000 p.n.e.) w sztuce ceramicznej pojawiały się antropomorficzne postacie, uznawane za pierwszych czarowników.

Pierwszymi chińskimi magami byli Wu (szamani, chin. 巫) [1], którzy potrafili komunikować się z niematerialnymi bytami, w tym z duchami przodków. Z biegiem czasu wu zaczęli odgrywać bardziej formalną rolę jako interpretatorzy wróżb. Szaman o imieniu Wu Xian miał rzekomo zajmować się wróżeniem na dworze Tanga, pierwszego władcy dynastii Shang. Jeden z chińskich tekstów rytualnych Zhouli (chin. 周礼) [2] odnosi się również do tzw. przewodników duchowych, którzy nadzorowali pracę wu.

[1] starożytny ideogram przedstawiający postać człowieka wykonującego rytuał
[2] oznacza Rytuały Zhou i odnosi się do klasycznego chińskiego tekstu
Fotografia nr 1
Figurka przedstawia szamana Wu i pochodzi z królestwa Chu – jednego z Walczących Państw. Datowana na IV lub III wiek p.n.e., świadczy o długiej tradycji szamanizmu w Chu, który przetrwał tam znacznie dłużej niż w innych częściach Chin. Możliwe, że królestwo to pozostawało pod wpływem szamańskich praktyk wywodzących się z północno-wschodniej Azji i Syberii.
W harmonii z przyrodą i duchami przodków, czyli magia w starożytnych Chinach
2. Rozwój magii popularnej
Monopol wu nie trwał jednak długo. Szamani zostali rzekomo uwikłani w skandale, takie jak praktykowanie wugu (czarnej magii, chin. 巫蛊) [3], którą miała uprawiać sama cesarzowa Chen Jia. W konsekwencji cesarzowa-czarownica została skazana na śmierć wraz z trzystoma innymi magami. Oskarżenia te sprawiły, że wu zaczęto kojarzyć z czarną magią. Po okresie Walczących Królestw (403–221 p.n.e.) pojawiła się nowa kasta szamanów zwanych Xi (chin. 覡) [4]. Byli to wyłącznie mężczyźni, a rola wu została zmarginalizowana.

Równolegle egzystowali również czarownicy zwani Shi (chin. 士)[5], którzy od dawna odgrywali kluczową rolę w rytuałach ku czci zmarłych. W ich ceremoniach duch zmarłego był kierowany przez jego ciało, podczas gdy kapłani recytowali inkantacje, stopniowo zyskując coraz większy autorytet religijny.
Z czasem stosowanie zaklęć, czarów i eliksirów (zwłaszcza miłosnych) przekształciło się w magię ludową, w której uroki i amulety wykorzystywano do przywoływania bogów lub duchów przodków. Magia była również stosowana obok medycyny konwencjonalnej, używano substancji takich jak bursztyn czy drewno brzoskwiniowe, którym przypisywano magiczne właściwości lecznicze.

[3] dodanie po wu znaku posiadającego następujące znaczenia: klątwa, trucizna, owady w naczyniu
[4] symbolizuje osobę, która widzi i rozumie świat duchów
[5] oznaczało szlachcica, uczonego, kapłana lub urzędnika, który pełnił funkcje religijne i rytualne
Fotografia nr 2
Magiczne lustro z brązu (dynastia Tang). Przód tego lustra ma błyszczącą, odblaskową powierzchnię, ale tył pokazany na zdjęciu ma odlany wzór. Kiedy słońce lub światło świeci na przednią powierzchnię, lustro staje się przezroczyste i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wzór z tyłu może być wyświetlany na ścianie za nim.
W harmonii z przyrodą i duchami przodków, czyli magia w starożytnych Chinach
3. Od szamanów do czarnoksięstwa
Oskarżenia o praktykowanie ku (rzucanie szkodliwych zaklęć, chin. 蠱) [5] odegrały istotną rolę w upadku wu. Obawy przed czarownikami stosującymi czarną magię, zwłaszcza w celu trucia, po raz pierwszy pojawiły się w inskrypcjach z czasów dynastii Shang.

Za panowania dynastii Han (206 p.n.e.– 220 n.e.) ku było tak rozpowszechnione, że jego praktykowanie zaczęto karać śmiercią. Wierzono, że osoby zajmujące się czarną magią potrafią przenosić choroby do ciała ofiary (samo słowo ku można przetłumaczyć jako „robaki w brzuchu”) [6] lub bezpośrednio zatruwać ludzi.

Mówiono, że najpotężniejszą truciznę można uzyskać, zamykając w słoiku kilka jadowitych stworzeń na przykład skorpiony, skolopendry i węże a następnie wydobywając jad z tego, które przeżyje. Czarownicy ku mieli również zdolność zamieniania swoich ofiar w niewolników całkowicie podporządkowanych ich woli. Ich moc sięgała jeszcze dalej, według wierzeń byli w stanie siać jeszcze większe zniszczenie, uwalniając wug, magicznego szkodnika, który mógł doprowadzić do całkowitego zniszczenia plonów.

[5] ideogram oznaczającym zarówno robaki, truciznę, jak i złe zaklęcia związane z czarną magią
[6] dosłownie połączenie znaków: na górze robak (虫), a pod nim naczynie (皿), symbolizuje zamykanie jadowitych stworzeń w pojemniku, co daje pełen ideogram jak w pkt. [5]
Fotografia nr 3
Demony na wolności. Na tym malowanym zwoju kilka groteskowych demonów paraduje przez kraj. Stanowią one orszak Zhong Kui. Legendarnego maga znanego jako Pogromca Demonów, który rzekomo wyleczył cesarza Xuanzonga w VIII wieku n.e. z gorączki, zabijając demona we śnie władcy.
W harmonii z przyrodą i duchami przodków, czyli magia w starożytnych Chinach
4. Alchemia- w pogoni za nieśmiertelnością
Około 300 r. p.n.e. fangshi (mistrzowie receptur, chin. 方士) [7] zdobyli reputację jasnowidzów oraz twórców eliksirów rzekomo zapewniających nieśmiertelność. Ich mikstury szczególnie interesowały cesarzy, którzy mieli środki na finansowanie eksperymentów fangshi. Pierwszy cesarz, Qin Shi Huangdi, był wręcz obsesyjnie pochłonięty poszukiwaniem sposobu na wieczne życie. Wysyłał rozkazy do regionalnych gubernatorów, nakazując im dostarczanie rzadkich ziół do stolicy, często zaniedbując przez to sprawy państwowe. Ostatecznie jego patronat nad fangshi okazał się dla niego zgubny. Pewnego dnia połknął dwie pigułki przepisane przez jednego z nich, nie wiedząc, że zawierają rtęć. W wyniku zatrucia zmarł, stając się tragicznym przykładem skutków niekontrolowanej alchemii.

Wielu chińskich alchemików dążyło do przekształcenia jednej substancji w inną, wierząc, że zmiana równowagi Pięciu Żywiołów (Ziemia, Drewno, Metal, Ogień i Woda) może prowadzić do przełomowych odkryć. Idea osiągnięcia doskonałości, a tym samym harmonii z kosmosem, była szczególnie atrakcyjna dla mistrzów taoistycznych.

Weidan (alchemia zewnętrzna) była jedną z głównych szkół alchemii. Przypominała europejskie dążenie do przemiany metali nieszlachetnych w złoto, choć taoiści postrzegali tę transformację jako metaforę nieśmiertelności. Podobnie jak eliksiry fangshi, mikstury alchemików były chętnie poszukiwane przez cesarzy pragnących wiecznego życia.

Z kolei Neidan (alchemia wewnętrzna) koncentrowała się na duchowym udoskonaleniu i osiągnięciu nieśmiertelności poprzez medytację, ćwiczenia oddechowe oraz odpowiednią dietę, mającą na celu zwiększenie zasobów qi (energii życiowej, chin. 氣) [8] w organizmie.

Zarówno wyznawcy taoizmu, jak i konfucjanizmu, a w pewnym stopniu także buddyzmu, dążyli do odkrycia porządku rządzącego światem lub przynajmniej do jego zrozumienia. W tym kontekście rozwinęli koncepcję uzupełniających się przeciwieństw: yin (ciemny, pasywny, żeński aspekt rzeczywistości, chin. 阴) i yang (jasny, aktywny, męski aspekt rzeczywistości, chin. 阳 ), które musiały pozostawać w doskonałej harmonii.

W połączeniu z Pięcioma Żywiołami oraz ruchem planet (które były z nimi powiązane na przykład drewno odpowiadało Jowiszowi, a ogień Marsowi), siły yin i yang tworzyły złożony system równowagi. Astrologowie interpretowali ten układ, aby przewidywać przyszłość, podczas gdy magowie starali się nim manipulować i wykorzystywać go do własnych celów.

[7] oznacza mistrza receptur, powstał z połączenia znaków 方 (fāng) - metoda oraz 士 (shì) - mistrz
[8] przybliżona wymowa w j. polskim czhi
Fotografia nr 4
Taoistyczny mistrz obserwuje jak cudowny eliksir nieśmiertelności rozdziela się na trójnożnym statywie. Drzeworyt z testu alchemicznego z czasów dynastii Qing opublikowany w czasach nowożytnych około 1605 roku.
W harmonii z przyrodą i duchami przodków, czyli magia w starożytnych Chinach
5. Sztuka wróżenia, kleromancja
Władcy starożytnych Chin wierzyli, że ich przyszłość jest z góry ustalona przez boską wolę. Aby jak najlepiej dostosować swoje działania do przeznaczenia, posługiwali się różnymi formami wróżbiarstwa. Najwcześniejsza znana forma chińskiej wróżby, stosowana już przed początkiem dynastii Shang, wykorzystywała ogień i kości. Rozgrzanym prętem przebijano kości lub muszle, a następnie umieszczano je w ogniu. Wzory powstałych pęknięć interpretował jasnowidz.

Początkowo używano łopatek wołów, owiec lub koni. W późniejszych czasach zaczęto stosować skorupy żółwi, być może dlatego, że ich kształt przypominał kopułę nieba, co mogło inspirować wróżbitów. Zachowane kości wróżebne są cennym źródłem informacji o dynastii Shang. Ujawniają tożsamość co najmniej 140 interpretatorów, którzy należeli do najwcześniejszych znanych magów – ich imiona są dziś znane współczesnym badaczom.

Nowa forma wróżbiarstwa, znana dziś jako kleromancja, rozpowszechniła się około 1000 r. p.n.e. Polegała na rzucaniu łodyg krwawnika w celu uzyskania ciągłej lub przerywanej linii, a następnie powtarzaniu tej czynności, aż powstało sześć rzędów. W ten sposób tworzono 64 możliwe heksagramy, z których każdy miał symboliczną nazwę, taką jak „Kocioł” czy „Małe zbiory”. Heksagramy interpretowano w odniesieniu do pytania petenta. Metoda ta, powiązana z astrologią, została po raz pierwszy opisana w klasycznym tekście Zhou Yi (ok. 800 r. p.n.e.). Bardziej rozwinięta wersja tej sztuki, znana z dzieła I Ching (prawdopodobnie z II wieku p.n.e.), miała ogromny wpływ nie tylko na późniejsze teksty wróżbiarskie, ale także na filozofię chińską.
Fotografia nr 6
To wydanie I Ching z czasów dynastii Ming, opublikowane w 1615 roku, przedstawia kompletny zestaw 64 heksagramów na lewej stronie oraz nazwy i interpretacje poszczególnych heksagramów na prawej stronie. Opis wg. numeracji:
1) Linie ułożone w stos są używane w kleromancji.
2) Sektor północno-zachodni rządzi wiosną i pomocnymi ludźmi.
3) Północ znajduje się na dole (z zachodniej perspektywy cztery punkty kompasu są obrócone o 180° zgodnie z ruchem wskazówek zegara).
Feng shui oraz astrologia Ta bagua (osiem symboli) lub mapa energii (feng shui) jest podzielona na sektory zgodnie z kierunkami kardynalnymi z południem na górze. Każdy sektor rządzi porą roku, żywiołem i aspektem życia, takim jak zdrowie, bogactwo lub rodzina.
W harmonii z przyrodą i duchami przodków, czyli magia w starożytnych Chinach
6. W harmonii z krajobrazem
Zarówno w kleromancji, jak i we wróżeniu z kości, eksperci interpretowali wzory powstałe w wyniku ludzkiej interwencji. Feng shui (chińska geomancja, chin. 风水) [9] opierało się natomiast na odczytywaniu wzorców występujących w naturze. Praktycy feng shui analizowali cechy krajobrazu, które mogły sprzyjać dobrej lub złej fortunie mieszkańców danego miejsca. Wierzono, że pochówek w grobie położonym w miejscu o silnej energii życiowej (qi) zapewni pomyślność przyszłym pokoleniom zmarłego. Na większą skalę cesarze zatrudniali mistrzów feng shui do wyznaczania najlepszych lokalizacji pod budowę nowych miast. Na przykład odizolowany cypel mógł być uznany za podatny na negatywne wpływy, podczas gdy otaczające wzgórza miały chronić osadę i przynosić jej mieszkańcom pomyślność.

[9] dosłownie oznacza wiatr i wodę
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.095134019851685