Od kilkunastu lat, a na bogato od LUTEGO 2022 grzany jest temat "PRZESMYKU SUWALSKIEGO" i media straszą ludzi...
TO JEST PIERWSZY NEWS NA WP(w tej chwili) i to nie pierwszy raz i nie tylko tutaj...
TO JEST PIERWSZY NEWS NA WP(w tej chwili) i to nie pierwszy raz i nie tylko tutaj...
A jaka jest prawda?
Przesmyk suwalski nie ma sensu, jest praktycznie nieprzekraczalny. Od granicy z Białorusią(bardziej na południe) do naszej stolicy jest około 200km po płaskim terenie, polami... a nie tak jak na przesmyku - GĘSTE LASY, JEZIORA, CIEKI WODNE, PRZESZKODY TERENOWE...
Ponadto do Kalinigradu łatwiej przebić korytarz na wysokości WILNA, bądź od północy z Łotwy/Estonii.
TO PEWNIE więdzą już wszyscy, ale po co ten plankton medialny puszcza takie artykuły? Czy oni nie rozumieją, że ludzie 10x chętniej będą klikać/oglądać rzetelne treści? Takie które mają jakiś warsztat i przekaz? Brzydzę się ClickBaitem, mam dość artykułów np. na temat opon zimowych danego producenta, ale na początek 100 linijek teksu o pochodzeniu zimy, samochodów i opon zimowych, żeby na końcu po przewinięciu rolki w myszce prawie do końca... nie dostać informacji której szukałem. Google i wszystkie wyszukiwarki internetowe od wprawdzenia AI też stały się rynsztokiem
3majcie się tam w tej Polsce!
Przesmyk suwalski nie ma sensu, jest praktycznie nieprzekraczalny. Od granicy z Białorusią(bardziej na południe) do naszej stolicy jest około 200km po płaskim terenie, polami... a nie tak jak na przesmyku - GĘSTE LASY, JEZIORA, CIEKI WODNE, PRZESZKODY TERENOWE...
Ponadto do Kalinigradu łatwiej przebić korytarz na wysokości WILNA, bądź od północy z Łotwy/Estonii.
TO PEWNIE więdzą już wszyscy, ale po co ten plankton medialny puszcza takie artykuły? Czy oni nie rozumieją, że ludzie 10x chętniej będą klikać/oglądać rzetelne treści? Takie które mają jakiś warsztat i przekaz? Brzydzę się ClickBaitem, mam dość artykułów np. na temat opon zimowych danego producenta, ale na początek 100 linijek teksu o pochodzeniu zimy, samochodów i opon zimowych, żeby na końcu po przewinięciu rolki w myszce prawie do końca... nie dostać informacji której szukałem. Google i wszystkie wyszukiwarki internetowe od wprawdzenia AI też stały się rynsztokiem
3majcie się tam w tej Polsce!
Cześć i czołem,
Po krótkiej przerwie wracam do pisania, o wszystkim i o niczym. Pod koniec tego wpisu zarzucę temat mojej eskapady z ostatniego weekendu — jakby to powiedzieć, było grubo. Poznałem świat bliższy nam, niż się wydaje. Jestem ciekaw, czy też by Was to zainteresowało.
Pierwszy poranek w Nagano wzbudził we mnie bardziej zdziwienie i zakłopotanie niż radość. Jako narciarz z krwi i kości oczekiwałem chociaż krztyny śniegu. A tutaj, nie no, kierowniku — tyle to nie, najwyżej może być -8 stopni na zewnątrz.
Po krótkiej przerwie wracam do pisania, o wszystkim i o niczym. Pod koniec tego wpisu zarzucę temat mojej eskapady z ostatniego weekendu — jakby to powiedzieć, było grubo. Poznałem świat bliższy nam, niż się wydaje. Jestem ciekaw, czy też by Was to zainteresowało.
Pierwszy poranek w Nagano wzbudził we mnie bardziej zdziwienie i zakłopotanie niż radość. Jako narciarz z krwi i kości oczekiwałem chociaż krztyny śniegu. A tutaj, nie no, kierowniku — tyle to nie, najwyżej może być -8 stopni na zewnątrz.
Rano, po zejściu na śniadanie, przekonałem się, że to, co widziałem w lobby — zastanawiając się, gdzie jest stołówka — jest stołówką (zdjęcie poniżej). Ciasna, ale spełniała swoje zadanie, w jakimś stopniu.
Po nałożeniu sobie jedzenia na talerz przystąpiłem do znalezienia wolnego miejsca.
Po nałożeniu sobie jedzenia na talerz przystąpiłem do znalezienia wolnego miejsca.
Usiadłem przy długim blacie ze szklaną ścianą pośrodku. Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, było to, że po tym, jak moi współlokatorzy po bokach skończyli jeść i odeszli z miejsc, nikt — w sumie do końca mojego pobytu w stołówce — się nie dosiadł :X
Po ukończonym posiłku zaczęła się przygoda z ruchem ulicznym. Na Hokkaido, ruch — jak wspominałem w poprzednich postach — nie był zbyt intensywny, toteż nie sprawiał zbyt wielu problemów.
Na Honshu. Heh. To zupełnie inna sprawa.
Po ukończonym posiłku zaczęła się przygoda z ruchem ulicznym. Na Hokkaido, ruch — jak wspominałem w poprzednich postach — nie był zbyt intensywny, toteż nie sprawiał zbyt wielu problemów.
Na Honshu. Heh. To zupełnie inna sprawa.
Po wyjechaniu w miasto człowiek od razu złapał zupełnie inny vaib prowadzenia — tutaj wymagało to dużo więcej skupienia. Jednym z moich głównych postanowień było zobaczenie jak największej liczby miejsc i rzeczy, których nie byłbym w stanie doświadczyć, kierując się po najszybszych szlakach.
Przy okazji mój umysł zjeba wpadł na pomysł, by zahaczyć o miejsca, które widziałem w telewizji czy internecie (jak wspominałem: filmy z YT, telewizja, czy nawet anime — ale o tym ostatnim to przy okazji).
Pierwszym kierunkiem obranym był ośrodek narciarski Happo One w dolinie Hakuby. Trasa przebiegała wzdłuż rzeki Sai, przez stary szlak górski — była to jedna z bardziej malowniczych dróg, jakie widziałem.
Przy okazji mój umysł zjeba wpadł na pomysł, by zahaczyć o miejsca, które widziałem w telewizji czy internecie (jak wspominałem: filmy z YT, telewizja, czy nawet anime — ale o tym ostatnim to przy okazji).
Pierwszym kierunkiem obranym był ośrodek narciarski Happo One w dolinie Hakuby. Trasa przebiegała wzdłuż rzeki Sai, przez stary szlak górski — była to jedna z bardziej malowniczych dróg, jakie widziałem.
Jeżeli myślicie, że w trakcie tej drogi się nic nie odjebało XD, to jesteście w błędzie. Człowiek przyzwyczajony od samego początku swojej kariery drogowej do ruchu prawostronnego niektóre rzeczy wykonuje autonomicznie — patrz: wrzucanie kierunkowskazu lewą ręką samoczynnie, automatycznie, bez myślenia.
W aucie z kierą po prawej stronie kierunkowskaz też jest z prawej strony, stąd w pierwszych dniach bardzo często zamiast włączyć kierunkowskaz, włączałem wycieraczki (potem, po powrocie do Polski, miałem z tym problem w drugą stronę XD).
Tak więc, szczęśliwy ja, jadąc, stanąłem na światłach robót drogowych. Po zapaleniu się zielonego światła ruszyłem na przeciwległy pas ruchu, odbyłem lekki slalom, przeskakując z pasa na pas i... na sam koniec robót drogowych, jak gdyby nigdy nic, wróciłem na prawy pas.
Zadowolony, tak przejechałem ponad 500 metrów, gdy skapnąłem się, że na moście wszystkie znaki skierowane są w przeciwną stronę XDDD. Nawet nie wiecie, jakiego stresu człowiek wtedy nałapał.
W aucie z kierą po prawej stronie kierunkowskaz też jest z prawej strony, stąd w pierwszych dniach bardzo często zamiast włączyć kierunkowskaz, włączałem wycieraczki (potem, po powrocie do Polski, miałem z tym problem w drugą stronę XD).
Tak więc, szczęśliwy ja, jadąc, stanąłem na światłach robót drogowych. Po zapaleniu się zielonego światła ruszyłem na przeciwległy pas ruchu, odbyłem lekki slalom, przeskakując z pasa na pas i... na sam koniec robót drogowych, jak gdyby nigdy nic, wróciłem na prawy pas.
Zadowolony, tak przejechałem ponad 500 metrów, gdy skapnąłem się, że na moście wszystkie znaki skierowane są w przeciwną stronę XDDD. Nawet nie wiecie, jakiego stresu człowiek wtedy nałapał.
Po minięciu sporej ilości małych górskich miejscowości i zjechaniu z górskiego szlaku do doliny Hakuby trafiliśmy na małą lokalną świątynię. Był to pierwszy mój kontakt z tego rodzaju budowlami, na Hokkaido nie miałem za bardzo jak odwiedzić tego typu miejsc (wszystko było za daleko).
Bardzo urocze miejsce, jedno z wielu tego typu, które miałem okazję zobaczyć i odwiedzić (postaram się większość z nich powrzucać do postów, bo były po prostu przeurocze).
Bardzo urocze miejsce, jedno z wielu tego typu, które miałem okazję zobaczyć i odwiedzić (postaram się większość z nich powrzucać do postów, bo były po prostu przeurocze).
Po zobaczeniu i zwiedzeniu świątyni wyruszyliśmy na stok. Od tego momentu ten dzień okazał się jednym z moich gorszych dni, chętnie opowiem wam teraz o tym, jak bardzo odjebałem.
Ośrodek narciarski od świątyni znajdował się 25 km. Zapytacie więc (oczywiście, że nie zapytacie, sam wam to napiszę), jak bardzo może różnić się w takiej odległości pokrywa śniegu?
Dużo, mało? W naszych regionach powiedziałbym, że jeden chuj. W Japonii, w jednej dolinie, na tej samej wysokości? To już inny temat (odpowiedź na zdjęciu).
Ośrodek narciarski od świątyni znajdował się 25 km. Zapytacie więc (oczywiście, że nie zapytacie, sam wam to napiszę), jak bardzo może różnić się w takiej odległości pokrywa śniegu?
Dużo, mało? W naszych regionach powiedziałbym, że jeden chuj. W Japonii, w jednej dolinie, na tej samej wysokości? To już inny temat (odpowiedź na zdjęciu).
Pierwszą rzeczą rzucającą się w oczy jest bardzo duża liczba skoczni narciarskich w całym kraju. Są w każdym większym ośrodku narciarskim (dosłownie ich tam jak mrówek).
Po otwarciu bagażnika zauważyłem, że mądry ja zostawiłem swój kask, gogle i rękawiczki narciarskie w hotelu (tak zazwyczaj wszystkie te rzeczy mam w jednej torbie).
(╯°□°)╯︵ ┻━┻
Nie będę oszukiwać, bardzo się wkurzyłem. Człowiek przejechał pół świata i co? I taką rzecz odwalił. Najgorsze, że to nie był pierwszy problem tego dnia.
Ruszyłem od razu w poszukiwaniu wypożyczalni sprzętu narciarskiego. Znalazłem trzy — w pierwszych dwóch dowiedziałem się na miejscu, że wszystko zostało już wypożyczone. W trzeciej natomiast dostałem tylko kask. Było to już pół sukcesu (co ciekawe, wypożyczenie kasku na cały dzień kosztowało mniej niż 15 PLN).
(╯°□°)╯︵ ┻━┻
Nie będę oszukiwać, bardzo się wkurzyłem. Człowiek przejechał pół świata i co? I taką rzecz odwalił. Najgorsze, że to nie był pierwszy problem tego dnia.
Ruszyłem od razu w poszukiwaniu wypożyczalni sprzętu narciarskiego. Znalazłem trzy — w pierwszych dwóch dowiedziałem się na miejscu, że wszystko zostało już wypożyczone. W trzeciej natomiast dostałem tylko kask. Było to już pół sukcesu (co ciekawe, wypożyczenie kasku na cały dzień kosztowało mniej niż 15 PLN).
Zadowolony ja ruszyłem do kasy po karnet, wytrzasnąłem okulary przeciwsłoneczne i rękawiczki wełniane, które miałem w kurtce jako ocieplacze do rąk.
No i tutaj zaczęła się kolejna część mojego "złego dnia". Czy macie tak czasami, że macie dni, w których dosłownie wszystko, za co się bierzecie, nie wychodzi? Z godziny na godzinę robi się coraz większa chujnia, etc.? Tak? No to był jeden z tych dni.
Po wjechaniu na pierwszy wyciąg i przesiadce na gondolę, podczas rozmowy z bardzo miłą Australijką, ja debil zgubiłem w wagoniku karnet narciarski, dosłownie 20 minut po zakupie...
(╯°□°)╯︵ ┻━┻
Kurwa mać. Dalej mnie nosi, jak o tym pomyślę, ale to jeszcze nie jest wisienka na torcie.
Po wyjściu z gondoli i przesiadce na następny wyciąg, skapnąłem się, że nie mam karnetu. Bardzo, bardzo wściekły opuściłem swojego współtowarzysza i zjechałem z powrotem do samochodu. Podjąłem decyzję, że jak siły wyższe nie chcą, żebym dzisiaj jeździł na nartach, to przynajmniej przejdę się po mieście i porobię zdjęcia.
Wróciłem do auta, przebrałem się, poszedłem oddać kask (starszy pan był bardzo zdziwiony, jak szybko zakończyłem dzień narciarski).
Ruszyłem w kierunku miasta, zachaczając tu i ówdzie o ciekawe uliczki.
Po wjechaniu na pierwszy wyciąg i przesiadce na gondolę, podczas rozmowy z bardzo miłą Australijką, ja debil zgubiłem w wagoniku karnet narciarski, dosłownie 20 minut po zakupie...
(╯°□°)╯︵ ┻━┻
Kurwa mać. Dalej mnie nosi, jak o tym pomyślę, ale to jeszcze nie jest wisienka na torcie.
Po wyjściu z gondoli i przesiadce na następny wyciąg, skapnąłem się, że nie mam karnetu. Bardzo, bardzo wściekły opuściłem swojego współtowarzysza i zjechałem z powrotem do samochodu. Podjąłem decyzję, że jak siły wyższe nie chcą, żebym dzisiaj jeździł na nartach, to przynajmniej przejdę się po mieście i porobię zdjęcia.
Wróciłem do auta, przebrałem się, poszedłem oddać kask (starszy pan był bardzo zdziwiony, jak szybko zakończyłem dzień narciarski).
Ruszyłem w kierunku miasta, zachaczając tu i ówdzie o ciekawe uliczki.
Niektóre z budynków były budowane w stylu mocno europejskim, głównie hotele, oczywiście.
Na pograniczu wioski znalazłem betonową bramę torii, która prowadziła do bardzo uroczej świątyni. Była umieszczona na zboczu góry i wyglądała bajecznie. To był też pierwszy raz, gdy widziałem sekwoje na własne oczy.
Zafascynowany tym miejscem, obszedłem je wzdłuż i wszerz, i zgadnijcie co XD – to był trzeci raz (wtedy to jeszcze tego nie wiedziałem), kiedy los mi dojebał.
Ogólnie wspomniałem o aparacie (fotki wykonywane były na obiektywie 50 mm – moja ulubiona zabawka, btw.), ale no tak, w torbie miałem jeszcze dwa obiektywy.
Schodząc ze zbocza, na którym znajdowała się świątynia, stwierdziłem, że zajebistym pomysłem będzie zjazd na tyłku, jak za dzieciaka. Pomysł świetny! Na odchodne zrobiłem jeszcze zdjęcie, na którym dopiero w hotelu zobaczyłem, gdzie tak naprawdę zgubiłem obiektyw (nie muszę mówić, jak wściekły byłem na samego siebie). No cóż, życie – trzeba to czasem zaakceptować, nic z tym nie zrobimy.
(╯°□°)╯︵ ┻━┻
Ogólnie wspomniałem o aparacie (fotki wykonywane były na obiektywie 50 mm – moja ulubiona zabawka, btw.), ale no tak, w torbie miałem jeszcze dwa obiektywy.
Schodząc ze zbocza, na którym znajdowała się świątynia, stwierdziłem, że zajebistym pomysłem będzie zjazd na tyłku, jak za dzieciaka. Pomysł świetny! Na odchodne zrobiłem jeszcze zdjęcie, na którym dopiero w hotelu zobaczyłem, gdzie tak naprawdę zgubiłem obiektyw (nie muszę mówić, jak wściekły byłem na samego siebie). No cóż, życie – trzeba to czasem zaakceptować, nic z tym nie zrobimy.
(╯°□°)╯︵ ┻━┻
Po powrocie do auta i spotkaniu się z moim druhem, wyruszyliśmy w drogę powrotną. Odbyło się też pierwsze tankowanie na typowej stacji (nie takiej przy wypożyczalni). Pierwszą rzeczą, którą się robi po ustawieniu do dystrybutora, jest wpłata gotówki. Następnie wybieramy rodzaj paliwa i tankujemy, w akompaniamencie reklam.
Po zatankowaniu dostajemy paragon z kodem kreskowym. Nadmiar gotówki jest wypłacany przez automat zwracający resztę, najczęściej znajdujący się przy dystrybutorze.
Ciekawostka: na stacjach benzynowych w Japonii nie widziałem w ogóle sklepów, w sensie takich, jak u nas w Europie czy Stanach. Na stacji kupisz tylko paliwo i tyle :X (zazdroszczę im ceny paliwa).
Po zatankowaniu dostajemy paragon z kodem kreskowym. Nadmiar gotówki jest wypłacany przez automat zwracający resztę, najczęściej znajdujący się przy dystrybutorze.
Ciekawostka: na stacjach benzynowych w Japonii nie widziałem w ogóle sklepów, w sensie takich, jak u nas w Europie czy Stanach. Na stacji kupisz tylko paliwo i tyle :X (zazdroszczę im ceny paliwa).
Spacerując po mieście, przyglądałem się samochodom. Mają mega dużo aut, które dla nas wyglądają dziwnie, a już nie mówię o nazwach XD.
Na fotkach:
Suzuki Alto Works 4WD Turbo (chcę takiego!!!!),
Nissan Lafesta,
Toyota ISIS (XD tutaj kisnę dalej z nazwy xdd).
W późniejszych postach więcej na ten temat, muszę zrobić oddzielnego posta na temat jedzenia i motoryzacji, bo to jest dość srogi temat.
Na fotkach:
Suzuki Alto Works 4WD Turbo (chcę takiego!!!!),
Nissan Lafesta,
Toyota ISIS (XD tutaj kisnę dalej z nazwy xdd).
W późniejszych postach więcej na ten temat, muszę zrobić oddzielnego posta na temat jedzenia i motoryzacji, bo to jest dość srogi temat.
Mimo wszystkich niefartownych rzeczy, które się przytrafiły, dzień mimo wszystko mogę uznać za udany. Możliwość obcowania i poznawania obcej kultury to coś, co mega zawsze doceniam.
Następny dzień to kontynuacja tej karuzeli spierdolenia XD, więc będę kontynuować to w następnym wpisie.
Ps. Postarałem się teraz bardziej dbać o gramatykę, by oczy nie bolały. Mam nadzieję, że się nie wywróciłem tym razem.
Ad 2. Niefart tamtego dnia dalej mnie trzyma i od trzech dni próbuję wrzucić ten wpis (ciągle sypie mi błędy, żebym skontaktował się z administracją -.-)
Następny dzień to kontynuacja tej karuzeli spierdolenia XD, więc będę kontynuować to w następnym wpisie.
Ps. Postarałem się teraz bardziej dbać o gramatykę, by oczy nie bolały. Mam nadzieję, że się nie wywróciłem tym razem.
Ad 2. Niefart tamtego dnia dalej mnie trzyma i od trzech dni próbuję wrzucić ten wpis (ciągle sypie mi błędy, żebym skontaktował się z administracją -.-)
Cześć i czołem,
Jak wspominałem w poprzednich postach, mój pobyt na Hokkaido odbywał się w miejscach mocno nastawionych na turystykę. Stąd wzieło sie pojęcie innej Japonii. Niseko i okolice jest to idealne miejsce na urlop, ale beznadziejne do poznania tego jak wygląda i działa kultura tego kraju, będącego równocześnie bardzo podobnym, jak i zupełnie innym w stosunku do Polski.
(ponad 90 % aut w tym rejonie nosiło znaki na tablicach rejestracyjnych れ i わ, świadczące o przeznaczeniu tych aut na wynajem, polecam artykuł na wikipedi, całkiem dobrze opisuje to na jakiej zasadzie działają u nich tablice rejestracyjne)
Jak wspominałem w poprzednich postach, mój pobyt na Hokkaido odbywał się w miejscach mocno nastawionych na turystykę. Stąd wzieło sie pojęcie innej Japonii. Niseko i okolice jest to idealne miejsce na urlop, ale beznadziejne do poznania tego jak wygląda i działa kultura tego kraju, będącego równocześnie bardzo podobnym, jak i zupełnie innym w stosunku do Polski.
(ponad 90 % aut w tym rejonie nosiło znaki na tablicach rejestracyjnych れ i わ, świadczące o przeznaczeniu tych aut na wynajem, polecam artykuł na wikipedi, całkiem dobrze opisuje to na jakiej zasadzie działają u nich tablice rejestracyjne)
Ostatniego dnia na stokach Annapuri padła decyzja, by zaplanować wyjazd z Kutaczana conajmniej na 4-5 godzin przed lotem z Chitose, mając z tyłu głowy jak wyglądała droga na początku naszej przygody. Droga miała przebiegać przez przełęcz obok jeziora Shikotsu tj drogą krajową 453. Ruszyliśmy z rana o 6:00, by przynajmniej mieć zapas w razie jakichkolwiek niespodzianek (lot był o 12:30).
Podziwianie brzasku słońca, w tak malowniczej krainie to jest zupełnie inne doznanie. Lecz niestety na naszą korzyść, nie trafiliśmy tym razem na śnierzycę. Chciałbym przyzauważyć, że Japończycy nie korzystają z sypania solą po drodze, jedyne na czym skupiają się to na odśnierzaniu drogi, zwróćcie uwagę jak suchy asfalt jest na drogach przez to, błoto pośniegowe praktycznie nie istnieje, bo jedziesz albo po asfalcie, albo po lodzie.
Dotarcie nad jezioro zajeło uwaga uwaga, całe 50 minut.
Na zdjęciu góra Eniwa, skąpana w blasku porannego słońca.
Na zdjęciu góra Eniwa, skąpana w blasku porannego słońca.
Do wypożyczalni dotarliśmy na pół godziny przed jej otwarciem. Co najlepsze mimo zamkniętego sklepu, obecny na miejscu pracownik wpuścił nas bezproblemu do środka byśmy nie marznęli na zimnie. Zdanie auta po otwarciu nie trwało nawet 5 minut, na szczęście tym razem zaoferowali podwózkę na lotnisko (zwycięstwo), więc omineła mnie podróż z całym szpejem przez miasto na pociąg :D
Największe lotnisko w Polsce jest to lotnisko Chopina w warszawie, dla porównania malutkie lotnisko w Chitose jest jakieś 3-4 razy większe. Po dotarciu na miejsce poszła prosto rura, by nadać bagaże i zjeść coś przed odlotem. Ustawiłem się w kolejce i gdzieś po 40 minutach stania podeszła do mnie stewardessa z takim, alo alo prze Pana, tutaj są loty krajowe, wypierdzielaj Pan na między narodowe. usłyszała u mnie zwrotnie Alles Daijoubu, Tokio ni iku - Alles wporządku, jadę do Tokio. (Tak jakoś zacząłem kiedyś dla beki łaczyć niemiecki z japońskim i nie dość że brzmi to śmiesznie, to jeszcze mindfakuje lokalsow xdd) nastała chwila konfundacji, kazała mi pokazać bilet i dała spokój. (Co za dziwna sytuacja białas leci do Tokio zamiast do domu, i w sumie nie dziwie jej się reakcji bo w samolocie powrotnym do stolicy kraju kwitnącej wiśni były tylko dwie białe kruszynki, ja i mój współtowarzysz w podróży xd. ( to by wyjaśniało ich reakcje na nas w kolejce).
Po nadaniu bagaży, i wleceniu na strefe bezcłową, udaliśmy się do resteuracji i pierwszy większy zonk, ceny jedzenia były normalne, w sensie za śniadanie w postaci jajecznicy, z kiełbaskami, ryżem i tempurą zapłaciłem nie całe 20 złotych, 750 yenów. Bardzo miłe zaskoczenie, nie spodziewałem się czegoś takiego na lotnisku.
Lot powrotny trwał niecałe dwie godziny, po wyjściu z terminala na Hanedzie (lotnisko w Tokio), zaczął się cyrk odbioru samochodu, bo czekała na nas jeszcze 4 godzinna podróż do Nagano.
Wg. wiecie że auta z wypożyczalni mają w standardzie telewizję (nie wyczaiłem tego w poprzednim aucie) ?
Smiać mi się chciało, bo miałem podkast puszczony, gdzie coś pierdolili, że będą chcieli zrobić, by auta w europie miały reklamy w trakcie jazdy, ja takie spojrzenie na to i myśl "pathetic" paczta na to xd
Największe lotnisko w Polsce jest to lotnisko Chopina w warszawie, dla porównania malutkie lotnisko w Chitose jest jakieś 3-4 razy większe. Po dotarciu na miejsce poszła prosto rura, by nadać bagaże i zjeść coś przed odlotem. Ustawiłem się w kolejce i gdzieś po 40 minutach stania podeszła do mnie stewardessa z takim, alo alo prze Pana, tutaj są loty krajowe, wypierdzielaj Pan na między narodowe. usłyszała u mnie zwrotnie Alles Daijoubu, Tokio ni iku - Alles wporządku, jadę do Tokio. (Tak jakoś zacząłem kiedyś dla beki łaczyć niemiecki z japońskim i nie dość że brzmi to śmiesznie, to jeszcze mindfakuje lokalsow xdd) nastała chwila konfundacji, kazała mi pokazać bilet i dała spokój. (Co za dziwna sytuacja białas leci do Tokio zamiast do domu, i w sumie nie dziwie jej się reakcji bo w samolocie powrotnym do stolicy kraju kwitnącej wiśni były tylko dwie białe kruszynki, ja i mój współtowarzysz w podróży xd. ( to by wyjaśniało ich reakcje na nas w kolejce).
Po nadaniu bagaży, i wleceniu na strefe bezcłową, udaliśmy się do resteuracji i pierwszy większy zonk, ceny jedzenia były normalne, w sensie za śniadanie w postaci jajecznicy, z kiełbaskami, ryżem i tempurą zapłaciłem nie całe 20 złotych, 750 yenów. Bardzo miłe zaskoczenie, nie spodziewałem się czegoś takiego na lotnisku.
Lot powrotny trwał niecałe dwie godziny, po wyjściu z terminala na Hanedzie (lotnisko w Tokio), zaczął się cyrk odbioru samochodu, bo czekała na nas jeszcze 4 godzinna podróż do Nagano.
Wg. wiecie że auta z wypożyczalni mają w standardzie telewizję (nie wyczaiłem tego w poprzednim aucie) ?
Smiać mi się chciało, bo miałem podkast puszczony, gdzie coś pierdolili, że będą chcieli zrobić, by auta w europie miały reklamy w trakcie jazdy, ja takie spojrzenie na to i myśl "pathetic" paczta na to xd
Wg zajebistą mają te telewizje każdy znajdzie coś dla siebie informacje, anime, j-dramy, móje wóje dzikie węże, a właśnie wspominałem już o anime?.
Pierwszy kontakt z Tokio to były zajebiste korki i podziwianie tego rozległego miasta ( sam wyjazd z metropolii zajął 3 godziny)
Pierwszy kontakt z Tokio to były zajebiste korki i podziwianie tego rozległego miasta ( sam wyjazd z metropolii zajął 3 godziny)
Z postojami droga do hotelu zajeła 5 godzin, (zgadnijcie który debil cebulak miał zaznaczone w nawigacji by unikać opłat i tego nie zauważył xd)
Na hokkaido nie robiło to żadnej różnicy, bo zbyt wielu dróg z opłatami tam nie było, jednak Metropolia Tokijska i okolice to zupełnie inna kwestia. Po ogarnięciu tematu nawigacji (po ponad dwóch godzinach ciskania się kurwa po kątach miasta (wyszło to wsumie inplus, lubię tego rodzaju zwiedzanie)) wskoczyliśmy na drogę szybkiego ruchu. W wypożyczalni na Hokkaido zrobili mi szybkie szkolenie ze znaków i krótkie wprowadzenie do ograniczeń prędkości (ogólnie na hokkaido to nie było się gdzie rozpędzać xd), ale mniejsza o to, wiedza ta mega sprzydała się na Honshuu.
Dla nie wtajemniczenia:
Ograniczenie w mieście 50 km/h
Za miastem 60 km/h
Autostrada 100 km/h
Chyba że znaki inaczej pokazują, dlatego w mieście głównie jedziesz 30 km/h xd
Czy moge na to nażekać? Wręcz przeciwnie, nie ironicznie, przez kulturę jazdy Japończycków jest to naprawde dobre rozwiązanie. Korki nie stoją, tylko płyną więc nie sa tak upierdliwe jak te u nas, nie ma debili poganiających długimii światłami, a fotoradary na autostradzie to norma tam (i nie, nie są tak ładnie oznakowane tak jak nasze :X)
Inna sprawa że głupio łamać przepisy jak zwykła stłuczka może zostać klasyfikowana jako przestępstwo i skończyć się wizytą na komisariacie i w więzieniu. (do ruchu drogowego i aut na drogach wróce przy okazji wyjazdu z Nagano i wizyty w Tokio te drogi są niesamowite)
Do Hotelu dotarliśmy na chwilę przed 22, poleciałe zrobić szybki check in, i zaczął się pierdolony dramat parkingowy. Rozmiarami nie tylko kuźki mają małe, ale samochody, drogi i miejsca parkingowe też. Z jednej strony zajebiście że Parking był przy hotelu, ale z drugiej strony auto zmieściło się na styk wagowo w parkingu 1550 kg (przy dopuszczalnych 1600kg). 50 kg niby nie robi różnicy, tutaj to była kwestia płacenia lub nie płacenia za parking xd. (widzicie też jak auto na styk tam wchodzi):
Dla nie wtajemniczenia:
Ograniczenie w mieście 50 km/h
Za miastem 60 km/h
Autostrada 100 km/h
Chyba że znaki inaczej pokazują, dlatego w mieście głównie jedziesz 30 km/h xd
Czy moge na to nażekać? Wręcz przeciwnie, nie ironicznie, przez kulturę jazdy Japończycków jest to naprawde dobre rozwiązanie. Korki nie stoją, tylko płyną więc nie sa tak upierdliwe jak te u nas, nie ma debili poganiających długimii światłami, a fotoradary na autostradzie to norma tam (i nie, nie są tak ładnie oznakowane tak jak nasze :X)
Inna sprawa że głupio łamać przepisy jak zwykła stłuczka może zostać klasyfikowana jako przestępstwo i skończyć się wizytą na komisariacie i w więzieniu. (do ruchu drogowego i aut na drogach wróce przy okazji wyjazdu z Nagano i wizyty w Tokio te drogi są niesamowite)
Do Hotelu dotarliśmy na chwilę przed 22, poleciałe zrobić szybki check in, i zaczął się pierdolony dramat parkingowy. Rozmiarami nie tylko kuźki mają małe, ale samochody, drogi i miejsca parkingowe też. Z jednej strony zajebiście że Parking był przy hotelu, ale z drugiej strony auto zmieściło się na styk wagowo w parkingu 1550 kg (przy dopuszczalnych 1600kg). 50 kg niby nie robi różnicy, tutaj to była kwestia płacenia lub nie płacenia za parking xd. (widzicie też jak auto na styk tam wchodzi):
A tak się czułem za każdym razem patrząc na to przez najbliższy tydzień:
W tym hotelu też dowiedziałem się jak oznaczane są piętra w Japonii (nie mają parteru jako zero, tylko liczą odrazu od pierwszego piętra)
Z końcem tego dnia, ukończony został przeze mnie tutorial Japonii, od dnia następnego miała zacząć się jedna z największych przepraw kulturowo-językowych w moim życiu, naszczęście w tedy nie byłem jeszcze tego w pełni świadom.
Zdjęcie z okna hotelowego:
Zdjęcie z okna hotelowego:
Po ujżeniu tego, jak wygląda miasto Nagano na wieczór, poczułem sie jeszcze bardziej obco, niż było to w wypadku Hokkaido. Coś zaczeło mi świecić z tyłu głowy że to zaczyna być to po co tutaj tak naprawde przyjechałem, żeby spróbować doświadczyć tego na ile będzie to dla mnie możliwe.
Pozwolę sobie zakończyć ten wpis tutaj (Nagano i Tokio to bardzo ciekawe przypadki w tej podróży).
Wieś w Japonii (tak Nagano i okolice to jest bardziej wieś niż miasto), pokazuje bardzo dużo na temat kraju i jego problemów. Planuje to skrupulatnie wam opisac w kolejnych wpisach.
Wrócę do szycia wpisów w przyszły poniedziałek (Będę zbierać przez najbliższe dni materiał na kolejne wpisy tego typu :X)
Dziękuję wszystkim za poświęcanie swojego wolnego czasu na moje wypociny i mam nadzieję że spełnia to jakieś standardy xd
Do usłyszenia wkrótce (postaram się wrzucić jakąś przebitke z aktualnego wyjazdu :X)
Kłaniam się nisko!.
Pozwolę sobie zakończyć ten wpis tutaj (Nagano i Tokio to bardzo ciekawe przypadki w tej podróży).
Wieś w Japonii (tak Nagano i okolice to jest bardziej wieś niż miasto), pokazuje bardzo dużo na temat kraju i jego problemów. Planuje to skrupulatnie wam opisac w kolejnych wpisach.
Wrócę do szycia wpisów w przyszły poniedziałek (Będę zbierać przez najbliższe dni materiał na kolejne wpisy tego typu :X)
Dziękuję wszystkim za poświęcanie swojego wolnego czasu na moje wypociny i mam nadzieję że spełnia to jakieś standardy xd
Do usłyszenia wkrótce (postaram się wrzucić jakąś przebitke z aktualnego wyjazdu :X)
Kłaniam się nisko!.
Cześć i czołem.
Mała adnotacja rzeczy, które mi się wczoraj nie dodały -.-
Odnośnie wspominanego robienia bydła przez turystów, to też nie jest tak że sam jestem święty i go nie robię, oczywiście że zdarza mi się ale hołduje sobie zasadę "zrób to tak by nie być naparczywym dla innych"
Poniżej przykład, jak sie okupiłem sam na cały wagonik (._.), i chuj wam do tego co człowiek słucha :X (nie martwcie sie później będzie tylko gorzej z gustem muzycznym)
Mała adnotacja rzeczy, które mi się wczoraj nie dodały -.-
Odnośnie wspominanego robienia bydła przez turystów, to też nie jest tak że sam jestem święty i go nie robię, oczywiście że zdarza mi się ale hołduje sobie zasadę "zrób to tak by nie być naparczywym dla innych"
Poniżej przykład, jak sie okupiłem sam na cały wagonik (._.), i chuj wam do tego co człowiek słucha :X (nie martwcie sie później będzie tylko gorzej z gustem muzycznym)
Co do hoteli, w większości przybytków, w których miałem wynajęte pokoje miały obsługę w pełni zautomatyzowaną, to jest przychodzisz na miejsce podchodzisz do komputera wpisujesz dane swojej rezerwacji, płacisz gotówką a maszyna wydaje Ci klucze / kod dostępowy / karte magnetyczną do pokoju.
Zauważyłem że w hotelach, nawet w tych "lepszych" bardzo często rzeczy takie jak hotelowe mydło, szczoteczki do zębów, ręczniki ect. są pozostawione do pobrania w razie potrzeby przy recepcji (ale o tym pozwolę sobie wrócić w postach o Nagano i Tokio), ponadto było bardzo dużo autonomicznej obsługii.
Moja pierwsza konfrontacja z "tą autonomiczną" częścią obsługi, ale musieli mieć nasi Japońscy bracia beke jak na monitoringu widzieli zdziwionego białasa który kamerował tego agenta z filmu poniżej.
Widząc go swojądroga jak mnie minał, jedyne co pomyślałem to było takie "Tyyyyyyyy jeszcze mrugnął do mnie skurwysyn" xd
Zauważyłem że w hotelach, nawet w tych "lepszych" bardzo często rzeczy takie jak hotelowe mydło, szczoteczki do zębów, ręczniki ect. są pozostawione do pobrania w razie potrzeby przy recepcji (ale o tym pozwolę sobie wrócić w postach o Nagano i Tokio), ponadto było bardzo dużo autonomicznej obsługii.
Moja pierwsza konfrontacja z "tą autonomiczną" częścią obsługi, ale musieli mieć nasi Japońscy bracia beke jak na monitoringu widzieli zdziwionego białasa który kamerował tego agenta z filmu poniżej.
Widząc go swojądroga jak mnie minał, jedyne co pomyślałem to było takie "Tyyyyyyyy jeszcze mrugnął do mnie skurwysyn" xd
Tutaj jeszcze jedna przebitka ( z jednego z tych uroczych jednoosbowych krzesełek), lokalna muzyka w radiu to magia i co najciekawsze jest wiele utworów których shazm, czy google nie są w stanie rozpoznać a są świetne. (chciałem sobie zapisać te tytuły :
Obelisk na szczycie góry Annupuri
ogólnie nie wspominalem o tym, ale dużo ludzi ładuje się na tą górę by zaznać tej magicznej tam jazdy za trasą wejście na szczyt zajmuje jakieś dodatkowe 30 minut, aczkolwiek dłumy jak by się szło nad morskie oko xd
Tyle z adnotacji, siadam do szycia wpisu nr 3!
Cześć i czołem,
Dziękuję na wstępie, wszystkim tym którzy poświęcili chwilę swojego cennego czasu na przeczytanie moich wypocin z wczoraj. Cieszę się z każdej otrzymanej reakcji !.
Tak więc nie przedłużając, dzisiaj ciąg dalszy moich spostrzeżeń i dośwadczeń na drugim krańcu świata.
Odrazu piszę że Hokkaido to jedyny etap tej wyprawy, gdzie byłem w tak naprawdę strikte turystycznym miejscu. Postaram się opisać to w miarę zwięźle.
Dzień podróży, zaraz po zejściu z Okurayamy niczego bardziej specjalnego nie zwiastował, w szczególności tego co czekało mnie w najbliższych godiznach.
Po wbiciu w mapy googla miejsca docelowego nawigacja pokazała mi do celu godzinę czterdzieści minut, do przejechania niecałe 90 kilometrów do miejscowości Kutchan (aka. Kutaczan, bardzo sympatyczna mieścina), spojrzałem na zegarek w samochodzie, myślę git jest za dziesięć trzynasta, dwie godzinki i przed obiadem będę w hotelu (w tym wypadku apartamencie).
(Proszę o wybaczenie za kadrowanie niektórych zdjęć, (były robione przez mojego wspóltowarzysza)).
Dziękuję na wstępie, wszystkim tym którzy poświęcili chwilę swojego cennego czasu na przeczytanie moich wypocin z wczoraj. Cieszę się z każdej otrzymanej reakcji !.
Tak więc nie przedłużając, dzisiaj ciąg dalszy moich spostrzeżeń i dośwadczeń na drugim krańcu świata.
Odrazu piszę że Hokkaido to jedyny etap tej wyprawy, gdzie byłem w tak naprawdę strikte turystycznym miejscu. Postaram się opisać to w miarę zwięźle.
Dzień podróży, zaraz po zejściu z Okurayamy niczego bardziej specjalnego nie zwiastował, w szczególności tego co czekało mnie w najbliższych godiznach.
Po wbiciu w mapy googla miejsca docelowego nawigacja pokazała mi do celu godzinę czterdzieści minut, do przejechania niecałe 90 kilometrów do miejscowości Kutchan (aka. Kutaczan, bardzo sympatyczna mieścina), spojrzałem na zegarek w samochodzie, myślę git jest za dziesięć trzynasta, dwie godzinki i przed obiadem będę w hotelu (w tym wypadku apartamencie).
(Proszę o wybaczenie za kadrowanie niektórych zdjęć, (były robione przez mojego wspóltowarzysza)).
Zaraz po zjeździe z góry na wschodnią stronę wyspy, w kierunku Niseko zobaczyłem pierwsze jak w tedy myślałem już konkretne ilości śniegu, i pełen radości parłem wedle trasy pokazywanej przez nawigacje.
Widząc te ilości śniegu, przypomniały mi się dolomity w 2010 roku gdy w trakcie jednej nocy spadło ponad 2 metry śniegu, widok był całkiem podobny. Śnieg który zaczynał delikatnie sypać w trakcie wyruszania w tą trasę zamienił się w nie małą śnierzycę, która przywierała na sile z każdym kolejnym kilometrem.
Taaaaa po przejechaniu jakiś 30 km, zauważyłem że przewidywany czas dojazdu na miejsce praktycznie się nie zmienił. Przeszła mi w tamtym momencie też myśl, że zaraz wskoczymy na drogę krajową i będzie lepiej. (miałem w wyobraźni coś co widujemy u nas w europie, wiecie coś jak leci się krajówką przez alpy i mimo śniegu do okoła jest odśnieżona XD) TAAAAAAAAAAAAA, Takiego wała, krajówka po wjechaniu na nią wyglądała tak
Śniegu też coś z każdym kilometrem przybywało, Jednak przejazd drogą krajową 230 przez przełęcz Nakayama chodził mi po głowie odkąd zobaczyłem jej zdjecia lata temu, co prawda byly na nich bardziej zielona niż biała, ale co to dla mnie za różnica nie ?
Prawie żadna, tylko średnia prędkość wynosiła 15 km/h zamiast 50, co najlepsze w trakcie tej zamieci bez przerwy usuwany był śnieg z drogi, pługi mijało się srednio w 2 kilometrowych odstępach. Japończycy znaleźli bardzo ciekawe podejście do oznaczenia skrajni drogi, u nas najczęściej widuje się kijki powbijane wzdłuż trasy, a nasi azjatyccy przyjaciele poszli o krok wyżej, montują strzałki wskazujące z góry skrajnie, które zamontowane sa na ramieniach jak dla sygnalizacji świetlnej. Nie wiem czy też zwróciliścię uwage po zdjęciach jak mało znaków jest przy drogach.
Co do pokrywy śniegu, lepiej jest to po prostu pokazać niż tłumaczyć, na miejscu było go po prostu w chuj. W życiu nie widziałem takiej pokrywy śniegu i był to dla mnie swojego rodzaju szok, Kutaczan znajduje się na wysokości około 170 metrów n.p.m, roczny opad w tym śniegu to średnio ponad 10 metrów śniegu, w dniach mojego pobytu pokrywa śniegu miała około 3.5 metrów wysokości w tamtej okolicy (to wyżej niż niektóre autobusy), miastem które jest na podobnej wysokości w polsce to Radom ( tak sprawdzałem z ciekawości dla porównania)
Szczerze powiedziawszy, te warunki pogodowe to była ostania rzecz jaką się spodziewałem po Japonii, mój mózg nie potrafił tego przetworzyć, że podróż z pod skoczni do hotelu, która wynosiła niecałe 90 kilometrów zajeła prawie pięć godzin. (historia googla mówi 4:55). Swoją drogą pierwszą rzeczą, która robi każda normalna osoba po dotarciu do hotelu to checkin i rozpakowanie się, w moim wypadku to było zameldowanie się i pójście obczaić jak wygląda toaleta, bo nie miałem za dużo żeby obczaić to na lotnisku w czasie przesiadki.
A oto On final boss srania! *odgłosy werbli* (ja jak to zobaczyłem wydłaem z siebie takie typowe "u", wg całe mieszkanie miało 17 m2 XDD, w tym były dwa łóżka ułożone w tetrisa i kuchnia (frajer jestem, bo zdjęcia nie zrobiłem temu i troche wściekły jestem z tego powodu)
A oto On final boss srania! *odgłosy werbli* (ja jak to zobaczyłem wydłaem z siebie takie typowe "u", wg całe mieszkanie miało 17 m2 XDD, w tym były dwa łóżka ułożone w tetrisa i kuchnia (frajer jestem, bo zdjęcia nie zrobiłem temu i troche wściekły jestem z tego powodu)
Dobra szybkie wprowadzenie na co patrzymy, deska muszli z zintegrowanym bidetem, masażerem i grzaną klapą, nawet nie wiecie jaki to jest luksus usiąść rano na ciepłej desce rozgrzanej do 20 stopni, gdy na zewnątrz jest koło -20 stopni. Piękna sprawa, ogólnie podróż z domu do apartamentu wynajętego w Kutaczanie zajeła równe 33 godziny. Dociągłem do godziny 20 i położyłem się spać i wiecie co, pierwszy raz w życiu miałem problem z Jet lagiem. Przespałem równiótkie 6 godzin, obudziłem się o drugiej nad ranem i czułem się jak młody bóg :D Myślę że miałem bardzo podobnie jak marek kondrad w dniu świra, tylko ja w przeciwieństwie do niego leżałem i nie mogłem zasnąć. Czas wyjść na miasto, zobaczyć świat !
Ubrałem mój ukochany dresik podróżniczy (w sensie spodnie dresowe i kurtka narciarska), bo co dlaczego miałbym pomyśleć że jest jakoś mega zimno, wyszedłem z hotelu, przelazłem jakieś 700 metrów i mam takie, dobra jest git. Swoją drogą pierwszy raz widziałem jak śnieg z miasta wywożony jest wywrotkami, kurwa to był ten jeden raz, kiedy stary nie skłamał,gdy opowiadał jakie zimy był za jego czasów xd.
Moja mina gdy dowiedziałem się przez termometr na stacji kolejowej że jest -29 C (tak, człowiek jest stosunkowo niedaleko kamczatki (550 km w zaokrągleniu) i zaskoczony, że no jest niska temperatura, żeby było śmieszniej to nie jedyny szok termiczny jaki człowiek przeżył w trakcie tej wyprawy, ale o tym później)
Jak juz wspominałem wcześniej Niseko i okolice ( w tym kutchan, to strikte turystyczne miejsce więc doświadczenie rzeczywistej Japonii trochę mija się tu z celem w terminie zimowym, ogólnie jest tam jak na naszym podhalu, Strasznie zawyżone ceny hoteli, chcecie być w szoku?, Rzućcie okiem na booking na ceny hoteli w termiach lutego na tydzień na dwie osoby, to wiele rozjaśni. Japonia jest to jeden z najlepszych kierunków narciarskich po tamtej stronie świata, (z ciekawostek lot z Sydney na hokkaido trwa tyle samo, co z europy do tokio (12.5 godziny). Głównie spotyka się tam turystów, z Chin i Australii. Najwięcej interakcji z nimi było niestety na nartach.
Takie proste rozmowy z ludźmi w trakcie podróży na wyciągu narciarskim naprawdę otwierają oczy. Do czasu przylotu na Hokkaido byłem pewny mojego angielskiego C2, do czasu, do czasu, kiedy nie zacząłem słuchac i rozmawiać z Australijczykami.
Odbyłem z nimi chcąc nie chcąc, kilka naprawdę ciekawych rozmów, o tym jak wygląda według nich życie, sytuacja polityczna na świecie, ect.(najzabawniejsze jest to ze sami zaczynają takie tematy, ogólnie staram sobie oszczędzać nerwów na rozmowy polityczne), ku mojemu zdziwieniu wielu z nich ma naprawde racjonalny pogląd na świat, są to ludzie których można by opisać zdaniem "są bardziej ogarniętymi, mniej irytującymi brytyjczykami" (śmiałem się w ten sposób, do jednego z nich po tym jak zapytał jak ich odbieram Australijczyków jako ludzi). Ale też trafiały się też sytułacje w stylu tutaj zacytuje bezpośrednio:
"As for a Canadian, your accent is quite strange - Jak na kandyjczyka to twój akcent jest trochę dziwny
-Wait a minute I've never said that I'm from Canada - Czekaj nigdy nie powiedziałem że jestem z kanady
-so then where are you from?- Więc z kąd jesteś?
-Poland- Z Polski
-What is Poland ? - co to jest Polska? "
Ale jak to się mawia są wyjątki w każdym narodzie, co do Chinczyków......... Odkąd pamiętam zastanawiałem się dlaczego Japończycy ich nie lubią, (i to nie chodzi z przyczyn historycznych), kiedyś mój nauczyciel Japońskiego powiedział, że jak zobaczę chinczyków, ale nie w takich ilościach jak przylatują do nas, tylko tak że rzeczywiście ich będzie w ciul to zrozumę. Wystarczyły mi dwa dni, żeby przestać ich lubić i dojść do wniosku, że chiny to tacy ukraincy Azji, strasznie głośni, panoszący się i roszczeniowi ilość konfliktów które z nimi widziałem to jest jeden wielki żal.
Byli też Amerykanie ( pierwotnie myślałem że głównie stany jeżdżą do Japonii na narty, ale zobaczenie tego jak wygląda to na miejscu wyprowadziło mnie z błedu), stanowią naprawdę stosunkowo mały procent.
Co do naszych, spotkałem łacznie może 3 osoby, ale to dopiero w Tokio, pierwszy raz na wyjezdzie, przez prawie trzy tygodnie nie słyszałem naszego rodzimego pięknego języka (ale jakie xd przy tym powstawało to opowiem w kolejnych częściach).
Dobra nie wiem ile tutaj zgromadzonych ludzi, lubi narciarstwo, ja jak pisałem uwielbiam, więc po krótce opiszę jak to wygląda na Hokkaido.
Stwierdzenie że nie ma lepszego śniegu na świecie niż na Hokkaido w 97% jest całkowicie prawdziwe (porównywalny śnieg w europie, można znaleźć tylko i wyłącznie na Mt. Blanc powyżej 3800 metrów)
Pierwszy raz w życiu jeździłem w górach gdzie na stokach nie było ani grama lodu. Góry na Hokkaido nie są specjalnie wysokie. Kompleks narciarski w Niseko znajduje się na górze Annupuri, jej wysokość to niespełna 1300 metrów. Teraz wiele osób pewnie się zaśmieje "heh, to gdzie ty tam pojeździsz", też tak pierwotnie myślałem, że to będzie ośrodek na jazde po puchu. Grubo się pomyliłem. Ośrodek jest duży nawet jak na alpejskie standardy (żeby przejechać z jednego końca na drugi trzeba mieć dobre 2.5 godziny zapasu (ale to na mój standard jazdy)). Śnieg jakiego można tam doświadczyć to jest zupełnie coś innego, jest nie zbity, a sypki, lokalsi nazywają to szampańskim śniegiem, mi to bardziej przypomniało jazdę w pyle, w sensie, nie jest on kleisty tylko czujesz jak porusasz się w warstwach tego śniegu (ciężko mi to opisać), ale świetne do jazdy stuktura bardzo lekkiego grysiku ?.
Poniżej widok ze szczytu góry Annupuri na wulkan Yotei , u podnurza wieś Niseko.
Odbyłem z nimi chcąc nie chcąc, kilka naprawdę ciekawych rozmów, o tym jak wygląda według nich życie, sytuacja polityczna na świecie, ect.(najzabawniejsze jest to ze sami zaczynają takie tematy, ogólnie staram sobie oszczędzać nerwów na rozmowy polityczne), ku mojemu zdziwieniu wielu z nich ma naprawde racjonalny pogląd na świat, są to ludzie których można by opisać zdaniem "są bardziej ogarniętymi, mniej irytującymi brytyjczykami" (śmiałem się w ten sposób, do jednego z nich po tym jak zapytał jak ich odbieram Australijczyków jako ludzi). Ale też trafiały się też sytułacje w stylu tutaj zacytuje bezpośrednio:
"As for a Canadian, your accent is quite strange - Jak na kandyjczyka to twój akcent jest trochę dziwny
-Wait a minute I've never said that I'm from Canada - Czekaj nigdy nie powiedziałem że jestem z kanady
-so then where are you from?- Więc z kąd jesteś?
-Poland- Z Polski
-What is Poland ? - co to jest Polska? "
Ale jak to się mawia są wyjątki w każdym narodzie, co do Chinczyków......... Odkąd pamiętam zastanawiałem się dlaczego Japończycy ich nie lubią, (i to nie chodzi z przyczyn historycznych), kiedyś mój nauczyciel Japońskiego powiedział, że jak zobaczę chinczyków, ale nie w takich ilościach jak przylatują do nas, tylko tak że rzeczywiście ich będzie w ciul to zrozumę. Wystarczyły mi dwa dni, żeby przestać ich lubić i dojść do wniosku, że chiny to tacy ukraincy Azji, strasznie głośni, panoszący się i roszczeniowi ilość konfliktów które z nimi widziałem to jest jeden wielki żal.
Byli też Amerykanie ( pierwotnie myślałem że głównie stany jeżdżą do Japonii na narty, ale zobaczenie tego jak wygląda to na miejscu wyprowadziło mnie z błedu), stanowią naprawdę stosunkowo mały procent.
Co do naszych, spotkałem łacznie może 3 osoby, ale to dopiero w Tokio, pierwszy raz na wyjezdzie, przez prawie trzy tygodnie nie słyszałem naszego rodzimego pięknego języka (ale jakie xd przy tym powstawało to opowiem w kolejnych częściach).
Dobra nie wiem ile tutaj zgromadzonych ludzi, lubi narciarstwo, ja jak pisałem uwielbiam, więc po krótce opiszę jak to wygląda na Hokkaido.
Stwierdzenie że nie ma lepszego śniegu na świecie niż na Hokkaido w 97% jest całkowicie prawdziwe (porównywalny śnieg w europie, można znaleźć tylko i wyłącznie na Mt. Blanc powyżej 3800 metrów)
Pierwszy raz w życiu jeździłem w górach gdzie na stokach nie było ani grama lodu. Góry na Hokkaido nie są specjalnie wysokie. Kompleks narciarski w Niseko znajduje się na górze Annupuri, jej wysokość to niespełna 1300 metrów. Teraz wiele osób pewnie się zaśmieje "heh, to gdzie ty tam pojeździsz", też tak pierwotnie myślałem, że to będzie ośrodek na jazde po puchu. Grubo się pomyliłem. Ośrodek jest duży nawet jak na alpejskie standardy (żeby przejechać z jednego końca na drugi trzeba mieć dobre 2.5 godziny zapasu (ale to na mój standard jazdy)). Śnieg jakiego można tam doświadczyć to jest zupełnie coś innego, jest nie zbity, a sypki, lokalsi nazywają to szampańskim śniegiem, mi to bardziej przypomniało jazdę w pyle, w sensie, nie jest on kleisty tylko czujesz jak porusasz się w warstwach tego śniegu (ciężko mi to opisać), ale świetne do jazdy stuktura bardzo lekkiego grysiku ?.
Poniżej widok ze szczytu góry Annupuri na wulkan Yotei , u podnurza wieś Niseko.
Swoją drogą co do pogody, w jednej z rozmów z turystami z Australii, dowiedziałem się ze wygrałem w pewnym sensie w totka, przyjechałem do Niseko i przez cały pobyt miałem lampę, cytując
"I have been coming here for over 30 years every year and I have never had a full week of sunshine in this place - przyjeżdżam tu od ponad 30 lat co roku i jeszcze Nigdy się tak nie zdarzyło żeby był tydzień słońca w tym miejscu" - swoją drogą jak to usłyszałem to pierwsze co mi przeszło na myśl, o kurwa ziom współczuje, nie umiał bym przez 30 lat w jedno miejsce jeździć.
(Ps. ad do zdjęć poniżej, śnieg mimo tego że wydawał się ubity, hehe nie był, dorzucę w następnym poście kawałek nagrania jak wygląda jazda w nim)
Niseko to magiczne miejsce, z jednej strony widzisz łańcuchy górskie, obracasz głowę na prawo widzisz Pacyfik, obracasz głowę w lewo i widzisz morze Japońskie ( od strony rosji i kurlandów)
(pierwsza fotka głowa w prawo, druga głowa w lewo)
"I have been coming here for over 30 years every year and I have never had a full week of sunshine in this place - przyjeżdżam tu od ponad 30 lat co roku i jeszcze Nigdy się tak nie zdarzyło żeby był tydzień słońca w tym miejscu" - swoją drogą jak to usłyszałem to pierwsze co mi przeszło na myśl, o kurwa ziom współczuje, nie umiał bym przez 30 lat w jedno miejsce jeździć.
(Ps. ad do zdjęć poniżej, śnieg mimo tego że wydawał się ubity, hehe nie był, dorzucę w następnym poście kawałek nagrania jak wygląda jazda w nim)
Niseko to magiczne miejsce, z jednej strony widzisz łańcuchy górskie, obracasz głowę na prawo widzisz Pacyfik, obracasz głowę w lewo i widzisz morze Japońskie ( od strony rosji i kurlandów)
(pierwsza fotka głowa w prawo, druga głowa w lewo)
Ogólnie jak już zdążyliście Pewnie zauwarzyć to lasy w górach u nich są zupełnie inne niż te w europie. U nas najczesciej spotykanym drzewem jest prawdopodobnie świerki i jodły, a tam, o Panie, chciałbym to zobaczyć wiosną jak zakwita, kompozycja lasu to głównie, brzoza, jarzębina i hortensja, wygląda to juz niesamowicie zimą, jazda w puchu, w takim lesie to jest coś co każdemu zapaleńcowi polecam.
Narciarzy na stoku, no na nasze standardy jest mało. No i znaleźć osobę co naprawdę umie tam jeździć to też jest wyczyn. Ogólnie bardzo szybko może się okazać że jako jedyna osoba coś ogarniasz, nie to co u nas w europie **gadanie janusza** (to było swoją drogą bardzo ciekawe dla mnie, bo miałem zagwozdkę jaki jest poziom na stokach (mierny)). Nawet oznaczenia słupów mają inne na wyciagach.
Widok na miasteczko Kutaczana ze stoku
Z ciekawostek pierwszy raz doświadczyłem koleji linowych z krzesełkami bez zabezpieczenia (widoczne będzie to na wielu zdjeciach, też w przyszłych postach), na krzesełku oparcie masz, ale jeżeli liczysz na jakie kolwiek zamknięcie, hehehe w wielu przypadkach zapomnij ( coś jak na tym pojedynczym krzesełku poniżej), i powiem wam że im dłuzej o tym myśle, to mam wrażenie że myśl przewodnia była tego taka "jeżel nie jest idiotą to wjedzie spokojnie do góry i sie nie zabije".
Adnotacja do wyciągów. nie wiem gdzie to dopisać, na każdej stacji koleii linowej są komunikaty głosowe przy wysiadaniu w języku Japońskim, Chińskim i Angielskim, które mówią po koleji "podnieś poręcz, przygotuj się do wysiadki wysiądź (lub załaduj się na krzesełko), pierwszy raz się z czymś takim też spotkałem.
Adnotacja do wyciągów. nie wiem gdzie to dopisać, na każdej stacji koleii linowej są komunikaty głosowe przy wysiadaniu w języku Japońskim, Chińskim i Angielskim, które mówią po koleji "podnieś poręcz, przygotuj się do wysiadki wysiądź (lub załaduj się na krzesełko), pierwszy raz się z czymś takim też spotkałem.
Z rzeczy na które też jako pierwsze zwróciłem uwage po przyjeździe na miejsce, są ichniejsze tłumaczenia na angielski, potrafią poprawić humor ( o tych tłumaczeniach to też będę musiał przygarnąć w dalszych postach)
Ten post łącznie z poprzednim skrócił mniej więcej moje pierwsze 4 dni i doświadczenia na terytorium Japonii, chciałbym zawrzeć w podobnym stylu tematy związane z lokalnymi cenami, podejściem ludzi do Ciebie jako obcego, jak odbiera się honne i tatemae w życiu codziennym , jak wygląda ruch uliczny i jak się w nim uczestniczy, na jakie rzeczy potrafię wpaść totalnie z dupy, oraz tego jak wyglądała ta wyprawa i jej problemy w kolejnych postach, i to będzie przeprawa by to napisać XDD. A no i Hokkaido mimo wszystko było najmniej barwnym etapem tej podróży, wręcz tutorialem tego co może mnie czekać na Honshu w kontaktach z lokalsami (też to muszę poruszyć bardziej, bo to jest bardzo ciekawy temat)
Przepraszam że tak mało zwięźle piszę, dzisiaj uświadomiłem sobie szyjąc ten tekst, jak ciężko jest skrócić najważniejsze fakty i rzeczy, które chce się pokazać, żeby nie robić z tego rozprawki.... a nie czekaj.
Kolejne dni, które będe opisywać przedstawią całe klu o którym wspominałem we wczorajszym Wpisie nr 1.
Spodziewajcie się więcej źle wykadrowanych zdjęć, humoru (niestety mojego) i opisów.
Dziękuję ślicznie wszystkim za miłę słowa w komentarzach
(te niemiłe też, nie które akurat były śmieszne)
Kłaniam się nisko.
Ps. nie musiałem jednak dzielić posta, źle wyeksportowałem plik video i nie chciał się dodać XD (jak ostatnio pisałem jestem odwrotnością Hawkinga, Ciało działa mózg to gówno).
Przepraszam że tak mało zwięźle piszę, dzisiaj uświadomiłem sobie szyjąc ten tekst, jak ciężko jest skrócić najważniejsze fakty i rzeczy, które chce się pokazać, żeby nie robić z tego rozprawki.... a nie czekaj.
Kolejne dni, które będe opisywać przedstawią całe klu o którym wspominałem we wczorajszym Wpisie nr 1.
Spodziewajcie się więcej źle wykadrowanych zdjęć, humoru (niestety mojego) i opisów.
Dziękuję ślicznie wszystkim za miłę słowa w komentarzach
(te niemiłe też, nie które akurat były śmieszne)
Kłaniam się nisko.
Ps. nie musiałem jednak dzielić posta, źle wyeksportowałem plik video i nie chciał się dodać XD (jak ostatnio pisałem jestem odwrotnością Hawkinga, Ciało działa mózg to gówno).
Cześć i czołem,
Od dłuższego czasu walczyłem sam ze sobą, żeby zrobić tutaj wpis na temat moich przemyśleń podczas / po wyjazdowych. Mam nadzieje, że przypadnie Wam to do gustu. Jako że zdaża mi się czasem realizowac swoje głupie zachcianki, chciałbym się trochę podzielić z Wami moim punktem widzenia świata i jarania się nim jak dziecko i to czym mnie zaskakuje. A więc czas zacząć wpis nr 1, na temat moich przemyśleń.
Ps. na niektórych nagraniach pozwolę sobie wyciszcyć dzwięk (nie mam ochoty, by słychać było moje rozmowy. Już wystarczy to że chcę podzielić się czymś prywatnym z wami :X, z Wyprzedzeniem oszczegam, częśc zdjęć wykonana jest telefonem, część aparatem więc jakościowo będzie różnie) (Nie wiem czy zmieszczę się z całością w jednym poście i czy ogólnie warto coś takiego kontynuuować, prosił bym o jakiś odzew, całość postu jest moim osobistym odczuciem, to jak ja to widze.)
Czego będzie dotyczył ten konkretny post?
Wyprawa na narty do Japonii.
Na nartach jeżdżę technicznie od drugiogo roku życia (powiedzmy sobie że mam pojebanego starego i chwała mu za to (jest to jedna z niewielu rzeczy, która daje mi frajdę w życiu i motywuje do realizacji tego typu eskapad). Jakoś na początku zeszłego roku rzuciłem do siebie "kruca fuks, dość!"
Ps. na niektórych nagraniach pozwolę sobie wyciszcyć dzwięk (nie mam ochoty, by słychać było moje rozmowy. Już wystarczy to że chcę podzielić się czymś prywatnym z wami :X, z Wyprzedzeniem oszczegam, częśc zdjęć wykonana jest telefonem, część aparatem więc jakościowo będzie różnie) (Nie wiem czy zmieszczę się z całością w jednym poście i czy ogólnie warto coś takiego kontynuuować, prosił bym o jakiś odzew, całość postu jest moim osobistym odczuciem, to jak ja to widze.)
Czego będzie dotyczył ten konkretny post?
Wyprawa na narty do Japonii.
Na nartach jeżdżę technicznie od drugiogo roku życia (powiedzmy sobie że mam pojebanego starego i chwała mu za to (jest to jedna z niewielu rzeczy, która daje mi frajdę w życiu i motywuje do realizacji tego typu eskapad). Jakoś na początku zeszłego roku rzuciłem do siebie "kruca fuks, dość!"
Od ponad 10 lat po mojej głowie chodził wyjazd do Japonii (odkąd przeczytałem książke autorstwa Pani Anny Ikedy - "Życie jak w Tochigii" (dla wtajemniczonych prowadziła też bloga "Na wsi w Japonii" -ach piękne to były czasy), nie mogę go odkładać przecież w nieskończoność ("bo zawsze jest coś ważniejszego"). Zastanawiając się nad terminem wyjazdu i rzeczami które chciałbym zobaczyć, wróciły mi wszystkie filmy i zdjęcia z wyjazdów innych ludzi, które zdarza mi się oglądać w internecie.
Robiłem już wiele rzeczy w moim krótkim, życiu i stwierdziłem że dlaczego nie pojechać na narty? Młodszy nie będę, a póki jeszcze mogę bezproblemowo jeździć freestylowo, czy w puchu, to dlaczego nie? Decyzja zapadła, zacząłem snuć i przygotowywać plany, w finalnej wersji dotarłem do wyjazdu na 3 tygodnie
(tj. 2 tygodnie nart i tydzień zwiedzania). Finalnie ubzdurałem sobie Hokkaido (jako że słyszałem, że jeżeli szukasz najlepszego śniegu na świecie to właśnie jest to miejsce), Nagano (ze względu na to, że w tej prefekturze znajduje się w sumie większość największych ośrodków narciarskich w Japonii), oraz na przystawke 7 dni na Tokio. Posiadając zarys wyjazdu, plany i kosztorysy (np. Po skalulowaniu, czy opłaca mi się wypożyczyć sprzęt narciarski, wyszło że na ten czas lepiej zabrać go ze sobą, dlatego narty i szpej leciały ze mną, ogólenie to był mój pierwszy raz w życiu kiedy leciałem gdzieś samolotem z własnym sprzętem narciarskim :X), zarezerwowałem bilety lotnicze, zarezerwowałem hotele i ogień, odliczanie czas zacząć (Padło na dwa ostatnie tygodnie lutego i pierwszy tydzień Marca).
W końcu nastał ten długo oczekiwany dzień 0, stres związany z wyjazdem pojawił się na dzień przed wylotem i to powiem szczerze, że nie potrzebnie, ale jak to sie mawia każdy ma ten swój pierwszy. Plan na pierwszy dzień podrózy dotrzeć na lotnisko, przesiadka w Wiedniu, bezpośredni lot do Tokio i przesiadka na Hanedzie na lot na Hokkaido.
Poniżej moje oczekiwanie na samolot do Japoni w Wiedniu (zagrywałem się w wiekowe juz Guild Wars, a co sobie będę)
Robiłem już wiele rzeczy w moim krótkim, życiu i stwierdziłem że dlaczego nie pojechać na narty? Młodszy nie będę, a póki jeszcze mogę bezproblemowo jeździć freestylowo, czy w puchu, to dlaczego nie? Decyzja zapadła, zacząłem snuć i przygotowywać plany, w finalnej wersji dotarłem do wyjazdu na 3 tygodnie
(tj. 2 tygodnie nart i tydzień zwiedzania). Finalnie ubzdurałem sobie Hokkaido (jako że słyszałem, że jeżeli szukasz najlepszego śniegu na świecie to właśnie jest to miejsce), Nagano (ze względu na to, że w tej prefekturze znajduje się w sumie większość największych ośrodków narciarskich w Japonii), oraz na przystawke 7 dni na Tokio. Posiadając zarys wyjazdu, plany i kosztorysy (np. Po skalulowaniu, czy opłaca mi się wypożyczyć sprzęt narciarski, wyszło że na ten czas lepiej zabrać go ze sobą, dlatego narty i szpej leciały ze mną, ogólenie to był mój pierwszy raz w życiu kiedy leciałem gdzieś samolotem z własnym sprzętem narciarskim :X), zarezerwowałem bilety lotnicze, zarezerwowałem hotele i ogień, odliczanie czas zacząć (Padło na dwa ostatnie tygodnie lutego i pierwszy tydzień Marca).
W końcu nastał ten długo oczekiwany dzień 0, stres związany z wyjazdem pojawił się na dzień przed wylotem i to powiem szczerze, że nie potrzebnie, ale jak to sie mawia każdy ma ten swój pierwszy. Plan na pierwszy dzień podrózy dotrzeć na lotnisko, przesiadka w Wiedniu, bezpośredni lot do Tokio i przesiadka na Hanedzie na lot na Hokkaido.
Poniżej moje oczekiwanie na samolot do Japoni w Wiedniu (zagrywałem się w wiekowe juz Guild Wars, a co sobie będę)
Do Japonii leciałem All Nippon Airways, trasa przebiegała nad bałkanami, zachodnią, centralną i wschodnią azją. Licząc łącznie z przesiadkami to był bardzo dłuuuuuugi dzień, wylot 6:55 z polski, i przylot na lotnisko w Chitose na Hokkaido o godzinie 11 dnia następnego (Ogólnie mądty ja myślał że się wyśpi w samolocie, hehehehe jebać boeinga i ich wyciszenie). Poniżej trasa lotu, mniej więcej tak przebiegała (nie wiem, czy kogoś to interesuje, ja się ogólnie dowiedziałem w trakcie lotu jak lecimy i że to wygląda w ten sposób).
Kaukaz robi z lotu bardzo duże wrażenie (ogólnie ja nalęże do grupy ludzi którzy jak widzą góry zachowują się mniejwięcej jak w memie ponizej).
Kaukaz (ogólnie nie będę ukrywać, troche mi się nuciło pod nosem piosenkę alexandera doroshenko - Afghan, Afganistan, przy tych widokach)
Później nastała noc, kilka godzin dosłownie absolutnego braku światła i nastały chiny (tam też to dupy nie urywało, poza dużymi miastami). Nie będe ukrywać ,w tedy dotarło do mnie, widząc jak wygląda azja nocą to jak słabo rozwinięta jest stosunkowo duża część świata. Tj. jedna oświetlona droga, długo długo nic i znowu może skrzyzowanie (przypominam ze loty rejsowe odbywają się na wysokości około 10 km nad ziemią). Poniżej zdjęcie jakiegoś zadupia nad chinami (i to takie bardziej optymistyczne jest
Pekin, zawsze wyobrażałem sobie to miasto jako duże.
Seul (który robi giga wrażenie z lotu)
Swoją drogą też dotarło do mnie w trakcie tej wyprawy jak zjebaną skale mają mapy, mając na myśli że to co widzimy na siatce jest mocno przekłamane, pozatym wybaczcie, ale nie widzialem w sumie jak to wygląda w dzień. W raz z brzaskiem podchodziliśmy do lądowania na lotnisku Haneda w Tokio. Pierwszy raz widziałem taki ruch morski na własne oczy (zatoka Tokijska)
Z rzeczy, które mnie mega zaskoczyły podczas przesiadki, wysiadanie z samolotu odbywało się na płytę, wejście do autobusu przejazd jakiś 2-3 km do terminalu. Wyobraźcie jakie było moje zdziwienie jak po przejściu przez kontrole paszportowo celną ( notabene było to mniej niż 15 minut od wyjścia z samolotu), bagaże juz na nas czekały (niestety przy takim połaczeniu trzeba było nadać jeszcze raz bagaże (przesiadka z lotu między narodowego na krajowy), i żeby było śmieszniej wszystko odbywało się w zakresie strefy bezcłowej i trwało mniej niż 10 minut, na przesiadkę było w sumie 1.5 godziny (to było pierwsze moje giga zaskoczenie, pod względem sprawnosci działania Japończyków)). Poniżej strefa metropolii tokijskiej, na mapie nie wydawała się nigdy specjalnie wielka, taaaaaa XD
A jak to wygląda w realu ?
Takiej iloścy betonu, w sumie takiej ilości betonu to w życiu nie widziałem w jednym miejsu i zaznaczając to jest ostatni też raz kiedy Tokio zrobiło na mnie wrażenie jako miasto. Lot z Tokio na Hokkaido zajmuje nie całe półtorej godziny. Łącznie w trakcie wyzej opisanych lotów pokonałem niecałe 12 tysięcy kilometrów.
Po wyjściu z samolotu na lotnisku w Chitose (Hokkaido) dojście na punkt odbioru bagaży zajeło na nogach niecałe 10 minut, bagaże otrzymaliśmy może 5 minut później (zaznaczam te czasy bo będą miły znaczenie w późniejszych częściach). Pierwszy bezpośredni kontakt z tym co mnie miało czekać na miejscu, był zaraz po wyjściu z terminala. Ja w pełni pewny siebie, umiejący w miare gadać po Angielsku i troche po ichniejszym Japońskim języku poszedłem na przystanek z bagażami ogarnąć godzinówkę autobusową (wybaczcie nie mam jej fotki), patrzę na nią i myśle no tak chuj mi w dupe, nie za bardzo ją rozumiem. Poszedłem więc do busiarza który stał obok, podpytać i pierwsze co słysze od niego po moim Japońskim przywitaniu "sorri i dont spik egirisu" i mam taki zonk, co jest kurwa. Próbowałem dopytać się jak dojechać do miasta Chitose (by dotrzeć do wypożyczalni samochodów). To był ten moment kiedy już wiedziałem jak wielką przeprawą będzie ta wyprawa xd. Po rozmowie forty forty Angielski-Japonski pytam sie zrezygnowany (przypominam że starałem się toczyć rozmowę w Japońskim) "Dewa densha eki wa doko desu ka ?" (dobrze więc, gdzie jest stacja kolejowa?).
I to był ten magiczny moment gdzie nagle zaczął mnie rozumieć i pokazał mi drogę (nie powiem wam co sobie w tedy pomyślałem) (to nie była jedyna taka sytuacja w trakcie tej wyprawy). Pierwsze spotkanie z ichniejszymi kasami było dla mnie dość zabawne, nie chcąc się pierdzielić z maszyną której interfejs na pierwszy rzut oka powodował u mnie przerzuty po ponad blisko 27 godzinach w podróży, podszedłem grzecznie do okienka wykupić bilet (na przejechanie dosłownie 3 przystanków). Takiego chuja, odesłali mnie z powrotem do nich (w tamtym momencie patrzyłem na nie jak na wynalazek kurwy i szatana (zmęczenie troche dawło się we znaki), ale wyprzedzając, korzystanie z tych automatów jest prostrze niż budowa cepa)
Po wyjściu z samolotu na lotnisku w Chitose (Hokkaido) dojście na punkt odbioru bagaży zajeło na nogach niecałe 10 minut, bagaże otrzymaliśmy może 5 minut później (zaznaczam te czasy bo będą miły znaczenie w późniejszych częściach). Pierwszy bezpośredni kontakt z tym co mnie miało czekać na miejscu, był zaraz po wyjściu z terminala. Ja w pełni pewny siebie, umiejący w miare gadać po Angielsku i troche po ichniejszym Japońskim języku poszedłem na przystanek z bagażami ogarnąć godzinówkę autobusową (wybaczcie nie mam jej fotki), patrzę na nią i myśle no tak chuj mi w dupe, nie za bardzo ją rozumiem. Poszedłem więc do busiarza który stał obok, podpytać i pierwsze co słysze od niego po moim Japońskim przywitaniu "sorri i dont spik egirisu" i mam taki zonk, co jest kurwa. Próbowałem dopytać się jak dojechać do miasta Chitose (by dotrzeć do wypożyczalni samochodów). To był ten moment kiedy już wiedziałem jak wielką przeprawą będzie ta wyprawa xd. Po rozmowie forty forty Angielski-Japonski pytam sie zrezygnowany (przypominam że starałem się toczyć rozmowę w Japońskim) "Dewa densha eki wa doko desu ka ?" (dobrze więc, gdzie jest stacja kolejowa?).
I to był ten magiczny moment gdzie nagle zaczął mnie rozumieć i pokazał mi drogę (nie powiem wam co sobie w tedy pomyślałem) (to nie była jedyna taka sytuacja w trakcie tej wyprawy). Pierwsze spotkanie z ichniejszymi kasami było dla mnie dość zabawne, nie chcąc się pierdzielić z maszyną której interfejs na pierwszy rzut oka powodował u mnie przerzuty po ponad blisko 27 godzinach w podróży, podszedłem grzecznie do okienka wykupić bilet (na przejechanie dosłownie 3 przystanków). Takiego chuja, odesłali mnie z powrotem do nich (w tamtym momencie patrzyłem na nie jak na wynalazek kurwy i szatana (zmęczenie troche dawło się we znaki), ale wyprzedzając, korzystanie z tych automatów jest prostrze niż budowa cepa)
Po dotarciu do stacji w Chitose, czekał mnie krótki 2 kilometrowy marsz do wypożyczalni, uprzedziłem go wizytą w 7 eleven, gdzie spotkało mnie juz pierwsze zaskoczenie. Kasy w Japoni są dosłownie w pełni zautomatyzowane, Kasjer jedyne co robi to skanuje produkty i ewentualnie pyta czy chcesz podgrzać, lub spakować produkty do reklamówki, a do Ciebie należy wrzucenie pieniędzy do automatu, który też wydaje Ci reszte, takie coś jak kasa automatyczna u nas tylko nie ty kasujesz. (btw tutaj już się normalnie z kasjerem rozumiałem -.-)
Po zaopatrzeniu się w kawę ruszyłem w miasto, pełen nadzieji na krótki spacer w celu odebrania auta. Widok który widzicie poniżej w tamtym momencie wydawał mi się tak nie realny. Jak ja w Japonii? a gdzie, głupi sen, który zaraz się skończy (szczerze mówiąc do końca wyprawy w sumie dalej w to nie wierzyłem, w szczególności, jak zobaczycie na jaką skalę to realizowałem, wiem że w sumie są ludzie na których to nie robi wrażenia, pamiętajcie jednak że jeszcze jestem gnojkiem, któremu ledwo udało sie co wyprosić urlop na 3 tygodnie w pracy.
Odebrałem samochód iiiiii, o kurwa jeździłem niby samochodami z kierownicą po poprawnej stronie (prawej), ale nigdy w ruchu prawostronnym, w szczególności na drugim końcu świata, pierwsze dni to była tragikomedia, po pierwsze zasady jak i ruch niby taki sam, a jednak inny, po drugie nie zgadniecie ile razy ja debil właczał wycieraczki zamiast kierunkowskazu xd.
Pierwszy obrany kierunek - Pacyfik!. Nie byłem jeszcze nigdy nad Pacyfikiem, chciałem tego doświadczyć, zamoczyć w nim ręce (jak Gustlik w Czterech Pancernych). 18 luty a chłop chce ręce moczyć w pacyfiku, dla ciekawskich, tak był zimy xd ( To co może by jeszcze do niego wskoczył hehehehehe.......... Temat opiszę, ale to na inny post)
Pierwszy obrany kierunek - Pacyfik!. Nie byłem jeszcze nigdy nad Pacyfikiem, chciałem tego doświadczyć, zamoczyć w nim ręce (jak Gustlik w Czterech Pancernych). 18 luty a chłop chce ręce moczyć w pacyfiku, dla ciekawskich, tak był zimy xd ( To co może by jeszcze do niego wskoczył hehehehehe.......... Temat opiszę, ale to na inny post)
Oczywiście nie mogło też zabraknąć mojego rozglądania się za wszelakiej maści autami, które widziałem do tej pory tylko na zdjęciach. (Też będe musiał opisac ten temat w przyszłosci), w sumie głupio robić zdjęcia podjazdą, ogródką ludzi, ale musieli to niestety zaakceptować, taka juz moja natura (oczywiście nie wpieprzałem się komuś na posesje, mówie o takim robieniu zdjęć z drogi).
Po wykreśleniu pierwszej pozycji z to do list, wyruszyłem na kierunek Sapporo. Z kolejnych rzeczy do zobaczenia skocznia narciarska Okurayama. Wiem że jestem jeszcze młodym czlowiekiem, ale jednak przez starego żyje jeszcze trochę ubiegłym stuleciem, zawsze chciałem zobacyzc miejsce gdzie Fortuna wygrał i powiem ze robi gigantyczne wrażenie. (jeżeli ktoś będzie chciał teraz napisać że Fortuna chuj oddał jeden dobry skok i tyle, to neich pisze, dla mnie jest to symbol).
Widok na Sapporo, był w tamtym momencie czymś innym, bardzo pozytywnym, jednak była z tyłu głowy świadomość że muszę jeszcze dotrzeć do hotelu, do którego był jeszcze kawałek.
Po zobaczeniu ilości śniegu, która była w Sapporo, wiedziałem że to będzie jeden z lepszych sezonów narciarskich, ostatnie śniegi tego typu to pamietam w europie może przed 2015 rokiem. Ogólnie zapamiętajcie to co teraz napisałem, bo jak bardzo byłem w błedzie dowiedziałem się na następny dzień.
Pozwolę sobię zakończyć to w tym momencie i będę kontynuował w kolejnym poście, jednak naszyłem dużo więcej, niż mi się wydawło że to zajmie. Mam nadzieję że lektura nie była zbyt nużąca i tak jak pisałem, dajcie znać, czy mam kontyynuować, czy zmienić formę, czy mój humor tylko trafia do mnie ect.
Wiem ze początek był strasznie mętny, ale to wprowadzenie, nie zabardzo wiedziałem jak się za niego zabrać, bo ogólnie na pomysł napisania czegoś o swoich eskapadach wpadłem w trakcie tego wyjazdu i stosunkowo długo walczyłem z samym sobą żeby coś takiego stworzyć. Będę chciał zawrzeć w przyszłych częściach to jak wygląda życie codzienne na miejscu, ceny ect. (to jest coś co mnie zmotywowało do tego, chcę się poprostu podzielić moją zmianą perspektywy patrzenia na niektóre rzeczy).
Kłaniam się nisko.
Pozwolę sobię zakończyć to w tym momencie i będę kontynuował w kolejnym poście, jednak naszyłem dużo więcej, niż mi się wydawło że to zajmie. Mam nadzieję że lektura nie była zbyt nużąca i tak jak pisałem, dajcie znać, czy mam kontyynuować, czy zmienić formę, czy mój humor tylko trafia do mnie ect.
Wiem ze początek był strasznie mętny, ale to wprowadzenie, nie zabardzo wiedziałem jak się za niego zabrać, bo ogólnie na pomysł napisania czegoś o swoich eskapadach wpadłem w trakcie tego wyjazdu i stosunkowo długo walczyłem z samym sobą żeby coś takiego stworzyć. Będę chciał zawrzeć w przyszłych częściach to jak wygląda życie codzienne na miejscu, ceny ect. (to jest coś co mnie zmotywowało do tego, chcę się poprostu podzielić moją zmianą perspektywy patrzenia na niektóre rzeczy).
Kłaniam się nisko.