0
„Nie straszy krzykiem, tylko ciszą chaty, do której wchodzi się z ulgą. Najpierw jest ogień i uprzejmość, dopiero potem zakaz i drzwi, których nie wolno otwierać.

- na podstawie japońskich przekazów folklorystycznych
Kurozuka oznacza dosłownie „Czarny Kurhan”. To nazwa mogiły, a zarazem legenda o onibabie [1], demonicznej starej kobiecie z Adachigahary. To ponure pustkowia u stóp góry Adatara, w dzisiejszej prefekturze Fukushima. Po dziś dzień wskazuje się tam miejsca wiązane z przekazem: grotę, krwawy staw i sam kopiec-grobowiec. Z zewnątrz widać tylko ubogą chatę na odludziu, jedyne schronienie, gdy zapada zmrok. W środku siedzi stara kobieta, często przedstawia się ją przy kołowrotku. Ma twarz wyniszczoną wiekiem i samotnością. Wędrowcy proszą o nocleg. Kobieta waha się, zasłania biedą i wstydem, w końcu jednak ich wpuszcza. I to jest moment kluczowy, groza nie zaczyna się atakiem. Zaczyna się rozmową, ciepłem ognia i pozorną normalnością.

[1] Demoniczna postać starej kobiety z japońskich legend, często przedstawiana jako ludożercza wiedźma polująca na wędrowców.
Kompendium strachu: „Czarny Kurhan z Adachigahary”, Kurozuka, vol. 57
Sercem legendy jest prosty zakaz. Kobieta wychodzi po drewno i zabrania zaglądać do wewnętrznego pomieszczenia. Wędrowcy łamią zakaz, a w środku znajdują to, co w tej historii stanowi dowód: stos kości i zwłok, ślady dawnych ofiar. Wtedy staje się jasne, że chata nie była schronieniem, lecz przedsionkiem rzeźni. Gospodyni nie była samotną staruszką, tylko istotą polującą na ludzi. Gdy kobieta wraca i odkrywa zdradę, następuje przemiana. W teatrze nō [2] ujawnia się jako onibaba, demoniczna wiedźma w masce. Jej ruchy dziczeją, a głos brzmi bardziej jak ryk bestii niż ludzka mowa. Rozpoczyna się pościg przez nocny krajobraz, a ocalenie przychodzi nie dzięki sile, lecz dzięki praktyce religijnej. Jedynie modlitwy i formuły mają moc powstrzymania demonicy i odepchnięcia jej z powrotem w mrok. Ten finał jest charakterystyczny dla wielu opowieści o yōkai [3]. Zło nie znika dlatego, że ktoś pokonał je w walce, tylko dlatego, że ktoś umiał je nazwać i odgrodzić rytuałem.

[2] Klasyczna forma japońskiego teatru muzyczno-tanecznego, w której istotną rolę odgrywają maski, rytm i symboliczna gra aktorska.
[3] Zbiorcze określenie japońskich istot nadnaturalnych, takich jak demony, duchy i potwory, pojawiających się w folklorze i opowieściach.
Kompendium strachu: „Czarny Kurhan z Adachigahary”, Kurozuka, vol. 57
Pochodzenie Kurozuki jest wielowarstwowe. Sama tradycja nō wiąże ją z literackim tropem „Czarnego Kurhanu”. Motyw pojawia się w klasycznej poezji dworskiej (Shūiwakashū), co później stało się dla twórców teatru punktem zaczepienia. Z krótkiej wzmianki wyprowadzili cały świat grozy, miejsce i bohaterkę. Z kolei lokalna tradycja świątynna oraz przekaz regionalny utrzymują, że na Adachigaharze rzeczywiście mieszkała stara kobieta, która stała się demonem i napadała na ludzi. W obiegu funkcjonuje też mocno ludowa geneza onibaby. Wariant o piastunce z Kioto, która wyrusza po makabryczny lek dla chorego dziecka. Ostatecznie trafia na odludzie i zaczyna polować na ciężarne kobiety albo podróżnych. To wyjaśnienie nie jest jedynym i nie zawsze pojawia się w najstarszych skrótach fabuły, ale pokazuje typowy dla japońskich podań mechanizm. Demon nie przychodzi z innego świata od początku, rodzi się z desperacji, samotności i przekroczenia granicy, po której człowiek przestaje być człowiekiem.
Kompendium strachu: „Czarny Kurhan z Adachigahary”, Kurozuka, vol. 57
Kurozuka jest groźna właśnie dlatego, że nie wymaga od ofiary wielkiego błędu, tylko drobnego. Wystarczy przyjąć nocleg, uwierzyć w gościnność, a potem złamać jeden zakaz. Legenda obraca się wokół napięcia między potrzebą schronienia a lękiem przed obcym. Między współczuciem dla samotnej kobiety a odkryciem, że samotność może być maską drapieżcy.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
„Małym dzieciom, które biegały po Dane Hills, powtarzano, że ona tam czyha, by porwać je do swojej groty…”

- cytat z pracy Charlesa Jamesa Billsona County Folk-Lore: Leicestershire and Rutland.
Black Annis (w starszych przekazach czasem mylona z Black Agnes) jest postacią wrośniętą w pejzaż i w lęki okolic miasta Leicester w hrabstwie Leicestershire. Tam niskie wzniesienia zwane Dane Hills kryły kiedyś piaszczysto-piaskowcowe jamy i resztki dawnego lasu. Jej siedzibą była grota znana jako Black Annis’s Bower. Opisywano ją jako okrągłą jamę w piaskowcu o średnicy około dziesięciu–dwunastu stóp i wysokości mniej więcej pięciu. Miała być wykuta lub wydrążona w zboczu, w miejscu, gdzie przez wieki ciągnęły się gęstwiny leicesterowskiego lasu. Nazwę tego miejsca tłumaczy się nie jako duńskie wzgórza, lecz jako echo słowa dunes, oznaczającego wydmy i piaszczyste wyniesienia.
Kompendium strachu: „Legenda z lasów Leicester”, Black Annis , vol. 54
Wizerunek Black Annis bywał konsekwentnie odczłowieczony, ale nie w baśniowy sposób. To raczej odraza ziemska, przyziemna. W tradycji opisywano ją jako dziką kobietę o wielkich zębach i długich paznokciach, drapieżną i samotną. Była związana z jaskinią tak mocno, jakby stanowiła jej część. W często przywoływanym opisie literackim podkreśla się jej zwierzęcą fizyczność. Zamiast rąk ma ogromne szpony, a twarz, upiornie sina (livid blue), odcina się od ludzkiej normy jak znak choroby, klątwy albo niepochowanego zimna.
Kompendium strachu: „Legenda z lasów Leicester”, Black Annis , vol. 54
Jej sposób polowania jest prosty i okrutny w logice ludowego straszenia. Dzieciom biegającym po Dane Hills mówiono, że Black Annis czatuje, by porwać je do swojej groty. Potem miała rozszarpywać ofiary pazurami, wysysać krew i wieszać skóry do wyschnięcia, jakby człowiek był tylko większym zwierzęciem z futrem do zdarcia. W poetyckiej wersji legendy pojawia się też motyw pasterza. Widzi on, jak kurczy się stado, i tropi znikające jagnięta. To dodatkowo poszerza grozę. Nie jest ona wyłącznie karą dla niegrzecznych dzieci, lecz głodem, który wychodzi z nocy i potrafi uszczuplać także dobytek.
Kompendium strachu: „Legenda z lasów Leicester”, Black Annis , vol. 54
Najbardziej sugestywny obraz łączy ją z drzewem. Mówiono, że przy wejściu do groty rósł stary, ogłowiony dąb, będący ostatnim świadkiem dawnego lasu. Black Annis miała kulić się w jego konarach nad rozpadliną, gotowa spaść na przechodzące niżej dzieci jak drapieżnik. Ten szczegół jest ważny, bo w folklorze dąb bywa strażnikiem granicy, a tutaj staje się amboną łowcy. W tej samej tradycji powraca też motyw paznokci, którymi miała sama wydrapać jamę w skale, jakby nie była to po prostu naturalna jaskinia.
Kompendium strachu: „Legenda z lasów Leicester”, Black Annis , vol. 54
Mroczny dysonans tej historii polega na tym, że pod warstwą potwora prześwituje cień kogoś innego, być może realnej postaci albo realnej praktyki religijnej. W XIX wieku przytaczano przekaz łączący nazwę Black Agnes’s Bower z Agnes Scott, domniemaną pustelnicą lub anachoretką. Jej wizerunek miał widnieć w szkle kościelnym. Dziwne słowo Antrix tłumaczono jako wywiedzione od antrum, czyli groty, w której miała żyć. W legendzie zaczyna jako samotna kobieta mieszkająca na uboczu miasta. Dopiero później pamięć o niej gęstnieje i staje się narzędziem strachu. To jeden z najbardziej przejmujących mechanizmów folkloru. Samotność łatwo uznać za podejrzaną, a podejrzenie z czasem rośnie w mit o potworze.
Kompendium strachu: „Legenda z lasów Leicester”, Black Annis , vol. 54
Istnieje też druga, antykwaryczna warstwa interpretacji, podszyta fascynacją dawnymi kultami. W jednym z opisów porównuje się jaskinię do grot znanych autorowi z Indii oraz do antycznych miejsc kultu. Samą opowieść o kanibalizmie traktuje się jako możliwą, choć niepewną pamiątkę po wyobrażeniach o krwawych ofiarach składanych w ukryciu, nocą, w gęstwinach dawnego lasu. Być może to XIX-wieczna próba dopisania legendzie archaicznego rodowodu.
Kompendium strachu: „Legenda z lasów Leicester”, Black Annis , vol. 54
Osobny, niemal rytualny rozdział stanowi zwyczaj wielkanocny związany z Bower Close. Opisywano dawną praktykę z Poniedziałku Wielkanocnego. Burmistrz i rajcy w szkarłatach udawali się na teren zwany Black Annis’s Bower Close, by oglądać polowanie, w praktyce przeciąganie martwego kota przed sforą psów. Zwierzę miało być wcześniej przygotowane wodą anyżową. Potem trop prowadzono ulicami aż do drzwi burmistrza. Dodawano, że zwyczaj zaczął zanikać około 1767 roku, choć jego ślady trwały w formie wielkanocnego świętowania na Dane Hills. Najwcześniejsza wzmianka w miejskich zapisach pojawia się w 1668 roku, przy czym już wtedy mówiono o starożytności obrzędu.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0
„Nowy cud zwierzęcy wywołuje obecnie wielką sensację w stolicy Rzeszy. Wszyscy o tym mówią.”

- artykuł z lokalnej gazety Der Oberhasler z kwietnia 1935 r., pt. „Das Wunder von Loch Ness in Meiringen?”
Tatzelwurm, w szwajcarskich przekazach znany jako Stollenwurm, to stwór wywodzący się z pogranicza Alp. Raz opisywany jest jako pełzający gad, raz jako miniaturowy smok, a jego obraz zmienia się w zależności od doliny, języka i epoki. Już w starszej tradycji szwajcarskiej rozróżniano go od „prawdziwego” smoka. Powiadano, że smok należy do tego rodzaju, co lata, a Stollenwurm do tego, co pełza. W praktyce jednak oba wyobrażenia często się mieszały. Zarówno miejscowi bajarze, jak i uczeni próbowali tym samym słowem nazwać różne „dziwne gady” znane z plotek, kronik i rysunków.
Kompendium strachu: „Gad o kociej głowie ”, Tatzelwurm, vol. 49
W jednej z klasycznych, XIX-wiecznych kompilacji folklorystycznych Altes und Neues vom Tatzelwurm z 1895 roku, autor podkreśla, że starszych źródeł trzeba szukać w Szwajcarii. Mówiono tam o „stollenwurmach”, czyli „wężach z krótkimi, klockowatymi nogami”. Opisy zawierały też detal kociej głowy, a pojawianie się stwora wiązano z dusznym dniem, zmianą pogody i nagłym „ wyjściem z górskiego terenu. W tych relacjach Stollenwurm potrafi być nie tylko osobliwy, ale i realnie groźny. Ma się wzbierać do ataku, wysuwać strzałkowato zwężony język z jadowitego pyska, próbować ofiarę owinąć ogonem i udusić. Według pasterskich wyobrażeń miał wysysać krowom mleko prosto na hali. Pojawiają się też praktyczne środki ochronne, np. wiara, że trzymanie na alpejskim wypasie białego koguta zabezpiecza przed napaścią
Kompendium strachu: „Gad o kociej głowie ”, Tatzelwurm, vol. 49
Opisom zachowania często towarzyszą efekty fizjologiczne i chemiczne, które brzmią jak próba wyjaśnienia, skąd bierze się groza. W jednej z relacji, gdy Tatzelwurm został postrzelony, kula jakby wpadła mu w przednie łapy, zaś skały wokół zostały opryskane zieloną trucizną. W innych przekazach powracają motywy wspólne dla wielu wersji. Atak poprzedzony nagłym wzbiciem się w powietrze i szarżą. Dźwięki przypominające gwizd lub pisk, sapanie oraz to, że stwór zabija nawet jeśli jego anatomia raz upodabnia go do kota, raz do węża. Czasem nawet liczba nóg potwora wahała się od dwóch do sześciu.
Kompendium strachu: „Gad o kociej głowie ”, Tatzelwurm, vol. 49
W nowszych, stricte badawczych ujęciach Tatzelwurm bywa nazywany wręcz „alpejskim fantomem”. Tradycja startuje od szwajcarskiego Stollenwurmu, potem przechodzi w austriackiego Tatzelwurmu. Rdzeniem przedstawienia staje się „kocogłowy wąż z krótkimi nogami”, tyle że w setkach przekazów, zmiennych jak pogoda w górach. Tę zmienność dobrze streszcza wątek z badań nad relacjami. Im więcej zgłoszeń i wariantów, tym trudniej złożyć z nich jeden stabilny portret stwora. Zamiast jednego zwierzęcia dostajemy raczej rodzinę obrazów, które kultura alpejska sklejała z dawnych smoków, lokalnych jaszczurek, myśliwskich anegdot i pasterskich lęków.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
4
„Według ludowych wierzeń i opisów karakoncolosy są podobne do małp, niskiego wzrostu, brzydkie, o rozczochranych włosach…”

- z hasła „KARAKONCOLOS” na Kültür Portalı (oficjalnym portal Ministerstwa Kultury i Turystyki Turcji)
Karakondžula (wym. ka-ra-kon-dżu-la) to zimowe straszydło z wywodzące się z demonologii ludowej Bałkanów. Pojawia się przede wszystkim nocą w okresie dwunastu tak zwanych „nieochrzczonych dni” i wtedy ma największą moc. Co w praktyce przekładało się na całe zestawy zakazów oraz środków ostrożności w życiu codziennym. W serbskich wyobrażeniach to istota o nieostrym, zmiennym kształcie. Szczególnie zapada w pamięć obraz czarnego ciała i nienaturalnie długich rąk. Tymi rękami potrafi sięgać przez komin po kobiety i dzieci. Dlatego często powtarza się motyw, że zło nie wchodzi drzwiami. Przychodzi „od góry”, przez ožak (pol. komin), oraz przez sam dach.
Kompendium strachu: „Zło nie wchodzi drzwiami”, Karakondžula, vol. 58
Zachowanie Karakondžuli bywa w opowieściach brutalnie fizyczne i upokarzające. Ma siadać na strzesze albo na okapie nad drzwiami. Potem zaskakuje człowieka od tyłu. „dosiada” go i „jeździ” na nim. Zdarza się, że finałem jest spędzenie ofiary do rzeki lub innej wody. Woda działa tu jak granica i przestrzeń chtoniczna. Wokół tych historii narosły konkretne praktyki ochronne. Pojawiły się też zwroty obecne w języku codziennym. Za najważniejszy środek obrony uchodzi czosnek. W „nieochrzczone dni” nie wypadało wychodzić z domu przed pierwszym pianiem koguta. O ociężałym, opuchniętym pijaku mówiono, jakby „karakonđule na nim jeździły”. To pokazuje, jak mit tłumaczył nocne powroty i „urwane filmy” po alkoholu.
Kompendium strachu: „Zło nie wchodzi drzwiami”, Karakondžula, vol. 58
Kalendarz ataków potwora miał też wersję turecką. W niej Karakoncolos (nazwa turecka) wpisuje się w ludową meteorologię i nazewnictwo zimy. Wierzono, że to zjawisko lub demon pojawia się w najostrzejszych miesiącach. Za najbardziej niebezpieczne uważano noce mniej więcej między 24 grudnia a 20 stycznia. W tradycjach anatolijskich ważny jest też motyw testu. Karakoncolos ma wychodzić w najzimniejsze noce. Zatrzymuje ludzi i zadaje im pytania. Jeśli nie dostanie odpowiedzi, jakiej chce, może zabić pechowca.
Kompendium strachu: „Zło nie wchodzi drzwiami”, Karakondžula, vol. 58
Równolegle pojawia się wątek źródeł pisanych i autoryzacji legendy. Tureckie opracowanie instytucjonalne wprost odsyła do Evliyi Çelebiego i jego Seyahatnâme (wym. se-ja-hat-na-me) jako miejsca, w którym zanotowano opowieści o Karakoncolosach. W ujęcie akademickie wskazuje ten tekst jako jedno z pierwszych tureckich świadectw pisanych tej wiary. Wreszcie Karakondžula żyje nie tylko jako demon z podań, ale też jako figura kulturowa w sztuce. Projekt Rastko, biblioteka literatury i humanistyki, udostępnia dramat Karakonđula Radmili Jovanović. Stanowi to dobry przykład tego, jak ludowa groza przechodzi w literacką metaforę i współczesny język sceny.
Kompendium strachu: „Zło nie wchodzi drzwiami”, Karakondžula, vol. 58
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
„Najpierw pojawia się podejrzenie, że wzgórze jest tylko skorupą. Potem przychodzi legenda, która to podejrzenie zamieszkuje. Na końcu rodzi się Carcolh, który nie tyle poluje, co potwierdza, że pod spodem naprawdę coś jest.”

- cytat z blogu „Zbocze Hastingues jest puste w środku…”
(fr. „Le coteau d’Hastingues est vide à l’intérieur…”)
Lou Carcolh (wym. lu kar-ko) należy do najbardziej osobliwych stworzeń folkloru południowo-zachodniej Francji. Wiąże się go z Hastingues w departamencie Landes, miasteczkiem położonym na wyniosłym, zaokrąglonym wzgórzu, które w tradycji gaskońskiej bywa nazywane tuc (pol. pagórek). To właśnie pod takim wzgórzem, według miejscowych podań, mają ciągnąć się groty i korytarze. Jest to idealna sceneria dla legendy o tym, co mieszka pod spodem. W przekazach ludowych potwór ma postać monstrualnego ślimaka-węża. Opisuje się go jako istotę o ogromnej, spiralnej muszli z ciałem długim, wiotkim i lepkim, niekiedy nawet jakby kudłatym. Najbardziej charakterystyczne są jednak długie, chwytliwe macki wokół pyska, które działają jak żywe liny.
Kompendium strachu: „Co kryją wzgórza? ”, Lou Carcolh, vol. 56
Najbardziej niepokojący element opowieści polega na tym, że Lou Carcolh nie musi gonić ofiary. Czai się w ciemnej pieczarze, gdy ktoś podejdzie zbyt blisko wejścia, potwór atakuje. To samo dzieje się, kiedy ktoś zapuszcza się do podziemi. Jego macki mają dosięgnąć człowieka z zaskakującej odległości. Owijają ofiarę, potem wciągają ją do kryjówki. Tam bestia pożera zdobycz i ją trawi. W wersji najczęściej powtarzanej w okolicy legenda splata grozę z historią i chciwością. Przed nadejściem wrogów, w części wariantów wskazywanych jako Hiszpanie, mieszkańcy mieli ukryć kosztowności w ziemi lub w podziemnych przejściach. Późniejsi poszukiwacze skarbów, którzy schodzili pod wzgórze, znikali bez śladu. Zaś Carcolh staje się w opowieści wyjaśnieniem zarówno tych zniknięć, jak i tego, dlaczego skarbów nigdy nie odnaleziono. 
Kompendium strachu: „Co kryją wzgórza? ”, Lou Carcolh, vol. 56
Ta historia ma też wyraźny, obyczajowy motyw. W lokalnych anegdotach Carcolh bywa przywoływany jako swojskie ostrzeżenie w stylu „Carcolh cię złapie!”. Wypowiadane niby żartem, a jednak skutecznie. Taki straszak ma zniechęcać do ryzykownych wędrówek po zmroku, czy zapuszczania się w niebezpieczne miejsca. Współczesna literatura chętnie dopowiada Carcolha, bo sama figura miękkiego, lepkiego, podziemnego drapieżcy świetnie działa w grozie i w weird fiction. Przykładem jest opowiadanie Lou Carcolh Laurenta Pendariasa opublikowane w antologii Créatures, gdzie legenda staje się pełnoprawnym tworzywem fabuły.
Kompendium strachu: „Co kryją wzgórza? ”, Lou Carcolh, vol. 56
Najprostsze objaśnienie, dlaczego ta legenda trzyma się tak dobrze, jest bardzo przyziemne. Opowieść przypina strach do konkretnego miejsca, czyli do wzgórza i domniemanych podziemi. Jednocześnie tłumacząc ryzyko związane z chodzeniem po grotach i korytarzach oraz gasząc gorączkę „szukania skarbów”. Mit trafił też do popkultury ekranowej. W serialu Dead Landes z 2016 roku pojawia się trop sekty określanej jako „l’ordre de Lou Carcolh”. Odkryty przez bohaterów wśród tajemniczych dokumentów. To pokazuje, jak łatwo lokalną bestię przerobić na element paranoicznego śledztwa i współczesnej grozy.
Kompendium strachu: „Co kryją wzgórza? ”, Lou Carcolh, vol. 56
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
2
„Gdy przyciśnie niebezpieczeństwo, zapukaj trzy razy w skrzynię opiętą zardzewiałymi kłódkami”

- fragment zaklęcia z zbioru Waltera Scotta Minstrelsy of the Scottish Border

(zbiory dostępne min. na www.gutenberg.org)
Redcap (znany też jako Redcomb lub Bloody Cap) to złośliwy, morderczy chochlik z pogranicza szkocko-angielskiego. Szczególnie kojarzy się go z opuszczonymi wieżami i zamkami, które były świadkami tyranii, zdrady oraz przemocy. W klasycznych opisach jest niski i krępy, ma długie, wystające zęby oraz szpony zamiast palców. Charakteryzują go także czerwono jarzące się oczy, potargane włosy i żelazne buty, zaś na głowie nosi czerwoną czapkę. Gdy podróżni szukają schronienia w ruinach opuszczonego zamku, Redcap obrzuca ich głazami. W najbardziej ponurych wersjach po prostu ich zabija i barwi czapkę krwią ofiary, stąd jej trwała, „świeża” czerwień.
Kompendium strachu: „Chochlik z zamku”, Redcap , vol. 54
Redcapa można odpędzić cytatem z Pisma Świętego lub znakiem krzyża. Wtedy ma wyć, a nawet zniknąć w płomieniu, pozostawiając po sobie wielki ząb, rzekomy materialny ślad spotkania z czymś nieludzkim. Ta część opowieści pełni funkcję moralitetu i przestrogi. Istnieją bowiem miejsca, do których nie powinno się wchodzić, zwłaszcza nocą, bo ruiny mają swoich gospodarzy. Mówiono też, że czerwona czapka chochlika musi co jakiś czas być barwiona świeżą krwią. Jak głoszą podania ludowe, gdy czerwień na czapce wyschnie, Redcap umiera.
Kompendium strachu: „Chochlik z zamku”, Redcap , vol. 54
Najczęściej Redcapa wiąże się z Hermitage Castle w Liddesdale oraz z legendarnym „złym panem” Lordem Soulisem. W balladzie Johna Leydena, opublikowanej przez Waltera Scotta, Soulis przesiaduje w zamku, a u jego boku pojawia się stary, przebiegły Redcap. Stwór roztacza nad lordem opiekę i podsuwa mu zaklęcia, które mają uczynić go nietykalnym. To, co w balladzie pozostaje gotycką opowieścią o tyranie i jego nadnaturalnym pomocniku, Scott próbuje osadzić w realiach historycznych. Przywołuje tradycję o spisku przeciw Robertowi Bruce’owi i notuje, że Soulis (w przekazach kronikarskich) miał zostać pojmany. Następnie przyznać się do winy, zachować życie, lecz utracić dobra i umrzeć w uwięzieniu w Dumbarton.
Kompendium strachu: „Chochlik z zamku”, Redcap , vol. 54
Dziewiętnastowieczni badacze zapisywali to, co krążyło w opowieściach o ruinach i złych panach. Późniejsze ujęcia odczytują Redcapa jako ducha miejsca, personifikację niebezpiecznego krajobrazu naznaczonego konfliktami, najazdami i rewanżami. Jako swego rodzaju fakt pozostaje to, że Redcap jest dobrze poświadczonym motywem w źródłach folklorystycznych i literackich oraz że jego występowanie w tradycji jest spójne (ruiny, pogranicze). 
Kompendium strachu: „Chochlik z zamku”, Redcap , vol. 54
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
3
„Kiedy człowiek próbuje tchnąć życie w taką imitację, przestaje liczyć się z tym, co w nim naprawdę ludzkie.”

- na motywach legend alpejskich
Sennentuntschi (wym. ZEN-en-tunczi) to jedna z najmroczniejszych legend alpejskich, znana w Szwajcarii, Liechtensteinie i części Tyrolu. Najczęściej opowiada się ją jako historię pasterkiej kukły. Grupa odciętych od świata górali na wysokiej hali lepi sobie z nudów i pożądania kobietę z miotły, szmat i słomy. Najpierw żartują, jedzą z nią przy stole, potem zaczynają ją bić i wykorzystywać. W pewnym momencie kukła ożywa i zamienia ich życie w koszmar.
Kompendium strachu: „Kukła z gór”, Sennentuntschi, vol. 47
W klasycznej wersji znanej jako „The Guschg Herdsmen’s Doll” (Guschger Sennpuppe) trzech pasterzy z alpejskiej hali Guschg robi sobie lalę z gałęzi, starych ubrań i słomy. Nadają jej imię, sadzają przy stole, mówią do niej, śmieją się, a z czasem traktują jak „kobietę na zastępstwo”. Kiedy lalka ożywa, początkowo spełnia ich wszystkie oczekiwania gotuje, sprząta, śpi z nimi. Pasterze są przekonani, że diabeł wysłuchał ich marzeń. Dopiero później zaczyna się zemsta.W niektórych wariantach dziewczyna zabija ich po kolei, w innych rozpłata skórę jednego z nich i robi z niej nową kukłę. Zawsze jednak historia kończy się śmiercią lub zaginięciem mężczyzn i zniszczeniem pastwiska.
Kompendium strachu: „Kukła z gór”, Sennentuntschi, vol. 47
Sam wygląd Sennentuntschi jest dość nieokreślony, bo w opowieściach „wychodzi z kukły". Zazwyczaj to młoda kobieta, początkowo milcząca, prawie nierozumna, jakby dopiero uczyła się ludzkiego ciała. Porusza się sztywno, nie zna słów, ale szybko opanowuje podstawowe czynności. Im więcej przemocy i upokorzeń doświadcza, tym bardziej „dziczeje”. Wpada w furię, kaleczy zwierzęta, niszczy obejście, w końcu zabija swoich „stwórców”. W wielu opisach nie mówi nic do samego końca, jedynym komunikatem są łzy, krzyk i sama przemoc. 
Kompendium strachu: „Kukła z gór”, Sennentuntschi, vol. 47
Legendy o Sennentuntschi badacze często porównują do mitu o Pigmalionie. Rzeźbiarzu, który zakochał się we własnym posągu, a bogini Afrodyta tchnęła w niego życie. Tyle że w alpejskiej wersji bajka kończy się bardzo źle. Górska lalka nie staje się kochającą żoną, tylko ucieleśnieniem win i lęków pasterzy. W nowoczesnych interpretacjach podkreśla się, że to opowieść o samotności i przemocy seksualnej w izolowanych społecznościach.

Sennentuntschi funkcjonuje dziś także w literaturze i teatrze. W latach 70. szwajcarski dramaturg Hansjörg Schneider napisał sztukę Sennentuntschi, która przenosi legendę na scenę i mocno podkreśla wątki cielesne oraz religijne. Spektakl wywołał skandal obyczajowy, a twórców oskarżano wręcz o pornografię, co pokazuje, jak mocno ten motyw uderza w wyobraźnię i tabu. Tekst sztuki do dziś uchodzi za drastyczny, ale ważny przykład „uwspółcześnienia” ludowej grozy
Kompendium strachu: „Kukła z gór”, Sennentuntschi, vol. 47
Co ciekawe, w szwajcarskich muzeach można zobaczyć  lalki zrobione przez pasterzy. Szwajcarskie Muzeum Narodowe wspomina o drewniano–szmacianej figurze z doliny Calanca (Masciadon), wysokiej ok. 40 cm, z włosami, ubraniem i wyraźnie zaznaczoną kobiecą sylwetką. To namacalny ślad zwyczaju, który stał za legendą, tworzenia kukieł towarzyszących ludziom żyjącym miesiącami w alpejskiej samotności.
Kompendium strachu: „Kukła z gór”, Sennentuntschi, vol. 47
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
„W Ardenach powiadają, że jeśli skały pachną siarką, a ptaki nagle milkną, znaczy, że właśnie wyszedł zaczerpnąć powietrza.”

- na motywach lokalnych legend Ardenów
Karnabo to jedno z bardziej osobliwych stworzeń folkloru Ardenów, znane głównie z pogranicza francusko-belgijskiego, z okolic Regniowez na płaskowyżu Rocroi. Dawne opowieści mówią, że nie jest rodzimym potworem Ardenów. Miał się narodzić z potwornej unii wędrownego Bohema (czarownika) i starej, sześćdziesięcioośmioletniej ghuli [ghul (m.) / ghula (ż.)]. Tak opisuje go już pod koniec XIX wieku Albert Meyrac w zbiorze ardeńskich legend, a później powtarzają francuscy autorzy bestiariuszy i słowników istot nadnaturalnych.
Kompendium strachu: „Maszkara z bluźnierczego związku”, Karnabo, vol. 46
Karnabo mieszka w starej ardoisierze (opuszczony kamieniołom łupkowy), ukrytej gdzieś wśród wzgórz. Jego wygląd jest prawie ludzki, ale tylko „prawie”. Ma twarz człowieka, lecz oczy bazyliszka i długi nos w kształcie trąby, porównywanej do słoniowej. Skóra jest ciemna, chropowata, jak ściany kamieniołomu, w którym żyje. Folkloryści opisują go wprost jako ohydnego potwora z Ardenów, coś pośredniego między potworem rzecznym Mahwotem [1] a lokalnym straszydłem, które ma swoje jedno konkretne siedlisko.
Kompendium strachu: „Maszkara z bluźnierczego związku”, Karnabo, vol. 46
Najbardziej charakterystyczna cecha Karnabo to jego oddech i gwizd. Z trąbowatego nosa wydobywa się przenikliwy, nosowy świst. Sam dźwięk ma paraliżować lub dusić każdego, kto podejdzie za blisko wejścia do ardoisiery. Zwierzęta zaś, padają martwe od oparów. W nowszych opracowaniach podkreśla się, że to typowy „monstrum ostrzegawcze”: ma trzymać ludzi z daleka od niebezpiecznych wyrobisk, szybów i urwisk.
Kompendium strachu: „Maszkara z bluźnierczego związku”, Karnabo, vol. 46
Jednak Karnabo nie jest tylko bezmyślną bestią. Legendy przypisują mu ślady dziedzictwa po ojcu. Po pierwsze, ma mieć dostęp do rozmaitych czarów i przekleństw. Po drugie i to ciekawy folklorystyczny szczegół potrafi leczyć panaris, czyli bolesne ropne zapalenie palców. Według Meyraca i późniejszych autorów Karnabo uzdrawia ten rodzaj czyraka w Wielki Piątek, recytując tajemnicze formuły. W jednej istocie skupiają się więc dwa bieguny: śmiertelny oddech, który zabija i rytualne leczenie, które łagodzi ból.
Kompendium strachu: „Maszkara z bluźnierczego związku”, Karnabo, vol. 46
W folklorystycznych komentarzach pojawia się hipoteza, że wiara w Karnabo może mieć rdzeń w jakimś zapomnianym wydarzeniu. Katastrofie górniczej, utonięciu dziecka, serii niewyjaśnionych zgonów zwierząt. Dla mieszkańców doliny dolnej Mozy potwór z rzeki i potwór z łupkowni to dwie twarze tego samego lęku przed głęboką wodą i ciemnymi dziurami w ziemi. Współczesne bestiariusze i blogi o potworach chętnie przypominają o Karnabo, gdyż jest oryginalny wizualnie. Jednocześnie, gdy spojrzeć na niego oczami dawnych mieszkańców Ardenów, widać w nim przede wszystkim strażnika tabu.

[1] Potwór rzeczny z folkloru Ardenów, łączony z głębokimi wirami i niebezpiecznymi odcinkami rzek. W opowieściach topi ludzi i zwierzęta, strzegąc „zakazanego” nurtu.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
2
„W swojej wersji historii Zahhāka, Ferdousi mistrzowsko przekształca dawny mit demonologiczny w etiologiczną opowieść o ludzkiej tyranii i jej ostatecznym upadku.”

- Omid Arabian w artykule Zahhāk: An Etiology of Evil (2023)
Zahhāk to jedna z najbardziej mrocznych postaci tradycji irańskiej. Występuje jednocześnie jako demon smok Aži Dahāka znany z tekstów zoroastryjskich oraz jako ludzki król tyran z eposu Szahname Ferdousiego. Wokół tej postaci splatają się wątki religijne, mitologiczne, epickie, a także późniejszy folklor i współczesne interpretacje polityczne. W najstarszej warstwie tradycji, w Awestie i tekstach zoroastryjskich, Zahhāk pojawia się jako smok Dahāka. Słowo „aži” w języku awestyjskim oznacza węża lub smoka. Jest spokrewnione z indyjskim słowem „ahi”. Dawniej „dahāka” łączono z żądleniem lub z cechą wielkości i olbrzymich rozmiarów.
Kompendium strachu: „Smok, który został królem ”, Zahhāk, vol. 43
W opisach religijnych Zoroastrian Aži Dahāka jest potworem o trzech paszczach, trzech głowach i sześciu oczach. Ma tysiąc podstępów i uchodzi za prawdziwego smoka demona stworzonego przez Angra Mainju (Ahrimana), uosobienie zła. Jego celem jest wyludnienie Ziemii. Prosi bogów o moc, aby opróżnić siedem stref zamieszkałego świata. Modlitwy potwora nie zostają jednak wysłuchane. Zamiast tego łaskę otrzymuje bohater Θraētaona, znany później jako Ferejdun, który ostatecznie go zwycięża.
Kompendium strachu: „Smok, który został królem ”, Zahhāk, vol. 43
W części zoroastryjskich tekstów Aži Dahāka nie ginie. Zostaje skuty łańcuchami i uwięziony w górze Demawand. Chodzi o to, aby jego śmierć nie uwolniła plagi jadowitych stworzeń ukrytych w jego ciele. Pod koniec czasów ma zerwać się z więzów i pożreć jedną trzecią żywych istot. Dopiero wtedy zostanie zgładzony przez powracającego bohatera. Motyw demona, który nie umiera, lecz czeka w uwięzieniu aż do dnia ostatecznego, przeniknął do folkloru. Przez długi czas wierzono, że w Demawandzie naprawdę tkwi przykuty smok król, a jego ruchy wywołują trzęsienia ziemi.
Kompendium strachu: „Smok, który został królem ”, Zahhāk, vol. 43
W literaturze średnioperskiej i pahlawijskiej stopniowo nabiera bardziej ludzkich cech. Autorzy pahlawijscy opisują go jako demonicznego króla. Jest potomkiem Złego Ducha, twórcą złej religii oraz wypaczonych obyczajów. Jego panowanie przypada między złotym wiekiem Jamšida, a rządami bohatera Ferejduna. Jest to tysiąclecie terroru. Dahāg miesza ludzi z demonami, uprawia czarną magię, psuje prawo i wprowadza chaos do świata stworzonego przez Ahurę Mazdę.
Kompendium strachu: „Smok, który został królem ”, Zahhāk, vol. 43
Kulminacją tego rozwoju jest obraz Zahhāka w Szahname Ferdousiego z XI wieku. W eposie staje się on w pełni udramatyzowanym ludzkim tyranem, który jednak zachowuje demoniczne piętno. Poeta czerpie z tradycji zoroastryjskiej, ale świadomie ją przetwarza. Opowiada historię młodego księcia, syna sprawiedliwego króla Mardāsa. Zahhāk nie zaznał miłości i jest łasy na władzę oraz chwałę. Na taki grunt pada pokusa Ahrimana, który trzykrotnie przychodzi do niego w ludzkiej postaci. Najpierw jako mędrzec, potem jako kucharz, wreszcie jako lekarz. Historia zyskuje coraz bardziej ludzki wymiar, pozostając zarazem opowieścią o demonie, który wdziera się w świat ludzi i w ich sumienia.
Kompendium strachu: „Smok, który został królem ”, Zahhāk, vol. 43
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
„Kiedy europejscy misjonarze przybyli do Afryki Zachodniej, znaleźli w Asanbosam gotowego diabła. Dla Akanów był on jednak przede wszystkim częścią lokalnego porządku rzeczy.” 

- w perspektywie wierzeń ludów Afryki Zachodniej
Asanbosam jest jednym z najbardziej charakterystycznych demonów w wierzeniach ludów Akan, zwłaszcza Aszantów z terenów dzisiejszej Ghany. W europejskich kategoriach najłatwiej opisać go jako leśnego wampira albo ogra-potwora z buszu. Jednak w lokalnym kontekście to przede wszystkim istota głęboko związana z lasem, tabu i porządkiem świata. Pojawia się w opowieściach myśliwych, w legendach o zakazanych dniach polowania i w historiach ostrzegających przed lekceważeniem świętych miejsc natury.
Kompendium strachu: „Cień w koronach drzew”, Asanbosam, vol. 42
W tradycyjnych relacjach Asanbosam przedstawiany jest jako stworzenie o ludzkim, lecz zniekształconym ciele. Ma długie, wychudzone nogi, silne ramiona, bywa porośnięty włosiem, a jego oczy określa się jako duże i przekrwione. Najbardziej niepokojące są jednak szczegóły: żelazne, ostre jak brzytwa zęby oraz stopy zakończone hakami albo zakrzywionymi pazurami. To właśnie nimi wiesza się wysoko na gałęziach drzew i chwyta swoje ofiary. We współczesnych przetworzeniach legendy dodaje mu się czasem cechy jeszcze bardziej potworne. Nietoperzową głowę, błoniaste skrzydła, ogon niczym wąż, zdolność stapiania się z cieniem lasu.
Kompendium strachu: „Cień w koronach drzew”, Asanbosam, vol. 42
Bez wątpienia jawi się jako stworzenie lasu. Mieszka w najgłębszych, gęstych partiach puszczy z dala od wsi i uczęszczanych dróg. Według opowieści przesiaduje wysoko w koronach potężnych drzew. Pozwalając, by jego długie nogi zwisały z gałęzi. Kiedy pod takim drzewem przechodzi myśliwy albo zagubiony podróżny, demon cicho opuszcza się i chwyta ofiarę hakowatymi pazurami. Wciąga w górę gryząc w szyję, wysysając krew i pożerając ciało. W niektórych wersjach nie atakuje od razu. Bawi się ofiarą, dotyka jej, przeskakuje z drzewa na drzewo, wywołując narastającą panikę, zanim zada ostateczny cios. W tej krwiożerczej, drapieżnej roli bardzo łatwo skojarzyć go z wampirem. Choć nie jest to umarły powstający z grobu, lecz potężna istota nadnaturalna.
Kompendium strachu: „Cień w koronach drzew”, Asanbosam, vol. 42
Z biegiem czasu, wraz z napływem misjonarzy i religii chrześcijańskiej, postać Asanbosam została na nowo zinterpretowana. Dawny leśny strażnik tabu zaczął być przedstawiany jako uosobienie czystego zła. Prawie gotowy odpowiednik diabła, przykład „pogańskiego demona”, którym straszono przed powrotem do dawnych praktyk. Zatarły się bardziej złożone funkcje tej istoty. Zaś na pierwszy plan wysunął się obraz krwiopijcy i ludożercy, którego jedyną rolą jest polować na ludzi.
Kompendium strachu: „Cień w koronach drzew”, Asanbosam, vol. 42
Historia Asanbosam nie kończy się jednak na Afryce Zachodniej. Razem z ludźmi Akan trafił do diaspor w obu Amerykach. Na Jamajce pojawiają się opowieści o potworze mieszkającym w wielkim drzewie bawełnianym, łączonym z praktykami obeah. Choć krajobraz się zmienił, rdzeń motywu pozostał ten sam. W ten sposób Asanbosam stał się jednym z tych duchów, które przekroczyły ocean i osiadły w nowych mitologiach.
Kompendium strachu: „Cień w koronach drzew”, Asanbosam, vol. 42
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
2
„Każdy jad w tym lesie ma jedną matkę: kobietę, która karmiła węże własną krwią.”

- z wierzeń ludów ugrofińskich w północnej Europie
Ajatar to mroczna postać z fińsko-estońskiego kręgu wierzeń, zła, żeńska istota lasu, nazywana wręcz Diabłem Lasu. W nowoczesnych opracowaniach opisuje się ją jako demona lub ducha, który mieszka w dzikich puszczach Finlandii i Estonii oraz na bezludnych obszarach tundry. Sama jej obecność ma sprowadzać choroby, to uosobienie zarazy, do której wystarczy się zbliżyć, żeby człowiek podupadł na zdrowiu. W wielu tekstach Ajatar przedstawiana jest jako istota połowicznie ludzka, połowicznie gadzia. Może przybierać postać ogromnego węża, jaszczura lub smoka, czasem hybrydy kobiety o ciele oplecionym wężami. Niektóre opisy mówią, że karmi węże własną piersią. Jest ich panią i matką, a wszystkie jadowite stwory lasu i bagien uznają ją za swoją królową.
Kompendium strachu: „Matka węży z puszczy”, Ajatar, vol. 41
Jej specjalnością jest zaraza, choroby skóry, gorączki, plagi, które przetaczają się przez wsie. W części opisów wystarczy spojrzeć Ajatar w oczy, by się rozchorować. W artykułach o demonach bałtyckich Aiatar/Ajatar określana jest jako wyjątkowo potężny duch choroby, który został wygnany przez chrześcijaństwo w odludne miejsca. Jest również silnie związana z dzikim lasem. W części współczesnych interpretacji pojawia się wręcz jako leśna bogini, ale o bardzo złowrogiej naturze. Wabi ludzi w gąszcz, sprawia, że gubią drogę, a potem męczy ich koszmarami. Potrafi zarówno wywoływać złe sny, jak i sama się w nich pojawiać. Niektórzy autorzy wywodzą jej imię od fińskiego czasownika ajaa– gonić, pędzić, ścigać. Ajatar byłaby więc „tą, która ściga / prześladuje”, co dobrze pasuje do demona pędzącego swoje ofiary coraz głębiej w las i w chorobę.
Kompendium strachu: „Matka węży z puszczy”, Ajatar, vol. 41
W demonologicznych ujęciach Ajatar osadzana jest w szerszej rodzinie złych istot fińskiego folkloru. Teksty popularnonaukowe często przytaczają motyw, że jest wnuczką Hiisiego, demonicznego pana lasów, wzgórz i chorób. Przez pokrewieństwo dziedziczy jego władzę nad plugawą stroną natury. Bywa też nazywana „matką diabła” albo „matką demonów”, a przynajmniej „matką wszystkich węży”. Znajduje się wysoko w hierarchii złych duchów kojarzonych z lasem i chorobą. W niektórych estońsko-fińskich opisach jest duchem, który zamieszkuje odludną tundrę, a nie tylko lasy. 
Wszędzie tam, gdzie człowiek czuje się mały i bezbronny wobec natury. Podkreśla się, że to istota niezwykle niebezpieczna nawet z daleka. Nie trzeba jej dotknąć, żeby zachorować, samo przebywanie w jej pobliżu ma osłabiać i przynosić gorączkę. Przypomina to mocno wiele innych europejskich figur „pani zarazy”, ale tu połączono ją z obrazem smoczo-wężowego stwora, czegoś między lamią a smokiem.
Kompendium strachu: „Matka węży z puszczy”, Ajatar, vol. 41
W literaturze i popularnych bestiariuszach pojawia się jako ciekawy, trochę niszowy demon. W anglojęzycznych leksykonach istot nadprzyrodzonych opisywana jest jako żeński smok lub wąż z fińskiej legendy. Blogi i artykuły o mitologii Bałtyku rozbudowują ten obraz, pokazując ją jako zmiennokształtną istotę, która może wyglądać jak smok, wąż albo kobieta karmiąca węże. W popkulturze: w grach, powieściach fantasy, ilustracjach, Ajatar najczęściej przybiera postać leśnego smoka-demonicy, wielkiej gadziej postaci kryjącej się między sosnami. Co dobrze oddaje zarówno leśny, jak i chorobowy aspekt tej dawnej, fińsko-estońskiej demonicy.
Kompendium strachu: „Matka węży z puszczy”, Ajatar, vol. 41
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.093852996826172