4
Pierwsza tajemnica zamku Książ będzie o Daisy.

Księżna Daisy – arystokratka, influencerka, generalnie kasy jak lodu. Styl życia: pałac, bale i naszyjnik z pereł długi na ponad 6 metrów. Tak, sześć metrów. Można się owinąć jak kablem od odkurzacza i jeszcze zostanie zapas.

Są dowody, są zdjęcia!
Tajemnice zamku Książ cz.1
No i teraz zaczyna się prawdziwa historia
Po I wojnie światowej kasa się kończy, biżuteria znika po kawałku… ale najcenniejsze perły?
No właśnie – nikt nie wie.
Daisy umiera w 1943.
Legenda mówi: „chcę być pochowana z moim naszyjnikiem”.
Czyli klasyczne: zabieram drip do grobu, bo czemu nie.

Mauzoleum stoi sobie spokojnie… do momentu aż wjeżdżają Rosjanie po wojnie i robią standardowy loot.
W tym momencie każdy myśli: sprawa zamknięta, perły poszły w świat, temat do kosza.
Tajemnice zamku Książ cz.1
ALE NIE.
Polskie władze robią ekshumację i nagle:
otwierają sarkofag
patrzą do środka
i… nic
Nie ma pereł.
Nie ma ciała.
Nie wygląda jakby tu coś kiedyś było.
Pusty.
I teraz masz historię, która powinna mieć trzy linijki, a robi się z niej cały wątek poboczny:
– ktoś ukradł ciało razem z biżuterią
– służba przeniosła ją w tajemnicy, żeby nikt nie zbezcześcił grobu
– gdzieś w Książu jest ukryta krypta i Daisy dalej leży ze swoim sześciometrowym naszyjnikiem
– albo ktoś już dawno to znalazł i tylko się śmieje
Bonus: legenda o Białej Damie, która chodzi po zamku i pilnuje tego wszystkiego, żeby nikt nie znalazł.
Czyli podsumowując:
księżna znika
naszyjnik znika
sarkofag pusty
Najlepsze jest to, że gdyby ktoś dziś znalazł te perły, to pół internetu by krzyczało „fake”, a druga połowa zaczęłaby kopać pod zamkiem.
Polska historia wciąż ma więcej klimatu niż połowa Netflixa
Tajemnice zamku Książ cz.1
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
125
Zamek w Gołuchowie to jedna z najpiękniejszych rezydencji magnackich Polski. Perła polskiej architektury, która swoim wyglądem przypomina malownicze francuskie zamki nad Loarą.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Jest położony w Wielkopolsce a dokładnie w małej miejscowości Gołuchów. Jego początki sięgają lat 1550–1560, kiedy Rafał Leszczyński wzniósł w tym miejscu renesansowy dwór obronny na planie prostokąta z basztami w narożnikach. Podczas Potopu  zamek nie został spalony tak jak większość innych polskich pałaców i zamków, jednak nie umknął on tfu Szwedom, to został dotkliwie splądrowany i częściowo uszkodzony. Po Potopie, zamek stopniowo podupadał i przez długi czas nie był gruntownie odnawiany.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
W XVII wieku zamek został rozbudowany i przekształcony w reprezentacyjną rezydencję rodu Leszczyńskich. Po okresie zaniedbania w XIX wieku, kupił go Tytus Działyński dla swojego syna Jana i jego żony Izabeli z Czartoryskich Działyńskiej, która przeprowadziła gruntowną przebudowę w stylu francuskiego renesansu, nadając zamkowi romantyczny charakter, który przypomina wyglądem zamki nad francuską Loarą.

Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Pomijając francuską nutę rezydencji, zamek zachował również elementy renesansu polskiego, w tym arkadowy dziedziniec z krużgankami oraz otwartą loggię.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Został otoczony rozległym parkiem w stylu angielskim, o powierzchni ponad 150 ha. Rosną w nim egzotyczne rośliny, posadzone rzadkie gatunki drzew, stąd dziś park jest bardzo unikatowy.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
We wnętrzach zgromadzono bogate kolekcje dzieł sztuki, w tym antyczne wazy greckie i europejskie rzemiosło artystyczne. Izabela sprowadzała różne elementy wystroju, takie jak kominki, portale czy ornamenty ścienne z całej Europy. Szlachcianka traktowała sam zamek jako pewnego rodzaju muzeum, często udostępniając jego wnętrza zwiedzającym.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Na szczególną uwagę zasługuje klatka schodowa. Powstała podczas XIX-wiecznej przebudowy zamku przeprowadzonej przez Izabellę Działyńską. schody wykonano z drewna i ozdobiono bogato rzeźbionymi balustradami, ornamentami oraz dekoracjami rzeźbiarskimi.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Jako ciekawostkę dodam, że zamek pełnił funkcję planu filmowego w którym kręcono Akademię Pana Kleksa z 2023 roku. Nic dziwnego, dlaczego wybrano to miejsce na film.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Druga część dzidki:

A teraz warto się zastanowić jak by wyglądały ocalone polskie zabytki, zamki i pałace, które utraciliśmy na przestrzeni wieków, na skutek setek lat wojen, a w tym najgorszego co mogło nas spotkać czyli Potopu, który cofnął rozwój Polski o prawie sto lat.

Dziś w polskim krajobrazie i przestrzeni kultury dominują zabytki poniemieckie w tym zamki i pałace z Dolnego Śląska, chętniej się je rewitalizuje i odbudowywuje niż te prawdziwie Polskie, promuje się właśnie je jako wizytkówka Polski, często zapominając o tych, które leżą w gruzach. Wielka szkoda, uważam, że nasze historyczne perełki spokojnie ustanowiłyby balans pomiędzy zabytkami pierwotnie naszymi a tymi nabytymi i uzupełniły tą dysproporcję, spokojnie im dorównując. Oczywiście gdyby przetrwały.
Tutaj mało znana polska perełka - Zamek w Krasiczynie z Podkarpacia. Ciekawe czy znacie ten zamek? Został Splądrowany przez Sowietów i odrestaurowany po wojnie, niestety wnętrza są w opłakanym stanie i całkiem ogołocone ( Kurwy kradły tradycyjnie, nawet posadzkę czy kafle z łazienki). Trwają ich prace rekonstrukcyjne, o tyle dobrze, że zachowała się dziś przynajmniej kaplica. Sam zamek z parkiem - bajka. Serdecznie polecam zwiedzić, dzięki czemu przyczynicie się do jego rewitalizacji.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
A tu poniemiecki Zamek Książ. Też perełka, dziś wizytówka Polski, o którą do dziś Niemcy mają ból dupy.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Zamek w Gołuchowie, zawsze mógł skończyć tak: 
Zatem doceńmy to co nam jeszcze pozostało.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Przedstawiam kilka rekonstrukcji.
Tutaj przykład zrekonstruowanego Zamku w Rudnie:
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Czy słynnego Krzyżtoporu:
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Zamek co kawałek Francji przypomina, oraz krótkie przemyślenia.
Takich przykładów ruin jest o wiele więcej, ale już nie będe przedłużać tej dzidy, by nie marnować waszego czasu. Dzięki za poświęcenie czasu na przeczytanie, a ja wypierdalam wesół.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
24
Zamek Czocha - Część II - Czasy drugiej wojny i współczesne - naziści, socjaliści i Jaruzelski
Okres drugiej wojny światowej na zamku Czocha spotęgował jego tajemniczość. Do dzisiaj historycy się spierają, czy działała w nim tajna szkoła szyfrantów Abwehry. Nie ma na to żadnych ostatecznych dowodów. Owszem jest kilka poszlak, nawet Wołoszański dał się ponieść fantazji i napisał książkę „Twierdza Szyfrów”, na podstawie której nakręcono później film o tym samym tytule. Z resztą na zamku Czocha kręcono wiele filmów czy seriali, ale o tym później.

Ktoś zapyta – no dobra, ale w jaki sposób austriacki akwarelista wpadł na pomysł, żeby szyfrantów wsadzić do takiego zamku? Tutaj trzeba się cofnąć jeszcze kilka lat do tyłu. Ernst – owszem – działał głównie w branży tytoniowej, ale biorąc pod uwagę, że był rozgarniętym przemysłowcem, to zdywersyfikował swój majątek i zainwestował w latach dwudziestych w spółkę Ludwig Spitz & Co. GmbH z Berlina, która miała swoje zakłady produkcyjne w Gdańsku.  Co produkowali? Ha i tu was zaskoczę – maszyny liczące. Tak, takie zajebiste mechaniczne kalkulatory z guzikami i wajchami. Jedni mówią, że rozwiązania Spitza zostały wykorzystane w Enigmie, inni twierdzą, że to bzdura i nie ma na to dowodów. Jedno jest pewne – armia niemiecka na czas wojny zajęła zamek i coś w nim robiła, jednak wszelkie informacje zaginęły.

* Tutaj kawałek takiej maszyny produkcji Ludwig Spitz & Co
Zamek Czocha - Część II - Czasy drugiej wojny i współczesne - naziści, socjaliści i Jaruzelski
Poszlaką, że na zamku działała szkoła szpiegów lub szyfrantów podsyca fakt jednego z najdziwniejszych znalezisk w okolicy. Jakoś na przełomie lat 80/90 na terenie przyzamkowym znaleziono metalową puszkę, która zawierała ok. 200 maleńkich kryształków. Przy ich odpowiednim oświetleniu można było zobaczyć od 1 do nawet 10 zdjęć różnych widoczków europejskich miast czy okolić gór sowich (kompleks Rise?). Niektóre z nich zawierały symbole, strzałki, numerki, itp. Do dziś nie wiadomo jakie mają pochodzenie czy znaczenie. Niektórzy badacze sugerują nawet, że znalezisko zostało spreparowane.
Zamek Czocha - Część II - Czasy drugiej wojny i współczesne - naziści, socjaliści i Jaruzelski
Zamek Czocha - Część II - Czasy drugiej wojny i współczesne - naziści, socjaliści i Jaruzelski
Ale wróćmy do Ernsta i Czochy. Gütschow nie był częstym gościem swojej posiadłości, spędzał tam zaledwie kilka tygodni w roku. Zmieniła to wojna i częste bombardowania jego rodzinnego Drezna. Spakował swoje graty i do końca wojny zamieszkał na stałe w zamku.

Z resztą dobrze zrobił, bo jak tylko zaczęła się wojna, zamek został włączony do „służby” trzeciej rzeszy. Jego obecność w jakiś sposób działała na rezydujących w zamku żołnierzy, którzy byli mniej skorzy do dewastacji wyposażenia czy kradzieży.
Niestety jest strasznie mało dokumentów (albo zostały dobrze ukryte), które wskazywałyby jednoznacznie jaką rolę pełniła posiadłość Ernsta w czasach wojennych. Tutaj warto odnieść się do znalezisk, jakie po wojnie zostały odkryte, min. prymitywnej klimatyzacji lub aparatu powietrznego Siemensa oraz fragmenty silnika rakietowego ME 163 Komet.

*Tutaj aparat Siemensa w "winnicy".
Zamek Czocha - Część II - Czasy drugiej wojny i współczesne - naziści, socjaliści i Jaruzelski
Ten aparat powietrzny jest o tyle ciekawy, że pasował do jednej z wnęk w piwnicy zamkowej, w której znajduje się “winiarnia”. Wygląda tak, jakby miał wtłaczać powietrze w podziemia. Tylko… nigdzie takich przejść do podziemi nie sposób tam znaleźć. Winiarnia też jest dość osobliwa. W zasadzie to rury zatopione w betonowych blokach, na płasko, nie pod odpowiednim kątem. Pomieszczenie to zostało okrzyknięte winiarnią przez naszych żołnierzy, którzy faktycznie przechowywali tam butelki z winem.
Zamek Czocha - Część II - Czasy drugiej wojny i współczesne - naziści, socjaliści i Jaruzelski
Lata leciały, a front wojenny zbliżał się coraz bliżej do zamkowych murów.

Tuż przed samą radziecką ofensywą Ernst spakował rodzinę i zdecydował, że wraca z powrotem do Drezna. Rosjanie byli tuż za rzeką i ryzyko, że uderzą na zamek, podczas, gdy Ernst będzie na miejscu, było zbyt wysokie. Poinstruował służbę, że – tak jak pisałem w pierwszej części – mają dać Rosjanom wszystko, czego zażądają, bo w zamku jest ukryte o wiele więcej skarbów.

No i zgodnie z żartem z PRL, w barze mlecznym – kto zamawiał ruskie? Nikt – same przyszli – Armia Czerwona, dzicz i barbarzyństwo najgorszej postaci – weszli na teren zamku i zaczęli jego dewastowację. Jak dopisał Wszykiller, zamek i sporą część jego wyposażenia uratował polski, wysoko postawiony oficer i przekonał NKWD, żeby odpuścili dzieło zniszczenia. Niestety, nigdzie nie znalazłem potwierdzenia tej historii, ale to wcale nie oznacza, że nie miała miejsca. Na pewno coś jest na rzeczy, bo uszkodzeniu uległa naprawdę niewielka część zamku.

*Np. w sali myśliwskiej niestety nie zachowała się oryginalna podłoga :(
Zamek Czocha - Część II - Czasy drugiej wojny i współczesne - naziści, socjaliści i Jaruzelski
Pierwszej ogromnej grabieży dokonali Rosjanie, potem lokalni mieszkańcy rzucili się niczym mieszkaniec krypty 111 z Fallouta 3 na szaber. Rok później na największy skok zdecydował się burmistrz miejscowości Leśna (Marklisa) – Kazimierz Lech i razem z zamkową bibliotekarką, Krystyną von Saurmą dokonali włamania do pierwszego i jak na razie jedynego znalezionego (i to dwa razy) skarbca skarbca. Spis łupów wrzuciłem w poprzedniej części, zachęcam, jak ktoś nie czytał, do sprawdzenia.

Po Rosjanach do zamku trafili uchodźcy z Grecji, którzy uciekali przed wojną domową. Tak. Z całym inwentarzem, owce, kozy itp, dokonując jeszcze większych zniszczeń niż armia czerwona xD
Wszystko zasrane, smród inwentarza w korytarzach, komuna pełną gębą xD

*A tutaj foto, którego nigdzie nie zobaczycie - niedostępna dla zwiedzających zamkowa powozownia.
Zamek Czocha - Część II - Czasy drugiej wojny i współczesne - naziści, socjaliści i Jaruzelski
Dopiero w 1952 roku zamek przejęło Ludowe Wojsko Polskie i UTAJNIŁO obiekt wymazując go całkowicie z map. Zamek stał się tajnym ośrodkiem wypoczynkowym dla najwyższych oficerów LWP. Gościł zapewnie Jaruzelskiego razem z Kiszczakiem i kto wie, może nawet samego Kuklińskiego ;) jedno jest pewne, mój wujek, który był w tamtym czasie kapitanem artylerii, o ośrodku nie miał bladego pojęcia, mimo iż spędzał w jego pobliżu urlop!

Wojsko zaczęło gruntowny remont komnat i pokojów, likwidując część tajnych przejść razem z dostępem do obecnie odkrytego skarbca, demontując również pozostałości mechanizmu w łóżku z komnaty książęcej, który w latach swojej świetności, był częścią zapadni, przez którą niewierne żony wpadały bezpośrednio do studni xD

*Wyrko, które miało zapadnię prosto do studni sruuu
Zamek Czocha - Część II - Czasy drugiej wojny i współczesne - naziści, socjaliści i Jaruzelski
* Odkryte przejście między stropami
Zamek Czocha - Część II - Czasy drugiej wojny i współczesne - naziści, socjaliści i Jaruzelski
Z resztą z tą studnią to jest też akcja. Parę lat temu archeolodzy postanowili ją zbadać w poszukiwaniu kości poprzednich właścicielek zamku. Kopali i wiercili, jednak po ok. 20 metrach urobku poddali się. Jedyne co udało im się wydobyć to… skamieniały popiół xD 

Kilkanaście metrów od studni było wejście do zamkowej kotłowni z pierdolczym piecem (byłem, widziałem, może znowu otworzą do zwiedzania, kto wie). Szybko połączono fakty – dyżurujący żołnierze, którzy zajmowali się grzaniem zamku, zwozili z kotłowni popiół na taczkach i zasypywali studnie przez cały PRL xD

* Tutaj obraz, w którym podobno roi się od masońskich symboli - znajduje się w głównej klatce schodowej.
Zamek Czocha - Część II - Czasy drugiej wojny i współczesne - naziści, socjaliści i Jaruzelski
Archeolog się poddał i tyle go widzieli. Swoją drogą, jestem głęboko przekonany, że wzorem francuskiej komandorii templariuszy, to właśnie w studni znajduje się ukryte zapasowe wejście do podziemi zamku, które zostało bezpowrotnie zniszczone.
Komuna upadła z hukiem i zamek trafił do nowopowstałej Agencji Mienia Wojskowego, która postanowiła udostępnić go szerszej publiczności. Transformacja trwała do 1996 roku, kiedy uruchomiono na zamku hotel i restaurację. W czasie prac renowacyjnych odkryto skarbiec po raz drugi z pustą butelką po piwie i kapsel xD

Zabawne jest to, że mimo iż obiekt w czasach PRL był tajny, to nakręcono w nim w latach sześćdziesiątych film “Gdzie jest generał”. To jest potęga kina, ciekawe jakie plecy miał reżyser, że pozwolono mu od tak wejść do zamku. Z ciekawszych produkcji, które wykorzystały Czochę to australijsko-polski serial Dwa światy (Spellbinder) z 1995 roku, Tajemnica Twierdzy Szyfrów, z tego co kojarzę to chyba nawet Wiedźmina kręcili w okolicy. Teraz też coś kręcili. Cały czas kręcą ;]

*Kilka kadrów ze Spellbindera (1995)
Zamek Czocha - Część II - Czasy drugiej wojny i współczesne - naziści, socjaliści i Jaruzelski
Zamek Czocha - Część II - Czasy drugiej wojny i współczesne - naziści, socjaliści i Jaruzelski
Na koniec dodam jeszcze, że po wejściu Polski do UE pojawiła się para gości z Niemiec, która wynajęła komnatę książęcą na jedną noc. Rano obsługa zastała pusty pokój z rozwalaną tylnią ścianą szafy i ukryte za nią półki. Nie mieli pojęcia, co zostało zrabowane aż do 2019, kiedy podczas remontu wieży, znaleziono list żony Gütschowa do swojej służki z listą drogocennych przedmiotów, które znajdowały się w schowku. Zapewne część biżuterii została zabrana w czasie ewakuacji Ernsta, ale nie ma potwierdzenia.

Okres udostępnienia zamku szerszej publiczności to też wizyty rodziny Ernsta. Przekazali oni masę fotografii zamku, rodzinne historie jak również informacje, które badacze skrzętnie wykorzystywali do poszukiwań. Ostatnio do gabloty przy samym wejściu podarowano jego laskę wykonaną z kości słoniowej. 

Wnuczka Gütschowa opisywała zejście do niższych komnat przez nieistniejące już przejście w drugiej części zamku, gdzie znajdował się pokój ze szklaną podłogą, pod którą pływały rybki. Nie wiadomo, czy była to woda z pobliskiej rzeki czy gigantyczne akwarium. Dostęp do podziemi obecnie jest niemożliwy.

* Korytarz i jeden z najwyżej położonych pokoi - czuć lekką stęchliznę.
Zamek Czocha - Część II - Czasy drugiej wojny i współczesne - naziści, socjaliści i Jaruzelski
Zamek Czocha - Część II - Czasy drugiej wojny i współczesne - naziści, socjaliści i Jaruzelski
Podsumowanie

Zamek Czocha jest legendarny. Decydując się na jego zwiedzanie, należy odrzucić wszystkie oczekiwania dotyczące typowych hoteli czy innych europejskich kurortów. To spowitą tajemnicą, przesiąknięta masonerią, spiskiem i duchami przeszłości surowa bryła, której bliżej jest do wojskowych koszar niż pałacowych komnat.

W restauracji koniecznie wypijcie lokalne piwo Nostitz i weźcie gołąbki w sosie grzybowym. Tym czasem wypierdalam szykować część 0 (ZERO) z okresu dupowiecza na prośbę komentujących.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
121
Zamek Czocha - Część I
UWAGA – nie będę się skupiał na wojach Husyckich, studni niewiernych żon, zawalonym moście podczas pogrzebu innych takich dupowiecznych historii. XX wiek. To jest złoty okres.

Część Pierwsza – chce zamek. Ale taki, żeby somsiad zazdrościł.

Co byś sobie kupił, gdybyś sprzedawał raka płuc i zbił na tym fortunę? 

Ernst Gütschow – bo to o nim mowa – wiedział doskonale. Jako właściciel fabryki szlugów z Drezna miał wszystko. Przede wszystkim szlugi, ale nie tylko. Miał kasę, samochody, konie i pierdolca na punkcie tytułu szlacheckiego VON. Była końcówka XIX wieku, para, pociągi, prąd dopiero zaczął razić pierwsze kaszojady z widelcami. Co trzeba było zrobić, żeby taki tytuł ogarnąć? Sama kasa to nie wszystko, a posiadanie apartamentu o rozmiarze zawrotnych 21.37m2 w centrum stolicy absolutnie nie dawało szans, żeby zostać baronem. Ernst miał plan, kurwa sprytny. Stwierdził, że kupi sobie zamek. Ale taki, żeby był w miarę tani, więc szukał naiwnych i zubożałych szlachciców, którym sprzedaż działki razem z zamkiem i księżniczką zamkniętą we wieży, uratowałaby dupsko przed niechybną śmiercią głodową.
Zamek Czocha - Część I
Tutaj dość dobrym kandydatem okazał się zamek Czocha w Suchej (ale takiej z Kickiem), niedaleko Leśnej, nad samą rzeką Kwisą (to ważne!). Miejscówka zacna, tym bardziej, że niedaleko znajdowała się elektrownia wodna (która do dziś działa), dzięki której można było pociągnąć prąd do zamku. Dużo prądu.
Zamek Czocha - Część I
Transakcja została sfinalizowana w 1909 roku za sumę 1.5mln marek niemieckich. I teraz kurna cholera wie, ile to by dzisiaj było warte. W tamtym czasie pensja robotnika wynosiła niecały 1000 marek miesięcznie, więc 1.5 bańki to w chuj i jeszcze trochę.
No i teraz jeszcze kontekst 1909 roku. Austriacki akwarelista rok wcześniej po raz drugi oblał egzamin do akademii sztuk pięknych i zaczął malować bez szkoły pocztówki, widoczki i takie tam. To też rok, kiedy zaczęto budowę Titanica razem ze zbyt małymi drzwiami. Z kolei kolejny Austriak o imieniu Karl sklasyfikował grupę krwi i dostał potem za to nobla. W tym samym roku Tesla walczył w sądach o uznanie swojego wkładu w wynalezienie radia. I nobla.

Ale wróćmy do Czochy.
Zamek był w dość chujowym stanie, ale był wielki, stary i miał potencjał, który wykorzystał typ, legenda branży architektonicznej, Bodo Ebhardt. Typ ogarnięty srogo, miał już na koncie różne renowacje, ale nie taką jak Czocha.
Gość generalnie wykorzystywał dość innowacyjne metody pokazywania, jak coś będzie wyglądać za pomocą makiet. Ktoś powie, ale zaraz, jak makiety innowacyjne? A jak! Makiety w skali 1:1 – tak, typ robił najpierw papier drewno kamień nożyce, nakładał na konkretny kawałek, który miał modernizować i pytał: I CO? ZATKAŁO KAKAŁO?

No i zatkało. Ernst właczył drukarkę pieniędzy, a Bodo zaczął robić modernizację zamku w skali takiej, że remont Białego Domu po II wojnie światowej wyglądał jak zwykłe malowanie i zaklejanie dziur gipsem z mapeja.
Zamek Czocha - Część I
Zamek Czocha - Część I
Tu zaczyna się magia zamku. Z dość ciulato wyglądającej bryły Bodo wyciosał to co widzimy dzisiaj. Dodał wieżyczki, jakieś szmery bajery, ale najważniejsze ukrył w samym zamku. Czocha dostała tajne przejścia, skarbce, ukryte komnaty i schowki. Co ciekawe, Ernst był członkiem loży masońskiej i razem z Bodo poukrywał mnóstwo masońskiej symboliki na samym zamku.
Zamek Czocha - Część I
Tajne przejścia najbardziej rozpalały wyobraźnie (z resztą miałem okazję się przekonać samemu, jak mi wycieczka ze ściany wylazła i przyprawiła o zawał serca w sali marmurowej). Źródła podają, że zamek miał ich 40. Dziś udostępnione jest 12-14 (zależy od źródeł, mi się udało być we wszystkich odkrytych, ale nie liczyłem ile ich faktycznie jest). W oryginale (czyli zanim przylazła armia czerwona i rozjebała wszystko, a potem ludowe wojsko polskie z wiertarką i piachem zamiast cementu) tajne przejścia miały zamki elektromagnetyczne(!) Tak, kurna 1910 rok i zamki elektromagnetyczne zasilane z wodnej elektrowni na rzece Kwisa. Macie w domach zamki elektromagnetyczne? No właśnie, a typ miał i to ponad 100 lat temu.
Zamek Czocha - Część I
*Tu jest ciekawe - odpowiednie światło i ... o kurwa, diabeł!
Zamek Czocha - Część I
Zamek Czocha - Część I
Ogólnie całe zamieszanie z tymi przejściami i remontami po II wojnie światowej jest dość intrygujący. W planach (blueprintach) zamek powinien posiadać ok. 8000m2 powierzchni użytkowej. Na ten moment dostępne jest zaledwie 3600m2. Trochę brakuje, nie? Nawet za bardzo do podziemi nie da się wejść, w sensie do piwnic. Będąc w najniższej części zamku, wydaje nam się, że jesteśmy co najmniej 1-2 piętra pod ziemią. Niestety – znajdujemy się na poziomie dziedzińca, a wrażenie jest świetną sztuczką zaplanowaną przez Bodo.
Mamy zatem 4400m2 niewiadomej powierzchni, gdzie mogą leżeć skarby, złoty pociąg, bursztynowa komnata, święty Graal i wasze pieniądze z komunii.
*Tutaj tajne pomieszczenie do rytuałów - kafelki mają ścisły wzór, to nie tak, że mu kasy brakło i sztukował czym popadnie ;]
Ale wracając do samego zamku. Kiedyś miałem teorię, że podziemia zostały zalane wodą z rzeki Kwisy podczas ewakuacji Ernsta, gdy Rosjanie byli tuż za rogiem. To była tylko teoria do zeszłego lata, kiedy rozmawiałem z przewodnikiem i istnieją realne przesłanki, że faktycznie – zapadnia taka była i aktualnie pod zamkiem, wszystko jest zalane. Celowo. Z resztą sam Ernst kiedy opuszczał zamek po raz ostatni kazał swojej służbie dać Rosjanom wszystko, co znajdą i zobaczą, bo „w zamku jest ukryte wiele, wiele więcej”.

Źródła podają, że Zamek posiadał 3 skarbce, do dziś znaleziony i udostępniony jest tylko jeden – podobno wybudowany dla zmyłki (mi się udało wejść do niego do środka, jak jeszcze zamek nie był popularny i skarbiec był pusty). Z resztą burmistrz miejscowości Leśna razem z zamkową bibliotekarką zajmuał z niego wszystko (ikony prawosławne, popiersia carów rosyjskich i insygnia koronacyjne cara Romanowa), złapali go potem a insygnia wywieźli do rządowego budynku w Jeleniej Górze i ślad po nich zaginął.

Dziś tego nie zobaczycie, ale parę lat temu, jak się przypatrzyło podłodze, to iskrzyła się jeszcze złotym pyłem z tych ikon.

Poniżej fotka drzwi i aktualny skarbiec (wypełniony chińskim szajsem).
Zamek Czocha - Część I
Zamek Czocha - Część I
Generalnie remont zamku i zrobienie z niego masońskiej twierdzy zajęło z powodu I wojny światowej 8 lat – od 1912 do 1920 roku. Oficjalnie, chociaż odkryto jeszcze niedawno faktury za prace prowadzone na zamku z 1922 roku.

I wojna światowa pokrzyżowała plany Ernsta w sprawie zakupu tytułu szlacheckiego von. Mimo, że złożył wniosek, zapłacił, pokazał, że ma Zamek (a nawet dwa, bo uwaga – dawcą „organów” do Czochy posłużył zamek Miecz, który znajduje się kilka km od niej.
Tutaj jest też ciekawie, bo jest spór, czy faktycznie z zamku Miecz zwożono materiał do odbudowy Czochy.

W każdym razie – po I wojnie światowej – podobnie jak w Polsce, w Niemczech zniesiono tytuły szlacheckie i Ernst został bez von. Za to z zamkiem i fakturami od Bodo.

Poniżej kawałek zamku "Miecz". 
Zamek Czocha - Część I
Zamek w czasach Ersnsta był miejscem rytuałów masońskich. Sale były przygotowane tak, żeby spełniały swoje zadanie przy odpowiednim oświetleniu. Z resztą przechodząc po korytarzach zamku, widać na każdym kroku drobne szczegóły (np. specjalnie zrobione 3 stopnie do wejścia na antresole zamkową nad wielką salą). W bibliotece specjalnie zbudowano kolumny lekko wystające poza wnękę okna, żeby przy odpowiednim oświetleniu wyświetlić diabelskie rogi).

Część mieszkalna składała się z ok. 100 pokoi (!) – tak, zjeżdżało się tam naprawdę sporo wolnomularzy. Niestety, wzmianki o tym, co tam się działo, praktycznie nie istnieją, a wybraźnia działa i podsuwa naprawdę różne scenariusze.
Zamek Czocha - Część I
Koniec części I – jak się spodoba, zrobię II o losach zamku w czasie II wojny światowej i czasach powojennych. A jak się też spodoba, to zrobimy retrospeckję do tych wojen Husyckich, Ulryki i studni niewiernych żon, bo to też jest złoto.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
7
Szturm na zamek Itter
Szturm na zamek Itter to jeden z tych momentów historii, w których ktoś najwyraźniej pomylił kartki scenariusza, a wojna postanowiła zakończyć się kompletnym absurdem. Jest 5 maja 1945 roku. III Rzesza praktycznie nie istnieje, Hitler nie żyje, fronty się rozsypują, a mimo to w austriackich Alpach dochodzi do bitwy, w której amerykańscy żołnierze, żołnierze Wehrmachtu oraz francuscy jeńcy walczą ramię w ramię przeciwko oddziałowi Waffen-SS.

Zamek Itter pełnił funkcję więzienia dla bardzo nietypowych osadzonych. Przetrzymywano tam francuską elitę polityczno-wojskową: byłych premierów, generałów, wysokich urzędników państwowych, a nawet słynnego tenisistę Jeana Borotrę, mistrza Wimbledonu. Warunki były stosunkowo komfortowe, ale w ostatnich dniach wojny ochrona SS po prostu uciekła, pozostawiając więźniów samych sobie i z bardzo realnym problemem — w okolicy krążyły oddziały Waffen-SS, które wcale nie miały zamiaru się poddać.

Pomoc przyszła z najbardziej nieoczywistej strony. Major Josef Gangl, oficer Wehrmachtu, który otwarcie sprzeciwiał się nazistom, połączył siły z amerykańskim porucznikiem Johnem C. Lee. Razem z garstką żołnierzy, jednym czołgiem Sherman i uzbrojonymi jak popadnie francuskimi więźniami postanowili bronić zamku przed atakiem SS. W normalnych warunkach taka koalicja byłaby niemożliwa, ale w maju 1945 roku logika wojny była już wyraźnie zmęczona samą sobą.

Jedyny amerykański czołg, nazwany „Besotten Jenny”, został szybko zniszczony, jednak spełnił swoje zadanie, wiążąc atakujących i dając obrońcom czas. W trakcie walk Jean Borotra, zamiast czekać na rozwój wydarzeń, przeskoczył przez mury zamku i przedarł się przez pozycje wroga, by sprowadzić posiłki. Kilka godzin później na miejsce dotarły amerykańskie oddziały, które ostatecznie rozbiły siły SS i zakończyły starcie.

Major Gangl zginął podczas obrony, trafiony przez snajpera, gdy osłaniał jednego z francuskich polityków. Po wojnie został uznany w Austrii za bohatera, a jego nazwiskiem nazwano ulicę w Wörgl. Zamek Itter natomiast przeszedł do historii jako miejsce prawdopodobnie najbardziej nieprawdopodobnej bitwy II wojny światowej — jedynej, w której Amerykanie i żołnierze Wehrmachtu walczyli wspólnie, a sportowiec z rakietą tenisową w życiorysie odegrał rolę kuriera bojowego.
Szturm na zamek Itter
Szturm na zamek Itter
Szturm na zamek Itter
Szturm na zamek Itter
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
2
Zamek Houska wygląda jak wiele średniowiecznych twierdz w północnych Czechach. Wysokie mury obronne, zwarta bryła, kaplica z gotyckimi oknami. Jednak w przewodnikach, relacjach i miejscowym folklorze pojawia się ton, który niesie ze sobą zrębek tajemnicy. Mówi się, że Houska zbudowano nie tyle przeciw wrogom z zewnątrz, ile „ku środkowi”, nad szczeliną w skale, która miała niepokoić okolicę. Stąd kaplica umieszczona dokładnie nad pęknięciem ziemi i poświęcona św. Michałowi Archaniołowi, który według tradycji pilnuje granic i waży duchy.
Kompendium strachu: „Twierdza zwrócona do środka ”, tajemnica Houski , vol. 21
Lokalne opowieści chętnie wracają do prób „badania” tej szczeliny. Rzekomo spuszczano tam skazańców lub śmiałków na linach, a wyciągano ich milczących i posiwiałych. Przy lipie na dziedzińcu starsi lubią dopowiadać, że w chłodne dni z krat w posadzce czuć przeciąg, jakby zamek oddychał do środka. Na ścianach kaplicy zachowały się blade malowidła. Wśród nich postać o kobiecej twarzy i ptasich nogach, napinająca łuk lewą ręką. Jedni widzą w niej moralitet o „lewej stronie” porządku. Inni zaś ślad dawnego, apotropeicznego wyobrażenia- obraz, który sam ma „patrzeć” na to, co z dołu.
Kompendium strachu: „Twierdza zwrócona do środka ”, tajemnica Houski , vol. 21
Literatura od romantyków po autorów reportaży podchwyciła ten rys „odwróconej” twierdzy. Brak fosy i studni, strzelnice jakby nastawione bardziej na dziedziniec niż na świat, wrażenie, że plan zamku zamyka coś w środku. W XX-wiecznych relacjach wojennych pojawiają się wzmianki o dziwnych nocnych obrzędach i figurach kreślonych po cichu w kaplicy. To już część nowoczesnej mitologii miejsca, którą jedni traktują jako sensację, inni jako literacką dekorację. 
Kompendium strachu: „Twierdza zwrócona do środka ”, tajemnica Houski , vol. 21
Najrozsądniej jednak zwiedzać Houskę tak, jak czyta się dobrą legendę. Z uchem wytężonym na fakty, ale z gotowością, by usłyszeć też cichy szmer opowieści. Zamek pozostaje realnym zabytkiem, dobrze zachowaną siedzibą z XIII wieku, wielokrotnie przebudowywaną i jednocześnie sceną, na której od wieków odgrywa się ten pewien motyw tajemnicy. Architektura, rytuał i opowieść mogą „uszczelnić” granicę między tym, co zwyczajne, a tym, co niesie fantazja. Gdy wychodzi się z kaplicy na dziedziniec, łatwo złapać się na odruchu, by raz jeszcze obejrzeć się przez ramię  nie ze strachu, raczej z ciekawości, czy pieczęć wciąż trzyma.
Kompendium strachu: „Twierdza zwrócona do środka ”, tajemnica Houski , vol. 21
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
8
Zamek w Dobczycach
Podczas ostatniego wyjazdu w góry zahaczyliśmy o  Polski zamek znajdujący 30km od Krakowa. Korzystając z okazji nagrałem z drona sam zamek oraz okolicę. Widząc pozytwny feedback przy poprzednich filmikach uznałem, że ten również wrzuce w formie postu. 
Z ciekawostek, pierwsze wzmianki o zamku w tym miejscu sięgają 1225 roku. Największy rozkwit zamku przypada na koniec XVII wieku gotycką twierdza zamieniła się w elegancką, renesansową rezydencję z prawdziwego zdarzenia. Pojawił się zegar na wieży, wzniesiono kaplicę w miejscu bramy, a nawet zainstalowano fontannę. Niestety, podczas drugiej inwazji Szwedów w 1702, roku zamek został zniszczony i odtąd zaczął podupadać, a dzieło zniszczenia dopełnił pożar kilka dekad później.  
Zamek w Dobczycach
Pod koniec XVIII wieku przypadkowo odkryto w murach zamku skrytkę z garnkiem pełnym monet i klejnotów. Sprawiło to, że kolejni włodarze zamiast go ratować, zaczęli rozbierać mury w poszukiwaniu kolejnych kosztowności. Kamienie z rozbiórki posłużyły później m. in. do budowy kościoła św. Jana Chrzciciela i okolicznych domów.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.10177898406982