13
Mgławica Ameryka Północna z mojego balkonu, anatomia teleskopu oraz jak tanio zacząć astrofotografię
Zdjęcie Mgławicy Ameryka Północna wykonane w tym roku z mojego balkonu - razem 17 godzin naświetlania.

Ale oprócz przechwałek średniawym zdjęciem chciałem napisać coś bardziej edukacyjnego a konkretnie pokażę jak wygląda mój zestaw do astrofotografii i opiszę do czego służą jego poszczególne elementy.

(Poniższy gif można zatrzymać klikając na niego)
1. Montaż paralaktyczny SkyWatcher EQ3-2 - typ montażu który pozwala śledzić ruch nieba napędzając tylko jedną jego oś. Działa to dlatego, że montaż jest przekrzywiony o kąt który niweluje krzywiznę Ziemi zależną od szerokości geograficznej na której stoi. Dzięki temu główna oś śledząca niebo jest ustawiona idealnie równolegle do osi obrotu Ziemi i "patrzy" na gwiazdę polarną. Ta oś na biegunie Ziemi ustawiona byłaby prosto w górę, a na równiku prosto "w bok".

2. Przeciwwaga - zachowuje balans tej osi za pomocą której śledzi się ruch nieba.

3. Napęd montażu - dwa silniczki krokowe które odpowiadają za obracanie obu osi montażu.

4. Kontroler GoTo OnStep - steruje montażem i komunikuje się z komputerem.

5. Teleskop SkyWatcher Evostar 72ED - dwuelementowy refraktor achromatyczny z soczewkami ze szkła niskodyspersyjnego ED. W uproszczeniu to taki obiektyw, tyle, że dedykowany do astronomii. Od obiektywu różni się głównie brakiem wewnętrznej przysłony a od typowej lunety za 200zł wyższej jakości optyką i szkłem ED dzięki któremu mamy lepsze odwzorowanie kolorów oraz znacznie zredukowaną aberrację chromatyczną.

6. Srebrne pokrętło od ustawiania ostrości oraz ten czarny sześcian - Gemini EAF - elektroniczny focuser czyli silnik krokowy podłączony pod pokrętło ustawiania ostrości który zdalnie reguluje ostrość.

7. Field flattener (korektor pola) - element optyczny który odpowiada za dopasowanie krzywizny obrazu z teleskopu do płaskiej matrycy aparatu. Dzięki temu obraz jest ostry a gwiazdy są okrągłe w całym kadrze a nie tylko w jego centrum. Bez tego gwiazdy byłyby koślawe i rozmyte na brzegach obrazu. Dodatkowo też tam można dodać filtr astronomiczny.

8. Lustrzanka Nikon D5100 "full spektrum" - Aparat który rozkręciłem na części i z matrycy zdjąłem filtr który przepuszcza tylko światło widzialne (420 - 680 nm) a włożyłem za to filtr który przepuszcza światło o długościach fali 200 - 1200 nm A to dlatego, że większość światła mgławic emisyjnych pochodzi z emisji wodoru (656.28 nm, tzw. H-alpha). Niby mieści się to w oryginalnym zakresie, ale w praktyce fabryczny filtr przepuszcza tylko około 30% emisji H-alpha a nowy aż 93%. To daje nam 3x więcej światła, więc zamiast naświetlać przez 30h wystarczy nam 10h żeby uzyskać ten sam efekt.

9. Wyzwalacz migawki na USB - kontroluje migawkę aparatu za pomocą komputera. Nowsze aparaty (D5300+) pozwalają to robić bezpośrednio po podłączeniu pod USB, mój jednak ma ograniczenie do 30s naświetlania w takim trybie. Powyżej 30s trzeba użyć interwalometru lub takiego DIY wyzwalacza.

10. Mini teleskop - tak, to jest teleskop na teleskopie i służy do "prowadzenia".

11. Mała kamerka czarno-biała podłaczona do teleskopu prowadzącego. Obserwuje niebo, śledzi daną gwiazdę i mierzy jej ruch (który wynika niedokładności montażu np. luz w przekładniach, wiatr, drgania itd.). Na podstawie tego w czasie rzeczywistym do montażu wysyłane są impulsy korekcyjne dzięki którym cały czas pozostaje on idealnie nakierowany na ten sam punkt nieba z dokładnością co do piksela - tym właśnie jest "prowadzenie".
A tak to wygląda w praktyce:
Pewnie teraz myślicie, że taki sprzęt kosztuje miliony monet. Cóż, po części tak, po części nie. Ten konkretny zestaw kosztował mnie 5541zł, aczkolwiek gdybym robił go teraz z obecną wiedzą to pewnie dałoby się zejść do 4500zł. 
Dużo? Cóż, w świecie astrofotografii śmiało można go nazwać ultrabudżetowym. Dopiero co ktoś postował tu swój zestaw gdzie sam teleskop kosztował 13000zł, już nie mówiąc o montażu i akcesoriach - jak to mówią "Inny świat, inni ludzie".

No ale wiadomo, nawet 4500zł to kwota dla wielu zaporowa, więc co robić, jak żyć? A no spokojnie, bo w astrofotografię da się bawić taniej. Na początek można nawet zacząć samym telefonem. Polecam aplikację DeepSky Camera - pozwala on robić serie zdjęć z długim naświetlaniem (na wielu telefonach robi nawet w RAW, czasem nawet na tych które oficjnalnie tego nie wspierają). Dobrze jest mieć statyw, ale bez niego też da radę - wystarczy telefon oprzeć o chociażby kamień. Będzie to oczywiście astrofotografia szerokokątna, więc nie dostaniemy szczegółowych obrazów mgławic, ale zdecydowanie można zrobić świetne zdjęcia krajobrazu i drogi mlecznej na niebie - do tego idealnie nadaje się to do tworzenia timelapsów. Jednak tutaj nie ma co liczyć na robienie czegokolwiek z miasta, trzeba wyjechać gdzieś na odludzie gdzie jest ciemne niebo. 
Mapę jasności nieba mamy tutaj: https://djlorenz.github.io/astronomy/lp/overlay/dark.html - tereny oznaczone na zielono już będą całkiem spoko do robienia zdjęć bez filtrów astronomicznych.

Kolejnym poziomem będzie podstawowa lustrzanka np. właśnie Nikon D5100 z obiektywem 18-105 (używany ok. 750zł) lub D5100 z obiektywem 18-55mm (około 500zł) + statyw. Tutaj można już się pokusić o robienie bardziej zbliżonych kadrów jasnych mgławic np. Oriona. Da się też złapać Jowisza i jego księżyce, ale jedynie jako jasne kropki bez żadnych szczegółów.
Bez montażu który śledzi niebo niestety nie można robić zdjęć z bardzo długim naświetlaniem, ale można zrobić kilkaset krótkich zdjęć a następnie na komputerze je "zestackować" i powinno coś z tego wyjść - nie będę się rozpisywał na ten temat, ale polecam do tego program DeepSkyStacker. Można go zastosować też do zdjęć robionych telefonem.

Następny poziom to dokupienie głowicy astrofotograficznej (ok. 1100zł nowa) która śledzi niebo do lustrzanki i obiektywu - to pozwoli robić klatki po kilkadziesiąt a może i nawet kilkaset sekund i naprawdę otworzy ogrom możliwości.

No a potem to już mamy zestawy podobne do mojego - dedykowane do astrofotografii głębokiego nieba.

Z kolei do samych wizualnych obserwacji nieba "budżetowo" polecam lornetkę 10x50 lub 15x70 na statywie - ewentualnie można przez taką zrobić zdjęcie Księżyca telefonem.

Cokolwiek byście nie kupowali polecam szukać jak najwięcej sprzętów używanych na olx oraz w ogłoszeniach na forum Astropolis oraz Astromaniak.

We wszystkich przypadkach podstawą jednak jest wiedza - głównie jeżeli chodzi o fotografię oraz obróbkę zdjęć (stackowanie, zabawa krzywymi itd.). Im więcej wiemy, tym łatwiej wyciągniemy maksimum możliwości ze sprzętu który posiadamy oraz tym lepsze podejmiemy decyzje jaki sprzęt powinniśmy kupić także polecam poczytać, pooglądać filmiki na youtube, ale uważać na elitystów którzy polecają tylko i wyłącznie sprzęty za miliony monet - ja udowadniam, że astrofotografię da się robić tanio, ale sporo jest osób które uparcie twierdzą, że poniżej 10000zł to nie ma nawet co podchodzić do hobby.

Niestety jest to temat rzeka, ale na pewno macie już dosyć tej ściany tekstu także dzidki pozdrawiam, życzę czystego nieba i wypierdalam (do sekcji komentarzy, odpowiadać na pytania które pewnie się pojawią)!
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
15
Wrzuciłem ten chujowy tutorial, za który słusznie mnie zjebaliście za co przepraszam, to się zdarzyło przedostatni raz. 

Przemyślę temat tak, żeby walor edukacyjny był sensowny, podzielę to na kilka części żeby nikt nie umarł z nudów i postaram się strzelić przystępną formę - wkrótce. 

W materiale który wybrałem do tego projektu pojawiła się galaktyka w Andromedzie i o niej dzisiaj. 

Tutaj mamy materiał poprzedni (jakieś ~15 minut łącznego czasu naświetlania i niespecjalnie duże zaangażowanie w obróbce). 
Galaktyka w Andromedzie
Galaktyka w Andromedzie to chyba jedyna galaktyka, którą da się dostrzec gołym okiem. Nie w mieście, prawdopodobnie nawet nie na przedmieściach, ale w Bieszczadach czy na Mazurach (generalnie - wszędzie tam, gdzie sztucznego światła jest mało lub nie ma go wcale) możemy ją zaobserwować także nieuzbrojonym okiem jako małą mgiełkę. A konkretnie zaobserwujemy jej jasne (hehe) jądro. 

Dlaczego tak dobrze widać? Ano bo jest kurewsko wielka względem innych obiektów, które obserwujemy na niebie, a jest tak wielka bo jest najbliższą, dużą spiralną galaktyką. Długość pozorna (tak jak ją widać na niebie) to około 6 tarcz księżyca ustawionych w jednej linii. 

Oprócz tego jest też większa od naszej galaktyki i to znacznie, zarówno pod względem rozpiętości jak i liczby gwiazd, poniżej poglądowa graficzka porównująca rozmiar, którą zajebałem z internetu i niczego nie żałuję.
Galaktyka w Andromedzie
No i kurwa najważniejsze - jesteśmy (w sensie jako nasza galaktyka) na kursie kolizyjnym z Andromedą. Wprawdzie jest od nas 2,5 miliona lat świetlnych (czyli oglądamy teraz jak wyglądała 2,5 miliona lat temu) i różne badania nie mogą się zdecydować czy jebnie czy nie jebnie, niemniej nie umawiałbym się do lekarza na NFZ za 5 miliardów lat, bo można się rozczarować. 

No i tutaj mamy astrofotkę, którą złożyłem niedawno, trochę się nagimnastykowałem, żeby wyszło jak wyszło. Nie jestem jakoś bardzo zadowolony, ale dotarliśmy do poziomu gdzie "może być". 
Galaktyka w Andromedzie
Z historii - pierwsze wzmianki o Galaktyce w Andromedzie pojawiają się już ponad 1000 lat temu. Wprawdzie nie była określana jeszcze długo jako "galaktyka" (bo kiedyś to w ogóle nasz egocentryzm pozwalał nam myśleć, że jest tylko jedna i my w niej mieszkamy), tylko jako "mgiełka". Wtedy nie było latarni to łatwiej się patrzyło w niebo. 

Początkowo przyjmowano, że to "Mgławica w Andromedzie", ale w 1864 pan nazwiskiem Huggins zasugerował nieśmiało, że coś mu tam nie gra i obiekt ma charakter bardziej gwiazdowy. W 1887 powstała pierwsza fota tej galaktyki, ale powszechny pogląd był, że to tylko mgławica w drodze mlecznej, więc uznano że w tym miejscu tworzy się system planetarny podobny do naszego. 

No kurwa nie, oj bardzo bardzo nie. 

W 1917 pojawiła się hipoteza, że jednak ten obiekt jest nieco dalej (wtedy padło pół miliona lat świetlnych) i to jednak może być galaktyka. Wtedy sformułowała się hipoteza "wyspowego wszechświata", mówiąca, że te wszystkie "spiralne mgławice", które były dotychczas obserwowane tak naprawdę są całymi galaktykami. 

Ostatecznie w 1923 Edwin Hubble (tak, ten po którym nazwano teleskop) wykonał dokładne zdjęcie Galaktyki w Andromedzie i to jego badania dowiodły, że istotnie mamy do czynienia z osobną, znacznie oddaloną od nas galaktyką, a nie jak myślano - mgławicą w naszej galaktyce. 

No to tyle na dziś i wypierdalam. 
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
23
Siema Dzidki. 
Jak facet obieca że wyrzuci choinkę to nie trzeba mu przypominać co pół roku. Tak samo ja obiecałem że wrzucę jakiś tutorial amatorski to już 5 dzid później oto on. Zapraszam. 

Na początek mała uwaga - absurdalnie mało się przyłożyłem (jak zwykle robię te 30% to tutaj max było 3%). Materiału jest ledwo kilkanaście minut, kalibracja jest w oparciu o kilka klatek, obróbka jest zrobiona bardzo podstawowa - chcę pokazać, że nawet w kilka chwil da się zrobić "coś". A że to coś jest chujowe to już inna sprawa. 

Da się to zrobić lepiej, mi się po prostu nie chciało. Sprzęt jest ograniczający. 

No to do dzieła, tutaj nasz dzisiejszy bohater. 
Astrofotografia - wersja budżetowa
Aparat - Canon R, niemodyfikowany (ale też robimy obiekt który świeci jasno i nie ukrywa się w wąskich pasmach wodoru).

Obiektyw - Samyang 135mm f/2 (robiłem zdaje się na f/2.8 i się okazało że w ogóle bez potrzeby bo i tak wyciąłem większość obrazka więc winietowanie nie miało znaczenia). 

Oprócz tego mamy statyw i na statywie jest sky tracker. I to jest rzecz, której w domu raczej nie macie. Jakiś aparat - tak, jakiś obiektyw (mniej lub bardziej chujowy do tego celu) - tak. Ale nie montaż. 

Da się to zrobić bez montażu, na zwykłym statywie - wtedy pojedyncze klatki będą krótkie, ale będzie ich więcej. Stackowanie będzie trwało dłużej ale COŚ wyjdzie. 
 
Komputerkiem się nie przejmujemy - wykorzystałem go tylko jako... zasilacz do grzałki :D 

Grzałka jest po to aby rosa nie osadzała się na szkle obiektywu - noce robią się chłodniejsze, wilgotność powietrza rośnie - generalnie zaczyna się okres, kiedy grzałka jest obowiązkowa. 


Jako że u mnie montaż podążał za obiektem - mogłem sobie pozwolić na klatki po 30s. Jeśli chcecie go postawić na stacjonarnym statywie - musicie wziąć pod uwagę, że gwiazdy zaczną spierdalać. 

I teraz jest "zasada 500" która jest chuja warta, ALE omówmy sobie pokrótce
(500/(ogniskowa obiektywu*factor z rozmiaru matrycy))=liczba sekund które możemy "bezpiecznie" naświetlać. 

U mnie obiektyw to 135mm, factor matrycy to 1 (bo pełna klatka), dla APS-C to będzie 1.6 zdaje się. 
Czyli w teorii dla 135mm powinno się dać naświetlać 3.7s dla FF i 2.3s dla APS-C ale chuja prawda - to będize zapewne koło 2s i 1s. 

Jak to sprawdzić? 
Robimy jedną testową klatkę dla wartości jaka nam wychodzi (np. 3s) i sprawdzamy - jeśli gwiazdy są jajkami (oceniamy gromadę gwiazd w centrum, wszystkie będą spłaszczone/zjajowane w ten sam sposób) - to redukujemy czas aż dostajemy ładne okrągłe kropki. 

Ah no i oczywiście musimy pięknie wyostrzyć nasz obiektyw - można to zrobić na oko - celujemy w jak najmniejsze gwiazdy. Z pomocą może przyjść również maska bathinowa, jeśli mamy dobry podgląd. Na pierwszy raz na oko wystarczy. Jeśli ktoś ma problem wyostrzyć na gwiazdy a na niebie jest księżyc - kierujemy aparat na księżyc i wtedy DUŻO łatwiej jest nam złapać ostrość. 

Ostrzymy, robimy zdjęcie i sprawdzamy czy jest ostre czy nieostre. 

ISO - ja robiłem na 1600, zależnie od aparatu i podatności matrycy na szum - są aparaty które dobrze sobie poradzą z 6400, są aparaty które już przy 3200 będą marudzić. Im mniej tym lepiej, ale sprawdzamy co widać na klatkach vs czas naświetlania. W przypadku andromedy powinniśmy na pojedynczej klatce zobaczyć ogólny zarys. Nie przejmujemy się, że widać niewiele - po to robimy tych klatek dużo. 

Apertura - im większa dziura tym lepiej. Większa dziura, więcej światła wpada na raz, mniejszy czas naświetlania/mniejsze ISO potrzebne. Jeśli mamy obiektyw f/2 - zaczynamy od f/2, jeśli winietowanie jest okropne - to redukujemy, ale winietowanie sobie możemy usunąć w obróbce/kalibracji, więc nie boimy się go tak bardzo. 

Obiekt fotografowany powinien być w centrum. 

Czyli mamy: 
Aparat z obiektywem, na trackerze lub zwykłym statywie, długość klatki ustawiona tak że gwiazdy nie są jajami, ostrość złapana. Teraz z pomocą przychodzi nasz cichy bohater. 
Astrofotografia - wersja budżetowa
Interwałometr. Naciska za nas spust. Aparat ustawiamy w tryb bulb, ustawiamy długość klatki, odstęp. Niektóre aparaty mają ten tryb w k†órym robią drugą ekspozycję do odszumiania - wyłączamy (bo wtedy jedną klatkę robilibyśmy dwa razy dłużej). Ustawiamy, żeby zaczął robić zdjęcia kilka sekund po tym jak go odpalimy i... 

SPIERDALAMYYYYY

Serio. Odpalamy, odkładamy interwałometr (najlepiej żeby nie dyndał) i oddalamy się czym prędzej. Nie łazimy obok, nie sprawdzamy co chwilę, każda wibracja to zjebana klatka. Naświetlamy po 2-3 lub nawet 30 sekund - więc zostawiamy aparat w spokoju redukując wszelkie zewnętrzne czynniki do minimum. 

Wracamy po określonym czasie (u mnie to było 15 minut), wyłączamy. Ja zwykle wypierdalam pierwszą i ostatnią klatkę, tak dla zasady. 

Gratulacje, zrobiliśmy nasze Lighty! (klatki z danymi). 

Kiedy już zrobimy - można i warto zrobić klatki kalibracyjne. 

Darks -> klatki które pokazują jak działa matryca kiedy robi zdjęcie niczego. Robimy w tych samych warunkach (temperatura), zasłaniamy obiektyw i robimy ekspozycje równe tej, którą robiliśmy Lighty.

Te klatki eliminują hot-pixele, amp glow i inne dziwne rzeczy które matryca robi kiedy się nagrzewa przy długim naświetlaniu. To samo ISO, ta sama ekspozycja, ta sama temperatura. 

Flats -> klatki, które pokazują co widzi matryca kiedy widzi jednolicie podświetloną powierzchnię. U mnie wyglądało to tak
Astrofotografia - wersja budżetowa
Astrofotografia - wersja budżetowa
Wór na łeb (biała tkanina, bawełniana koszulka, warto zrobić kilka warstw). Na to wszystko idzie jednolicie świecąca powierzchnia. U mnie to jest panel EL, do obiektywów z reguły wystarcza tablet z białą stroną ustawiony na niską intensywność podświetlenia. 

Ustawiamy aparat w tryb apperture priority, robimy z tą samą przysłoną - aparat dobierze sam prędkość migawki. Jeśli czas naświetlania to ułamek sekundy - dokładamy więcej szmat/zmniejszamy podświetlenie - warto mieć minimum 1s. 

Jak to wygląda w praktyce: 
1. Lighty - obowiązkowe (inaczej co w ogóle robimy?)
2. Darki - wysoce zalecane, zwłaszcza przy długich czasach. Często nam się dzieje tak, że hotpixele nam robią kolorowe wężyki jeśli nie skalibrujemy klatek
3. Flaty... ujdzie jeśli ich nie będzie. One służą do redukcji winietowania (możemy to ew. zrobić inaczej w obróbce) oraz jeśli mamy kurz na soczewce - pozwalają skalibrować klatki

Są jeszcze biasy, łatwo i szybko się je robi, ja ich ostatnio na kamerkach astro nie robię wcale bo działy się dziwne rzeczy. Na lustrzakach/bezlusterkowcach chyba nadal warto. Można doczytać :) 

Czyli w dużym uproszczeniu nasza kalibracja działa tak: 
Mamy nieco ujebany obiektyw + matryca płata figle

Od lightów odejmujemy psikusy matrycy oraz odejmujemy syf z obiektywu (dosłownie, matematycznie piksel po pikselu cyfrowo czyścimy to zdjęcie z niedoskonałości naszego sprzętu). 

Im więcej klatek kalibracyjnych tym lepiej, ale nadchodzi moment gdzie uzysk na jakości jest minimalny. 

Krótko mówiąc: między 10 a 20 jest spora różnica, między 10 tysięcy a 12 tysięcy - relatywnie niewielka. 

Do stackowania możemy użyć programiku który się nazywa DeepSkyStacker (darmowy), do obróbki mamy mnóstwo materiałów w internecie, zresztą ile ludzi tyle różnych technik. Nie będę się tu zagłębiał w szczegóły. U mnie obróbki było niewiele. Tak wygląda skalibrowana klatka z lightem: 
Astrofotografia - wersja budżetowa
A tutaj efekt końcowy po chujowej obróbce.
Astrofotografia - wersja budżetowa
Autor: Ja
Aparat: tak
Obiektyw: tak, 135mm
Liczba klatek: mało x 30s
Kalibracja: załóżmy że tak
Obróbka: coś widać, prawda? 

No to tyle ode mnie, wypierdalam. Jeśli kogokolwiek zainteresował temat, są jakieś pytania - chętnie odpowiem w komentarzach. 
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
18
No siema dzidki. Trochę mnie nie było, bo KURWA CHMURY NON STOP. 
Astrofotografia w tym kraju to w 80% wkurwianie się, że chmury są. 

Ale było parę dni nawet bez, więc coś tam się wyprodukowało w ostatnim czasie. 

Pytanie które padło wcześniej - co można zrobić turbo-amatorsko, bez żadnego specjalistycznego sprzętu, bez wydawania kasy. Otóż można zrobić na przykład to. 
Astro z innej strony tym razem (ale potem są też fajne rzeczy)
Co to za gówno - ktoś mógłby spytać? 
I wtedy należy odpowiedzieć...
no tak, to jest gówno. 

Ale jak weźmie się 600 takich gówien to nagle... 
Na środku widać bardzo nieśmiało pasmo drogi mlecznej, która przesuwa się w prawo, aparat to bezlusterkowy stary Canon R z absurdalnym przebiegiem prawie 300k - ale działa. Aparat to IRIX 15mm - złapałem nowy za 900 zł - więc nie jest to Sigma Art za grube tysiące. 

Mimo że aparat jest "nienajgorszy" - to nie jest zmodyfikowany i nie nadaje się do łapania pasm wodoru - dlatego droga mleczna pojawia się jako smuga. Modyfikacja listerkowców/bezlusterkowców to koszt 200 zł (ale trzeba liczyć się, że ten aparat będzie służyć tylko do tego). Nie poświęciłem w sumie za wiele czasu na obróbkę tego - wziąłem wszystkie klatki i wrzuciłem je w timelapse. Całość stoi na zwykłym statywie - generalnie jeśli ktoś posiada aparat z szerokokątnym obiektywem i dorzuci do tego interwałometr (60-80 zł?), postawi to na noc to można zrobić fajne rzeczy. 

Można zrobić jeszcze jedną fajną rzecz - przejście między dniem a nocą, nigdy nie jestem na to przygotowany (trzeba mieć już zogniskowany obiektyw i tylko włączyć kiedy słońce zachodzi). Ale może kiedyś zrobię. 

Proste, nie wymaga wybitnego sprzętu a efekt jest piorunujący. Zwłaszcza jak trafi się sytuacja gdzie chmury lecą w inną stronę niż pozorny ruch nieba. No i właśnie - chmury nie przeszkadzają. 

I tak 600 sztuk, żeby wyprodukować 20-kilka sekund. Widać na koniec że księżyc wstał i ujawił, że w rogu pracuje w tym czasie teleskop (chmur po północnej stronie nie było). 

A kiedy już udało się znaleźć dziurę w chmurach... 
Astro z innej strony tym razem (ale potem są też fajne rzeczy)
Mgławica czarodziej (NGC 7380) - wprawdzie jest do góry nogami, ale przyznam szczerze - wolę go w tym ujęciu. Zresztą co to w ogóle znaczy "do góry nogami" w kosmosie. Piękna linia odcięcia wodoru (złoty) oraz tlenu (niebieski), niesamowicie wdzięczny obiekt do fotografii wąskopasmowej. 7200 lat świetlnych od nas 

Oraz drugi, równie przyjemny i duży - mgławica dziecko/dusza - jak zwał tak zwał. 6000 lat świetlnych od nas, razem z koleżanką (mgławicą serce) mają ok 300 lat świetlnych długości. 
Tłumacząc na nasze: wpizdu wielkie. 
Astro z innej strony tym razem (ale potem są też fajne rzeczy)
No i oprócz tego ostatnio zmontowałem taki zestaw w którym dedykowana kamera astro jest podpięta do zwykłego obiektywu (Samyang 135mm) na najprostszym sky trackerze (SW Star Adventuter - najtańsza opcja żeby zacząć robić zdjęcia DSO). Kamera w kolorze, powiem szczerze, że obróbki koloru w ogóle nie umiem, ale cośtam wyszło to też wrzucę. 
Astro z innej strony tym razem (ale potem są też fajne rzeczy)
Mgławica Welon (całość - zarówno część wschodnia i zachodnia) pozostałość po supernowej. Gwiazda o masie ponad 20 naszych słońc zakończyła swój cykl życia ok 10-20 tys. lat temu. 
W momencie eksplozji była jaśniejsza niż wenus, więc 10-20 tysięcy lat temu ktoś (być może) widział na niebie gwiazdę jeszcze zanim zaszło słońce i zapadł zmrok. Grubo, nie? Ok 2,4 tys. lat świetlnych od nas, obecnie pył rozszerzył się na ok 110 lat świetlnych. 

Krótko mówiąc zatem: kiedyś jebło i teraz zapierdala. 


No to wypierdalam, do następnego razu! 
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
13
NGC 6888
No wreście bo ile można! Pogoda była tak do dupy, że już powoli dostawałem na głowę, ale wczoraj udało się przetestować mój nowy filtr... i jestem zachwycony. To tutaj to pierwsza partia materiału 3h 20 min, a już tlenowa otoczka jest doskonale widoczna. Będę focił ten kadr do końca lata, a co mi tam. Obiekt tutaj przedstawiony już kiedyś wrzucałem, ale tutaj mamy nową jakość, nie do porównania z poprzednim materiałem. A na dodatek dokonałem takiego małego prywatnego odkrycia i ta delikatna bańka którą widać pod Mgławicą Półksiężyc i lekko po prawej to mgławica planetarna PN G075.5+01.7 odkryta dopiero w 2007 roku przez astronoma amatora i nosi potoczną nazwę Bańka Mydlana :). Dla mnie sztos. Jak uzbieram wiecej "towaru" to dzięki filtrowi Ha i OIII 3nm na bank wydobędę o wiele więcej detalu. 
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
24
Zaczęliśmy trochę od dupy strony, bo najpierw obejrzeliście efekt, potem obejrzeliście jak ze zdjęcia na których "gówno widać" dotarliśmy do tego efektu, a teraz będziemy w ogóle patrzeć jak te zdjęcia powstały. 

Ale też nie moja wina, bo kto by się kurwa spodziewał że będzie Was to interesować?! 

Trochę tutorial / trochę pierdolenie, weźmiemy na warsztat naszego głównego bohatera, który sprawia że w ogóle możemy cokolwiek zobaczyć. 
Astrofotografia - jak to się robi i inne takie - cz. 3
No i na pierwszy rzut oka - teleskop na statywie. Wydaje się proste, okazuje się, że jednak wcale takie nie jest. Ale od początku. 

Aby zrobić sensowne zdjęcia w nocy (z długą ekspozycją) musimy zadbać o to, żeby w polu matrycy aparatu zawsze był ten sam obraz. Czyli teleskop musi być skierowany w to samo miejsce. 

Widzicie już gdzie jest problem? 

Te małe świecące skurwysyny zapierdalają po niebie w pozornym ruchu bo kręcimy się na ziemi niczym piłka zajebana przez Igę Świątek po to aby finalnie rozjebać swoją rywalkę w finale Wimbledonu.

Aby sobie z tym poradzić przychodzi z pomocą montaż paralaktyczny. 
Astrofotografia - jak to się robi i inne takie - cz. 3
Montaż paralaktyczny to "taki statyw" zaprojektowany z myślą o tym, że ziemia kręci się wokół własnej osi. Jeśli więc jedną oś montażu wyrównamy z osią ziemi - będziemy mogli śledzić ten ruch poruszając teleskop tylko w jednej płaszczyźnie. Ziemia kręci się w jedną stronę, montaż w drugą i powinien nam to skompensowac. 

Proste, nie? Wyrównujemy oś z osią ziemi a następnie jak po sznurku prowadzimy teleskop, wszak znamy prędkość z jaką rusza się ziemia. 

No właśnie nie. 

Montaż jak każde mechaniczne urządzenie będzie miał jakiś poziom błędu. A to oznacza, że musimy go korygować. Jak to robimy? 
Astrofotografia - jak to się robi i inne takie - cz. 3
Jako że nasz teleskop będzie zajęty robieniem zdjęć - musimy przyczepić do niego drugi teleskop (mniejszy), który będzie pilnować czy montaż rusza się tak jak trzeba. A jeśli nie - będzie wysyłał do niego instrukcje w jaki sposób ma korygować swój ruch. 
Astrofotografia - jak to się robi i inne takie - cz. 3
KURWACO.jpg
Tak. Dokladnie tak. Przyczepiamy teleskop do teleskopu, aby kamera jednego z teleskopów zapewniała, żeby ta druga kamera działała jak należy.

Tutaj oczywiście teleskop stricte do astrofotografii a luneta guidingowa (czyli taki mikro-teleskop) to dwie różne klasy.

Na tym zdjęciu mamy SW Esprit 120ED który kosztuje ok 11,5k polskich nowych, a luneta do guidingu to "ledwie" EvoGuide 50ED za 1k PLN - ale niech Was to nie zwiedzie - ta luneta jest w stanie zrobić nienajgorsze zdjęcia (a pewnie lepsze niż kitowy obiektyw dodawany do aparatów fotograficznych). 
Pytanie kluczowe brzmi: czy to wszystko jest potrzebne? 
I odpowiedź brzmi: i tak i nie. 

To trochę tak jakbyśmy weszli w polemikę czy klimatyzacja w samochodzie jest niezbędna. Wszak nasi rodzice cisnęli nad morze fiatem 125p i pół biedy jak ktoś był z Elbląga, a dzisiaj ma być klima i to najlepiej dwustrefowa plus wentylowane fotele. 

Przeglądając to co do tej pory obejrzeliśmy: 
- montaż - absolutny must have jeśli ktoś chce robić zdjęcia na poważnie. Nie mówię, że się nie da, ale jakikolwiek bardziej ambitny projekt bez montażu nie wyjdzie
- teleskop - i tutaj wchodzimy w temat rzekę. Jeśli Wam się wydaje, że 11,5k za teleskop to dużo to patrzcie na tego skurwiela. 
Astrofotografia - jak to się robi i inne takie - cz. 3
Myślicie że drogo? To pora na dygresję. Przeglądałem raz foty i znalazłem fajną fotkę, bardzo wysoki poziom detalu, generalnie bardzo mi się spodobała. Zwykle jest zestawienie jakim sprzętem robione - patrzę - no nie znam. Szybko wyszło na jaw czemu nie znam - 300k pln. I w temacie astrofotografii powiedzenie "sky is the limit" dosłownie ma sens, biorąc pod uwagę, że koszt Hubble'a z grubsza szacuje się na ok 16 miliardów $, a pragnę przypomnieć, że w tej chwili to już "ten starszy i gorszy" od czasu kiedy JW został "wyjebany w kosmos".  
Ale do rzeczy. Mamy montaż, mamy teleskop. Czy guiding jest potrzebny? Albo inaczej: czy w ogóle teleskop jest potrzebny? 

I tu odpowiedź jest zaskakująca bo... nie! 

Guiding jest potrzebny kiedy chcemy zrobić długie ekspozycje. Oczywiście wiadomo że chcemy, ale brak w niczym nas nie powstrzymuje. Przy krótkich ogniskowych (np. 150-250 mm) jesteśmy w stanie bez problemu uszarpać ok minuty materiału na raz i zmieścić się w granicy błędu trackowania montażu. Zamiast robić 3-5-10 minutowe ujęcia robimy 3-5-10 ujęć po minucie i potem montujemy to w jedną całość.

Co do samego teleskopu - istnieje parę fajnych obiektywów, które znakomicie nadają się do astrofotografii, np. Samyang 135mm ED f/2 - tym małym gnojkiem możecie zrobić rewelacyjne fotki. Wydaje Wam się, że 135mm to za mało żeby coś zobaczyć? No to patrzcie na to.  
Astrofotografia - jak to się robi i inne takie - cz. 3
To jest jedna z większych mgławic (C20, North America Nebula), która wraz ze swoim sąsiedztwem pięknie wpasowuje się w kadr matrycy APS-C właśnie przy tej ogniskowej. Dla przykładu to samo kadrowanie na księżyc wygląda tak. 
Astrofotografia - jak to się robi i inne takie - cz. 3
Ramka ma ten sam rozmiar (obejmuje ten sam wycinek nieba). Tak, te obiekty są pozornie TAK WIELKIE na naszym niebie, po prostu ich nie widzimy (bo są ciemne). Ale aparat może je dostrzec z palcem w dupie, gdyby miał palec. No i dupę. 

Mam wrazenie, że bardzo odbiegłem od tematu, ale chuj, zostaw tak. 

Myślę, że w następnej części przelecę przez resztę elementów a potem spróbujemy zrobić zdjęcie czymś wybitnie chujowym co znajdę w domu i zobaczymy co nam z tego wyjdzie. 

A póki co adios i wypierdalam! 
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
12
W związku z zaskakująco pozytywnym odbiorem poprzedniej dzidy czuję się zobowiązany, żeby wrzucić coś jeszcze, a że jestem w robocie to jest idealny czas. 

Kolega @Jaromlw prosił wprawdzie o tutoriale jakieś, ale to bym musiał wyjść z piwnicy, nie ma lekko, pada deszcz i te sprawy. Ale czytaj bo ciekawe! 

No to tak, miałem pokazać śmierdziela, oto zatem on: 
Astrofotografia - jak to się w ogóle robi
OCZYWIŚCIE że w piwnicy. Tymczasowo do kalibracji powieszony na innym montażu. 
Co my tu mamy - Sky Watcher Esprit 120 ED, 120x840 co daje światłosiłę f/7 - bez szału, ale ostatnio zacząłem robić klatki po 10 minut i bardzo fajnie to działa. 
Kamera to ASI1600MM - czyli mono, do tego koło filtrowe z filtrami Astronomik 6nm, taka średnia półka. 

W tym projekcie zbieram 3 kanały: wodór, siarkę i tlen. Krótko mówiąc - robię czarno-białe zdjęcia wąskiego pasma światła emitowanego przez te pierwiastki. Klatki po 10 minut oznaczają, że pojedyncze zdjęcie zbiera światło przez (zgadliście) 10 minut. 

Kto robił zdjęcia w trybie nocnym wie, że poruszenie aparatu podczas ekspozycji powoduje że robi się sraczka - więc montaż na którym stoi teleskop musi przez 10 minut precyzyjnie popierdalać za obiektem który obrazujemy. 

Następnie te pojedyncze ujęcia są składane w jedno zdjęcie, nie wdawajmy się w szczegóły, przyjmijmy dla uproszczenia że magicznie są scalane i dostaję 3 foty. 

No i ktoś napisał, żebym wypierdalał z gównem z fotoszopa i wrzucił nieobrobione zdjęcie, proszę bardzo, oto trzy nieobrobione zdjęcia. 
Astrofotografia - jak to się w ogóle robi
I co, jesteś zadowolony z siebie? Fajnie się oglądało? Może chcesz high-res żeby lepiej pogapić się w ciemność? 

I serio, to są DOKŁADNIE TE zdjęcia, z których powstał finalny produkt, czyli to: 
Astrofotografia - jak to się w ogóle robi
To co tu się dzieje? Wspominałem już, że w kosmosie jest ciemno. Powiedzieć, że jest ciemno jak w dupie u murzyna to jak nic nie powiedzieć. 

Nawet 10 minut naświetlania nie pokazuje jasnego obrazu, prawdę mówiąc gówno pokazuje na pierwszy rzut oka. Co nie znaczy, że tam nic nie ma. Po prostu danych na temat światła jest tak mało, że jest ściśnięte i schowane w tym pliku. Z pomocą przychodzi rzut okiem na histogram, na czerwono zaznaczyłem gdzie chowają się nasze dane. 
Astrofotografia - jak to się w ogóle robi
Jedną z absolutnie podstawowych rzeczy, którą robi się w obróbce astrofotografii (i to KAŻDEJ - czy zrobimy zdjęcie aparatem, telefonem nawet, dedykowaną kamerą do astrofotografii, kartoflem) - to naciągnięcie tego histogramu, tak żeby wyciągnąć światło na pierwszy plan... no i zaczyna to wyglądać dużo lepiej: 
Astrofotografia - jak to się w ogóle robi
Krótka nauczka: nie proś o nieobrobiony plik bo gówno zobaczysz. 

No i wszystko pięknie, ale skąd się biorą kolory? Czy te kolory to prawdziwe kolory tego obiektu? 
Otóż: nie. Nie są prawdziwe, nie biorą się. Obrazek jest dosłownie "pokolorowany", a konkretnie - każda warstwa została przyporządkowana do innego koloru aby uzyskać wersję kolorową. 
Tak, oszukałem, ale tylko głupi by nie oszukał. 

I zanim każecie mi wypierdalać - wstrzymajcie się do końca.

Przypominam - w mojej poprzedniej dzidzie była też kolorowa wersja stworzona przez NASA. I ona również pochodzi z wersji czarno-białych. Astrofotografia to nie jest selfie z molo w Sopocie po wizycie w Grand Hotelu.

Ktoś w NASA zadał sobie pytanie: jak pokazać te zdjęcia ludziom tak, aby były wizualnie atrakcyjne? No i ktoś wymyślił paletę hubbla. Każdą z tych warstw alokuje się do innej barwy, w tej palecie to: Siarka -> czerwony, Wodór -> Zielony, Tlen -> Niebieski. 

Tutaj są naciągnięte zdjęcia mono. Po lewej siarka, po prawej wodór, na dole tlen. 
Astrofotografia - jak to się w ogóle robi
Jak widzicie wodoru jest najwięcej. I to tak wyraźnie więcej niż czegokolwiek innego. 

Wodór jest czerwony. Siarka tez jest czerwona (trochę ciemniejsza, ale wciąż czerwona). Tlen jest niebieski. Co otrzymamy gdybyśmy chcieli odwzorować te barwy? 

Tak się składa, że innym teleskopem robiłem to zdjęcie w kolorze (to był test, zdjęcie jest chujowe, ale kolorystycznie oddaje to co tam widać). 
Astrofotografia - jak to się w ogóle robi
No i co, nie ma takiego szału, prawda? Wodoru jest tak kurewsko dużo, że zdecydowana większość zdjęć astro wychodzi po prostu czerwona. 

Dlaczego więc mono i kolorowanie? Nie chodzi o same kolory, kolory dają tylko jakiś poziom atrakcyjności (jak makijaż - może być ok, może być chujowy, ale niczego nie zmienia kiedy laska jest pierdolnięta). 

Chodzi o to, że fotografując jeden kanał gdzie zbieramy bardzo wąską falę światła (6nm, bardzo mało, nawet mniej niż siusiak pyza)  i to pozwala bardzo fajnie dostrzec krawędzie struktur i ich kształty.

I o to właśnie chodzi - o kształty a nie kolory. Różne kolory pozwalają uwydatnić kształty, pokazać kosmiczne struktury w sposób czytelniejszy. 

No to teraz już wypierdalam. 
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
40
NASA swego czasu strzeliła taką fotkę w kosmosie. Nie było to selfie, więc wszystko spoko - niepedalski content. 
M16 - mgławica orzeł
No i oczywiście wiadomo - poziom detalu jest nieziemski, a to dlatego, że teleskop (w tym wypadku Hubble) znajduje się na orbicie. Nie ma atmosfery, która przeszkadza, nie ma wibracji ziemi, która pojawia się kiedy twoja stara odpala swoje gigantyczne dildo - generalnie można strzelić całkiem niezłą fotkę w ten sposób. 

Są też wady. 
- jest to kurewsko drogie
- maintenance jest problematyczny. 

W związku z tym uznałem, że nie będę wysyłać mojego własnego teleskopu na orbitę tylko postawię go na ziemi. Bliżej z piwnicy, trochę pizga ale jednak nieco mniej. 

No i po licznych eksperymentach powstało toto, które w sumie jeszcze nie jest finalnym produktem, ale nadaje się już do pokazania. 

Zdjęcie jest wynikiem zebrania póki co ok 6 godzin materiału (co przy obecnie bardzo krótkich nocach wymaga minimum kilku dni) 
M16 - mgławica orzeł
Spytacie co on taki mały, spieszę z odpowiedzią - śmiedzi jak duży. 
A co do samego zdjęcia - istnieje w fotografii takie pojęcie jak długość fokalna - ogniskowa obiektywu (czy w tym wypadku teleskopu). No i hubble ma jej 57 tys mm a mój teleskop mimo że nie jest całkiem mały to jednak ledwie 840 mm. To "delikatna" różnica, która powoduje, że obrazuję znacznie większy wycinek nieba. 

Jeśli jednak ktoś jeszcze nie stracił całkiem wzroku od konsumpcji wątpliwej jakości pędzonego w piwnicy alkoholu to może zauważyć, że te fiutki w środku (zwane też trąbami) to jest dokładnie to co widać na wyjątkowo szczegółowym zdjęciu NASA. 

To teraz nieco o naszym bohaterze, tak żeby był delikatny walor edukacyjny. Pozornie ten obiekt na naszym niebie ma wielkość mniej-więcej księżyca. Tyle że nie jest tak jasny jak księzyc, więc nie jesteśmy w stanie dostrzec go gołym okiem. 

No dobra, ale czemu nie jest tak jasny jak księżyc? Na zdjęciu widać że tam napierdala światłem jak z wiejskiej dyskoteki. Otóż odpowiedź jest prosta: jest kurewsko daleko - konkretnie ok 7000 lat świetlnych od nas. A jeśli jest kurewsko daleko ale pozornie na niebie wydaje się w takim samym rozmiarze jak księżyc, który jest blisko... to... tak, zgadliście. To znaczy że jest kurewsko wielki. 

Ciekawostka o kosmosie - dużo rzeczy tutaj jest kurewsko wielkie. 

No to jak rzucicie okiem na pierwszą fotkę - na te trąby - ocenia się, że ich długość to ok 4 lat świetlnych (ly). Czyli ten maleńki kawałek w środku mojego zdjęcia ma dwukrotnie większą długość niż średnica naszego układu słonecznego (przyjmuje się ok 2 ly). Najbliższa gwiazda od nas to Proxima Centauri - ok 4,25 ly. Czyli właśnie mniej więcej tyle. 
Całość tej mgławicy ocenia się na ok 70x55 ly, czyli prawie tak duża jak dupsko twojej starej. 

Jeśli interesuje was jak w ogóle powstaje takie zdjęcie to dajcie znać, a póki co wypierdalam bo i tak pada deszcz więc niczego nowego nie sfocę. 
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.091562032699585