Hobby
10 m
33
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
Wiedza
11 m
2
„Najstraszliwsze monstrum, jakie z samego wnętrza ziemi, tam gdzie wrą gorące wody Akwizgranu, przed niepamiętnymi czasami wyszło na powierzchnię.”
- Joseph Müller, Aachens Sagen und Legenden, Aachen 1858, s. 114.
- Joseph Müller, Aachens Sagen und Legenden, Aachen 1858, s. 114.
Bahkauv (wym. BAH-kałf) to najbardziej charakterystyczne stworzenie lokalnego folkloru Akwizgranu (Aachen) i Nadrenii. Jest czymś pomiędzy potworem z horroru a żartobliwym straszakiem na nocnych bywalców. W dawnych opowieściach nazywano ją Bachkalb (cielę rzeczne/strumieniowe), istotą, która miała mieszkać przy gorących źródłach i kanałach odpływowych w centrum miasta. Szczególnie w rejonie dzisiejszej ulicy Büchel, gdzie znajdował się stary kanał termalny zwany Kolbert.
W opisach pochodzących z Akwizgranu, wygląda jak zdeformowane, ogromne cielę z potarganą, zlepiającą się sierścią, wielkimi, świecącymi oczami, pyskiem pełnym ostrych zębów i łapami przypominającymi niedźwiedzie. W niektórych wersjach podkreśla się, że skóra ma niemal gadzi, śliski charakter. Zwierzę wydaje chrzęst łańcuchów, gdyż wokół szyi i nóg ma żelazne okowy, które brzęczą, gdy wychodzi z kanału. Czasem opisuje się je bardziej jako mieszankę cielęcia, wielkiego kota i jaszczurki, z ostrymi zębami i jaszczurczym ogonem.
Opowieści mówią, że ofiara nagle czuje niewiarygodny ciężar, którego nie da się zrzucić ani otrząsnąć. Bahkauv wbija pazury i każe się nieść, dopóki mężczyzna nie dopadnie do krzyża przydrożnego, kościoła albo bezpiecznego progu domu. Wtedy stwór zeskakuje i znika w ciemności, szukając kolejnego ofiary. W niektórych wariantach historia idzie jeszcze dalej. Gdy mężczyzna w panice zaczyna się modlić, Bahkauv staje się cięższy. Kiedy bluźni, potwór staje się lekki, jakby karmił się grzechem i brakiem skruchy.
Z czasem legenda o Bahkauvie zaczęła się rozwarstwiać na różne wersje. Jedna z popularniejszych opowieści mówi, że przy samej Büchelquelle, dawnym gorącym źródle na potwora miał natknąć się frankoński król Pepin (Pippin Krótki). Zaskoczył śpiące monstrum przy parującej wodzie i zabił je jednym ciosem miecza. Po czym krew potwora miała rzekomo spłynąć ulicą wraz z gorącą wodą. Dzisiejsi autorzy, opisujący tę sagę, sugerują, że tłem mogło być zwyczajne zjawisko przy gorących źródłach. Czerwono-brązowy kożuch glonów i bakterii, który po puszczeniu wody tworzy rudy kolor strumienia, łatwy do uznania za krew zabitego potwora.
Inna, późniejsza wersja legendy zawarta w lokalnych opracowaniach sugeruje, że Bahkauv być może wcale nie był nadnaturalny. Według tej opowieści pewnego razu potwór rzucił się na plecy wyjątkowo silnego kowala. Ten nie tylko się nie załamał, ale zrzucił stwora na ziemię i solidnie go obłożył. Wtedy z potwornego kostiumu miał wyczołgać się strażnik miejski. Strażnik ten wykorzystywał przebranie w niecnym celu. Po nocy napadał i rabował pijanych przechodniów.
Niezależnie od interpretacji, Bahkauv mocno wrósł w tożsamość Akwizgranu. Na dawnym miejscu związanym z legendą, przy Büchel, stoi dziś Bahkauvbrunnen- fontanna przedstawiająca potwora. Pierwszy pomnik powstał na początku XX wieku, ale został zniszczony w czasie II wojny światowej. Nową, bardziej nowoczesną rzeźbę z brązu odsłonięto w latach 60. XX wieku. Dzisiejsza figura przypomina raczej drapieżnego kota z długim ogonem niż typowe cielę. Stała się jednym z charakterystycznych punktów miasta i częstym motywem na pocztówkach i pamiątkach
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
Wiedza
1 r
1
„Hellequin bywa łączony z diabłem i śmiercią jako jedna z ich możliwych emanacji: tej, która o pewnych porach roku zstępuje na ziemię na czele oddziału upiorów, trwożąc żywych. Niekiedy jednak autorzy go demistyfikują, ujawniając jego komiczny wymiar.”
- parafraza na podstawie współczesnych opracowań z zakresu mediewistyki dotyczących zjawiska Dzikiego Gonu we Francji
- parafraza na podstawie współczesnych opracowań z zakresu mediewistyki dotyczących zjawiska Dzikiego Gonu we Francji
Rota Hellequina (fr. Mesnée d’Hellequin) to jeden z najsłynniejszych francuskich wariantów Dzikiego Gonu. Nocna procesja zmarłych, potępieńców i demonów, pędzonych huraganem przez niebo i bezdroża. W tradycji Bretanii, Pikardii i Normandii słychać ją jako chór rogów, ujadanie czarnych ogarów, trzask piór i pobrzęk uprzęży. Widuje się migotliwe pochodnie i jeźdźców, którzy nie znają zmęczenia. Spotkanie z orszakiem uchodzi za omen wojny, zarazy albo śmierci, która dotknie okolicznych mieszkańców. Bywa też próbą: legendy mówią, że wędrowiec, który natknie się na pochód, ma rzucić się na ziemię, nie wpatrywać się i nie odpowiadać, gdy ktoś z orszaku wywoła jego imię. Kto poda jeźdźcowi pomocną dłoń lub da się porwać ciekawości, może trafić do procesji i wrócić dopiero po wielu latach.
Słowo mesnie/mesnée (ze średniofr.- świta, zbrojna rota) trafnie oddaje charakter zjawiska, to nie pojedynczy duch, lecz uzbrojony orszak. Imię Hellequin (pisane też Hellekin, Herlequin, Harlequin) łączy się z germańskimi i anglonormańskimi postaciami wodzów Dziczy: Herla (u Waltera Mapa), Herlechin/Herlething (u Orderyka Vitalisa), a w Bretanii alternatywnie z Artusem (Chasse Artus). Już Orderyk Witalis (XII w.) opisuje spotkanie duchownego z upiorną kolumną rycerzy, łowców i kobiet niosących niemowlęta. Roman de Renart zna idiom „mesnie Hellequin” jako synonim dzikiej kompanii. W późnym średniowieczu nazwa zaczyna promieniować na teatr uliczny i jarmarczny. Uczeni często wskazują, że Arlekin (Arlecchino w komedii dell’arte) nosi w nazwie echo Hellequina, choć scena ostatecznie uczyniła z niego figlarza, a nie ponurego wodza widm.
Jak właściwie wygląda ten orszak potępieńców? W normandzkich i pikardyjskich opowieściach „idą dwa światy naraz”. Na czele jeźdźcy w kolczugach, z chorągwiami i ognistymi chochlami przy siodle. Za nimi podąża tłum cieni: duchy morderców, bluźnierców, szabrowników, słowem: dusze obciążone bardzo konkretnymi grzechami. W Bretanii pochód bywa bardziej królewski (z Artusem), w Burgundii częściej myśliwski (ogniste psy, rogacze diabelskie). Wszędzie powraca motyw próby. W orszaku ktoś niesie zmarłe dziecko i pyta przechodnia o chrzestne imię, ktoś prosi o łyk wody, ktoś inny każe na chwilę potrzymać pochodnię. Kto ulegnie i spełni prośbę, może srogo pożałować swego miłosierdzia. Kto odmówi łagodnie i padnie twarzą do ziemi, słyszy tylko świst i śmiech oddalających się upiorów.
Średniowieczne kroniki i kazania, aż po wzmianki w satyrach i poematach, wprowadziły Mesnie Hellequin do obiegu uczonego, a później do słowników i kompendiów demonologii. W nowożytnej piśmienności francuskiej staje się idiomem chaosu i zgiełku (tak pisze się o rozpasanej tłuszczy, o „piekielnych procesjach”). W badaniach XIX–XX w. stała się przykładem żywotności mitu o Dzikim Gonie na ziemiach romańskich i germańskich. Współczesne opracowania regionalne (Normandia/Bretania) porządkują lokalne warianty: La Chasse Hellequin, La Chasse Artus, La Chasse infernale, wskazując zarówno na wspólne jądro (nocny orszak, próba, omen), jak i na różnice obsadowe (Hellequin, Artus, czasem św. Hubert jako symbol myśliwskiej furii).